Szczęść Boże! Drodzy moi, w odniesieniu do Mszy Świętej w intencji Akademii Nauk Stosowanych MAZOVIA, sprawowanej w naszym Duszpasterstwie ostatnią sobotę, 3 października 2026., o godzinie 18:00 – za co dziękowałem już wczoraj – to dodam tylko, że cała liturgia była bardzo solidnie przygotowana przez Uczestników: zorganizowali oni czytanie, śpiew Psalmu, modlitwę powszechną, a nawet – procesję z darami!
Ustawiony został także sztandar Uczelni, co w Kaplicy Duszpasterstwa zdarza się niezwykle rzadko! Tylko na Mszach Świętych w intencji – i z udziałem – tejże właśnie Uczelni! I – co najważniejsze – ta Msza Święta sprawowana była na prośbę Władz i Pracowników Uczelni. Raz jeszcze dziękuję za tę inicjatywę i to spotkanie! Niech z tego wydarzenia wyniknie jak największa chwała Pana!
I jeszcze jedna, bardzo ważna, a po ludzku – bardzo smutna wiadomość. Otóż, wczoraj, czyli w niedzielę, 4 października 2026., w południe, odeszła do Domu Ojca świętej pamięci Anna Kulasiak, Mama naszej nieocenionej i pod każdym względem wyjątkowej Przewodniczki i Opiekunki w Rzymie, Natalii Kulasiak.
Pogrzeb Pani Anny odbędzie się jutro, czyli we wtorek, 6 października 2026., o godzinie 11:00, w Parafii Świętej Anny, w Chyżnem. Wybieram się na te uroczystości.
A Was wszystkich – szczególnie zaś tych, którzy znają Natalkę, bo może byli ze mną w Rzymie i mieli okazję doświadczyć Jej życzliwości – proszę o serdeczną modlitwę o pokój wieczny dla Zmarłej oraz o wsparcie duchowe i płynącą z wiary nadzieję na Zmartwychwstanie – dla Natalki i Jej Rodziny!
A ja dzisiaj pracuję w Siedlcach, rozwożąc – po raz pierwszy w tym roku akademickim – Ogłoszenia naszego Duszpasterstwa na Wydziały i do Akademików. Po czym przejeżdżam do Lublina, skąd jutro wyruszę do Chyżnego.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś Jezus konkretnie mówi do mnie w swoim Słowie? Duchu Święty – rozjaśnij umysły i serca!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 27 Tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. Faustyny Kowalskiej, Dziewicy,
5 października 2026.,
do czytań: Ga 1,6–12; Łk 10,25–37
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO GALATÓW:
Bracia: Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt, i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową. Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty. Już przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście, niech będzie przeklęty.
A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa.
Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”
On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”.
Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”.
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”
Jezus nawiązując do tego rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał».
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”
On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”.
Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie”.
Słowa, które dzisiaj Apostoł Paweł kieruje do wiernych Gminy chrześcijańskiej galackiej, powinny stanowić bazę wyjściową do podejmowania wszelkiej działalności, związanej z głoszeniem innym Bożego słowa, jak i z procesem jego przyjmowania. Oto bowiem Apostoł z całą mocą stwierdza: Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma: są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt, i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową.
To ważne spostrzeżenie, bo uświadamia nam, że już wtedy, u początków istnienia Kościoła i głoszenia Ewangelii, pojawiali się ludzie, którzy ten jasny i z entuzjazmem głoszony przekaz starali się zaciemnić, skomplikować, zafałszować… Raczej bowiem nosimy w swoim sercu przekonanie, że tamten Kościół – ten pierwotny, młody, dopiero rodzący się – był nieskazitelny! Przecież entuzjazm, towarzyszący jego działaniom, był tak ogromny, że właściwie trudno było nawet spodziewać się, że ktoś odważy się w ogóle jakoś go zakłócać! A jednak…
Już wtedy pojawiali się ludzie, którzy próbowali głosić jakąś «inną Ewangelię». Ale też z lektury Pawłowych Listów, czy Księgi Dziejów Apostolskich, dowiadujemy się, że ludzkie postawy nieraz bardzo dalekie były od ideału! I że niektóre zachowania pierwszych chrześcijan wprawiały w negatywne zdumienie nawet samego Pawła, który w życiu niejedno widział i niejednego doświadczył.
I właśnie dzisiaj o takiej „ciemniejszej” stronie funkcjonowania młodego Kościoła słyszymy. A może lepiej powiedzieć: słyszymy przestrogę przed taką „ciemniejszą” stroną, którą z pewnością stworzą wszyscy, podejmujący próby przeinaczania przekazu apostolskiego. Stąd oczywistym jest owo zdziwienie, o którym Paweł wspomina w pierwszym zdaniu, jak i stanowczy ton, jaki odnajdujemy w zdaniach kolejnych: Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy, niech będzie przeklęty. Już przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą od nas otrzymaliście, niech będzie przeklęty.
Usłyszmy to dobrze: gdyby nawet sam Paweł coś zmienił w tym, czego do tej pory nauczał – niech będzie przeklęty! Chociaż akurat taka sytuacja byłaby dla uczniów bardzo trudna, bo – by się tak wyrazić – „któremu” Pawłowi mieliby wierzyć: temu, który wcześniej mówiłby jedno, czy temu, który potem mówiłby drugie? Wszak to ten sam Paweł!
Na szczęście, do takiej sytuacji w tym przypadku nie doszło, ale w historii Kościoła – i to nie tylko tego powszechnego, ale i w historii naszego życia – spotykaliśmy ludzi, także ludzi Kościoła, którzy z mocą nauczali prawd wiary i autentycznie byliśmy przekonani, że są oni świadkami tego, co głoszą, po czym dowiadywaliśmy się, że diametralnie zmienili zdanie i spojrzenie na całą rzeczywistość! W niektórych przypadkach wiązało się to chociażby z porzuceniem kapłaństwa!
I jak uwierzyć takiemu kapłanowi, takiemu nauczycielowi, takiemu przewodnikowi – a w najbardziej dramatycznych, skrajnych i bolesnych przypadkach: takiemu rodzicowi czy małżonkowi – który z całą mocą przekonywał do czegoś, a potem przekreślił to wszystko decyzją o odejściu albo totalną zmianą swoich poglądów i przekonań. Co oznacza, że nie były to żadne przekonania, tylko domysły, bo jak się jest do czegoś przekonanym, to się jest! Przekonanie – to pogląd niemalże pewny, budowany przez jakiś czas, wsparty logicznymi argumentami i różnymi dowodami. Takie przekonanie niełatwo – a może inaczej: nie powinno być łatwo – tak po prostu zmienić.
Paweł idzie w tym swoim stanowisku tak daleko, że nawet sam siebie skazuje na odrzucenie i wręcz nakazuje swoim uczniom odwrócenie się od niego, gdyby zmienił treść nauki, którą do tej pory głosił. To swoje odważne nastawienie tak wyjaśnia: A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa. Oświadczam więc wam, bracia, że głoszona przeze mnie Ewangelia nie jest wymysłem ludzkim. Nie otrzymałem jej bowiem ani nie nauczyłem się od jakiegoś człowieka, lecz objawił mi ją Jezus Chrystus.
I właśnie dlatego, że głoszona przez niego nauka nie jest wymysłem ludzkim, on pozostaje jej wierny, a gdyby się sam w tym wszystkim jakoś poplątał – to jego uczniowie mają pozostać jej wierni, nawet za cenę odejścia od niego, jako ich mistrza. A w ten sposób daje on dowód tego, że nie zależy mu na ludzkich względach.
Nas zaś wszystkich przekonuje, że są takie wartości i takie prawdy, które stoją ponad zmieniającymi się ludzkimi humorami, nastrojami, opiniami, trendami i modami, takimi czy innymi okolicznościami. Właśnie – bez względu na zmieniające się okoliczności; bez względu na wypowiadane tak często stwierdzenie: „teraz są inne czasy”, mające niejako usprawiedliwić odchodzenie od jasnych, chociaż czasami twardych zasad Ewangelii – zasady ewangeliczne pozostają niezmienne.
I możliwość odniesienia się do nich może być tylko dwojaka: albo się je w całości przyjmuje, albo odrzuca. Jak słyszymy w starożytnym porzekadle rzymskim: tertium non datur. Czyli – trzeciej możliwości nie ma. Nie ma żadnej trzeciej drogi. Jest albo TAK – albo NIE. JEDEN – lub ZERO. PRAWDA – lub FAŁSZ. CZARNE – lub BIAŁE. I żadnych odcieni szarości! Żadnych prawd chwilowych, przejściowych, dopasowanych do aktualnych mód lub oczekiwań! Żadnego mętnego przekazu „pomiędzy” tym, co TAK, a tym, co NIE. Nie ma takiego etapu „pomiędzy”, „pośrodku”. Jest albo TAK – albo NIE.
Prawda nie leży – jak chcieliby niektórzy – pośrodku! Prawda Ewangelii leży w prawdziwości każdego słowa i każdego czynu Jezusa Chrystusa! A On nigdy nie zgadzał się na żadne półśrodki. Dlatego też – jak nauczał Piotr Apostoł w Dziejach Apostolskich – Jezus nigdy nie miał względów na osoby. Tak samo kochał wszystkich, tak samo wszystkich do siebie zapraszał, dawał wszystkim taką samą szansę zbawienia – ale też tak samo ostro piętnował wszelkie zło, bez względu na to, kto je popełniał.
Nawet Piotra, którego pochwalił za to, że nazwał go «Mesjaszem, Synem Boga żywego», podkreślając, iż Piotr musiał to powiedzieć pod wyraźnym natchnieniem Bożym – chwilę później zrugał za to, że «nie myśli o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”! Bo ten sam Piotr, który tak trafnie odpowiedział na pytanie, «za kogo Apostołowie uważają Jezusa», nie był w stanie przyjąć do wiadomości, że ten Mesjasz, Syn Boga żywego, będzie cierpiał, a nawet zostanie zabity przez swój naród.
Dlatego usłyszał takie stanowcze słowa – Jezus powiedział do niego wręcz: Zejdź mi z oczu szatanie!, co oczywiście nie oznaczało, że uważał go za szatana, ale tak ostro zareagował na błędne myślenie swego umiłowanego ucznia, które gdyby nie zostało skarcone, mogłoby fatalnie wpłynąć na myślenie innych uczniów. Bo prawda jest jedna! A jest nią nauka, głoszona przez Jezusa, ale jest nią także On sam, który mówił o sobie, iż jest Drogą, Prawdą i Życiem!
Stąd tak surowo ocenił On dzisiaj w ewangelicznej przypowieści postawę kapłana i lewity, a tak bardzo pozytywnie ukazał postawę Samarytanina – bądź, co bądź, cudzoziemca, przedstawiciela narodu nieprzyjaznego – który właśnie okazał miłosierdzie potrzebującemu w imię zasad, jakimi naprawdę kierował się w życiu, a nie był ich tylko urzędowym przedstawicielem.
Bo to przecież po kapłanie lub lewicie mielibyśmy prawo spodziewać się właśnie takiego solidnego przykładu pomocy i troski o potrzebującego człowieka! Wszak to oni byli – jeśli się tak można wyrazić – „oficjalnymi” przedstawicielami Boga! Niestety, ich życiowa postawa nie „nadążała” za oficjalną funkcją i prestiżem, z nią związanym. Na tym odcinku się nie sprawdzili – nie byli wierni zasadom, o jakich w pewnym sensie przypominali ludziom swoją funkcją i pozycją społeczną.
A to dla nas bardzo jasne wskazanie, że i o naszej wierze nie może świadczyć dokument z kancelarii parafialnej, czy przynależność do takiej czy innej wspólnoty – nawet najbardziej charyzmatycznej i pobożnej – ani nawet noszona sutanna czy habit. O naszej wierze ma świadczyć wierność Ewangelii i jej niezmiennym zasadom. Nasza niezmienność w tej właśnie materii – wyrażona i potwierdzona czynem!
I jeśli szukalibyśmy przykładu takiej właśnie postawy, to z pewnością znajdziemy go w świadectwie codziennego zabiegania o świętość swoją i innych, jakie swoim stosunkowo krótkim, acz intensywnym życiem daje nam Patronka dnia dzisiejszego, Święta Siostra Faustyna Kowalska.
Urodziła się 25 sierpnia 1905 roku, jako Helena Kowalska – trzecie z dziesięciorga dzieci, w rolniczej rodzinie w Głogowcu koło Łodzi. Dwa dni po urodzeniu została ochrzczona w kościele parafialnym pod wezwaniem Świętego Kazimierza, w Świnicach Warckich, w obecnej Diecezji włocławskiej.
Kiedy miała siedem lat, po raz pierwszy usłyszała w duszy głos, wzywający ją do doskonalszego życia. W 1914 roku, przyjęła Pierwszą Komunię Świętą, a dopiero trzy lata później rozpoczęła naukę w szkole podstawowej. Mimo dobrych wyników, uczyła się tylko przez trzy lata. Potem – niestety – musiała zrezygnować, trzeba było bowiem pomagać w domu matce. Jako czternastoletnia dziewczynka, opuściła dom rodzinny, by na służbie u zamożnych rodzin w Aleksandrowie, Łodzi i Ostrówku, zarobić na własne utrzymanie i pomoc rodzicom.
Przez cały czas bardzo pragnęła życia zakonnego, ale rodzicom powiedziała o swoich zamiarach dopiero w piętnastym roku życia. W lipcu 1924 roku przyjechała do Warszawy i zgłosiła się do Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, przy ulicy Żytniej. Musiała jednak jeszcze rok przepracować w Warszawie, aby odłożyć pieniądze na skromną wyprawkę. 1 sierpnia 1925 roku – mimo sprzeciwu rodziców – została do Zgromadzenia przyjęta.
Postulat odbywała w Warszawie, a nowicjat w Krakowie, gdzie w czasie obłóczyn zakonnych otrzymała imię Maria Faustyna. Od marca 1926 roku, Bóg doświadczał Siostrę Faustynę ogromnymi trudnościami wewnętrznymi – wiele cierpiała aż do końca nowicjatu. W Wielki Piątek 1927 roku zbolałą duszę nowicjuszki ogarnął żar Bożej Miłości. Zapomniała o własnych cierpieniach, poznając jak bardzo cierpiał dla niej Jezus.
W dniu 30 kwietnia 1928 roku, złożyła pierwsze śluby zakonne, następnie z pokorą i radością pracowała w różnych domach zakonnych, między innymi – w Krakowie, Płocku i Wilnie, pełniąc rozmaite obowiązki. Zawsze pozostawała w pełnym zjednoczeniu z Bogiem. Jej bogate życie wewnętrzne wspierane było poprzez wizje i objawienia. W zakonie przeżyła trzynaście lat.
22 lutego 1931 roku, po raz pierwszy ujrzała Pana Jezusa Miłosiernego. Otrzymała wtedy polecenie namalowania takiego obrazu, jak ukazana jej w objawieniu postać Zbawiciela oraz polecenie publicznego wystawienia go w kościele. Mimo znacznego pogorszenia stanu zdrowia, pozwolono jej na złożenie ślubów wieczystych, w dniu 30 kwietnia 1933 roku. Później została skierowana do domu zakonnego w Wilnie.
Na początku 1934 roku zwróciła się z prośbą do artysty malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o wykonanie – według jej wskazówek – obrazu Miłosierdzia Bożego. Gdy w czerwcu ujrzała ukończone dzieło, płakała, że Chrystus nie jest tak piękny, jak Go widziała. Dzięki usilnym staraniom Księdza Michała Sopoćko, kierownika duchowego Siostry Faustyny, obraz został wystawiony po raz pierwszy w dniach 26 – 28 kwietnia 1935 roku. Umieszczono go wysoko w oknie Ostrej Bramy tak, że widać go było z daleka.
Uroczystość ta zbiegła się z Drugą Niedzielą Wielkanocy, tak zwaną Niedzielą Przewodnią, która – jak twierdziła Siostra Faustyna – miała być przeżywana na polecenie Chrystusa jako Święto Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Michał Sopoćko wygłosił wówczas kazanie o Bożym Miłosierdziu.
W 1936 roku stan zdrowia Siostry Faustyny pogorszył się znacznie, stwierdzono u niej zaawansowaną gruźlicę. Od marca tego roku do grudnia 1937 roku, nasza Święta przebywała na leczeniu szpitalnym. Wiele modliła się w tym czasie, odwiedzała chorych, a umierających otaczała szczególną modlitewną pomocą. Po powrocie ze szpitala pełniła przez pewien czas obowiązki furtianki. Starała się bardzo, by żaden ubogi nie odszedł bez najmniejszego choćby wsparcia od furty klasztornej.
Wywierała pozytywny wpływ na wychowanki Zgromadzenia, dając im przykład pobożności i gorliwości, a zarazem wielkiej miłości. Chrystus uczynił Siostrę Faustynę odpowiedzialną za szerzenie kultu Jego Miłosierdzia. Polecił pisanie „Dzienniczka” poświęconego tej sprawie, odmawianie Nowenny, Koronki i innych modlitw do Bożego Miłosierdzia… Codziennie o godzinie piętnastej Faustyna czciła Jego konanie na krzyżu. Promowana przez nią forma kultu spotkała się początkowo z bardzo dużym dystansem władz kościelnych. Przez lata kult ten był nawet wprost zakazany. Stopniowo jednak znalazł swoje miejsce w Kościele. A jakie konkretnie formy obejmował?
Na ten pogłębiony kult Bożego Miłosierdzia składają się: obraz Jezusa Miłosiernego z podpisem: „Jezu, ufam Tobie”; Koronka do Miłosierdzia Bożego, Godzina Miłosierdzia – czyli piętnasta; Litania oraz Święto Miłosierdzia Bożego w Drugą Niedzielę Wielkanocną.
W kwietniu 1938 roku nastąpiło gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia Siostry Faustyny. Ksiądz Michał Sopoćko udzielił jej w szpitalu Sakramentu Chorych. Widział ją tam w ekstazie. Po długich cierpieniach, które znosiła bardzo cierpliwie, zmarła w wieku trzydziestu trzech lat, w dniu 5 października 1938 roku. Jej ciało pochowano na cmentarzu zakonnym w Krakowie – Łagiewnikach. W 1966 roku, w trakcie trwania procesu informacyjnego w sprawie Beatyfikacji siostry Faustyny, przeniesiono jej doczesne szczątki do kaplicy Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Krakowie – Łagiewnikach.
Siostra Faustyna została beatyfikowana 18 kwietnia 1993 roku, a ogłoszona Świętą – w dniu 30 kwietnia 2000 roku. Uroczystość kanonizacji przypadła w Drugą Niedzielę Wielkanocną, którą Jan Paweł II ustanowił wtedy Świętem Miłosierdzia Bożego.
Relikwie Świętej Siostry Faustyny znajdują się w Krakowie – Łagiewnikach, gdzie mieści się Sanktuarium Miłosierdzia Bożego odwiedzane przez setki tysięcy wiernych z kraju i z całego świata. Dwukrotnie nawiedził je również Jan Paweł II. I to właśnie polski Papież, w dniu 17 sierpnia 2002 roku, dokonał uroczystej konsekracji nowo wybudowanej świątyni w Krakowie – Łagiewnikach, zawierzając przy tej okazji cały świat Bożemu Miłosierdziu.
A oto jak swoją niezwykłą misję – misję szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego – pojmowała sama Święta Siostra Faustyna Kowalska, o czym pisała w swoim „Dzienniczku”:
„O Boże mój, jestem świadoma posłannictwa swego w Kościele Świętym. Ustawicznym wysiłkiem moim jest wypraszać Miłosierdzie Boże dla świata. Ściśle łączę się z Jezusem i staję jako ofiara błagalna za światem. Bóg mi nie odmówi niczego, kiedy Go błagam głosem Syna Jego. Moja ofiara jest niczym sama z siebie, ale kiedy ją łączę z ofiarą Chrystusa, to staje się wszechmocną i ma moc przebłagania gniewu Bożego. Bóg miłuje nas w Synu swoim – bolesna męka Syna Bożego jest ustawicznym łagodzeniem gniewu Boga.
O Boże, jak bardzo pragnę, aby Cię poznały dusze, żeś je stworzył z miłości niepojętej. O, Stwórco mój i Panie, czuję, że uchylę zasłony nieba, aby o dobroci Twojej nie wątpiła ziemia. Uczyń mnie, Jezu, miłą i czystą ofiarą przed obliczem Ojca swego. Jezu, mnie nędzną, grzeszną, przeistocz w siebie, bo Ty wszystko możesz – i oddaj mnie Ojcu swemu Przedwiecznemu.
Pragnę się stać hostią ofiarną przed Tobą, a przed ludźmi zwykłym opłatkiem. Pragnę, aby woń mojej ofiary była znana tylko Tobie. O Boże wiekuisty, pali się we mnie ogień nieugaszony błagania Ciebie o miłosierdzie. Wyczuwam i rozumiem, że jest to moje zadanie tu i w wieczności. Tyś sam kazał mi mówić o tym wielkim miłosierdziu i dobroci Twojej.” Tyle z „Dzienniczka” Świętej Siostry Faustyny Kowalskiej.
Wpatrzeni w przykład jej świętości, a jednocześnie zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, raz jeszcze odpowiedzmy sobie na pytanie, czy o naszej wierze świadczy codzienna konsekwentna postawa – także postawa miłosierdzia, okazywanego ludziom – czy wciąż tylko słowa…, słowa…, słowa…?…
