Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny świętują:
►Sylwia Tomaszek – Dyrektor Liceum im. Lelewela w Żelechowie, w którym miałem przyjemność przed laty pracować i współpracować z Solenizantką;
►Brat Hubert Wichłacz – Oblat, posługujący w Kodniu, Człowiek bardzo życzliwy i otwarty;
►Hubert Maksymiuk – angażujący się przed laty w działalność młodzieżowych Wspólnot;
►Hubert Rola – Student Uniwersytetu w Siedlcach, życzliwy Człowiek.
Życzę Świętującym Bożych świateł i natchnień, o co też będę się dla Nich modlił.
Drodzy moi, przypominam o możliwości zdobywania odpustu zupełnego, który możemy ofiarować za Zmarłych. Odwiedzajmy w tym celu – do 8 listopada – nasze cmentarze i tam módlmy się za naszych Bliskich, którzy nas poprzedzili na drodze do wieczności. Pomódlmy się w tym celu także w intencjach Ojca Świętego i Kościoła, przyjmijmy Komunię Świętą oraz wyzbądźmy się jakiegokolwiek przywiązania do grzechu. To są stałe i dobrze nam znane warunki uzyskania odpustu zupełnego.
Ja dzisiaj mam dyżur duszpasterski na Wydziale Nauk Rolniczych, przy ulicy Prusa, a potem – o 16:00, w naszym Duszpasterstwie – Msza Święta dla Wspólnoty Dominikańskiego Zakonu Świeckich.
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. Jak w każdy wtorek. Głębokie i konkretne myśli – i bardzo ważne pytania, przed którymi naprawdę nie można uciekać! Szczególnie w tych dniach, które przeżywamy, trzeba nam podjąć tę właśnie refleksję, którą nam dzisiaj proponuje Szymon.
Naprawdę, bardzo logiczne i skonsolidowane wewnętrznie rozważanie. Tak przynajmniej ja je odbieram. Bardzo dobrze mi się je czyta i trafia do mojego przekonania to, do czego Szymon chce nas przekonać.
Bardzo dziękuję za przygotowanie tegoż słówka – i za stałą wierność podjętemu zobowiązaniu. Niech Panu naszemu będzie wieczna chwała!
Pomyślmy więc, co Pan dzisiaj konkretnie – tu i teraz, w tych warunkach i w tej sytuacji, w jakiej żyję – chce do mnie powiedzieć. Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wtorek 31 Tygodnia zwykłego, rok II,
3 listopada 2026.,
do czytań: Flp 2,5–11; Łk 14,15–24
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia:
Niech was ożywia to dążenie,
które było w Chrystusie Jezusie.
On, istniejąc w postaci Bożej,
nie skorzystał ze sposobności,
aby na równi być z Bogiem,
lecz ogołocił samego siebie,
przyjąwszy postać sługi,
stawszy się podobnym do ludzi
i w tym, co zewnętrzne, uznany za człowieka.
Uniżył samego siebie,
stawszy się posłusznym aż do śmierci,
i to śmierci krzyżowej.
Dlatego też Bóg wywyższył Go nad wszystko
i darował Mu imię ponad wszelkie imię,
aby na imię Jezusa
zgięło się każde kolano
istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych,
i aby wszelki język wyznał,
że Jezus Chrystus jest Panem,
ku chwale Boga Ojca.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy Jezus siedział przy stole, jeden ze współbiesiadników rzekł do Niego: „Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym”.
Jezus mu odpowiedział: „Pewien człowiek wyprawił wielką ucztę i zaprosił wielu. Kiedy nadszedł czas uczty, posłał swego sługę, aby powiedział zaproszonym: «Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe». Wtedy zaczęli się wszyscy jednomyślnie wymawiać. Pierwszy kazał mu powiedzieć: «Kupiłem pole, muszę wyjść, aby je obejrzeć; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego». Drugi rzekł: «Kupiłem pięć par wołów i idę je wypróbować; proszę cię, uważaj mnie za usprawiedliwionego». Jeszcze inny rzekł: «Poślubiłem żonę i dlatego nie mogę przyjść».
Sługa powrócił i oznajmił to swemu panu. Wtedy rozgniewany gospodarz nakazał słudze: «Wyjdź co prędzej na ulice i zaułki miasta i wprowadź tu ubogich, ułomnych, niewidomych i chromych». Sługa oznajmił: «Panie, stało się, jak rozkazałeś, a jeszcze jest miejsce». Na to pan rzekł do sługi: «Wyjdź na drogi i między opłotki i zmuszaj do wejścia, aby mój dom był zapełniony».
Albowiem powiadam wam: Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”.
A OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:
Jakie są moje dążenia w życiu? Warto od czasu do czasu zmierzyć się z tym pytaniem. Chociażby po to, aby zweryfikować, czy moje aktualne działania mają jakiś większy sens. Albo czy nie zbaczam z wcześniej wyznaczonej przeze mnie drogi.
Dzisiaj słyszymy o dążeniach, jakie na ziemi miał sam Jezus Chrystus. Powinny być one dla nas wzorem. Oto bowiem czytamy: On to, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.
Życie Jezusa Chrystusa to życie pełne posłuszeństwa i pokory. On uniżył się maksymalnie, jak tylko się da: był sponiewierany, obdarty z szat i umarł na krzyżu – jak ostatni przestępca. A jednocześnie w tym wszystkim był Bogiem. Czy ma to dla mnie w ogóle jakieś znaczenie?
Jezus Chrystus nie był człowiekiem z „wyższych sfer”, był zwykłym cieślą, a Jego postawa przypominała bardziej postawę sługi, niż Wszechmogącego Boga. Idąc za słowami świętego Pawła: nie skorzystał On ze sposobności, aby na równi być z Bogiem. Nie skorzystał On też ze sposobności, aby dzięki swojej wszechmocy stać się człowiekiem po ziemsku „ważnym”.
W tym kontekście: czy ja potrafię zrezygnować ze «wszelkich sposobności», które mogłyby mnie postawić nad drugiego człowieka? Czy będąc człowiekiem bardziej wykształconym, lepiej zarabiającym – potrafię patrzeć na człowieka z miłością? A może patrzę na niego z góry? Albo patrząc na takich „nieudaczników” wynoszę jeszcze wyżej moje mniemanie o sobie? Czy potrafię spojrzeć na drugiego człowieka z empatią?
To są ważne pytania, bo dążenie, jakie miał Jezus Chrystus, powinno nas ożywiać do tego, aby brać z Niego przykład. Aby stać się sługą dla drugiego człowieka i kierować wzrok zawsze na niego. Czy potrafię być sługą dla swoich rodziców, małżonka, dzieci, sąsiadów – a może nawet dla kogoś nieznajomego? Czy szkoda mi na to zwyczajnie mojego czasu, bo mógłbym w tym czasie zrobić coś znacznie „ważniejszego”? Czy jednak może być coś ważniejszego od pomocy i służby drugiemu człowiekowi?
Obchodziliśmy niedawno Uroczystość Wszystkich Świętych, a wczoraj Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Co ci wszyscy ludzie, których ciała teraz spoczywają na cmentarzach, zabrali ze sobą? A co z tymi, którzy angażowali się wyłącznie we własne sprawy, z nastawieniem na zysk dla siebie?
Otóż, chyba nie trzeba długo żyć na tym świecie, aby dojść do wniosku, że zarabianie pieniędzy na nowe mieszkania, samochody i inne zachcianki – to marność. Zdobywanie wykształcenia do tego, żeby wiedza nas wynosiła ponad innych, też jest marnością, bo wobec śmierci i tak każdy jest przecież równy. Co mi z tego, że poświęcam dużo czasu na to, jak wyglądam, skoro po śmierci nie ma to żadnego znaczenia. Oczywiście, możemy skupiać się na tych rzeczach – i wielu na tym świecie tak postępuje. Jest to jednak droga, która trwa tylko tyle, co nasze życie.
A przecież wierząc w Chrystusa – patrzymy na życie przez pryzmat wieczności. A w wieczności jedyną walutą nie są pieniądze, a miłość. Miłość, którą możemy już teraz pozyskiwać poprzez jej okazywanie Bogu i bliźniemu. Czy jestem w stanie w to uwierzyć?
Albo inaczej: czy jestem w stanie odpowiedzieć na Boże zaproszenie, aby się o tym zwyczajnie przekonać? Bóg wykonuje pierwszy gest ojcowskiej miłości, zapraszając wszystkich na ucztę w swoim Królestwie. Pozostaje tylko jedno pytanie: czy mam dla Niego czas?
