Wiara – to konkret! Wiara – to życie!

W

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Kochani, wszystko, co mam dziś do powiedzenia, zawarłem w rozważaniu. Błogosławionej Niedzieli!
    Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Niedziela
Chrztu Pańskiego, C,
do
czytań: Iz 42,1–4.6–7; Dz 10,34–38; Łk 3,15–16.21–22
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA: 
To
mówi Pan: „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w
którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął;
On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu,
nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny
nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi
Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na
ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię
słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem
Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś
otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców,
z więzienia tych, co mieszkają w ciemności”.
CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH: 
Gdy
Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił:
„Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale
w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje
sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im
pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie,
co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie,
który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg
namaścił Duchem Świętym i mocą. Przeszedł On dobrze czyniąc i
uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego
że Bóg był z Nim”.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO
ŁUKASZA: 
Gdy
lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do
Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich:
„Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu
nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was
będzie Duchem Świętym i ogniem”. Kiedy cały lud przystępował
do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił,
otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego w postaci
cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Tyś
jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie”.
Dzisiejszą Niedzielą
kończymy w liturgii Okres Bożego Narodzenia. Kończymy go akcentem
mocnym, bo wspomnieniem Chrztu Jezusa.
Oczywiście, wiemy, iż
chodzi o wydarzenie, o którym mowa jest w Ewangelii, kiedy to Jezus
wszedł do Jordanu – chociaż nie musiał tego robić, bo nie miał
żadnego grzechu – i przyjął chrzest od Jana. A wówczas
wszyscy mogli usłyszeć głos z Nieba, potwierdzający Boskie
pochodzenie tego, który został ochrzczony.
I
jakkolwiek w Ewangelii słyszymy głos z Nieba w formie jednego
zaledwie zdania,
to nie mamy wątpliwości, że chodziło
dokładnie o to, co w pierwszym czytaniu rozwinięte zostało w
dłuższą wypowiedź na temat wybranego Sługi Bożego i Jego
misji
w dziejach świata i człowieka.
Z
treści pierwszego czytania dowiadujemy się, że Sługa ten jest
wybrany przez Boga, a Bóg ma w Nim upodobanie. Spoczął na
Nim Boży Duch, dlatego dokona On w historii świata i człowieka
rzeczy niezwykłych! W zarysowanym obrazie bez trudu zapewne
odkrywamy obraz jedynego Sługi Jahwe – Jezusa Chrystusa,
a w
opisanym w Ewangelii wydarzeniu odnajdujemy zapowiedź Chrztu
Świętego, pierwszego Sakramentu.
Chrzest
przyjęty przez Jezusa nie jest Sakramentem w naszym
tego słowa znaczeniu,
ale w sposób oczywisty na ten Sakrament
wskazuje i go zapowiada. My przyjmujemy Chrzest jako Sakrament
właśnie, a w chwili jego przyjęcia nad każdą i każdym z nas
naprawdę Niebo się otw
iera i niezwykłe rzeczy dokonują
się w naszych sercach. Cóż takiego wielkiego dokonuje się w
człowieku, gdy przyjmuje Chrzest?
Otwiera
się przed nim brama do innych Sakramentów, gładzony jest grzech
pierworodny i wszystkie grzechy,
przed Chrztem popełnione;
zostaje on włączony do Kościoła jako Wspólnoty Ludu Bożego,
przy czym mamy tu na myśli zarówno ten Kościół pielgrzymujący
przez ziemię, jaki i ten Kościół triumfujący w Niebie oraz
oczyszczający się w czyśćcu: człowiek ochrzczony zostaje
włączony do tej wielkiej Wspólnoty. Zostaje też włączony
do Kościoła jako społeczności zorganizowanej i hierarchicznej,

w której w tym momencie nabywa swoistej osobowości prawnej, a więc
zyskuje konkretne prawa, ale też i obowiązki.
Wreszcie
– zostaje włączony do potrójnej misji Chrystusa: kapłańskiej,
prorockiej i królewskiej,
a to w praktyce oznacza, że podejmuje
osobistą odpowiedzialność za zbawienie swoje i innych, że
powinien każdego dnia swoje życie składać w ofierze Bogu i
wszystko czynić na chwałą Bożą,
a także świadczyć o
swojej wierze słowem i przykładem,
pamiętając także o
obowiązku upomnienia bliźniego, który postępuje niewłaściwie.
Takie – aż takie! – skutki wywołuje ta bardzo prosta
czynność polania główki dziecka kilkoma kroplami wody…
Naprawdę,
Niebo się nad nami otwiera i Bóg nad każdym z nas wypowiada swoje
zapewnienie: Oto
mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam
upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął
.
[…]
Ja,
Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i
ukształtowałem
.
A zatem, mówimy o jakimś wielkim wybraniu, o jakiejś wielkiej
godności. Jestem ochrzczony, jestem chrześcijaninem, jestem
wybranym i umiłowanym dzieckiem Boga! Jakiż to zaszczyt! Jakaż to
radość i duma!
No
tak, tylko wielu – niestety, wielu – powyższe zdania kończy
nieco inaczej: Jestem ochrzczony – i co z tego? Jestem
chrześcijaninem – ale mnie to nie wzrusza! Jestem
katolikiem – no, trudno!
Kochani,
jak to bardzo widać w czasie wizyty duszpasterskiej: taki udawany
katolicyzm i wiarę na siłę.
I tylko tej biednej matki czy żony
naprawdę szkoda, bo musi co roku tłumaczyć, że syn w pracy, że
mąż musiał wyjechać w ważnej sprawie… Ja wiem, że czasami
naprawdę musiał, ale bardzo często… No, właśnie – bardzo
często oczy takiej matki i żony mówią zupełnie co innego, niż
usta.
Dlatego też my, księża, w kartotece parafialnej, jeżeli
wpisujemy jakieś spostrzeżenia z danego domu, to naprawdę staramy
się pisać to, co widzimy, a niekoniecznie to, co słyszymy.
Pojawia
się natomiast takie mocne pytanie: Po co to wszystko? Po
co udawać katolika, wierzącego? Po co?! Przed kim?! W jakim celu?

I po co potem w kancelarii parafialnej odstawiać „sceny”,
domagając się pogrzebu z całym ceremoniałem dla człowieka, który
otwarcie mówił, że nie praktykuje; nie uczestniczył – z
własnego wyboru – w życiu sakramentalnym, pracował w niedzielę
bez potrzeby na oczach wszystkich wokół,
a rodzina w kancelarii
opowiada, jaki to on był wierzący. Tak, on naprawdę wierzył.
Czasami się nawet wymknie stwierdzenie, że był praktykujący!
Co prawda, nie chodził do kościoła, ale był praktykujący.
Ciekawe…
W
ostatnich dniach na wizycie duszpasterskiej też to kilka razy
usłyszałem: ja, proszę Księdza, jestem wierzący i
praktykujący, ale do kościoła to nie mam czasu,
bo to, bo
tamto, bo jeszcze coś tam… Moi Drodzy, jaki to ma sens? Dlaczego
my się nie możemy opowiedzieć po którejś stronie? Dlaczego nie
stać nas na cywilną odwagę jasnego stwierdzenia: jestem
niewierzący! Jasno i konkretnie!
Jestem niewierzący – ze
wszystkimi tego konsekwencjami. A to oznacza chociażby, że rodzina
nie będzie po mojej śmierci – przepraszam za wyrażenie –
odstawiała cyrków w kancelarii parafialnej.
Kochani,
ja tu chcę jasno zaznaczyć, że wyraźnie odróżniam takie
postawy od postawy poszukiwania,
może nawet związanej z
wątpliwościami, może nawet z jakimś buntem, ale naznaczonej
szczerością w poszukiwaniu prawdy. To jest zupełnie coś
innego! To jest postawa naprawdę piękna i prowadząca wprost do
odkrycia tejże prawdy. Natomiast czymś innym jest trwanie – z
własnego wyboru – w takim zawieszeniu,
w takim rozkroku, w
takim duchowym letargu, w takim ciągłym udawaniu… Że też się
tym nie zmęczy taki jeden z drugim. Naprawdę, to można wręcz
podziwiać. Podziwiać – bo naśladować się nie da! A
przynajmniej – nie warto!
Moi
Drodzy, przyjęty Chrzest musi każdą i każdego z nas prowadzić do
przyjęcia postawy wiary.
Musimy naprawdę wziąć głęboko do
serca słowa, które dzisiaj Piotr wypowiedział w domu Korneliusza,
a my słyszeliśmy je w drugim czytaniu: Przekonuję
się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym
narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje
sprawiedliwie.
Kochani,
to naprawdę do nas! My naprawdę musimy się jasno opowiedzieć
po którejś stronie.
Nie można wiecznie – jak to jeden kiedyś
mówił – być „za, a nawet przeciw”. My musimy w sprawach
wiary wykazać więcej konsekwencji, to znaczy, że wiara powinna
mieć wpływ na nasze osobiste wybory.
Nie tylko polityczne –
chociaż na te również – ale na codzienne wybory między
dobrem a złem.
I musimy w dokonywaniu owych wyborów kierować
się wiarą, ale też zdrowym rozsądkiem i podstawowymi zasadami
logicznego myślenia!
Akurat tak się szczęśliwie składa, że
te trzy rzeczywistości naprawdę ze sobą współgrają: zasady
wiary, zasady zdrowego rozsądku i logicznego myślenia.
I
właśnie w imię tych zasad nie można popierać kogoś, kto z
wielkim hukiem i wrzaskiem rzekomo ratuje i leczy dzieci, a
opowiada się za aborcją!
Nie można popierać kogoś, kto teraz
mówi, że będzie ratował staruszków, a otwarcie wypowiada
się za eutanazją!
 Nie można popierać kogoś, kto stawia się
w roli autorytetu młodzieży, a na rzekomym festiwalu
młodzież deprawuje i moralnie niszczy!
Nie można popierać
kogoś, kto zachowując pozory dobroczynności, jednocześnie
otwarcie sprzeciwia się Bogu i Jego zasadom!
Kochani,
to naprawdę widać wszystko gołym okiem i nie można naiwnie
twierdzić, że tego nie widać!
Jak to jest, moi Drodzy, że w
takich zwykłych, codziennych sprawach jesteśmy naprawdę bardzo
ostrożni, rozważni; nie wierzymy wszystkiemu, co nam w telewizji
mówią, odnosimy się bardzo krytycznie do polityków, także do
księży, do biskupów – a w tej jednej sprawie nie widzimy
niczego niepokojącego.
W codziennych życiowych sprawach
jesteśmy bardzo zaradni i zapobiegliwi, a w tej jednej – dajemy
się podejść jak małe dzieci.
Czy
naprawdę nie zastanawia nas, nie daje do myślenia i nie niepokoi,
że w całym tym medialnym wrzasku nie ma ani jednego zdania
krytycznego na temat tej „jedynie słusznej” akcji?
To
przecież nawet Jana Pawła II pod koniec Pontyfikatu coraz
bardziej otwarcie w naszej Ojczyźnie krytykowano,
nie zgadzano
się z Nim, zaprzeczano Mu… A w tym przypadku – nie może być
żadnego głosu przeciwnego,
a jak ktoś się odważy go
wypowiedzieć, to jest oszołomem i wariatem.
Czy
to nie zastanawia? I czy to nie obraża inteligencji ludzi
myślących,
którzy mają prawo poznać każdą sprawę z każdej
strony? Czy to nie obraża inteligencji ludzi myślących?
Moją obraża. I dlatego mówię to, co mówię. I dlatego my,
Księża, z tego miejsca zawsze będziemy mówić
prawdę
bez względu na to, czy to się komuś
spodoba, czy nie spodoba, i bez względu na wiele jeszcze innych
okoliczności. Każdy zrobi z tym, co uzna w sumieniu za słuszne,
ale naszym obowiązkiem jest mówić prawdę i ostrzegać przed
złem – także tym złem ubranym w pozory dobra!
A to po to,
żeby na Sądzie Bożym nikt nie powiedział, że nie wiedział, lub
nie słyszał. A więc – wiedział i słyszał! A co z tym
zrobi – to już sprawa sumienia każdego.
Kochani,
w tej i we wszystkich innych sprawach, w których trzeba dokonywać
konkretnych wyborów moralnych, sprawdza się, czym jest dla mnie
Chrzest – i co to dla mnie znaczy, że jestem chrześcijaninem,
uczniem Chrystusa, Jego przyjacielem.
Bo
wiara to nie deklaracja i nie pieczątka na zaświadczeniu. Wiara –
to postawa! Wiara – to wybór! Wiara – to konkret! Wiara – to życie! Czy także
– moje życie?

13 komentarzy

  • Stek bzdur i jak zwykle manipulacji, socjotechniki i nieuzasadnionej wiary w nieomylność. Ochłoń autorze, bo robisz z siebie w tym zazdrosnym zacietrzewieniu błazna.

    • A więc jednak! Niezawodni obrońcy Orkiestry czuwają. Szkoda tylko, że – jak zawsze – anonimowo. Ale to znak, że sumienie pracuje – stąd zapewne ta wściekłość.
      I jeszcze jedna propozycja: "Autorze" można by napisać z dużej litery. To tak wedle zasad kultury… Pozdrawiam! Ks. Jacek

    • Myślę, że każdą dyskusję winno się prowadzić w duchu poszanowania dla dla rozmówcy, bo tylko w ten sposób możliwy jest dialog. Jeśli gardzimy oponentem nie ma mowy o dialogu. W każdym razie, argumenty przytoczone w artykule Księdza, a odnoszące się do a)jedynie słusznej akcji, b) niektórych zdarzeń związanych z Woodstock, c) etycznego wymiaru pseudo-pomocy szczerze popieram, mimo że katolikiem nie jestem. To tak pod rozwagę tym, którzy chętnie osądzają i gardzą. Kłaniam się i pozdrawiam.

    • To co napiszę pewnie niewiele zmieni, i nie przekona naszego "Anonimowego Gościa". ale czuję się zobowiązana dołożyć swoje trzy grosze… Wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy wolnymi ludźmi i jako tacy mamy prawo do swobodnego wyrażania swoich myśli. To prawo jest jednakowe dla wszystkich: dla mnie, dla Pana lub Pani, dla Księdza Jacka także, stąd przyznam szczerze, że zupełnie nie rozumiem najpierw Pańskiego oburzenia z powodu wyrażania przez Księdza Jacka swojego stanowiska. Każdy z nas ma prawo do oceny rzeczywistości w której żyje, a tym samym ma prawo do wypowiadania swoich opinii… I wielkim dramatem dla nas byłoby gdybysmy musieli wszyscy mówić tak samo i myśleć tak samo… Natomiast to co mnie osobiście przeraża – to ton wypowiedzi Szanownego Pana lub Pani (przepraszam za ową bezpostaciowość, ale kiedy zwracam się do kogoś kto pozostaje anonimowy własciwie nie wiadomo jak się wyrazić), bo o ile mamy pełne prawo do tego żeby wypowiadać swoje zdanie o tyle z całą pewnością nikt nie daje nam prawa do tego żeby wypowiadając swoje opinie kogokolwiek obrażać, poniżać, mieszać z błotem… Niestety ta anonimowa wypowiedź jest pełna słów uwłaczających godności Gospodarza tego Forum (swoją drogą dzieje się tak nie pierwszy raz) i wobec tego faktu raczej obojetnie przejść się nie da (nawet nie koniecznie dlatego, że to zwrot do konkretnego Księdza, posługującego w konkretnej parafii – choć to oczywiście bardzo ważny powód ku temu by jasno stanąć w obronie Księdza Jacka) ale przede wszystkim dlatego, że Pan lub Pani zwraca się do Konkretnego Człowieka, który ma prawo do poszanowania Jego osoby i osobistej godności. Pozdrawiam serdecznie. J.B.

    • Po niezawodnej J.B. pozostaje mi już tylko przesłać do Autora anonimowego komentarza (chociaż stawiam tu na znajomego z zeszłego roku) życzliwy: :).

  • Witam
    Prosze ksiedza,pisze ksiadz ze nie wolno krytykowac akcji bo jest sie nzywanym oszolomem i wariatem.A ja mysle ze jak najbardziej mozna i trzeba o tym jasno konkretnie mowic tak jak ksiadz to robi.
    W wielu kwestiach mam odmienne poglady ale cenie ksiedza za autentycznosc.Nie ma ze strony ksiedza sciemy i propagandy i oby tak bylo zawsze.Najgorsze jest to ze wiele osob nie probuje patrzec glebiej,patrzy tylko powierzchownie bezgranicznie ufajac tzw autorytetom.Zycze sily i naprawde pelen szacun.
    Pozdrawiam
    Robson

  • Michał ma się lepiej. Wstaje z łóżka. Leki zaczęły trochę działać. Nadal jest bardzo słaby, ale mniej się dusi. Lekarz powiedział, że trzeba poczekać pół roku i zobaczyć jaka będzie reakcja na leki. Ja liczę na cud :))). Wierzę, że Pan Bóg uzdrowi Michała, a jak nie to pomoże nam to wszystko zrozumieć. Dziękuję każdemu z Was za wsparcie i proszę o dalszą modlitwę. Karolina

  • Ludzie, co z tą Polską? Primo, NFZ jest organizacją, która każdego obywatela okrada co miesiąc z kilku setek, w zamian oferując, w razie choroby, wizytę w prywatnym gabinecie, no chyba, że ktoś ciężko chory może poczekać pół roku. Składka zdrowotna stale rośnie, ale pieniędzy w szpitalach jest coraz mniej, natomiast NFZ-owska biurokracja kwitnie.

    Secundo, Pan Owsiak wyłudza od naiwnych podatników pieniądze i przekazuje je państwowemu złodziejowi, jego perfidia jest wyjątkowa, bo korzysta z państwowych mediów, instytucji (policja, TV, wojsko,straż pożarna, itd.) wbrew woli wielu obywateli. Za komuny robił w radiowej Trójce na odcinku młodzieżowym, odciągając młodych ludzi od polityki, w latach 90-tych pojawił się "na odcinku" walki z Kościołem, jego akcja miała udowodnić, że "kler" to same darmozjady, i tylko on pomaga potrzebującym …

    +Chwała Panu za to, że Ksiądz nie boi się poruszać tematów trudnych.
    Niech Bóg Księdzu błogosławi w dalszej posłudze.
    Pozdrawiam, Monika N.

  • Ale ludzie są zaślepieni. Uważają, że Owsiak robi więcej niż ktokolwiek na tym świecie. A to, że jest za eutanazją i aborcją już dla nikogo nie ma znaczenia? "I właśnie w imię tych zasad nie można popierać kogoś, kto z wielkim hukiem i wrzaskiem rzekomo ratuje i leczy dzieci, a opowiada się za aborcją! Nie można popierać kogoś, kto teraz mówi, że będzie ratował staruszków, a otwarcie wypowiada się za eutanazją! " – czy ludzie naprawde są aż tak ślepi? A może nie chcą pewnych rzeczy wiedzieć/widzieć.

    Według mnie cała ta akcja, to zwykły szantaż moralny. Większość osób, bierze udział , bo tak wypada, bo jak to można nie pomóc chorym dzieciom … i tylko to mają w głowie. Nie obchodzi ich, że większość tych pieniędzy idzie na opłacenie "całej organizacji " łącznie z "prowadzącym", któremu zależy wyłącznie na rozgłosie i pieniądzach

    "Fundacja Owsiaka, która wykłóca się o czas antenowy, a samorządy muszą się dokładać po kilkadziesiąt tysięcy na organizację koncertów, bo bez tych rzeczy zbiórka okazałaby się prawdopodobnie kompletną klapą; a z drugiej strony inne fundacje, kierowane przez ludzi mniej kontrowersyjnych, nie ustawiających się wyraźnie po żadnej stronie ideowych podziałów, działające skutecznie, spokojnie, po kilkaset razy mniejszych kosztach, nie promowane przez publiczną TV, nie dotowane przez samorządy, czasem walczące o przetrwanie, a zbierające pieniądze na nie mniej szlachetne cele. Stawiam tezę, że Owsiak postawiony w ich sytuacji, zniknąłby w ciągu roku. I uważam za skrajnie niesprawiedliwe, że jeden człowiek, prezentujący wyjątkowo nieciekawy styl, jest nieustannie promowany za publiczne miliony – tak naprawdę kosztem innych." – rzeczywiście tak jest

    Pozdrawiam
    Gosia

  • staram się,żeby wiara stała sie moim życiem i wsparłam wczoraj orkiestrę, nie widzę w tym sprzeczności, pomoge każdemu, kto robi coś dla ratowania życia

    Ania

  • Dobrze,że rokrocznie uświadamiani są ludzie, że cel nie uświęca środków, że cel zbierania skądinąd dobry i pożyteczny, ale obłuda i faryzejskie zachowanie organizatorów, trzeba napiętnować i o nich mówić , by uzmysłowić ogółowi fascynatów orkiestry, prawdę o zjawisku " owsiakowej akcji". Moja świadomość dzięki właśnie takim wypowiedziom jak Księdza, wzrosła , że od kilku lat nie daję na "orkiestrę".

  • Bardzo dziękuję za Wasze wypowiedzi. Więcej o tym – w poniedziałkowym słowie wstępnym. A tutaj jeszcze raz dziękuję za to, że zechcieliście wesprzeć moje stanowisko. Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.