Obraz Jezusa w sercu człowieka

O
Szczęść Boże! Moi Drodzy, niech pytanie, postawione w dzisiejszym rozważaniu – w kontekście Bożego słowa i przeżywanego Święta – stale nam towarzyszy i pobudza do refleksji!
                               Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Święto
Przemienienia Pańskiego, C,
do
czytań z t. VI Lekcjonarza:
Dn
7,9–10. 13-14; 2 P 1,16–19; Łk 9,28b–36
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA DANIELA:
Patrzałem,
aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była
biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron
Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień.
Strumień ognia się rozlewał i wypływał sprzed Niego. Tysiąc
tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy
stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi.
Patrzyłem
w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn
Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed
Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a
służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest
wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie
ulegnie zagładzie.
ALBO:
CZYTANIE
Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:
Najmilsi:
Nie za wymyślonymi mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam
poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale
nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości.
Otrzymał
bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł
od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym
mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba,
kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.
Mamy
jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli
będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym
miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych
sercach.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus
wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się
modlić.
Gdy
się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie
stało się lśniąco białe.
A
oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz.
Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał
dokonać w Jerozolimie.
Tymczasem
Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli
Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim.
Gdy
oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: „Mistrzu, dobrze,
że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla
Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy
jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się,
gdy tamci weszli w obłok.
A
z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn wybrany, Jego
słuchajcie”. W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł
się sam.
A
oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o
tym, co widzieli.
W
Prefacji, przeznaczonej na dzisiejsze Święto,
celebrans w czasie każdej Mszy Świętej wypowiada lub wyśpiewuje
takie oto słowa:
„Zaprawdę,
godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy Tobie, Ojcze
Święty, zawsze i wszędzie składali dziękczynienie, przez naszego
Pana Jezusa Chrystusa.
On
objawił swoją chwałę wobec wybranych świadków,

a Jego ciało podobne do naszego zajaśniało niezwykłym blaskiem. W
ten sposób umocnił serca uczniów, aby nie ulegli zgorszeniu
krzyża,

a całemu Kościołowi dał nadzieję, że osiągnie chwałę, którą
sam zajaśniał jako jego Głowa.”
Otóż
właśnie! Jezus w czasie swojej publicznej działalności
wielokrotnie dawał dowody
swojej Boskości, swojej niezwykłości.

Już od pierwszych dni Jego pobytu na ziemi dokonywały się
niezwykłe wydarzenia i znaki, także On
sam wiele takich znaków dokonywał.
Wszystkie
cuda, a więc uzdrowienia,
a nawet wskrzeszenia,
czy też rozmnażanie
chleba i ryb,

albo przemiana
wody w wino,

a do tego uciszanie
burzy

na jeziorze i wiele jeszcze innych – wszystko to niewątpliwie
świadczyło o niezwykłości Osoby i posłannictwa Jezusa. Nie
mówiąc już o największym
cudzie,

jakiego dokonał, a którym niewątpliwie było Zmartwychwstanie.
Znaki
te
powinny
dostatecznie
przekonać ludzi,

że Jezus jest Synem Bożym i że to do Niego należy sąd nad
światem. A jednak dzisiaj jesteśmy świadkami jeszcze jednego,
bardzo
wyjątkowego i niepowtarzalnego wydarzenia:

Jezus objawia trzem swoim najbliższym Uczniom swoją
Boską chwałę już tak wprost,
bez
żadnych pośrednich czynności czy okoliczności, ale staje przed
nimi w
postaci, w jakiej Go nigdy wcześniej i nigdy potem nie widzieli.
Naturalnie,
my mamy świadomość tego, że Jezus nie
objawił wówczas całej swojej chwały,

bo gdyby to się stało, wówczas na pewno nie mielibyśmy na ten
temat żadnej relacji, ponieważ świadkowie w jednej chwili umarliby
z przerażenia

i nie miałby nam kto o tym napisać. Jezus objawił tylko
maleńką cząstkę

tego swego niezwykłego blasku, w jakim przecież ciągle przebywał,
ale było to przed ludźmi zakryte.
Ale
już ta maleńka cząstka wystarczyła, aby wprowadzić Piotra,
Jakuba i Jana w
stan takiego przerażenia,
że
Piotr zaczął wygadywać jakieś zupełnie pozbawione sensu słowa,
dotyczące wystawienia trzech namiotów. Wszystko to
jednak potwierdza,
mamy
do czynienia z wydarzeniem naprawdę niezwykłym

– z wydarzeniem wyjątkowym, które dokonało się nie po to, aby
Jezus mógł się czymś wyjątkowym przed swoimi najbliższymi
popisać,
albo tym bardziej czymś
ich postraszyć,

ale dokonało się to po to, aby
ich umocnić.

Oto
bowiem już wkrótce mieli ujrzeć swego Mistrza w
postaci diametralnie innej:
mieli
zobaczyć Go poniżonego,
odrzuconego, pobitego, a ostatecznie także zabitego. Mieli być
świadkami
Jego wyszydzenia,

zlekceważenia, oplucia, poniżenia… I chodziło o to, aby wówczas
przypomnieli
sobie o tym, co zobaczyli na Taborze;

aby ta Postać, którą wtedy zobaczyli, otoczoną Postaciami dwóch
wielkich Mężów Starego Testamentu – przypomniała się im jako
prawdziwa postać Jezusa, ich Pana i Nauczyciela.

Wszak
w obliczu owych nieludzkich cierpień, jakie miały Go
spotkać, mogli
oni
w
Niego zwątpić,

mogli zacząć dopytywać o Jego Bóstwo i o to, czy aby
na pewno jest On Bożym Synem,

skoro pozwolił na to, by Go aż tak okrutnie potraktowano. Zresztą,
w czasie całego tak zwanego procesu Jezusa, i w czasie całej Jego
Męki, takie pytania dało się słyszeć.
A
jednak Apostołowie i uczniowie przenieśli
w swych sercach

ów
piękny obraz z Taboru

przez mroki Męki i Śmierci Zbawiciela, aby w ten sposób doczekać
do
Niedzielnego Poranka. Obraz, który tam, na Taborze, został im
pokazany, był pomocą
i ratunkiem przed zwątpieniem.

Blask chwały, w jakim zobaczyli swego Mistrza i w jakim Go wówczas
zapamiętali, okazał
się silniejszy

od tego, co zobaczyli w Wielki Czwartek wieczorem i potem, w Wielki
Piątek. I
dlatego mogli pokonać
w sobie ostatecznie zwątpienie i przestrach,

a pozostać z Jezusem i kroczyć dalej za Nim, świadcząc o Nim –
nierzadko
aż do męczeństwa!
Moi
Drodzy, całe to wydarzenie – tak, jak zostało nam przedstawione
przez najbliższych świadków w dzisiejszej liturgii Słowa – jest
dla nas przyczynkiem do refleksji, jaki
obraz Jezusa każda i każdy z nas nosi w swoim sercu?
Czy
nosimy w swoim sercu obraz Boga
Człowieka, mocnego i zwycięskiego,
za
kim koniecznie trzeba podążać, kogo koniecznie należy słuchać i
Jego słowa wypełniać, do
kogo zawsze należy się przyznawać

i nigdy się Go nie wstydzić; czy właśnie przeciwnie: Jezus, w
którego rzekomo wierzymy, jest kimś już
nieaktualnym, jakąś postacią z historii, albo w ogóle z bajki,

z
kim
już na poważnie nie trzeba się liczyć i na pewno nie układać
razem z Nim swojej codzienności, a
co najwyżej wspomnieć Go przy okazji jednych czy drugich Świąt,
jako takie słodkie
i rozczulające wspomnienie z dzieciństwa,

ale na pewno nie jako kogoś, kto ma realny wpływ na nasze życie.
Jaki
obraz Jezusa w sobie nosimy, Kochani? W
jakiego Jezusa my tak naprawdę wierzymy?

Czy za tego Jezusa, którego obraz w swoim sercu nosimy i w którego
wierzymy, bylibyśmy
w stanie oddać życie?

I czy jesteśmy w stanie liczyć
się z Nim na poważnie

na co dzień? Czy
ma On naprawdę wpływ na nasze życie? Czy ma On naprawdę realny
wpływ na cokolwiek

w naszym życiu?
Moi
Drodzy, takie
pytania musimy sobie stawiać ciągle, nie tylko dzisiaj. Żeby nam
obraz
Jezusa
nie
spowszedniał – i nie zdziecinniał.
I
aby nasze życie mogło się naprawdę zmieniać. Pod wpływem kogoś
tak
wielkiego i potężnego, jak prawdziwy Bóg Człowiek,
będzie
się ono zmieniało. Pod wpływem maskotki i postaci z bajki – na
pewno nie. Bo za
postaciami z bajki nie idzie się przez życie,
nie
słucha się ich i się
im nie
wierzy. A jeżeli słucha się ich i wierzy się im, to dopiero jest
prawdziwy dramat!
My
natomiast nie chcemy chyba iść za maskotkami i postaciami z bajki,
tylko za prawdziwym przewodnikami i nauczycielami, spośród których
największym, najpotężniejszym i najmądrzejszym jest ten
jedyny i niezwykły Mistrz i Przewodnik – Jezus Chrystus.

Trzeba sobie jednak koniecznie odpowiedzieć na pytanie: Jaki
ja tak naprawdę obraz Jezusa noszę w swoim sercu?… 

6 komentarzy

  • Jezus jest dla mnie prawdziwym Bogiem i prawdziwym Człowiekiem. " Widzę" Go w dzieciach bawiących się wesoło i radośnie w piaskownicy, widzę w pomarszczonej twarzy staruszka. Nie raz słyszałam Jego mowę i widziałam głoszącego Słowo Boże. Doświadczałam Jego obecności w posłudze kapłanie siedzącym w konfesjonale. Jest cudem w moich oczach i Bóstwem ukrytym, gdy Kapłan unosi Jego Postaci na patenie i w kielichu. Mój Bóg jest niepojęty moim rozumem a zarazem taki bliski, bo ukrywa się i w moim sercu. Ciągle chcę Go poznawać lepiej i być, żyć w Jego obecności.
    Ps. Moi Drodzy odezwę się po powrocie z warsztatów z o. J Bashoborą, po 21 sierpnia. Muszę tymczasem skupić się i przygotować do tego spotkania, m.i. poprzez przeczytanie i przemyślenie 2 książek ( jedną kończę) pozostała mi " Nowi ewangelizatorzy dla Nowej Ewangelizacji" Jose H.Prado Floresa. Od dziś rozpoczęliśmy przygotowania do tego spotkania Nowenną do Ducha Świętego, ja dodatkowo Nowenną do św. Stanisława Papczyńskiego. Wspomóżcie to dzieło swoją modlitwą. Szczęść Boże.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.