Dary łaski i wezwanie Boże – są nieodwołalne!

D
Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym
urodziny
obchodzi Ewa Olender, Osoba bardzo mi bliska i zaprzyjaźniona z
Celestynowa, Mama Lektora Szymona. Dziękując Jubilatce – i całej
Rodzinie – za przyjaźń, stały kontakt i wzajemne wsparcie, życzę
Pani Ewie takiej postawy wiary i pobożności, jaką prezentuje na co
dzień. Obiecuję – nie tylko dzisiaj – wsparcie w modlitwie!
Rocznicę
ślubu natomiast przeżywają Kasia i Rafał Szewczakowie. Rafała
poznałem jako Lektora
w
Rado
ryżu
Kościelnym, czyli na swoim pierwszym wikariacie.

Dziękując Kasi i Rafałowi za życzliwość i kontakt, życzę
stałej radości z małżeństwa i rodzicielstwa! Niech Im Pan we
wszystkim błogosławi – będę się o to modlił.
Moi
Drodzy, dzisiaj w Miastkowie pożegnamy Siostrę Teresę Skorupską,
która przez wiele lat w tej Parafii posługiwała – jako
Katechetka, a przez pewien czas: jako Przełożona Domu. Obecnie
przechodzi na inną placówkę. Niech wszędzie, gdzie będzie Jej
dane posługiwać, towarzyszy Jej szczególne Boże błogosławieństwo!
A
oto teraz to Boże błogosławieństwo posyłam Wam, moi Drodzy, na
piękne i pobożne przeżywanie dzisiejszego dnia: Niech
Was błogosławi Bóg wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty.
Amen
Gaudium
et spes! Ks. Jacek
20
Niedziela zwykła, A,
do
czytań: Iz 56,1.6–7; Rz 11,13–15.29–32; Mt 15,21–28
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Tak
mówi Pan: „Zachowujcie prawo i przestrzegajcie sprawiedliwości,
bo moje zbawienie już wnet nadejdzie i moja sprawiedliwość ma się
objawić.
Cudzoziemców
zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby
miłować imię Pana i zostać Jego sługami, wszystkich
zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno
mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i
rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą
przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem
modlitwy dla wszystkich narodów”.
CZYTANIE
Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:
Bracia:
Do was, pogan, mówię: „Będąc apostołem pogan przez cały czas
chlubię się posługiwaniem swoim w tej nadziei, że może pobudzę
do współzawodnictwa swoich rodaków i przynajmniej niektórych z
nich doprowadzę do zbawienia. Bo jeżeli ich odrzucenie przyniosło
światu pojednanie, to czymże będzie ich przyjęcie, jeżeli nie
powstaniem ze śmierci do życia?
Bo
dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne. Podobnie
bowiem jak wy niegdyś byliście nieposłuszni Bogu, teraz zaś z
powodu ich nieposłuszeństwa dostąpiliście miłosierdzia, tak i
oni stali się teraz nieposłuszni z powodu okazanego wam
miłosierdzia, aby i sami w czasie obecnym mogli dostąpić
miłosierdzia. Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu,
aby wszystkim okazać miłosierdzie”.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus
podążył w strony Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska,
wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną,
Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego
ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na
to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo
krzyczy za nami”.
Lecz
On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły
z domu Izraela”.
A
ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.
On
jednak odparł: „Niedobrze jest zabrać chleb dzieciom i rzucić
psom”.
A
ona rzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn,
które spadają ze stołu ich panów”.
Wtedy
Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest wiara twoja;
niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została
uzdrowiona.
Kluczem
do zrozumienia – przynajmniej częściowego – przesłania Bożego,
zawartego w dzisiejszych czytaniach, jest to zdanie, zawarte we
fragmencie Listu Apostoła Pawła do Rzymian: Bo
dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne.

Cała
zaś rzecz dotyczy wybrania
narodu żydowskiego przez Boga,

które to wybranie zostało w jakiś sposób przez naród odrzucone,
na co jednak Bóg odpowiada swoją zdecydowaną
wolą doprowadzenia do zbawienia

umiłowanego
ludu.
Nie
da się natomiast
ukryć, że na przestrzeni całej historii zbawienia często
dochodziło do swoistej konfrontacji
narodu wybranego z ludami pogańskimi,

a więc tymi, które nie znały jedynego Boga. I z tejże
konfrontacji to poganie wychodzili nierzadko
jako zwycięzcy, zyskując
uznanie u Boga.

Ta właśnie myśl przewija się przez wszystkie dzisiejsze czytania.
Oto
już w pierwszym z nich, z Proroctwa Izajasza, słyszymy
upoważnienie, a nawet zachętę do tego, by nie
odrzucać cudzoziemców,

jeżeli chcą uznać Boga jedynego za swego Boga i przestrzegać Jego
praw. Prorok –
w imieniu samego Boga – mówi jasno i zdecydowanie: Cudzoziemców
zaś, którzy się przyłączyli do Pana, ażeby Mu służyć i ażeby
miłować imię Pana i zostać Jego sługami, wszystkich
zachowujących szabat bez pogwałcenia go i trzymających się mocno
mojego przymierza, przyprowadzę na moją Świętą Górę i
rozweselę w moim domu modlitwy. Całopalenia ich oraz ofiary będą
przyjęte na moim ołtarzu, bo dom mój będzie nazwany domem
modlitwy dla wszystkich narodów.

A
więc jednak!
Oczywiście,
takie rozwiązanie sprawy nie mogło podobać się szczególnie tym
Żydom, którzy skłonni byli uważać
Boga wręcz za swoją własność

i jedynie sobie rezerwować prawo do zbawienia. Prorok bowiem
uświadamia
wszystkim, że nie
tyle drzewo genealogiczne, ile serce gorące

i chętne do przestrzegania Bożego Prawa będzie stanowiło rękojmię
zbawienia. Dlatego poganie, którzy uwierzą
w Boga i Jego Prawa będą przestrzega
li,
zostaną
włączeni do wspólnoty zbawionych, ich zaś
ofiary będą
przyjęte.
Ten
sam problem – tylko w formie jeszcze bardziej wyrazistej –
pojawia
się
w dzisiejszej Ewangelii. Oto kiedy Jezus
podążył w strony Tyru i Sydonu,

nagle
jakaś kobieta
kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się
nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona
przez złego ducha”.

Jezus
– mówiąc wprost – zbył ją milczeniem. Kobieta jednak nie
ustępowała, co wywołało niejaką irytację
Apostołów.
I
chociaż Jezus nie spełnił ich żądania i nie odprawił kobiety,
to jednak powiedział do niej słowa, których chyba nikt z nas nie
chciałby usłyszeć i wolałby
być odprawionym, niż stać się ich adresatem.

Bo były to słowa… trudno nawet znaleźć określenie…
Odpychające?… Aroganckie?… Poniżające?…

Otóż
– jak słyszeliśmy – na prośbę niewiasty o uwolnienie jej
córki z mocy złego ducha, Jezus stwierdził: Niedobrze
jest zabrać chleb dzieciom i rzucić psom.
Jeśli
jeszcze uwzględni się tę okoliczność, że pies kwalifikował się
do grupy zwierząt nieczystych, to takie stwierdzenie po prostu mogło
zaszokować i raz na zawsze zniechęcić kobietę

do podejmowania jakichkolwiek tego typu prób na przyszłość. I
pewnie
wiele innych matek
rzeczywiście by się
zniechęciło.
Ale
nie ta,
o której mowa dzisiaj w Ewangelii. Bo ta odpowiedziała w sposób
bardzo odważny, a jednocześnie niezwykle
inteligentny:
Tak,
Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu
ich panów.

My
oczywiście rozumiemy cały kontekst tej rozmowy. Jezus zresztą sam
go wyjaśnił, mówiąc nieco wcześniej: Jestem
posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela.
Takie
było założenie, że Jezus skieruje swoje przesłanie do wąskiego
grona osób, z
którymi spotka się w ramach swojej ziemskiej działalności

i to w obrębie narodu wybranego – a dopiero potem Jego uczniowie
zaniosą
Dobrą Nowinę całemu światu.
Tymczasem,
kobieta kananejska – jako cudzoziemka właśnie – chciała
tę kolejność ominąć.

Dlatego Jezus poddał
dość
mocnej próbie,

którą ona
jednak zdecydowanie dobrze przeszła,
co wręcz wzbudziło podziw Jezusa, wyrażony w słowach: O
niewiasto, wielka jest wiara twoja; niech ci się stanie, jak chcesz!

To
właśnie o takiej wierze mówił w pierwszym czytaniu Prorok
Izajasz. Taka wiara – tak wielka wiara – pozwalała przełamać
ów
swoisty „schemat genealogiczny”,
promujący
jedynie członków narodu wybranego. Otóż, jeszcze raz musimy
podkreślić: to
wiara konkretnego człowieka decyd
uje
o otrzymaniu Bożych darów. Bardziej, niż pochodzenie – właśnie
wiara!

I
dlatego w czasie całej ziemskiej działalności Jezusa tego typu
wydarzeń było jeszcze
co najmniej kilka

– być może, nie o wszystkich napisali Ewangeliści – a w
działalności Świętego Pawła było ich jeszcze więcej: takich
momentów, w których Apostoł, z pewną nutą rezygnacji, ale też z
pewnym naciskiem i wyrzutem stwierdzał, że jeśli
naród żydowski odrzuca Dobrą Nowinę o zbawieniu, to on idzie do
pogan.

Ci na pewno przyjmą ją otwartymi sercami.
I
często właśnie
tak
ją przyjmowali, stając
w hierarchii wiary wyżej,

aniżeli ci, którzy powinni być dla innych przykładem. Poganie
często wyprzedzali Żydów, przewyższali ich swoją gorliwością i
otwartością –
za
co zresztą należała
im się pochwała i uznanie,

których zarówno Jezus (chociażby dzisiaj), jak i Paweł, jak
wreszcie inni Apostołowie, im
nie szczędzili.
Jednakże
Paweł nie byłby sobą, gdyby w całym swoim dowodzeniu nie
dostrzegł „drugiej strony medalu”

i w całym tym pozytywnym obrazie nawracających się pogan nie
zobaczył jakiejś rysy, jakiegoś
zagrożenia.
Tą rysą mogło się okazać – a może tu i ówdzie rzeczywiście
okazywało się – wynoszenie
się pogan
ponad
Żydów
z
powodu tego, że ci nie uznali Jezusa. Paweł zdecydowanie
przestrzega przed taką pokusą i nie pozwala na tego
typu zachowanie,
stwierdzając właśnie to, co zacytowaliśmy sobie na początku:
Dary
łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne!
A
to oznacza, że naród wybrany nie
przestał być wybranym

z
powodu tego,
że nie uznał w Jezusie Mesjasza i Zbawiciela. Paweł żywi głębokie
przekonanie, że kiedyś tak się właśnie stanie, że jego rodacy
przyjmą
Dobrą Nowinę o zbawieniu
i
dostrzegą
w Jezusie swego Pana.

W
swoim „koronkowym” rozważaniu – jak to zwykle w Pawłowych
Listach widzimy – przekonuje, że Bóg poddał
wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać miłosierdzie.
Oczywiście,
to jest pewna gra słów, bo Bóg nie mógł „poddać ludzi
nieposłuszeństwu” swoim przykazaniom, bo w ten sposób
zaprzeczyłby
sam sobie.

Kazałby ludziom występować przeciwko sobie samemu. Słowa te
rozumiemy w ten sposób, że Bóg
dopuścił taki stan rzeczy,

uznał po prostu fakty takimi, jakimi one były, aby
okazać ludziom miłosierdzie.

Wszystkim ludziom: i Żydom, i poganom. Nikogo nie odrzucając. I nie
odbierając narodowi wybranemu jego wybrania.
No,
dobrze! To porozważaliśmy sobie o sprawach teologicznych i
historycznych, ale teraz zapewne wielu z nas postawi pytanie: A
po co nam to wszystko?

Co nas to w ogóle obchodzi? Ani
my Żydzi, ani my poganie

– co nam więc
do
tego, jakie relacje zachodzą między jednymi i drugimi?…
Czy
jednak rzeczywiście – nic
to nas nie obchodzi?…
To
może warto spojrzeć na całą sprawę w ten sposób, że my,
katolicy
od dzieciństwa;

ochrzczeni u początków swego życia, prowadzeni od małego do
kościoła, przyjmujący kolejne Sakramenty, słuchający Bożego
słowa tak w ramach liturgii, jak i na katechezie, a wreszcie
nierzadko także w trakcie osobistej lektury – my
właśnie jesteśmy takim ludem wybranym.
Bo
faktycznie – zostaliśmy przez Boga zaszczyceni
i wyróżnieni

tym, że jesteśmy wychowani w świętej wierze katolickiej i nie
musimy błądzić po bezdrożach. Także co
do częstotliwości i systematyczności
uczestnictwa
we Mszy Świętej ispełniania
innych, religijnych praktyk, jesteśmy w dobrej sytuacji, bo Rodzice
nasi nauczyli
nas
głębokiego
przeżywania wiary

– a przecież nie wszyscy rodzice nauczyli tego swoje dzieci i nie
w każdej rodzinie panuje
religijna
atmosfera…
I
teraz: czy
fakt tak rozumianego wybrania nie wywołuje u nas pychy,

która pozwalałaby
nam na innych, słabiej wierzących, patrzeć z góry, z
lekceważeniem? I czy nie rodzi w nas przekonania, że z powodu tak
rozumianego wybrania –
zbawienie
nam się wprost należy

i nie musimy już aż tak bardzo o
nie się
starać? Czy nie
usypia w nas czujności i gorliwości

w pracy nad sobą – bo po co się wysilać i przemęczać, skoro
jesteśmy
tacy
wierzący, tacy
pobożni?…
Moi
Drodzy, czy to przypadkiem
nie
z takiego przekonania rodzą się te sytuacje, w których ktoś
przychodzi do Spowiedzi nawet
co
miesiąc,
ale
tylko po to, żeby powiedzieć, że „ja
to właściwie żadnych grzechów nie mam, bo jakie ja mogę mieć
grzechy?

Proszę Księdza, ja mam już siedemdziesiąt lat i Radia Maryja
codziennie słucham, do kościoła co niedzielę chodzę, całymi
dniami się modlę, z nikim się nie kłócę – to jakie ja mogę
mieć grzechy?”
Moi
Drodzy,
ręce dosłownie opadają!
Oczywiście,
nasze ręce. Bo szatan – jak raz – swoje
łapska zaciera z radości
w
takiej sytuacji! Gdyż
taka pycha i arogancja to dla niego niesamowita radość. Tak,
pycha i arogancja!
Mówię
to z całą odpowiedzialnością, chociaż mam świadomość, że
ściągnę na siebie gromy tych „arcypobożnych” osób. Powiem
jeszcze mocniej: diabelska
pycha! I wielka arogancja!
Jeżeli
ktoś się ze mną nie zgadza, to niech jeszcze raz przemyśli
postawę kobiety kananejskiej. Ona nie
miała w sobie przekonania, że cokolwiek jej się od Jezusa należy.

Ale przyszła prosić. I wręcz wyżebrała,
a nawet możemy powiedzieć, że wydarła
Jezusowi z ręki Jego łaskę
dla
swej córeczki
.
Dlaczego?
Właśnie dlatego, że rozumiała ją jako łaskę, a nie jako coś,
co Jezus
miał jej dać, bo przecież była taka pobożna.

Ona
z wielką pokorą i w postawie wielkiego uniżenia, ale też z
ogromnym zaufaniem – żebrała
o łaskę Bożą.

I dlatego tak wiele otrzymała, a wręcz zachwyciła swoją postawą
samego Jezusa, bo była tak niesamowicie
pokorna, tak bezgranicznie
ufna. Jej
się nic nie należało – ona prosiła! I otrzymała.

Nam
też się nic od Jezusa nie należy, moi Drodzy. Nic.
Wszystko, co otrzymujemy, to z
Jego miłości i z Jego łaski.

Dlatego zawsze, ale to zawsze musimy mieć świadomość, że i my
„zostaliśmy poddani nieposłuszeństwu”, czyli po prostu –
jesteśmy
grzeszni.
Mamy
sobie to ciągle uświadamiać
– zarówno sam fakt grzeszności, jak i konkretne grzechy.

Chociażby przez porządny rachunek sumienia przed każdą
Spowiedzią. I mamy się ze
swoich grzechów spowiadać,

a następnie
się z nich poprawiać.

I
pamiętać, że zbawienie nie
należy się nam tylko dlatego,

że
jesteśmy z wierzącej rodziny, że mamy znajomego księdza i kiedyś
chodziliśmy na pielgrzymkę. Nawet z tego powodu, że co
niedzielę do kościoła chodzimy i co miesiąc
odbywamy
Spowiedź

nie należy się nam zbawienie.
Łaski
zbawienia dostąpią ci, którzy mocno
wierzą, którzy wiarą
na
co dzień
żyją
i
o
zbawienie się starają.

A wręcz o
nie walczą:
walczą
ze swoimi słabościami, ze swoimi grzechami… I którzy potrafią
Jezusa tak
żarliwie prosić, ta
k
Go przekonywać,
a
nawet

się z Nim targować,

by i naszą wiarą mógł się zachwycić i przekonać się, że nam
naprawdę na
Nim bardzo zależy.

I że
na
zbawieniu nam bardzo
zależy.
Bo
zbawienia – jeszcze raz to pokreślmy – nie otrzymuje się z
racji pochodzenia, narodowości, znajomości, czy tradycji. Zbawienie
otrzymuje się z
darmowej łaski Bożej, z wielkiej Bożej miłości,

na którą trzeba odpowiedzieć swoją wielką miłością, swoją
szczerą wiarą i pokornym sercem.

12 komentarzy

  • Nie chce mi się wierzyć że za samo chodzenie do Kościoła ktoś mógłby otrzymać zbawienie. Uważa ksiądz, że ktoś mógłby tak wogóle pomyśleć. Czyżby tak niska była nasza świadomość?

  • Podobno to jest słowo nieprecyzyjne, poproszę o konkrety.Zadajac to pytanie chciałem zaznaczyć, że ludzie myślący raczej nie kojarzą samego chodzenia do Kościoła jako wyznacznika zbawienia. Stąd pytanie o świadomość.Ksiądz porusza bardzo istotne kwestie.Czy ja który jestem w Kościele co niedziela będę zbawiony, czy ten łotr który nie chodzi też będzie?Bardzo dobrze, że Bóg nie daje mi spokoju ciągle zadając takie pytania. Uderza to w moje lenistwo. Najprościej byłoby pójść do Kościoła i uważać że wszystko załatwione. Dzisiejsza Ewangelia mnie zawstydza. Poganka otrzymuje uwolnienie. A jaka jest moja wiara?
    Wiara człowieka znudzonego, mającego tak naprawdę wszystko.Czy ja rzeczywiście chcę wyjść z tej strefy komfortu?

    • Jeśli nie chodzi, to oczywiście i koniecznie – łotr? A może ten niechodzący tam właśnie chce unikać towarzystwa łotrów? A tak w ogóle – co za wysoka świadomość [ewentualnej własnej doskonałości; chciało by się mieć chwilami chociaż taką właśnie]

    • Koniecznie trzeba – nie tyle chodzić do kościoła, co przeżywać Mszę Świętą w każdą niedzielę. I to naprawdę nie jakaś gra słów, ale istotna różnica, o którą chodzi w moim rozważaniu. Mamy wiernie spełniać praktyki religijne, ale to musi współgrać z naszą postawą aktywnego czuwania i intensywnej pracy nad sobą. Samo automatyczne i jedynie motywowane tradycją spełnianie praktyk – nie wystarczy. I może bardzo fałszować rzeczywistość, bo tworzy w człowieku fałszywy obraz jego samego, jak nieskazitelnie sprawiedliwego, wręcz świętego, podczas, gdy wady i grzechy będą się mnożyć!
      Koniecznie – trzeba czuwać!
      Ks. Jacek

  • Zastanowię się i pomyślę, czy ja jestem jak ta kobieta kananejska z dzisiejszej Ewangelii.
    – Czy kocham swoje dzieci, ile dla nich mogę poświęcić, co zrobiłabym abym uratować ich dusze?
    – Czy nie zrażam się od razu, gdy ktoś mi odmawia,czy jestem wytrwała w dążeniu do celu? Czy jest we mnie determinacja i odwaga pójścia do/za Jezusem?
    – Czy szybko się obrażam, gdy ktoś powie mi coś niemiłego, lub nawet poniżającego?
    – Czy jestem pokorna? Czy liczę na pomoc Ducha Świętego w kontaktach z ludźmi?

  • W kościele, można usłyszeć wiele nauk. Wiele jest poruszanych spraw, o miłości Boże, ale rzadko można usłyszeć coś na temat rachunku sumienia, o grzechu. Często "nasza edukacja" zatrzymała się na I komunii świętej. Brak edukacji na temat rachunku sumienie jest naszą (moją) winą. Często grzesząc nie zdaję sobie sprawy z tego, że nie jest to miłe Panu, ale ja o tym nie wiem.
    Módlmy się więc o dobrych spowiedników.

    • My jako Wspólnota podjęliśmy codzienną modlitwę za kapłanów. Jest to krótkie wezwanie do Jezusa:
      Panie Jezu, połącz ze swoją Najdroższą Krwią i swoim Najświętszym Ciałem wszystkich kapłanów i ofiaruj ich w darze Ojcu Przedwiecznemu, błagając dla nich o łaski i błogosławieństwo. Amen.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.