A kiedy przyjdzie Pan?…

A

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, serdecznie pozdrawiam Wszystkich w jedną z ostatnich niedziel roku liturgicznego. O wymowie tego czasu – więcej w rozważaniu.

Nie zapominajmy także, że mamy wciąż listopad, a ten miesiąc kojarzy się nam z pamięcią o Zmarłych, wyrażaną w modlitwie i przyjmowaniu Komunii Świętej w ich intencji. Kto nie skorzystał jeszcze z możliwości uzyskania odpustu, związanego z nawiedzeniem cmentarza i modlitwą za Zmarłych przez osiem dni – ma jeszcze czas do końca listopada. Bardzo do tego zachęcam!

W naszej Kaplicy, w Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego w Siedlcach, także o Zmarłych pamiętamy. Codziennie, po Mszy Świętej, odmawiamy Koronkę do Bożego Miłosierdzia o ich wieczne zbawienie.

Dzisiaj zaś, o godzinie 20:00, będę sprawował tam Mszę Świętą w intencji wszystkich zmarłych Pracowników i Studentów Uniwersytetu Przyrodniczo – Humanistycznego w Siedlcach oraz Zmarłych z Ich Rodzin, wspominając z imienia i nazwiska tych, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Liczę na obecność, na tej Mszy Świętej, Przedstawicieli naszej akademickiej Społeczności. Niektórzy się nawet wprost zapowiedzieli. A po Mszy Świętej planujemy spotkanie integracyjne przy herbacie.

To plany na dzisiejszy wieczór, bo w ciągu dnia – jak co niedzielę – jestem w Parafii Ciepielów, w Diecezji radomskiej, u Księdza Stanisława Sławińskiego, wypróbowanego Przyjaciela naszej Podlaskiej Pielgrzymki i Młodzieży z moich dawnych Wspólnot, zatrzymującej się w tej Parafii, w trakcie rajdów rowerowych na Jasną Górę. Zawsze tam byliśmy goszczeni bardzo, ale to bardzo serdecznie – przez Księdza Proboszcza, którego wspierała świętej i nieodżałowanej pamięci Pani Irena Zaborska. Za nią tej modlę się bardzo często, szczególnie w tych dniach…

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co dzisiaj mówi do mnie Pan – tak konkretnie do mnie? Co ważnego chce mi osobiście przekazać? Duchu Święty, przyjdź z pomocą…

Na głębokie i radosne przeżywanie Dnia Pańskiego – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

33 Niedziela zwykła, B,

14 listopada 2021.,

do czytań: Dn 12,1–3; Hbr 10,11–14.18; Mk 13,24–32

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA DANIELA:

W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu. Wtedy nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród twój dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze.

Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.

Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze.

CZYTANIE Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:

W Starym Przymierzu każdy kapłan staje codziennie do pełnienia swej służby, wiele razy te same składając ofiary, które żadną miarą nie mogą zgładzić grzechów. Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, „aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego”.

Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „W owe dni, po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte.

Wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba.

A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie. Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą. Lecz o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec”.

Słyszymy w pierwszym czytaniu, że nastąpi okres ucisku, jakiego nie było, odkąd narody powstały, aż do chwili obecnej. W tym czasie naród […] dostąpi zbawienia, każdy, kto się okaże zapisany w księdze. Wielu zaś, co posnęli w prochu ziemi, zbudzi się: jedni do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie.

Dowiadujemy się także, że stanie się to wówczas, gdy wystąpi Michał, wielki książęco w innym tłumaczeniu brzmi: Michał, wielki anioł. To właśnie z jego wystąpieniem wiąże się nastanie zjawisk, które tu sobie przywołaliśmy. A kiedy się to wszystko stanie? Słyszeliśmy: W owych czasach… Chciałoby się powiedzieć: „Aha… Tośmy się dowiedzieli!”

W Ewangelii z kolei Jezus mówi, że po wielkim ucisku słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku. Gwiazdy będą padać z nieba i moce na niebie zostaną wstrząśnięte. Dodatkowo dowiadujemy się, że wówczas ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w obłokach z wielką mocą i chwałą. Wtedy pośle On aniołów i zbierze swoich wybranych z czterech stron świata, od krańca ziemi aż do szczytu nieba. Kiedy to jednak nastąpi? Słyszeliśmy: W owe dni… Czyli, wiemy tyle samo, co i z pierwszego czytania.

Jak to kiedyś jeden pytał drugiego: „Kiedy do mnie przyjdziesz?” Na co ten: „Jak przyjdę, to będę.” Na co tamten: „Dobrze, tylko się nie spóźnij!”

Tak i tutaj, chciałoby się powiedzieć, że nic nie wiemy w sprawie przyjścia Pana na Sąd Ostateczny. Tak jednak powiedzieć nie możemy, jeśli mamy być uczciwi, bo przecież wiemy, że takie zjawiska, jak te wymienione, na pewno nastąpią. I przyjdzie ów dzień, w którym dokona się ostateczne rozstrzygnięcie. Skoro Pan tak mówi, to znaczy, że tak będzie! Tego możemy być pewni – wszystko to nastąpi!

W pierwszym czytaniu mowa jest o przebudzeniu się w tym dniu zmarłych, przy czym jedni zbudzą się do wiecznego życia, drudzy ku hańbie, ku wiecznej odrazie. Szczególnie to drugie przebudzenie – zapewne lepiej, gdyby w ogóle nie nastąpiło, bo jak tu powstawać jedynie po to, by potem już na wieki upaść, zostać odrzuconym, wtrąconym w wieczne ciemności?… Ale tak właśnie będzie – w owe dni… Nie wiemy zatem, kiedy…

Co więcej, Jezus dzisiaj przekonuje nas, że o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec. To się nam może wydawać dziwne, bo przecież Syn wie wszystko o swoim Ojcu, tak jak Ojciec o Synu, trudno więc nam przyjąć do wiadomości, że tę jedną sferę akurat Bóg sobie zastrzegł i broni jej zazdrośnie przed Synem, żeby Ten się przypadkiem nie dowiedział i gdzieś tam się przed ludźmi nie wygadał, w czasie swej ziemskiej działalności…

Nie, w taki sposób nie możemy pojmować tych spraw. W komentarzach biblijnych czytamy, że Syn nie wie tego jako Człowiek, bardziej jednak przekonującym wydaje się to tłumaczenie, że decyzja ta jest wyłączną kompetencją Ojca Niebieskiego i nikt nie powinien Go w tym wyręczać. Skoro nawet Syn Przedwieczny tego nie czyni, to już na pewno nie powinni czynić tego ludzie, a wiemy, że akurat wielu chętnie wyręcza Boga w tej decyzji i już przewidują – a nawet wiedzą na pewno – że to nastąpi wtedy, czy wtedy, albo takie lub inne zjawiska będą temu towarzyszyć.

Owszem, wielcy Święci, jak Ojciec Pio, czy Siostra Faustyna, dzielili się z nami, w swoich zapiskach, pewnymi konkretnymi wskazaniami, jakie znaki pojawią się w momencie, kiedy będzie się zbliżał ów czas, ale i oni nie wskazali żadnego konkretnego terminu, a ich przesłanie – w pełni zgodne z przesłaniem Ewangelii w tej sprawie – można sprowadzić do krótkiego, konkretnego stwierdzenia: Mamy być zawsze gotowi! Przywołując określone zjawiska, zapowiadające dzień ostateczny, Jezus mówi do swoich uczniów: Gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, że blisko jest, we drzwiach.

Tak, to prawda, jest to wskazanie konkretne i czytelne – tyle, że od czasu, kiedy Jezus dawał swoje wskazania i snuł wizje, dotyczące końca świata, minęło dwa tysiące lat. I koniec nie nastał. Od śmierci Siostry Faustyny, czy Ojca Pio, minęło mniej lat, bo kilkadziesiąt, ale też – koniec nie nastał. To jednak nie oznacza, że nie nastanie chociażby jeszcze dzisiaj! Jedynie Bóg wie, kiedy przyjdzie – my mamy wiedzieć, że przyjdzie na pewno.

Jezus w różnych miejscach Ewangelii wyraźnie to podkreślał, porównując chociażby nastanie owego dnia do nocnego najścia złodzieja! To naprawdę mocne porównanie! I dlatego mamy czuwać! Mamy być stale gotowi! Owszem, przyglądać się rzeczywistości, w jakiej żyjemy, i z pomocą Ducha Świętego odczytywać znaki czasu, natomiast nie popadać w jakieś jasnowidztwo czy czarnowidztwo – jak kto woli – i nie mącić w głowie sobie i innym przepowiadaniem końca w jakimś konkretnym dniu lub okresie. Albo po nastaniu takich, czy innych, konkretnych zjawisk.

Chociażby bowiem dzisiaj wielu uważa, że to wszystko, co obecnie dzieje się w Kościele, czy w świecie, to już na pewno znaki końca! Koniec już jest na pewno bliski! Bo tak źle – według nich – to jeszcze na świecie nie było! Takiego chaosu, takiego pomieszania z poplątaniem – to jeszcze na świecie nie było!

A tymczasem, dobrze wiemy, że niejednokrotnie w historii świata i Kościoła były tak potężne zawirowania i tak wielkie zło działo się wśród ludzi, że samo jego wspomnienie mrozi krew w żyłach. Albo – wprost przeciwnie – burzy krew w żyłach! A koniec świata za żadnym razem nie nastąpił. Chociaż wielu go wtedy wieszczyło. Podobnie, jak na przełomie kolejnych tysiącleci – także wielu wypatrywało końca. I nie nastąpił.

I może to właśnie usypia czujność wielu z nas, bo skoro tyle się mówi o tym dniu ostatecznym – szczególnie pod koniec roku liturgicznego, kiedy to chociażby teksty czytań mszalnych wyraźnie zapowiadają ów czas – i nic się nie dzieje, a przychodzi kolejny rok i znowu to samo mówimy, to wielu uważa, że to tylko takie sobie gadanie. Taki stały temat na koniec roku liturgicznego.

Do tego – i czas jest jesienny, więc nastrój sprzyja wszelkim ponurym wizjom… Ale jesień w końcu przeminie, zima też, słońce zaświeci – to i nastrój się zmieni, a z nim również przeminie temat końca świata. A tak być nie może!

Bo to, że ów dzień jeszcze nie nastał, nie oznacza, że zapowiedzi, dotyczące jego nadejścia, można sobie puszczać mimo uszu. Trzeba nam ciągle o nich pamiętać. Nie po to, by żyć w jakimś strachu, by podtrzymywać jakąś psychozę, ale by być gotowym. Bo wtedy – by tak rzec – można sobie zaoszczędzić sporego bólu głowy… W jakim sensie?

A w takim, że kiedy człowiek żyje tak, iż w każdej dosłownie chwili mógłby stanąć przed Panem, bo jest stale w stanie łaski uświęcającej, przyjmuje na bieżąco Jezusa do serca w Komunii Świętej, jest z Nim w ciągłym kontakcie na Mszy Świętej i na modlitwie, karmi się Jego słowem, którego słucha w liturgii i sam stara się czytać; a do tego postępuje na co dzień zgodnie z przykazaniami i Ewangelią – wówczas nie musi roztrząsać, kiedy to nastąpi ów dzień i czy to, co obecnie się dzieje, to już jest znak końca, czy jeszcze nie.

Taki człowiek – nazwijmy go: przyjaciel Boga – żyje swoim rytmem; robi to, co do niego należy i nie martwi się na zapas tym, kiedy ów dzień nastąpi. Bo, po prostu, nie boi się tego dnia. Jest spokojny, robi swoje, jest stale blisko Pana. I o taki stan rzeczy, moi Drodzy, chodzi w naszym życiu.

To nie znaczy, że jakimś cudem staniem się idealni i nieskalani, że w ogóle unikniemy grzechu i zostaniemy świętymi za życia – za tego ziemskiego życia. Wiemy dobrze, że taki stan rzeczy nie jest możliwy. Na pewno, będziemy się zawsze mieli z czego spowiadać i z czego poprawiać. Ale w tym cała rzecz właśnie, abyśmy się chcieli spowiadać – na bieżąco, najlepiej co miesiąc, a jak trzeba, to i częściej – i chcieli się poprawiać. Stale. Cierpliwie.

Abyśmy po prostu chcieli korzystać z tego daru, który Jezus wysłużył nam swoją Ofiarą, o czym Autor Listu do Hebrajczyków tak mówi w drugim dzisiejszym czytaniu: Jezus Chrystus przeciwnie, złożywszy raz na zawsze jedną ofiarę za grzechy, zasiadł po prawicy Boga, oczekując tylko, „aż nieprzyjaciele Jego staną się podnóżkiem nóg Jego”. Jedną bowiem ofiarą udoskonalił na wieki tych, którzy są uświęcani. Gdzie jest odpuszczenie, tam już więcej nie zachodzi potrzeba ofiary za grzechy.

Dzięki Ofierze Jezusa mamy odpuszczenie grzechów, zatem staramy się o nie na bieżąco – i żyjemy po Bożemu. Tak, jak tylko potrafimy. Szczerze się o to staramy. I to jest właśnie ta droga, po której idąc, naprawdę możemy być spokojni, a koniec świata może dla nas nastąpić – powiedzmy – chociażby dzisiaj wieczorem. Zaraz po ulubionym serialu!

Oczywiście, trochę tu sobie może żartujemy, ale Jezus tak właśnie zapowiada swoje przyjście: jako niespodziewane – w dniu, którego nie znamy. I zapewne – w trakcie naszych najbardziej zwyczajnych i codziennych czynności. Oby tylko tych dobrych…

Stąd też, moi Drodzy, nie obawiajmy się tego dnia, tylko żyjmy, jak Bóg przykazał! Także według tych słów z dzisiejszego pierwszego czytania: Mądrzy będą świecić jak blask sklepienia, a ci, którzy nauczyli wielu sprawiedliwości, jak gwiazdy przez wieki i na zawsze. Bądźmy mądrzy – Bożą mądrością i uczmy siebie nawzajem sprawiedliwości, pobożności, głębokiej wiary. Uczmy tego jedni drugich – najlepiej osobistym, dobrym przykładem. Czyli – pomagajmy sobie nawzajem na drodze do zbawienia. Idźmy nią razem!

Niech pozostanie w naszych umysłach i sercach to wskazanie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: A od drzewa figowego uczcie się przez podobieństwo. Kiedy już jego gałąź nabiera soków i wypuszcza liście, poznajecie, że blisko jest lato. Drzewo figowe wypuszcza liście najpóźniej ze wszystkich roślin. Ale jednak je wypuszcza.

Tak i z przyjściem Jezusa: może ono nastąpić już niedługo, może nieco później, a może dużo później, za wiele, wiele lat – nie wiemy. Wiemy jednak, że na pewno nastąpi. Jako rzekliśmy – nie warto tego roztrząsać. Naszą sprawą jest tak żyć, jakby miało nastąpić jeszcze dzisiaj.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.