To jest droga – idźcie nią!

T

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Barbara Sosik – bardzo życzliwa Osoba z Celestynowa;

Barbara Bronisz – z mojej pierwszej Parafii w Radoryżu Kościelnym, emerytowana Nauczycielka i Osoba bardzo zaangażowana w życie Parafii;

Barbara Szostak – z którą współpracowałem w Liceum im. Lelewela w Żelechowie;

Barbara Soszyńska – za moich czasów: Gospodyni na plebanii w Żelechowie;

Barbara Szyc – moja Znajoma, posługująca w Instytucie Prymasowskim w Częstochowie;

Barbara Wilczyńska – moja Znajoma z Parafii w Radoryżu Kościelnym;

Barbara Kryczka – należąca w swoim czasie do jednej ze Wspólnot młodzieżowych;

Barbara Biesiada – Drzazga, Prorektor Uniwersytetu Siedleckiego, Osoba bardzo mi życzliwa i pomagająca w organizacji dyżurów duszpasterskich na Uczelni.

W czwartek natomiast urodziny przeżywała Tatiana Kłusek, należąca do KSM w Radoryżu Kościelnym, w czasie mojej posługi w tej Parafii, a obecnie Żona i Matka, mieszkająca i pracująca w Warszawie.

Wszystkim świętującym wczoraj i dzisiaj życzę mocy i mądrości Bożej na każdy dzień! Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, dzisiaj pierwsza sobota miesiąca. I sobota w Adwencie. Zwracajmy się z ufną modlitwą do Najświętszej Maryi Panny!

Bardzo dziękujemy Ekipie syberyjskiej, a konkretnie Księdzu Markowi i Siostrze Teresie za czwartkowe słówko. Pisane i gadane. I za relację fotograficzną i filmową z tego, co u Nich. Modlitwą wspieramy Adwent w Parafii w Surgucie!

A teraz już zapraszam na drugi dzień Rekolekcji w Brzezinach. Niech Duch Święty nas oświeci, byśmy rozpoznali, co konkretnie Pan do każdej i każdego z nas dzisiaj mówi.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

REKOLEKCJE ADWENTOWE

Dzień 2 – Sobota 1 Tygodnia Adwentu,

4 grudnia 2021.,

do czytań: Iz 30,19–21.23–26; Mt 9,35–10.1.5.6–8

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

To mówi Pan Bóg, Święty Izraela: Zaiste, o ludu, który zamieszkujesz Syjon w Jerozolimie, nie będziesz gorzko płakał. Rychło Bóg okaże ci łaskę na głos twojej prośby. Ledwie usłyszy, odpowie ci.

Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego Mistrza. Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się za tobą: „To jest droga, idźcie nią!”, gdybyś zboczył na prawo lub na lewo.

On użyczy deszczu na twoje zboże, którym obsiejesz rolę, a chleb z urodzajów gleby będzie soczysty i pożywny. Twoja trzoda będzie się pasła w owym czasie na rozległych łąkach. Woły i osły obrabiające rolę żreć będą paszę dobrze przyprawioną, która została przewiana opałką i siedlaczką.

Przyjdzie do tego, iż po wszystkich wysokich górach i po wszystkich wzniesionych pagórkach znajdą się strumienie płynących wód na czas wielkiej rzezi, gdy upadną warownie. Wówczas światło księżyca będzie jak światło słoneczne, a światło słońca stanie się siedmiokrotne, jakby światło siedmiu dni, w dniu, gdy Pan opatrzy rany swego ludu i uleczy jego sińce po razach.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości.

A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.

Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

Z Bożej łaskawości dane nam jest przeżywać święte Rekolekcje adwentowe, pod hasłem: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ? Jak pamiętamy, jest to pytanie, które Jezus postawił dwóm niewidomym, proszącym Go o uzdrowienie. Pytanie Jezusa oryginalnie brzmiało: «Czy wierzycie»…, bo odnosiło się do dwóch osób, my natomiast odnosimy je do siebie. Bo przecież słowo Boże właśnie do każdej i każdego z nas jest skierowane, a zatem to Jezusowe pytanie także – dlatego właśnie bierzemy je do serca i czynimy hasłem tego czasu: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ?

Owo: TO oznacza wszystko, co tylko dobrego Jezus może i chce uczynić dla naszego zbawienia – o ile tylko my chcemy i wierzymy, że jest w stanie to uczynić. Dlatego hasłem wczorajszego dnia były słowa, wypowiedziane przez niewidomych: TAK, PANIE! A w ich kontekście pytaliśmy samych siebie, czy jesteśmy w stanie tak samo Jezusowi odpowiedzieć, ale nie tyle odpowiedzieć słownie – bo powiedzieć, czy napisać jest łatwo cokolwiek, to zwykle nic nie kosztuje – ile życiem pokazać, że tak naprawdę myślimy, że jesteśmy o tym przekonani.

Zastanawialiśmy się w związku z tym, czy nie za bardzo ufamy ludziom, którzy uzurpują sobie prawo do wypowiadania się na każdy temat jako eksperci w każdej dziedzinie – czy nie za bardzo ich właśnie słuchamy, zamiast słuchać Jezusa i Jemu ufać.

A oto dzisiaj nowe treści płyną do nas z czytań mszalnych, gdyż właśnie te czytania – bardzo mocno to podkreślam – stanowią kanwę dla naszych refleksji. Nie dobieramy jakichś szczególnych tekstów, ale przyjmujemy dokładnie to Słowo, które w Pan nam daje w tych dniach poprzez liturgię Kościoła. Dlatego za chwile pochylimy się nad Słowem, które dziś zostało odczytane.

Wcześniej jednak przypomnę, że Rekolekcje nasze odbywają się w atmosferze wzajemnej modlitwy – wszystkich za wszystkich.

Modlimy się o dobre i trwałe owoce duchowe tego czasu w sercach nas wszystkich; o mocne, dobre i konkretne postanowienia, które jutro podejmiemy i które już po Rekolekcjach będziemy się starali realizować w naszej codzienności. To pierwsza intencja naszej modlitwy.

W drugiej modlimy się za tych, którzy choć bardzo chcieliby być tutaj z nami i uczestniczyć we wspólnych spotkaniach, to jednak nie mogą, bo uniemożliwia im to podeszły wiek, albo stan zdrowia, albo inne obiektywne przeszkody, których nie są w stanie pokonać. Ich wszystkich serdecznie pozdrawiamy i zapewniamy, że są oni pełnoprawnymi Uczestnikami naszych Rekolekcji, o ile tylko duchem i sercem łączą się z nami.

O tę łączność Ich prosimy i ze swej strony także zapewniamy ich o naszej łączności. Prosimy Chorych – szczególnie tych długotrwale przykutych do wózków i łóżek – aby swoje cierpienia ofiarowali w intencji naszych Rekolekcji. Serdecznie dziękujemy Im za to, że już zechcieli to uczynić. Otaczamy Ich naszą modlitwą

Podobnie, jak i tych, którzy chociaż mogą w Rekolekcjach naszych uczestniczyć, to jednak nie chcą, bo uważają że na Pana Boga i Jego sprawy „jeszcze mają czas” – może na emeryturze, a może już w późnej starości, kiedy to już nic ciekawszego nie będzie do roboty. Albo z różnych innych powodów bardzo zaniedbali swój kontakt z Bogiem i jakoś szczególnie im na nim nie zależy.

Dla nich modlimy się o zmianę nastawienia i o osobiste odkrycie, jak wielkim dobrodziejstwem jest łaska Boża i przyjaźń z Jezusem – aby osobiście się do tego przekonali! to jak najszybciej! Myślę, że każda i każdy z nas myśli tu w tej chwili o jakichś konkretnych Osobach, bliskich sobie, z bliższej lub dalszej Rodziny, może nawet z własnego Domu… Właśnie za nich się modlimy w trzeciej intencji.

Czwartą zaś obejmijmy wszystkich Rekolekcjonistów i Spowiedników adwentowych, posługujących intensywnie w tym czasie łaski w naszych Parafiach, szczególnie zaś za Księży Spowiedników posługujących w naszej Parafii.

To są intencje, które polecam uwadze i pamięci nas wszystkich. Możemy zapewne dodać do nich jeszcze prośbę o ustanie całego tego zamieszania epidemicznego, z jakim mamy do czynienia od prawie dwóch lat. Módlmy się o pokonanie wirusa, ale bardziej o to, aby wszystkich chodziło naprawdę o jego pokonanie, a nie o brudną politykę czy grę szemranych interesów. By lekarze mogli przypisywać proste, a naprawdę skuteczne leki, bez obawy o to, że podpadną rządzącym czy koncernom farmaceutycznym. Aby w tym wszystkim naprawdę chodziło o dobro ludzi, a nie o wypełnienie jakichś zaleceń „z góry”.

Myślę, że myśmy wszyscy już dawno się w całej tej sprawie pogubili i nie bardzo wiemy, kogo słuchać i komu wierzyć, ale na szczęście Pan wszystko widzi i rozumie, dlatego to Jego właśnie prosimy, aby położył na całej sprawie swoją dobrą rękę i łaskawie rozwiązał ten problem. Byśmy mogli normalnie żyć, uczyć się, studiować i pracować; by człowiek nie bał się drugiego człowieka, nie bał się podać mu ręki; aby wyciszyły się konflikty, jakie na tym tle powstały i podzieliły nam nawet rodziny. Niech Pan sam się tym zajmie!

Moi Drodzy, w tych wszystkich intencjach zanosimy nasze modlitwy – takie, jakie lubimy wznosić, jakich nauczyliśmy się może od dzieciństwa, natomiast prosiłem wczoraj o odmówienie Koronki do Bożego Miłosierdzia jako takiej jednej modlitwy, łączącej nas wszystkich. Czy udało się ją odmówić?… Czy udało się ją może odmówić wspólnie?…

Bardzo dziękuję tym, którym się udało! A jeśli ktoś zapomniał wczoraj, może ją odmówić dzisiaj, razem z modlitwą, jaką sobie na dziś wyznaczymy, a jaką będzie Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny. Myślę, że dzisiaj po prostu innej modlitwy być nie może – w sobotę, a w dodatku: w pierwszą sobotę miesiąca. Podobnie, jak wczoraj – proszę o odmówienie jej w naszych domach i najlepiej wspólnie.

A oto nasze refleksje rekolekcyjne koncentrujemy wokół hasła: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ?…

W pierwszym dzisiejszym czytaniu ponownie słyszymy opis dobrobytu i obfitości wszelkich darów, jaką Pan da tym, którzy Mu zaufają i ku Niemu się zwrócą. Już w pierwszych zdaniach słyszymy: Zaiste, o ludu, który zamieszkujesz Syjon w Jerozolimie, nie będziesz gorzko płakał. Rychło Bóg okaże ci łaskę na głos twojej prośby. Ledwie usłyszy, odpowie ci. zaraz w następnym akapicie padają słowa: Choćby ci dał Pan chleb ucisku i wodę utrapienia, twój Nauczyciel już nie odstąpi, ale oczy twoje patrzeć będą na twego Mistrza. Twoje uszy usłyszą słowa rozlegające się za tobą: „To jest droga, idźcie nią!”, gdybyś zboczył na prawo lub na lewo. I tutaj właśnie znajdujemy zdanie, które czynimy hasłem dzisiejszego dnia: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ! W innym tłumaczeniu to zdanie brzmi nawet: To jest właściwa droga, nią idźcie.

Szerszy kontekst, w jakim to zdanie się pojawia, wskazuje nam na pewne trudności, jakie mogą spotkać przyjaciół Boga. Słyszymy o «chlebie ucisku»«wodzie utrapienia», które Pan może dać – w sensie: dopuścić na człowieka. Ale pomimo tych utrudnień, należy iść jedną, właściwą drogą. Nie zbaczać z niej na prawo i lewo. Trzeba iść za Bogiem i do Boga. A jeżeli iść, to trzeba być w tym kroczeniu wytrwałym, nie można się wycofywać, szukać innych dróg.

Rozumiejąc to wezwanie w sposób bardzo dosłowny i wręcz fizyczny – Jezus dzisiaj wysłał swoich uczniów właśnie w drogę. Jak słyszeliśmy, przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

Zatem, wyposażył ich we władzę duchową, dał jasne i czytelne wskazania, po czym wysłał w drogę – a dokładnie: na wszystkie drogi całej tamtejszej okolicy, aby szli do ludzi «znękanych i porzuconych», jak owce, nie mające pasterza. Tak Święty Mateusz określił tych, do których zostali posłani Apostołowie. Jezus, niejako posługując się słowami Izajasza, wskazał im: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ!

I tak jak wczoraj pytał niewidomych, czy wierzą, że może uczynić im to, o co proszą, tak dzisiaj niejako powiedział swoim uczniom: „Uwierzcie, że możecie to uczynić! Uwierzcie, że władza nad duchami nieczystymi i zdolność leczenia chorób to nie są jakieś wymysły, ale realna władza, którą Wam daję i którą macie wykorzystać dla dobra ludzi, do których idziecie. Uwierzcie w to!”

Osobiście, bardzo jestem ciekaw reakcji Apostołów, kiedy doświadczyli właśnie tego, o czym im Jezus powiedział i do czego ich wysłał: kiedy duchy nieczyste uciekały przed nimi, kiedy – na ich słowo – wychodziły z opętanych, kiedy chorzy odzyskiwali zdrowie. Słowem – kiedy Apostołowie przekonali się, że – mówiąc kolokwialnie – „to działa!” To – czyli moc Boża, którą zostali przez Jezusa obdarowani. Jaka była ich reakcja, kiedy pierwsze takie znaki zaczęły się dokonywać „pod ich ręką”?…

Pewnie z czasem nabrali w tej sprawie pewności, w jakimś sensie oswoili się, ale pierwsze tego typu doświadczenia na pewno mocno nimi poruszyły – że oto są oni w stanie dokonywać tak spektakularnych i wyjątkowych znaków. Na taką drogę wysłał ich Jezus.

Chciał On bowiem dokonywać przez nich tego samego dobra, jakie Bóg zapowiedział przez Izajasza w pierwszym czytaniu: chciał po prostu przyjść z pomocą ludziom znękanym rozmaitymi problemami, chorobami i biedą. Dlatego wysłał Apostołów z mocnym poleceniem: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ! To jest ta właściwa, jedyna droga dla Was – ta, którą Ja sam Wam wskazałem.

Moi Drodzy, nam także Jezus to samo dzisiaj mówi: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ! Wskazuje nam drogę swoich przykazań, drogę wyznaczoną przez swoje nauczanie w Ewangelii i mówi: Tylko tą drogą idźcie!”

Odczytujemy to wezwanie w kontekście wczorajszych naszych rozważań. A wczoraj mówiliśmy sobie, że mamy zaufać Jezusowi, nie szukać ratunku u kogo innego i nie ufać nikomu bardziej, niż Jezusowi, bo to On – i tylko On – może nam skutecznie pomóc i chce nam skutecznie pomóc. Chce nam pomóc rozwiązać wszystkie nasze problemy, dylematy, wątpliwości, chce nas pocieszać w rozmaitych naszych zmartwieniach, chce odpowiadać na nasze pytania…

Tyle tylko, że my nie zawsze w to wierzymy i chyba tak nie do końca jesteśmy o tym przekonani – zwłaszcza, jeśli wspomnimy chociażby na te problemy i dylematy, które obecnie nas dotykają i nie dają spokojnie żyć, wywołując ciągły niepokój, lęk, zmartwienie… Przecież każda i każdy z nas ma takie swoje trudne sprawy, z którymi codziennie się boryka; swoje problemy, które może już od jakiegoś czasu nie doczekują się rozwiązania. I pewnie nieraz już modliliśmy się do Jezusa o pomoc, a tu… jakby kamień w wodę. My się modlimy i modlimy, prosimy ciągle o to samo, a problemy jak były, tak nadal są, a jeszcze pojawiają się nowe. Czemu zatem nie przychodzi pomoc z Nieba? Przecież mamy ją obiecaną…

A może, moi Drodzy, przychodzi – tylko inaczej, niż byśmy się spodziewali, albo w innym czasie, niż byśmy oczekiwali?… Czy w takiej sytuacji jesteśmy w stanie zaufać Jezusowi i pozwolić Mu na to, by nasze problemy rozwiązywał tak, jak On uważa za najlepsze, czyli by je rozwiązywał po swojemu, czy koniecznie musi być po naszemu?…

Mistrzowie życia duchowego mawiają, że na nasze prośby, jakie zanosimy w różnych sprawach, Jezus ma trzy odpowiedzi i w zależności od sytuacji, udziela jednej, najbardziej odpowiedniej. Otóż, może to być odpowiedź: „Tak, masz to, o co prosisz”. Może to być odpowiedź: „Nie, nie dostaniesz tego, o co prosisz, bo to nie będzie dla Ciebie na dalszą metę dobre”. Albo wreszcie: „Tak, ale poczekaj. Dostaniesz to, ale nie teraz”.

Inni znowu mawiają, że wysłuchanie przez Boga modlitwy polega na jednej z dwóch rzeczy: albo daje On to, o co prosimy, albo nie daje, ale za to pomaga nam się z tym pogodzić i zrozumieć, dlaczego nie mógł tego dać. I właśnie rozwiązywanie naszych problemów dokonuje się według tych zasad. Jeśli się nad tym tak spokojnie zastanowić, bez emocji i nerwów – to chyba dobrze, że tak jest.

Wszak niejednokrotnie zapewne prosiliśmy Pana o coś, co już za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt dni przestawało być dla nas ważne i już przestawało nam na tym zależeć. Powiedzmy sobie bowiem bardzo szczerze, że niektóre nasze prośby naprawdę są wynikiem jakiegoś chwilowego nastroju – żeby nie powiedzieć: kaprysu.

Innym znowu razem prosimy o coś, co nam wydaje się najlepszym rozwiązaniem w danej sytuacji, ale Bóg, który patrzy dalej i wie więcej, niż my wiemy, nie daje nam tego, bo wie, że to akurat nam nie pomoże, a czasami wręcz zaszkodzi. I znowu – nam się wydaje, że Bóg nie wysłuchał, ale On wysłuchał, tylko kieruje się naszym najlepiej rozumianym dobrem, naszą prawdziwą i trwałą korzyścią, my zaś raczej ulegamy nastrojom chwili czy potrzebom, które w tym momencie uważamy za najważniejsze.

I dlatego wydaje się nam, że Bóg nas nie słyszy, że nas opuścił, że nie chce nam pomóc… A może w ogóle zapomniał o nas?… A może się za coś obraził?… W tym kontekście także, moi Drodzy, widzimy te wszystkie sytuacje, w których sprawy ułożyły się zupełnie inaczej, niż byśmy chcieli czy prosili, a mam tu na myśli chociażby śmierć bliskiej osoby, czy jakiś trwały uszczerbek na zdrowiu – naszym, lub kogoś bliskiego.

W tych sytuacjach mówimy o rozstrzygnięciach nieodwracalnych, wszak zmarła osoba nie wróci do nas w tym życiu. I co wtedy? Przecież wówczas już nie ma na co czekać, licząc na to, że później, w jakimś innym czasie, Bóg wysłucha naszych modlitw, bo właśnie ich nie wysłuchał! Myśmy się modlili o życie dla tej osoby, a powrót do zdrowia, a tu takie nieszczęście.

To jak to w końcu jest: Bóg pomaga, czy tylko zapewnia, że pomagaa, a tak naprawdę sprawy idą swoim torem, niezależnie od Niego? Właśnie w takich sytuacjach szczególnej mocy nabiera odpowiedź na pytanie, będące hasłem naszych Rekolekcji: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ?…

W kontekście jednak, o którym tu sobie mówimy, nabiera ono takiego znaczenia: Czy wierzysz, że mogę Ci pomóc, mogę uczynić Ci dobro – nawet, jeżeli nie spełnię Twoich oczekiwań i zadziałam po mojemu, a nie po Twojemu? Wierzysz, że także w tej sytuacji mam rację i wiem, co robię? Czy może nie wierzysz w to zupełnie i kiedy nie zrobię tak, jak Ty chcesz, to po prostu obrazisz się i odejdziesz?

Moi Drodzy, pamiętajmy, że w naszych relacjach z Bogiem nigdy nie ma modlitw nie wysłuchanych! Bóg w swojej wszechmocy i wszechwiedzy słyszy nie tylko nasze wielowątkowe i rozbudowane formuły modlitewne, zanoszone w różnych intencjach. On odbiera nawet najcichsze i najbardziej subtelne sygnały, jakie płyną z naszego serca. Nawet najdrobniejsze poruszenie serca, nawet najmniejsza myśl, jaka powstała w naszym sercu i umyśle, jest Panu znana. Nie musimy Mu niczego wyjaśniać i tłumaczyć za pomocą długich opowieści.

Oczywiście, możemy to robić. Możemy, jak najbardziej, o wszystkim Mu mówić i informować Go o swoich problemach i potrzebach, ale nie zapominajmy, że to nie Jemu jest potrzebne, ale nam. On o wszystkim i tak wie, natomiast bardzo chce, abyśmy Mu we wszystkim bezgranicznie zaufali i ze wszystkim się do Niego zwracali. To nam więc są potrzebne nasze modlitwy i dłuższe wypowiedzi, kierowane do Pana, których On cierpliwie słucha i cieszy się, że właśnie do Niego się z nimi zwracamy, a nie do ludzi, czy sami nie próbujemy się z nimi mocować.

W tym kontekście – raz jeszcze podkreślmy – nie ma modlitw nie wysłuchanych. Każde, nawet pojedyncze słówko, Pan słyszy i odbiera. Natomiast spełnia nasze oczekiwania w taki sposób, o jakim tu sobie mówiliśmy, czyli według swojego uznania, według swojej wiedzy i według swojej najlepiej rozumianej troski o nasze prawdziwe dobro.

I w takim to ujęciu stawia nam rekolekcyjne pytanie: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ?… Czyli: wierzysz, że chcę Twojego dobra, że mogę Ci pomóc w sposób pewny, rzeczywisty i trwały? Nawet, jeżeli nie po Twojej myśli, to jednak naprawdę chcę Ci pomóc – wierzysz w to?

I właśnie w obliczu takich pytań i dylematów Pan kieruje do nas hasło dzisiejszego dnia: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ! Czyli: Bez względu na to, czy w tym momencie spełnię Wasze prośby po Waszemu, czy po mojemu – zostańcie ze Mną! Idźcie moją drogą! Wytrwajcie przy Mnie! Wytrwajcie na mojej drodze! Nie szukajcie innych!

Żeby nie było tak, że – owszem – idziemy drogą, wskazaną przez Pana, ale do pierwszego potknięcia, do pierwszego problemu, którego On nie zechce rozwiązać po naszej myśli, gdyż wtedy natychmiast odchodzimy, szukamy innych dróg, innych pocieszycieli, innych rozwiązań naszych problemów; u kogo innego szukamy ratunku. Bo rozczarowaliśmy się do Boga, więc poradzimy sobie bez Niego!

Niestety, doświadczenie życiowe zwykle pokazuje, jak to jest z tym „poradzeniem sobie bez Niego”… Dlatego właśnie Pan mówi do nas dzisiaj: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ! Bez względu na wszystko i wszystkich, bez względu na zewnętrzne okoliczności i wewnętrzne obawy czy dylematy; nawet, jeżeli w tym momencie nie wszystko myślą ogarniacie – idźcie moją drogą!

Bo nie ma innej! Nie ma innej – dobrej, pewnej i bezpiecznej drogi dla Was! Dlatego idźcie tylko moją drogą! Uwierzcie, że mogę to uczynić – to, czyli prawdziwe dobro dla Was; mogę Wam zapewnić prawdziwe i trwałe szczęście. Chociaż w tym momencie wydaje się Wam, że jest zupełnie inaczej – wytrwajcie przy Mnie. TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ!

Moi Drodzy, w tym właśnie kontekście chciałbym umieścić dzisiejszą pracę domową. Najpierw jednak chciałbym zapytać o wykonanie wczorajszej: Czy udało się wytrzymać bez telewizora, radia, internetu czy innych „zakłócaczy” ciszy?…

Bardzo dziękuję odważnym, którzy tego zadania się podjęli. A dzisiaj proponuję, abyśmy zdobyli się na pomysłowość, inwencję i nieco fantazji – i sprawili komuś ze swoich bliskich jakąś niespodziankę. Spróbujmy sprawić komuś z bliskich jakąś drobną radość, zaskoczyć czymś dobrym. Właśnie ten moment zaskoczenia jest tutaj ważny, bo wtedy i radość jest większa.

To może być zwykłe zrobienie herbaty, albo przygotowanie jutrzejszego śniadania, ale to mogą być odwiedziny u kogoś lub telefon do kogoś, czy nawet sms – ale nie na zasadzie: „Pożycz dwie stówy!”, ale na zasadzie: „Co tam u Ciebie słychać, jak sobie radzisz, w czym Ci mogę pomóc?”… Tak bez szczególnej okazji – ot, tak, po prostu, z potrzeby serca… To może być także powiedzenie komuś jakiegoś komplementu – tylko szczerze, żeby to na odległość nie pachniało obłudą, albo kpiną! Pomyślmy, moi Drodzy, a jestem przekonany, że wpadną nam do głowy jakieś propozycje.

Czas na wypełnienie pracy domowej jest od teraz do naszego jutrzejszego spotkania. W ostateczności – może być cały jutrzejszy dzień. Ale radziłbym nie zwlekać i jeszcze dzisiaj coś wykonać. W ten sposób wpiszemy nasze, małe dobro, jakie innym uczynimy i jakim innych zaskoczymy – w to wielkie dobro, jakie czyni nam Pan i jakim także niejednokrotnie nas zaskakuje.

A jutro, jak już wspomniałem , podejmiemy końcowe postanowienia – dobre postanowienia z tych Rekolekcji. Czy już myślimy nad nimi? Pamiętajmy, że dobre postanowienie, podejmowane po Rekolekcjach czy po Spowiedzi, to lekarstwo na określoną chorobę duszy. I tak, jak na ból głowy nie zakładamy opaski uciskowej na nogę, tak i nasze postanowienia powinny dotyczyć tego aspektu naszego postępowania, który jest największym problemem dla nas, a zwykle także dla naszego otoczenia. Pomyślmy zatem, co dobrego w związku z tym dobrego postanowić. Coś bardzo konkretnego. Mamy czas do jutra.

Teraz zaś, w kontekście hasła naszych Rekolekcji: WIERZYSZ, ŻE MOGĘ TO UCZYNIĆ?…; oraz hasła dzisiejszego dnia: TO JEST DROGA, IDŹCIE NIĄ!, pomyślmy przez chwilę:

Czy prosząc Boga o coś, zdaje się na Jego wolę, czy wymuszam swoją?…

Czy potrafię poczekać na Bożą reakcję, czy chcę natychmiast, a jak nie, to się obrażę i odejdę?…

Czy nawet w obliczu nagromadzenia się różnych trudności i przeciwności nie tracę ufności w Jezusa i nie zaczynam szukać pomocy u „konkurencji”?…

A kiedy otrzymam to, o co proszę, to czy potrafię podziękować, czy uważam, że mi się to należało?…

Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo niebieskie!”

Dodaj komentarz

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.