Kościół – to „oni”?…

K

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Dorota Rogulska, która jako Dorota Szarek należała do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Życzę wszelkiej Bożej mocy i pomocy w życiu osobistym, rodzinnym i każdym innym. Zapewniam o modlitwie!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Na radosne i głębokie przeżywanie Dnia Pańskiego – pierwszej niedzieli miesiąca – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

5 Niedziela zwykła, C,

6 lutego 2022.,

do czytań: Iz 6,1–2a.3–8; 1 Kor 15,1–11; Łk 5,1–11

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł.

I wołał jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.

I powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!”

Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: „Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech”.

I usłyszałem głos Pana mówiącego: „Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?” Odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie!”

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem. Chyba żebyście uwierzyli na próżno.

Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł za nasze grzechy, zgodnie z Pismem, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.

Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.

Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.

Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!” A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.

Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Czy nas nie zaskakuje to dziwne zestawienie dwóch obrazów, z jakim mamy do czynienia w pierwszym czytaniu? Oto przed oczami Izajasza jawi się obraz Boga – w całej Jego potędze. Na pewno, nie był to taki obraz, jaki kiedyś zobaczymy w Niebie, po odejściu z tego świata – wszak jest to tak niezwykły widok, że nikt, żyjący na świecie, nie może go zobaczyć i pozostać przy życiu. Dlatego dopiero tam ujrzymy Boga twarzą w twarz, w całym Jego pięknie.

Ale już tutaj Izajaszowi dane zostało widzenie niezwykłe i wielkie. Sam o tym tak mówi: Ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem.

Dość wspomnieć, że widok ten wydał się Izajaszowi tak niezwykły, a potęga Boga tak wielka, że poczuł się zupełnie niegodny, aby to widzieć, a nawet z jego ust rozległo się dramatyczne wołanie: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Był to zatem naprawdę wyjątkowy widok, budzący podziw, a bardziej jeszcze grozę.

I to jest jeden obraz, ukazany nam w pierwszym czytaniu – zapewne, jesteśmy w stanie go sobie jakoś wyobrazić…

Dlatego też z niejakim zdziwieniem reagujemy na ostatnie zdania pierwszego czytania, w których to ten wielki Bóg jak gdyby bezradnie rozkłada ręce i pyta: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Czy nas to nie zaskakuje?

Tak potężny Bóg, widok Jego chwały onieśmiela, a nawet napełnia grozą, nic nie jest poza Jego zasięgiem, a tymczasem nie ma kogo posłać, aby w Jego imię głosił naukę! Na szczęście, okazało się, że na to Boże pytanie pozytywnie odpowiedział Izajasz i poprzez dwa gesty, jakimi było symboliczne oczyszczenie ust i sam akt posłania – został on Bożym współpracownikiem.

Możemy powiedzieć, że to coś naprawdę niesamowitego, iż tak wielki i potężny Bóg potrzebuje takiego małego i słabego człowieka – i to potrzebuje do ścisłej współpracy ze sobą. W rzeczy samej – dziwne to… Takie niesamowite zestawienie dwóch obrazów: obrazu Boga potężnego i wielkiego – z obrazem Boga niemalże bezradnego, oczekującego od człowieka pozytywnej odpowiedzi na swoją prośbę; oczekującego jednego znaku dobrej woli…

A czyż z podobną sytuacją nie mamy do czynienia w Ewangelii? Oto Jezus najpierw naucza wielką rzeszę ludzi. Jak słyszeliśmy, było ich tak wielu i czynili ścisk tak ogromny, że trzeba było aż z łodzi nauczać, bo inaczej pewnie by Jezusa stratowali. Można zatem mówić o wielkości Nauczyciela, który tak wielką liczbę ludzi do siebie potrafił przyciągnąć, a potem zatrzymać ich przy sobie, nauczając o królestwie Bożym.

A kiedy zakończył, poprosił Szymona Piotra, właściciela łodzi, w której się znalazł, aby dokonał połowu ryb. Jak słyszeliśmy, Szymon Piotr – doświadczony rybak, trudniący się tym fachem od dzieciństwa – wraz z innymi rybakami niczego innego nie robili przez całą noc, jak tylko starali się ułowić cokolwiek, choćby jedną rybkę. Niestety – kompletna klapa! Ani jednej, nawet maleńkiej rybki!

I tu nagle niespodziewana prośba tego wędrownego Nauczyciela – prośba, która zdawała się być wręcz obelgą, rzuconą w twarz tym doświadczonym ludziom, bo jakby negowała całe ich wieloletnie doświadczenie, ale też ciężki trud ostatniej nocy. Cóż to za dziwna prośba, żeby jeszcze raz – pomimo wszystko – zarzucić sieci… Okazało się jednak, że było warto, bo tym razem połów był przeobfity!

A zatem, znowu dwukrotny dowód mocy i potęgi Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, na którego słowo tak wielkie rzeczy się dokonują, gdy tymczasem, w ostatnim zdaniu, pada skierowane do Piotra stwierdzenie: Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił. Niby kto – Piotr? Albo Jakub i Jan, synowie Zebedeusza? Oni? Albo inni, którzy jednej rybki przez całą noc nie złowili – oni wszyscy ludzi będą łowić?

A dlaczego oni, a nie On – tym bardziej, że to właśnie On dał dowód na to, że i jeden, i drugi połów, świetnie Mu poszedł, gdyż i ryb dzięki Niemu wyciągnięto takie mnóstwo, i ludzi przyszło całe mnóstwo. Zatem, dwa przeobfite połowy Jezusa, a jednak to Piotr ma łowić ludzi? Apostołowie? Czyżby zatem Jezus zamierzał gdzieś wyjechać, albo z jakiegoś nieznanego powodu wycofać się z działalności? A może już mocy i pomysłu Mu nie starcza, skoro musi się posiłkować Piotrem i innymi?

Wiemy, że to nie w tym problem. I że Bóg pozostaje Bogiem, Jego moc pozostaje przeogromna i w żaden sposób nie ulega zawieszeniu czy osłabieniu, a jednak wielkim pragnieniem Boga jest współpraca z człowiekiem! Bóg chce się z nim niejako podzielić swoją misją i swoim pragnieniem zbawienia świata – czyli, tak konkretnie: zbawienia jego samego, czyli każdego, konkretnego człowieka. Bóg naprawdę bardzo chce, aby człowiek współpracował z Nim w tym dziele. Nie chce zbawiać człowieka poza nim samym, lub wbrew niemu. Nie chce uszczęśliwiać go na siłę.

Traktuje człowieka bardzo poważnie i zaprasza go do współdziałania. To wielki dowód miłości Boga do człowieka. I właśnie w imię tej miłości Bóg – traktując człowieka tak bardzo na serio, jako kogoś poważnego i odpowiedzialnego – daje mu wyraźnie do zrozumienia, że w całym tym dziele nie obędzie się bez niego. Stąd to dramatyczne pytanie: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł?, sugerujące jakby bezradność Boga, Jego zdanie się na decyzję i dobrą wolę człowieka…

I stąd także zabiegi, podejmowane przez Jezusa, aby skompletować grono Apostołów, i większe grono uczniów, którzy z czasem podejmą Jego dzieło i zaczną ludzi łowić… Ludzie ci nie zajmą miejsca Boga, oni nawet będą mieli wielkie poczucie swojej niegodności i słabości – tak, jak Paweł, który dziś mówi o sobie, w drugim czytaniu: Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną.

I to jest właśnie cała prawda o powołaniu człowieka przez Boga: człowiek sam z siebie to może być co najwyżej poronionym płodem – jak chwilę wcześniej określił siebie Apostoł Paweł. Ale we współpracy z łaską Bożą staje się kimś wielkim i dokonuje rzeczy wielkich! I właśnie do tego Bóg potrzebuje człowieka – do dokonywania rzeczy wielkich!

Dlatego dzisiaj staje przed każdą i każdym z nas – z pytaniem: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Izajasz nie zawahał się – od razu, z wielką otwartością serca, stanął przed Panem w gotowości: Oto ja, poślij mnie! Piotr i pozostali Apostołowie dali się przekonać Jezusowi, że naprawdę będą ludzi łowić, dlatego zostawili swój fach, którym się od dziecka parali; zostawili swoje rodziny i dotychczasowych współpracowników, zaprzestali połowu ryb – by rzeczywiście udać się na połów ludzi.

I trzeba powiedzieć, że wtedy, na samym początku, entuzjazm młodego Kościoła był tak wielki, a działanie łaski Bożej tak wyraziste – a konkretnie: działanie Ducha Świętego – że owe połowy ludzi były naprawdę imponujące! Podobnie zresztą, jak i te, opisane dzisiaj, a dokonane przez samego Jezusa. Przecież pod wpływem nauczania Apostołów – jak nam podają Dzieje Apostolskie – nawracało się po kilka tysięcy ludzi jednego dnia!

Również i Paweł Apostoł mógł poszczycić się wieloma skutecznymi i obfitymi połowami. Nawet dzisiaj mówi o tym do wiernych Koryntu: Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem. Chyba żebyście uwierzyli na próżno; oraz w ostatnim zdaniu: Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli. A zatem, docierał ze słowami nauki do serc ludzi i zdobywał je dla Chrystusa.

Cóż więc takiego, moi Drodzy, dzieje się z nami dzisiaj, że nam „jakoś nie wychodzi”, że te nasze połowy takie nijakie, wcale nie obfite, a nieraz to nawet jednej, małej rybki nie możemy ułowić… Cóż takiego się obecnie w nas, lub wokół nas, tak zblokowało, że nie tylko tłumu ludzi, ale nawet jednego człowieka nie potrafimy nakłonić do wiary, do Kościoła?… Niekiedy – do powrotu do Kościoła…

A z drugiej strony, czemuż to – kiedy słyszymy pytanie, postawione przez Pana: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? wcale nie odnosimy tego do siebie, tylko rozglądamy się dookoła, szczególnie patrząc na księży, lub na osoby konsekrowane: niech to oni się tymi słowami przejmują, niech oni dają z siebie jak najwięcej, niech oni starają się o Kościół, bo w końcu to oni są od tego: oni – księża, osoby zakonne… Oni – nie my!

My mamy tyle różnych spraw na głowie. Od zajmowania się Kościołem są oni… Bo w końcu Kościółto oni: księża, zakonnicy i zakonnice; może jeszcze ewentualnie klerycy w seminarium… Oczywiście, przede wszystkim biskupi, z Papieżem na czele – Kościół to właśnie oni wszyscy. Oni…

Dobrze, że jeszcze są jacyś „oni”, bo na kogo byśmy się oglądali?… Dobrze, że są jeszcze ci „oni”… Kościół – to przecież właśnie „oni”…

Naprawdę?… Czyli to by znaczyło, że większość przesłania Pisma Świętego – o ile nie całe – odnosi się wyłącznie do nich? Do owych „onych”?… A do mnie wcale, albo tak minimalnie? Naprawdę?… A to znowu oznaczałoby, że także dzisiejsze całe słowo Boże odnosiłoby się tylko do księży i osób zakonnych? To po co go w ogóle słuchamy, jeżeli w całości jest skierowane tylko do tych tajemniczych „onych”?…

Nie, moi Drodzy, to nie tak! Wiemy dobrze, że słowo Boże, całe Pismo Święte – to przesłanie, skierowane do każdej i każdego z nas, indywidualnie! To my jesteśmy owymi „onymi”, od których zależy dobro Kościoła. Całego Kościoła. To my mamy każdego dnia – na pytanie Pana o to, kogo by mógł posłać – odpowiadać: Oto ja, poślij mnie! Poślij mnie, bym to ja – łowił ludzi. I na Twoje słowo – zarzucał sieci wszędzie tam, gdzie Ty mi wskażesz.

I bym ani przez chwilę nie wahał się, czy warto, bo będę wiedział, że jak najbardziej warto – a nawet trzeba! Bo Ty tak powiedziałeś – Ty, Panie Jezu, mój Mistrzu i Nauczycielu, mój Przyjacielu i Przewodniku, który wszystko wiesz najlepiej i najpewniejszą, najbardziej właściwą drogą mnie prowadzisz!

Ty nie wykluczasz z tego dzieła nikogo, nawet tych, którzy się za poronione płody uważają. I całe to dzieło, związane z Kościołem, uważają za poroniony pomysł. Ty zapraszasz do współpracy wszystkich – także największych malkontentów, także tych niedowiarków, co to ciągle biadolą, że już „nic się nie da”, że już „wszystko pozamiatane”; „że wszystko, co dobre, to już było, a teraz to tylko klęska i upadek wszystkiego” – aby właśnie oni przekonali się, że połów może być obfity.

Dlatego wszystkim tym, którzy patrząc na mnie, księdza, oczekują, żebym ten Kościół reformował i naprawiał, odpowiadam dzisiaj, że owszem, nie uchylam się od tego, ale też patrząc Tobie, prosto w oczy, mówię z całym przekonaniem: Droga Siostro, Drogi Bracie – tak, właśnie Ty, bez oglądania się na kogokolwiek innego, tylko właśnie Ty – zrób coś wreszcie z tym Kościołem! I z tym poplątanym światem też – zrób coś wreszcie! I to najlepiej jeszcze dzisiaj!

21 komentarzy

    • Dyskusja nie polega na zadaniu pytania i pozostawieniu go bez odpowiedzi. Nie wszyscy potrafią czytać w Twoich myślach, może u „Vulpiana” jest tak, że można się wzajemnie uzurpować. Tutaj na blogu w centrum jest Słowo Boże i wszelkie reguły są Jemu podporządkowane.
      Sigismundus, błogosławionej Nie-dzieli!

      • Właśnie… I na tym inwencja Sigismundusa się zwykle kończy. Urywa po prostu temat. Na szczęście – pomimo tych braków kadrowych na blogu i tak wielkiej niedoskonałości Prowadzących – On z nami zawsze jest i na Jego komentarz możemy liczyć. I bardzo dobrze – tak trzymać!
        xJ

  • Tak ostro zabrać się do roboty to nie jest takie proste. Każdemu komu rzeczywiscie zależy na tym co Ksiądz opisał, szczególnie jeśli czuje, że z jego wiarą, byciem z Jezusem jest coś nie tak, powinien gorąco pragnąć Go najpierw szukać i poznawać. Najlepiej codziennie, bo jeśli na prawdę tego pragniemy, to chcemy codziennie słuchać Ewangelii i się w Nią zanurzać.

    Po bliższym poznaniu Jezusa, po zrozumieniu wreszcie tych wszystkich darów jakie codziennie nam przynosi, uświadomieniu sobie jak jesteśmy dzięki Niemu !bogaci! prawdopodobnie spłynie ns nas płacz ze szczęścia i wdzięczności za to czego nie widzieliśmy gdy Go nie znaliśmy wcześniej. I w imię tej wdzięczności rodzi się automatyczna chęć niesienia tego uczucia dalej. Bóg stworzył Kosmos który wciąż się poszerza, zaś w człowieku napełnionym darami od Pana zaczyna brakować przestrzeni w nim samym, dlatego musi przy pomocy Jezusa wychodzić z nimi ponad siebie, do całego swego otoczenia. To uczucie jest rozpierające jak tsunami. Nie da się obok niego przejść obojętnie. Wyzwala taką siłę, że siedzi w człowieku w każdym momencie. Tak jak Jezus, jest z Tobą w każdym momencie.

    Kiedyś byłem przepełniony lękiem śmierci. Myślałem że strach jaki do mnie docierał z tego powodu, może posłużyć mi w ratowaniu dusz które błądzą na tym świecie. Nic bardziej mylnego, ateistów to nie rusza, bo nie wierzą w piekło, natomiast dla pozostałych cóż to za nauka? Donikąd oczywiście.

    Jedynym lekiem dla samego siebie oraz troski o innych jest poznanie Jezusa.
    Tego który jest przy Tobie każdego dnia.
    Tego który pragnie Twojej słabej, ale szczerej miłości.
    Tego który nigdy Cię nie opuści, choć dla Twojego dobra może poprowadzi Cię scieżką krótszą, ale bardziej stromą, ciernistą, wypelnioną bólem, ale zawsze będzie przy Tobie i każdy taki ból dasz radę udźwignąć. A dzięki temu doświadczeniu dodatkowo będziesz mocniejszy i bardzo cierpliwy. Pewnie nie raz Jezus Cię już niósł przez bagna Twojego życia a Ty nie miałeś nawet świadomości o tym. A może stwierdziłeś, że to dobry los, że w czepku jesteś urodzony ale Twe myśli do Niego nie docierały…

    Uwierz mi, że kiedy Go znajdziesz, nie będziesz musiał szufladkować swojej dotychczasowej hipokryzji przed innymi a co gorsze przed sobą samym.
    Nie będziesz chodził do koscioła w niedzielę z zegarkiem w ręku i wychodząc ze Mszy śpieszył się na obiad.
    W chwilach stresowych nie będziesz od razu obwiniał konkretnych osób.

    On jest pośrod nas, chce z nami mieszkać w naszych domach, szkołach, miejscach pracy i nas wspierać. Wiem że to trudne dostrzec Go w tych wszystkich miejscach i w ogóle myśleć że On tam wszędzie jest. Ale trwając przy Nim możemy Go widzieć we szystkim coraz dokładniej, analizując sytuacje i wydarzenia dostrzegać Jego dzialalność coraz wyraźniej.

  • Dziś słuchałam mszy w radio i biskup prowadzący stwierdził ,że choroba, ból, cierpienie to dopust Boży , to nagroda, coś za co winni byśmy być wdzięczni. Zdębiałam. Biskup , który uważa Boga za psychopatę bo jak to inaczej postrzegać ? . Próbowałam dociec, skąd bierze się cierpienie, choroby i ból ale nie wiem . Nikt nie był w stanie udzielić mi wiarygodnej odpowiedzi więc nie wiem ale wiem ,że Bóg nie skrzywdzi mnie nigdy i w żaden sposób a ktoś kto uważa inaczej , niewierzącym jest , moim zdaniem. Nie wspomnę ,że wciąż brednie o pandemii , której ni widu ni słychu … Były też słowa o braku eucharystii dla chorych ale nie słyszałam by gdzieś w szpitalu protestowali księża , że nie mogą wejść do chorych. Historia pokazuje ,że w czasach zarazy, wielu było księży ,którzy się oddawali w opiekę Bogu a On ich nie zawiódł a teraz…nawet papież nie wierzy Bogu. Szkoda i wielka to dla mnie przykrość.

    • Kloszard, mnie nie gorszy powiedzenie przez biskupa „że choroba, ból, cierpienie to dopust Boży”, bo też przyjmuję, że Bóg może za pomocą choroby, nieszczęścia, przemienić serce człowieka, pociągnąć go ku sobie i wiele jest przykładów, że gdy trwoga, to ślemy gorące modlitwy do Boga ,. Bóg zna nas najlepiej i wie jakimi drogami sprowadzić każdego z nas na drogę osobistego nawrócenia.
      Nie miałam nikogo z bliskich w czasie pandemii covidowej w szpitalu ale czytałam kilka wywiadów z kapelanami i Oni też potwierdzają, tak jak mówi Papież , że choroba może być swoistymi rekolekcjami w życiu chorego. Przytoczę jeden z przykładów takiego postrzegania choroby.

      ” Mówi się, że w czasie ciężkiej choroby, w obliczu śmierci, ludzie bardziej zbliżają się do Boga. Czy Ksiądz to zauważył?

      Będąc w szpitalu, człowiek wyrwany z codziennego rytmu, ma czas na przemyślenie swojego życia. Na przewartościowanie pewnych postaw. Ma też okazję do autentycznego spotkania z Panem Bogiem. Czasem bywa to „spotkanie” bardzo owocne i pomocne.

      Człowiek wierzący mniej cierpi?

      On cierpi, ale w nadziei na zbawienie. Wie, że jak cierpienie Jezusa przyniosło nam odkupienie, tak nasze cierpienie, złączone z Jezusem przyniesie dobro. Wiara daje mu siłę i spokój, jakiego nie może zapewnić nikt i nic. Z chwilą śmierci dla człowieka niewierzącego kończy się wszystko. A wierzący oczekuje spotkania z Bogiem i ze swoimi bliskimi. Wśród świadectw ludzi, którzy ciężko przeszli Covid19, natknąłem się na zwierzenia pewnej pani z Poznania, która o swoim pobycie w szpitalu mówi, że to był „błogosławiony czas”, bo w tym cierpieniu, bardzo zbliżyła się do Boga. To był dla niej okres autentycznej, płynącej z całego serca modlitwy. Otuchą napawa nas też to, że w szpitalu zdarzają się nawrócenia. Nie zawsze jednak czas choroby, cierpienia, zbliża człowieka do Pana Boga. Może być też okresem buntu, wewnętrznego zamknięcia się, czy „ucieczki” w świat wirtualny.

      Papież Franciszek powiedział, że pandemia to „doskonałe rekolekcje dla świata”. Bo wcześniej „myśleliśmy, że zawsze będziemy zdrowi i syci”. I co? Nagle okazało się, że jeden, niewidoczny wirus, może sparaliżować cały świat…

      Pandemia to rzeczywiście doskonałe, choć nietypowe rekolekcje. Ojciec Święty mówił dalej, że „wirus uczy ogromnej pokory, przypomina o tym, by nauczyć się troszczyć i chronić to, co mamy obok siebie i ludzi, których mamy wokół siebie”. Warto podkreślić, że zdaniem papieża Franciszka, obecny kryzys pandemii jest też okazją do tego, by zbudować „nową cywilizację”, opartą „na braterstwie i nadziei, dobru i miłości”. Papież apeluje też o solidarność, jako „przejaw sprawiedliwości”. Każdy z nas musi się zmierzyć, jeśli nie z chorobą, to z lękiem przed nią, obawą o zdrowie i życie swoje i bliskich. ”
      Całość można przeczytać na stronie:
      https://plus.dziennikpolski24.pl/ks-tomasz-grzesiak-pandemia-to-doskonale-rekolekcje/ar/c15-15360279

      • Ma Pani dzieci ? Zna ludzi którzy mają dzieci ?- Który z nich zrobi krzywdę swemu dziecku by stało się lepszym ?. Urwę Ci nóżkę kochana bo na tej nóżce dojdziesz do miejsca w którym zgrzeszysz. Dlaczego wszędzie widzę Boga mierzonego ludzką miarą ??? To Bóg a nie człowiek. Latami słyszę słowa ,że cierpienie zmienia człowieka i to prawda ale nie jest i nie uwierzę by Bóg mógł zesłać na kogoś raka, zakażenie, wściekliznę by go potem wyleczyć i by się czegoś nauczył. Niemożliwe. Niemożliwe jak brednie że wojny i kataklizmy zsyła na ludzi by się nauczyli poprawili itp…to nie jest Bóg Majów , który potrzebuje ofiary z krwi czyli wymysł człowieka od początku do końca. Nie wiem , nie umiem pojąć jak Bóg mógłby kogokolwiek skrzywdzić w nawet słusznym celu-jeśli by to była prawda , Boga nie ma.
        Pani wybaczy ale papież Franciszek nie jest dla mnie autorytetem. Sam w swoim domu wprowadził zasady , które świadczą ,że tylko maseczka i szczepienie może człowieka obronić a Bóg…Boga chyba nie ma. Promuje , wciąż promuje przyjmowanie uchodźców czyli w konsekwencji handel ludźmi którzy są pakowani na łodzie za wielkie pieniądze i wysyłani na śmierć w morzu.
        Cierpienie nie może w żadnej mierze pochodzić od Boga- to niemożliwe. Tak samo jak niemożliwe by zsyłał zarazy i temu podobne rzeczy. Nawet potop wszak był mimo interpretacji jaką dostajemy całe życie, ratunkiem dla wielu a nie jak nas uczą karą i naganą.
        Ja nie wiem skąd pochodzi cierpienie . Może Księża pomogą i odpowiedzą. Może zganią mnie za kwestionowanie nieomylności papieża. Ucieszę się gdy odpowiedź, pomoc, będzie „tak tak , nie nie” a jeśli ma być pokrętna, niech lepiej zostańmy przy tym co wiemy, co sądzimy same . Proszę się na mnie nie gniewać za moje słowa może nazbyt dosadne. Nie było moim celem Pani urazić a jedynie swoje zdanie pokazać. Już Księdzu napisałam, jeśli mamy się na siebie gniewać, lepiej nie odzywajmy się i pomódlmy za siebie nawzajem pozostając w swoim postrzeganiu.

        • Ja nie napisałam, że Bóg zsyła na człowieka za karę, czy dla opamiętania jakieś choroby, zarazę czy inne złe rzeczy, ja powiedziałam , że Bóg może w swej mądrości DOPUŚCIĆ na nas chorobę czy inne „zło”, które sami wywołamy przez nasze nieodpowiednie np jedzenie czy picie, czy niewłaściwe wykorzystywanie zasobów naturalnych, zanieczyszczanie świata itd . Sami jako ludzkość, czy pojedynczy człowiek możemy spowodować uszczerbek na zdrowiu, śmierć, czy inną katastrofę. Bóg, jako Ojciec nasz najlepszy poprzez Syna swojego zostawił nam wskazówki jak żyć w przyjaźni z Bogiem i ludźmi, by wzajemnie być dla siebie bratem i siostrą, więc problem jest w nas , że nie umiemy, nie chcemy żyć jak w jednej Bożej rodzinie. Jestem zwykłą osobą, bez odpowiedniego wykształcenia więc przedstawiłam Pani tylko swój punkt widzenia i patrzenia na te sprawy. Nie gniewam się, przecież Pani też przedstawiła tylko swoje spojrzenie.

        • Proszę przeczytaj Dzienniczek Świętej Siostry Faustyny i zobaczysz ile tam jest groźb kierowanych przez Boga słowami Jezusa i Maryi, co szczególnie uderzyło w Polskę – zapowiedź gorszej wojny niż Pierwsza Wojna Światowa i zapowiedź zniszczenia Warszawy – rzeź stolicy w czasie Powstania Warszawskiego. Jak Bóg chce, to karze i wymierza sprawiedliwość…

          • Przepowiednie świętych czy Matki Bożej , mogą ale nie muszą być wiarygodne. Jedynie Bóg zna przyszłość a to co zapowiada święty czy ktoś inny może zmienić jeden człowiek modlący się pod krzyżem czy jadący wieczorem zmęczony z pracy do domu ,który westchnie do Boga, . Każde jutro możemy zmienić i nic nie jest przesądzone . Wiarą można góry przenosić a swoje życie …ono jest najczęściej mniejszym wyzwaniem.

        • Kloszard, bardzo dziękuję za ten wykład, o. dr hab. Tomasz Gałuszka OP , który rozszerzył moje spojrzenie na ból, chorobę , grzech i karę, konsekwencje i zadośćuczynienie w świetle nauki Kościoła. Mnie ten wykład, przekonał, utwierdził, że Bóg Ojciec działa w sposób najlepszy, najmądrzejszy, że jest miłosierny i sprawiedliwy a jego Mądrość i Wszechmoc jest nieogarniona przez umysł ludzki. Wierzę i ufam w Jego Opatrzność.

      • Z całym szacunkiem do sprawowanego urzędu przez Franciszka, ale wielka szkoda, że sam nie korzysta z tych rekolekcji :(.

      • Dzięki za całą tę dyskusję. A Kloszarda zapewniam, że na nikogo się nie gniewam – szczególnie za poglądy. Zwłaszcza, jeśli z wieloma się zgadzam, ale nawet, gdybym się nie zgadzał, to zależy mi na tym, aby nasz blog był platformą swobodnej (acz kulturalnej – o to zawsze apeluję) wymiany refleksji. Cieszę się ogromnie, że w powyższych wypowiedziach odnajduję taką właśnie kulturę i wzajemny szacunek, widzę też jakąś wielką szczerość wypowiadanych opinii i głębokie, osobiste przekonanie do swoich poglądów. Owszem, inni mogą się ze mną nie zgadzać, ale ja mam akurat takie przemyślenia – i mam do nich prawo! Natomiast dobrze, że wyjaśniamy innym swój punkt widzenia, bo w ten sposób unikamy niejasności i niedomówień.
        Jeszcze raz – wszystkim wielkie dzięki za tak świetną i ubogacającą mnie osobiście dyskusję.
        xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.