Choćby Jego płaszcza dotknąć…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, witam i pozdrawiam – i od razu zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Pomocą niech będzie słówko, przygotowane – jak co poniedziałek – przez Janka. Bardzo Mu za to dziękuję!

Zwłaszcza, że dopiero co wrócił z rekolekcji powołaniowych w siedleckim Seminarium, więc Boży duch wręcz Go rozpiera! Niech ten czas wyda dobre owoce w Jego życiu, a Boże słowo – niech przemienia życie nas wszystkich!

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem do mnie osobiście się zwraca? Duchu Święty, pomóż…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 5 Tygodnia zwykłego, rok II,

7 lutego 2022.,

do czytań: 1 Krl 8,1–7.9–13; Mk 6,53–56

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:

Salomon zwołał starszyznę Izraela, wszystkich naczelników pokoleń, przywódców rodów Izraelitów, aby zgromadzili się przy królu Salomonie w Jerozolimie na przeniesienie Arki Przymierza Pana z Miasta Dawidowego, czyli z Syjonu. Zebrali się więc u króla Salomona wszyscy Izraelici w miesiącu Etanim, na Święto Namiotów przypadające w siódmym miesiącu. Kiedy przyszła cała starszyzna Izraela, kapłani wzięli Arkę i przenieśli Arkę Pana, Namiot Spotkania i wszystkie święte sprzęty, jakie były w namiocie. Przenieśli je kapłani oraz lewici.

A król Salomon i cała społeczność Izraela zgromadzona przy nim przed Arką składali wraz z nim na ofiarę owce i woły, których nie rachowano i nie obliczono z powodu wielkiej liczby. Następnie kapłani wprowadzili Arkę Przymierza Pana na jej miejsce do sanktuarium świątyni, do Miejsca Najświętszego, pod skrzydła cherubów, gdyż cheruby miały tak rozpostarte skrzydła nad miejscem Arki, że okrywały Arkę i jej drążki z wierzchu. W Arce nie było nic, oprócz dwóch kamiennych tablic, które Mojżesz tam złożył pod Horebem, gdy Pan zawarł przymierze z Izraelitami w czasie ich wyjścia z ziemi egipskiej.

A kiedy kapłani wyszli z Miejsca Świętego, obłok wypełnił dom Pana. Kapłani nie mogli pozostać i pełnić swej służby z powodu tego obłoku, bo chwała Pana napełniła dom Pański.

Wtedy przemówił Salomon:

Pan powiedział, że będzie mieszkał w chmurze. Już zbudowałem Ci dom na mieszkanie, miejsce przebywania Twego na wieki”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.

Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych tam, gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

A OTO SŁÓWKO JANKA:

Bracia i Siostry, w dzisiejszym słowie Bożym, które sam Bóg do nas kieruje, możemy przeczytać o Arce Przymierza. I gdy tak myślałem o tym, to w głębi serca zrodziło mi się pytanie. Co my tak bardzo czcimy w naszym życiu?

Tutaj Izraelici bardzo czczą przykazania, które dał im Bóg. I nie da się ukryć, że my również je czcimy i zachowujemy. Lecz gdy tą czytałem dzisiejszy fragment Pierwszej Księgi Królewskiej, to jednocześnie pomyślałem o fragmencie z Biblii, który rozważaliśmy na ostatnich rekolekcjach powołaniowych, w których uczestniczyłem, a które wczoraj się skończyły.

I ten fragment brzmi tak: Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, zaczął Go pytać: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu odpowiedział: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał na niego z miłością i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną». Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Ten fragment pochodzi z Ewangelii św. Marka, a ukazuje młodego człowieka, który – można powiedzieć – naprawdę bardzo chce osiągnąć życie wieczne. I tak samo w Starym Testamencie – ludzie bardzo chcieli osiągnąć zbawienie. Ale niejednokrotnie byli przekonani, że same dokładnie wypełnienie przykazań zapewni im życie wieczne. Wierzmy, że wszyscy osiągnęli ten cel i otrzymali zbawienie, lecz Jezus mówi nam w tym fragmencie, że samo „suche” wypełnienie przykazań to za mało! Bo potrzeba jeszcze miłości! I to nie jakiejś tam miłości, ale miłości do samego Boga!

I właśnie stąd rodzi się pytanie: Co my w naszym życiu czcimy? Czy przypadkiem nie to, co się Bogu nie podoba? Wielu ludzi może to robić nawet nieświadomie. Musimy mądrze przemyśleć całą sprawę. Czy – na przykład – nie spędzam więcej czasu przy telefonie lub telewizji? Czy – w imię miłości do Boga – stać mnie na to, żeby zrezygnować z obejrzenia jakiegoś filmu i pójść na Mszę Świętą? A może jednak stać mnie na to, by pisząc sobie długo ze znajomymi, w którymś momencie powiedzieć: „Stop! Potem dokończę, bo mój Przyjaciel czeka!” A tym przyjacielem jest Jezus.

Niestety, wielu ludzi robi na odwrót. Na przykład, o jedenastej leci w telewizji ulubiony film. Myślimy sobie: „Kurczę, przecież o jedenastej jest też Msza Święta. To nic, pójdę na szesnastą”. Oczywiście, będzie dobrze, jeśli tak się stanie. Ale jest też spore prawdopodobieństwo, że jednak nie pójdę, bo wieczorem znowu coś tam wypadnie… Pójdę za tydzień! Już na pewno!

Albo taka sytuacja, że podczas długiego pisania ze znajomymi usypiam i już się nie pomodlę, a może i na Mszę Świętą nie pójdę – i znowu Jezus schodzi na dalszy plan.

Ale co jest w tym wszystkim najlepsze – i najważniejsze zarazem? A to właśnie, że Jezus zawsze będzie nas kochał! Jezus zawsze będzie patrzył na nas ze swoją wielką miłością i ogromnym zaufaniem! Nawet gdybyśmy my w Niego przestali wierzyć i przestali Go kochać, to On i tak nas będzie kochał! Nawet gdybyśmy zabili człowieka. to Chrystus nas będzie kochał! Oczywiście, nie zakładamy takiej strasznej możliwości, ale nawet pomimo tak okropnego grzechu – Jezus nie przestanie nas kochać.

Bo On kocha nas zawsze i bezgranicznie – nas samych. Natomiast nienawidzi tego zła, które czynimy. On nienawidzi grzechu, lecz człowieka nigdy nie przestanie kochać. Zawsze wyciągnie do niego pomocną dłoń.

Potwierdzeniem tego jest dzisiejsza Ewangelia. Jezus uzdrowił człowieka przez to tylko, że chorzy dotknęli frędzli jego płaszcza. Jezus poprzez to właśnie ich uzdrawiał! Naturalnie, my wiemy, że tu nie chodziło o sam dotyk i sam płaszcz. Ci ludzie po prostu mieli wielką wiarę! A w Jezusie rozpoznawali Człowieka, który przyszedł od Boga – a może i samego Boga rozpoznawali…

Często – w tym kontekście – zastanawiam się, dlaczego nasza wiara aż tak osłabła? Tam ludzie chcieli tylko dotknąć płaszcza Jezusa i zostawali uzdrowieni, a my przecież przyjmujemy samego Jezusa do serca! Spożywamy Jego Ciało w Komunii Świętej! Jego żywe i święte Ciało! My Jego samego spożywamy!

Wiemy dobrze, że aby widzieć cuda w naszym życiu, musimy mieć niezachwianą wiarę! I takiej wiary każdej i każdemu z Was życzę! Sobie oczywiście też.

Życzmy, sobie tego nawzajem, moi Drodzy, byśmy uświadamiali sobie to podczas każdej Mszy Świętej, że przyjmujemy samego JEZUSA do swojego serca! JEZUSA! Żywego i prawdziwego JEZUSA!

5 komentarzy

  • czy umiemy zaprosić Jezusa do naszego serca ,
    czy nasze serca nie sa pustostanami oswietlonymi od nadmiaru dóbr materialnych ,

    Jezu naucz nas aby nasze serca byli Arką miłosci i wiary ,

  • Przez ostatni 2 letni okres „pandemii” poznałem wiele osób, dla których Eucharystia to prawdziwe spotkanie z żywym Jezusem Chrystusem. Te osoby przychodzą do świątyni przeważnie codziennie i wiecie co jest budujące, że oni wszyscy mimo różnych blokad, restrykcji i całej negatywnej narracji, że w kościele można się zarazić, przychodzą bo wierzą w realną obecność Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.
    Znam też takie osoby, które wierzą, że to właśnie dzięki Eucharystii i modlitwom zostały uzdrowione z choroby ciała.
    Co się stało, że reszta dzisiaj nie chce nawet spróbować się dotknąć Jezusa Chrystusa? Gdzie się podziała wiara i zaufanie? Które dzisiaj miejsce w hierarchii kościoła zajmuje Najświętszy Sakrament?
    I jeszcze jedno pytanie nawiązujące do komentarza Agnieszki: czy nasze rodziny i świątynie nie są pustostanami oswietlonymi od nadmiaru dóbr materialnych? Co nam osobiście przysłania żywego Jezusa Chrystusa?

    • Nie kojarzę żeby była jakaś szczególną narracja że w kościele można się zarazić. Może na początku tak ale później kościoły były niemalże pełne. Oczywiście nie przesądzam że wszędzie. Patrzę z perspektywy swojego kościoła.

      • Tak, to zależy od konkretnego Proboszcza i atmosfery, jaka przez cały ten czas panowała w Parafii. Tam, gdzie ludzie nie byli straszeni i zniechęcani, tam byli w kościołach i nadal są. A tam, gdzie wiarę w Boga zastąpiła wiara w Ministra i jego Ekspertów, tam mamy to, co mamy.
        A metafora Agnieszki, dotycząca pustostanów, mnie też przekonuje.
        xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.