Odchodząc – pozostał…

O

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, nie wspomniałem wczoraj, że w piątek urodziny przeżywał Ksiądz Prałat Mieczysław Lipniacki, mój „rodzony” Proboszcz – Założyciel Parafii Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej, który jako Proboszcz, prowadził mnie od Pierwszej Komunii Świętej do Prymicji, a nawet dalej.

Tego samego dnia imieniny przeżywała Magda Malinowska, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Dzisiaj natomiast urodziny przeżywa Łukasz Sulowski, bliski i życzliwy Człowiek, mieszkający w Lublinie, a imieniny przeżywa Magdalena Fabisiak, Żona Moderatora naszego bloga.

Wszystkim świętującym w tych dniach życzę obfitości łask z Nieba – z tego Nieba, w które tak szczególnie wpatrujemy się dzisiaj, w Uroczystość Wniebowstąpienia Jezusa. Zapewniam o modlitwie!

A oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zapraszam zatem do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się osobiście do mnie? Jak wskazuje mi Niebo, do którego mnie zaprasza? Duchu Święty, pomóż odczytać i zrozumieć…

Na radosne przeżywanie dzisiejszej Uroczystości – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, C,

w 7 Niedzielę Wielkanocy,

29 maja 2022.,

do czytań: Dz 1,1–11; Hbr 9, 24–28;10,19–23; Łk 24,46–53

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Pierwszą książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym.

A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił:

Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.

Zapytywali Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.

Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

CZYTANIE Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:

Chrystus wszedł nie do świątyni zbudowanej rękami ludzkimi, będącej odbiciem prawdziwej świątyni, ale do samego nieba, aby teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga, ani nie po to, aby się wielekroć sam miał ofiarować, jak arcykapłan, który co roku wchodzi do świątyni z krwią cudzą, gdyż w takim przypadku musiałby cierpieć wiele razy od stworzenia świata. A tymczasem raz jeden ukazał się teraz na końcu wieków, aby zgładzić grzech przez ofiarę z samego siebie.

A jak postanowione ludziom raz umrzeć, potem zaś sąd, tak Chrystus raz jeden był ofiarowany dla zgładzenia grzechów wielu, drugi raz ukaże się nie w związku z grzechem, lecz dla zbawienia tych, którzy Go oczekują.

Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę.

ZAKOŃCZENIE EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Tak jest napisane: «Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy». Wy jesteście świadkami tego.

Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka”.

Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce pobłogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba.

Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Dwa teksty dzisiejszej liturgii Słowa mówią o wydarzeniu, które przeżywamy, czyli o Wniebowstąpieniu. W pierwszym czytaniu, z Księgi Dziejów Apostolskich, słyszymy, że Jezus uniósł się w obecności [swoich uczniów] w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

Z kolei, we fragmencie Ewangelii – autorstwa tego samego Łukasza, który napisał Dzieje Apostolskie – słyszymy w zakończeniu: Potem wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce pobłogosławił ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został uniesiony do nieba. Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga.

Zauważamy zapewne, że choć oba opisy pochodzą od tego samego Autora, to jednak jakby się między sobą różniły. A może lepiej powiedzieć, że są wobec siebie komplementarne – że się wzajemnie uzupełniają.

W jednym i drugim bowiem podobnie ukazane zostało samo przejście Jezusa ze świata do Nieba – jako faktyczne, fizyczne uniesienie się nad ziemię i zniknięcie w obłoku niebieskim. Jednak w Ewangelii odnajdujemy ten dodatkowy szczegół, że Jezus w chwili odejścia błogosławił wszystkim zebranym. Ale to jest nie tyle różnica wobec pierwszego opisu, co jego uzupełnienie.

Natomiast w obu opisach widzimy różną reakcję uczniów, bo w Dziejach Apostolskich pojawia się informacja o dwóch Wysłannikach z Nieba, którzy przyszli pomóc Jezusowym uczniom… „wrócić na ziemię”. Tak, Wysłannicy z Nieba przyszli pomóc uczniom „wrócić na ziemię”! Po odejściu bowiem swego Nauczyciela, trwali oni w swoistym letargu, jakby sparaliżowani. I jedyne, czego by w tym momencie chcieli, to żeby Jezus do nich jak najprędzej wrócił. Najlepiej natychmiast, w tym momencie!

Tymczasem jednak, to oni mieli wrócić do siebie i podjąć codzienną pracę, swoje zajęcia – po prostu: żyć dalej! A Jezus na pewno do nich wróci – tak przecież zapewnili wysłannicy z Nieba. Nie określili jednak, kiedy to precyzyjnie nastąpi, dlatego uczniowie mają robić swoje, a Pan sam wyznaczy właściwy dzień swego powrotu.

Taki przebieg całego przeżywanego dziś Wydarzenia ukazuje nam Księga Dziejów Apostolskich. W Ewangelii natomiast słyszymy, że uczniowie wrócili do Jerozolimy z wielką radością, aby wspólnie wielbić Boga. Być może i tutaj oba opisy nie tyle się różnią, co uzupełniają, bo może uczniowie najpierw oniemieli z zachwytu, a wręcz z przerażenia, a potem już, kiedy dotarło do nich mniej więcej, o co chodzi, a do tego jeszcze usłyszeli zapewnienia Bożych Wysłanników, że Jezus na pewno do nich wróci, to wtedy już w podskokach wrócili do siebie. Tak mogło być, a wówczas jeden opis wcale nie musi wykluczać drugiego.

Natomiast z całą pewnością oba opisy zgodne są w kilku elementach, a chociażby w tych, że Jezus faktycznie uniósł się fizycznie nad ziemię i wzniósł się do Nieba w swojej postaci widzialnej; że obłok zakrył Jego postać i już nie dało się Go widzieć, że stało się to na górze; że stało się to na oczach wielu ludzi, którzy to potem innym opowiedzieli, albo nawet opisali; że wreszcie Jezus udzielił swoim najbliższym ostatnich wskazań – i na pewno pobłogosławił na koniec, chociaż nie w każdym opisie jest to wprost wskazane.

I jeszcze jeden element łączy oba opisy: powrót uczniów do Jerozolimy, co w szerszym rozumieniu tego faktu oznacza po protu powrót do swojej rzeczywistości, do swojej codzienności, do swojego dotychczasowego życia, które – no, właśnie – chyba jednak już nie mogło być do końca takie „dotychczasowe”… Bo jednak Wniebowstąpienie zamknęło jakiś bardzo szczególny rozdział w życiu tych ludzi – rozdział, którego treścią była fizyczna, widzialna obecność Bożego Syna na ziemi, doświadczanie Jego bliskości, słyszenie Jego słów i widzenie znaków, jakich dokonywał.

Powiedzmy sobie jasno, że to doświadczenie dane było tylko jeden raz w historii ludzkości – i tylko tym ludziom, którzy wówczas na drogach swego życia spotkali tego jedynego Nauczyciela. Owszem, tych ludzi było tak naprawdę bardzo wielu, to były tysiące, a nawet dziesiątki czy setki tysięcy, wszak nieraz w Ewangeliach słyszymy o tłumach, otaczających Jezusa, a przy opisach rozmnożenia chleba dowiadujemy się, że jednorazowo wówczas nakarmionych zostało kilka tysięcy ludzi.

A zatem, to oni wszyscy doświadczyli w swoim życiu tego jedynego i niepowtarzalnego szczęścia, że wypadło im żyć na tym świecie i pielgrzymować przez doczesność w czasie i miejscu, w którym czynił to także wcielony Boży Syn. Owszem, Apostołowie byli Jego najbliższymi współpracownikami – i jak powiedział sam Jezus: przyjaciółmi, a nie sługami dlatego ich bliskość z Nim była wyjątkowa, szczególna i absolutnie niepowtarzalna, ale oprócz nich także inni tego szczęścia dostąpili, choć oczywiście w mniejszym stopniu. I tych „innych” było naprawdę wielu.

Ale na tle historii ludzkości, to była zaledwie garstka – i ten czas, kiedy Jezus przebywał na ziemi, to była naprawdę tylko chwila. Ale bardzo szczególna chwila. I właśnie dzisiejsze Wydarzenie zakończyło ten czas, tę chwilę, to wyjątkowe doświadczenie bliskości Syna Bożego. Trudno się zatem dziwić reakcji uczniów, do których może dotarło w tym momencie, że jednak coś wielkiego i pięknego się skończyło, a oto teraz trzeba wracać do codzienności i jakoś ją zagospodarowywać, jakoś ją mądrze przeżywać, jakoś kontynuować i rozwijać to wielkie dobro, jakie wspólnie przez trzy lata tworzyli ze swoim wyjątkowym Mistrzem i Nauczycielem.

Tylko – jak to robić?… Jak w ogóle teraz żyć?… Jak tę codzienność kształtować, kiedy On, ich Mistrz, już nie będzie fizycznie i bezpośrednio widzialny, kiedy już nie będzie się słyszało Jego kojącego i niosącego pokój głosu, kiedy nie przyjdzie i nie poratuje cudownym uzdrowieniem z dolegliwej, nieuleczalnej choroby, ani też nie poratuje w chwili głodu, kiedy kilku tysiącom ludzi trzeba być dać coś jeść, a nie ma co… Już nie będzie tych doświadczeń.

Czy jednak miałoby to oznaczać, że wszystko się skończyło i tak naprawdę to nie ma do czego wracać, więc może lepiej faktycznie stać tam, na tej górze, nie słuchać jakichś dziwnych postaci w białych szatach, które tak naprawdę nie wiadomo, skąd przybyły; może faktycznie lepiej już tam, na miejscu, zaczekać na Jezusa, aż wróci, jak obiecał, bo ani w Jerozolimie, ani w innym miejscu na świecie już nie będzie tak, jak było do tej pory, kiedy Jezus był z nimi?… Może faktycznie lepiej poczekać i nic nie robić, żeby nie zepsuć tego dobrego wspomnienia, jakie pozostało po tych trzech latach wspólnego przebywania?

A jednak, Jezus przed odejściem jasno polecił, co mają robić. I całe Jego nauczanie – to przecież nic innego, jak czytelne wskazania, jak żyć, jak kształtować swoją codzienność, aby osiągnąć zbawienie.

Już nie mówiąc o tym, że i wspomniani dziś Wysłannicy z Nieba nie po co innego przyszli, jak po to właśnie, by pokazać im drogę do Jerozolimy, czyli drogę do codzienności, do której jak najszybciej mieli wrócić, aby tam nie tyle wzdychać i popłakiwać, nostalgicznie wspominając, jak to pięknie było, ale się skończyło – tylko właśnie brać się do pracy, aby całe to dobro, jakie Jezus podarował i pozostawił, jakie wspólnie z Nim tworzyli, teraz kontynuować i rozwijać w świecie. Tak, właśnie w tym świecie, w jakim przyszło im żyć, do którego mieli wrócić.

Jezus na odchodne pozostawił im – jak słyszymy w Ewangelii – konkretne wskazanie: Tak jest napisane: «Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jerozolimy». Wy jesteście świadkami tego. Oto Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka.

Czyli, że mają świadczyć o wszystkim, czego doświadczyli, czego sami byli świadkami, ale na razie mają pozostać w mieście, aż spełni się obietnica zesłania na nich Ducha Świętego, by potem mogli już pójść na cały świat i wszystkim – i wszędzie – głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. To jest właśnie zadanie Apostołów i uczniów, to jest zadanie wszystkich, którzy wtedy żyli na świecie i doświadczyli w sposób bezpośredni i fizyczny obecności Syna Bożego; to jest wreszcie zadaniem nas wszystkich dzisiaj, aby czynić jak najbardziej realną obecność Jezusa w świecie.

On odchodząc, dał wiele wskazań, zapewniał także, iż nie zostawi nas samych, wymyślił nawet niesamowity i bardzo oryginalny sposób, w jakim jest wśród nas obecny, czyli Eucharystię, która jest wręcz formą fizycznej, bezpośredniej Jego obecności. Ale przecież jest obecny wśród nas w swoim Słowie, jest obecny w Sakramentach, przez które osobiście działa: uzdrawia, rozgrzesza, wzmacnia duchowo i fizycznie; jest obecny we Wspólnocie Kościoła, jest obecny w osobie kapłana, celebrującego Mszę Świętą, jest obecny w tylu sytuacjach codziennych i znakach, jakie dokonują się na naszych oczach i w naszej bezpośredniej bliskości, często wręcz w naszych rodzinach i w naszych domach.

Moi Drodzy, Jezus Chrystus, wcielony Boży Syn, jest bardzo realnie i konkretnie, a w pewnym sensie wręcz widzialnie i fizycznie obecny wśród nas. Odchodząc tamtego dnia do Nieba, tak naprawdę pozostał z nami. I można nawet powiedzieć, że pozostał bardziej, niż był dotychczas, a to w tym sensie, że teraz jest obecny w takim samym stopniu na całym świecie: na wszystkich ołtarzach, we wszystkich tabernakulach, ale też we wszystkich Wspólnotach lokalnych Kościoła, a ostatecznie – we wszystkich ludzkich sercach, które tylko chcą Go przyjąć. Na całym świecie!

A kiedy był na ziemi, obszar Jego działalności ograniczał się tylko do tych miejsc, w których się faktycznie pojawił. Dlatego to mówił, że pożyteczne jest Jego odejście ze świata, bo kiedy odejdzie, to pośle Ducha Świętego, który uczyni Jego obecność realną w całym świecie, a nie tylko na skrawku palestyńskiej ziemi. I Duch Święty rzeczywiście – to właśnie sprawił.

I ciągle sprawia w sercach tych, którzy się na Niego otwierają. Czy są to także nasze serca? Czy jest to także moje serce? Czy ja także – czynię realną obecność Jezusa w moim życiu, w mojej codzienności, w moich myślach, w moich słowach, w moich decyzjach i codziennych wyborach? W moim wyjściu do drugiego człowieka?… Czy to wszystko, co stanowi treść mojej codzienności, jest wyrazistym i przekonującym świadectwem, że Jezus jest i żyjetu i teraz?

Czy inni, patrząc na mnie i słuchając tego, co mówię, mogą nabrać takiego przekonania, że Jezus naprawdę, realnie jest tu obecny, bo ja Go widzę, bo Ja z Nim rozmawiam, bo Ja doświadczam Jego obecności.

Właśnie – czy jej doświadczam?… Bo jeżeli nie doświadczam, to nie mam z czym iść do innych. Jak mogę bowiem świadczyć o czymś, czego sam nie doświadczyłem, i przekonywać do czegoś, do czego sam nie jestem przekonany?…

Co zatem robię – albo co zacznę robić jeszcze dziś – aby naprawdę samemu doświadczyć realnej obecności Jezusa w moim życiu, aby tę obecność bardziej realną uczynić – a potem móc o niej świadczyć wszystkim wokół? Co w tym celu będę robił, co zmienię w moim życiu, aby móc to robić coraz lepiej?

Jezus mi w tym pomoże, bo On chce być bardzo, bardzo obecny wśród nas. Pomóżmy Mu w tym! To jest wyjątkowa potrzeba i wyjątkowe wyzwanie obecnego czasu!

Dodaj komentarz

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.