Jednego ci brakuje…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny (osiemdziesiąte ósme!) przeżywa Ksiądz Prałat Mieczysław Lipniacki, mój „rodzony” Proboszcz – Założyciel Parafii Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej, który jako Proboszcz, prowadził mnie od Pierwszej Komunii Świętej do Prymicji, a nawet dalej.

Imieniny przeżywa natomiast Magda Malinowska, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Życzę wszelkiego dobra, o które też będę się modlił.

A ja dzisiaj rozpocząłem dzień Mszą Świętą w Katedrze, o godzinie 7:00, a następnie – jak w każdy poniedziałek – odwiedzę wszystkie Wydziały i Akademiki, aby w gablotach rozmieścić Ogłoszenia naszego Duszpasterstwa, a przy okazji: spotkać się z tym i owym, i zagadać o sprawach Uczelni, i nie tylko… Potem zamierzam odwiedzić Matkę Bożą w Kodniu, gdzie – jak zawsze – będę o Was pamiętał w modlitwie, po czym wizyta w Domu rodzinnym i świętowanie wczorajszego Dnia Matki, o 18:00 zaś: Msza Święta gregoriańska w mojej rodzinnej Parafii. Ot, takie plany na dzień…

Dzisiaj ja napisałem kilka słów, bo Janek – z powodu wczorajszych rozlicznych zajęć przez cały dzień – przełożył słówko na piątek. I właśnie w to swoje rozważanie włączam dowolne wspomnienie liturgiczne Świętego Papieża Pawła VI, jakie od kilku lat mamy w Kościele – o czym więcej w rozważaniu.

Zapraszam więc do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim konkretnym, osobistym przesłaniem się zwraca? Duchu Święty, przyjdź, prosimy!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 8 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie dowolne Świętego Pawła VI, Papieża,

27 maja 2024., 

do czytań: 1 P 1,3–9; Mk 10,17–27

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym.

Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Chociaż Go nie widzieliście, miłujecie Go, teraz także nie widząc wierzycie w Niego, wierząc zaś ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary, zbawienie dusz.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”

Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”.

On Mu rzekł: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”.

Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.

Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego”. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”.

A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może się zbawić?”

Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

Pierwsze czytania najbliższych dni – to kolejne fragmenty obu Listów Apostoła Piotra, pierwszego Papieża Kościoła Chrystusowego. Dzisiaj początek Pierwszego Listu.

I piękne rozważanie o wielkości Boga, który wielkich rzeczy dokonał w życiu swoich wyznawców – przez Jezusa Chrystusa i Jego dzieło zbawcze. Jak dobrze wiemy, każdy List apostolski – czy to autorstwa Piotra, czy Pawła, czy jeszcze kogoś innego – zwykle zaczyna się takim właśnie nieco patetycznym wstępem, jednak akurat w przypadku Listów apostolskich naprawdę nie chodzi o patos dla samego patosu.

Być może, ton tych wstępów jest nieco podniosły, ale w nich jest bardzo konkretna treść, bardzo konkretne przesłanie, stanowiące cenny wstęp do dalszej części Listu, stanowiącej zwykle odniesienie Autora do konkretnej sytuacji jakiejś Wspólnoty młodego Kościoła. Bo to było przewodnim motywem powstawania owych Listów.

W Nowym Testamencie nie ma ani jednego takiego Listu apostolskiego, którego autor snułby jedynie jakieś teoretyczne rozważania, albo chciał jedynie wyrazić uwielbienie, zachwyt, cześć i wdzięczność Bogu za Jego dobrodziejstwa. Z pewnością, taki motyw byłby wystarczający – aż nadto nawet – do powstania listu, ale faktem jest, że takiego listu nie ma, bo każdy zawiera pewne praktyczne wskazania duszpasterskie, dotyczące konkretnych problemów, zaobserwowanych w danej wspólnocie.

Natomiast każdy z Autorów wykorzystał początkowe wersy swego Listu do wskazania fundamentu, na którym będą budowane dalsze rozważania i wyciągane wnioski. I dzisiaj takim fundamentem jest prawda o całym dziele zbawczym Jezusa, w które chrześcijanie mają wpisać swoje życie, na którym mają budować to swoje życie. A jak mają to zrobić?

Apostoł wskazuje bardzo konkretnie, pisząc do swoich uczniów: Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Chociaż Go nie widzieliście, miłujecie Go, teraz także nie widząc wierzycie w Niego, wierząc zaś ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary, zbawienie dusz.

A Jezus do człowieka, który zapytał Go o sposób osiągnięcia życia wiecznego – z zaznaczeniem, że już przestrzega wszystkich przykazań Bożych, ale jednak czuje, że czegoś mu brakuje – mówi wprost: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną.

Co nam mówią oba te pouczenia – tak Świętego Piotra, jak i samego Jezusa? A może to, że naszą odpowiedzią na totalny dar z siebie Jezusa Chrystusa – ma być nasz totalny dar z siebie? Piotr w tym kontekście mówi o smutku, jaki będzie udziałem chrześcijan. Jezus mówi o rozdaniu swojego majątku. Jak mamy to rozumieć? Dosłownie?

Pewnie nie, natomiast trzeba dopatrzeć się przesłania głębszego. Bo trudno mówić, że ktoś będzie szukał czy chciał smutku dla samego smutku. Natomiast smutek ten może się pojawić, kiedy człowiek będzie znosił wspomniane przeciwności. A przecież może je znosić z uśmiechem na twarzy, z pogodnym obliczem, z jakimś wewnętrznym pokojem, a zatem może zupełnie tegoż smutku, rozumianego dosłownie, na zewnątrz nie okazywać. Natomiast na pewno ma dać do dyspozycji Jezusowi całe swoje serce, całe swoje życie – nawet, jeżeli będzie go to kosztowało. A będzie.

I podobnie człowiek z dzisiejszej Ewangelii: raczej nie chodziło o to – albo nie tylko o to – by rzeczywiście, co do grosza, oddał swój majątek, rozumiany materialnie, natomiast z jego wypowiedzi możemy wywnioskować, że jego majątkiem, tym jego bogactwem, którego powinien się pozbyć, było jego przekonanie o moralnej poprawności, o swojej doskonałości. Pewnie i bogactw materialnych miał niemało, ale one o tyle stanowiły problem, o ile wpływały na jego myślenie, na jego nastawienie. A zdaje się, że wpływały.

Dlatego Jezus tak radykalnie stwierdził, że tego jednego jeszcze brakuje owemu człowiekowi, by się ich pozbył, czyli żeby się mentalnie z nimi nie wiązał. I żeby nie budował swego obrazu – w oczach własnych i w oczach Bożych – wyłącznie na tej swojej poprawności. Jezus chciał, aby on całe serce oddał, całego siebie złożył w darze. A dlaczego? Bo tylko w ten sposób człowiek – każdy człowiek – jest w stanie właściwie odpowiedzieć na bezgraniczny dar z siebie samego Jezusa, który w ten sposób dokonał zbawienia człowieka.

Bóg dokonał tego zbawienia przez całościowy dar z siebie Jego Syna. Jednak ten dar nie będzie skuteczny w życiu człowieka, który zareaguje na niego tylko połowicznie, chcąc coś z siebie zatrzymać dla siebie. Czyli, który nie będzie chciał znieść trochę smutku, a więc trochę chociaż cierpienia, które zwykle niesie z sobą jasne opowiedzenie się po stronie Jezusa. Tu naprawdę nie chodzi o cierpienie dla samego cierpienia, czy o wyszukiwanie trudności na siłę, ale o podjęcie tego, co niesie ze sobą samo życie. Jeżeli ktoś nie chce tego podjąć w całości, albo nie chce oddać samego siebie i całego siebie Jezusowi – nie doświadczy skutków Jego zbawczego dzieła.

I w tym kontekście możemy zobaczyć wszystkie Listy apostolskie i ich przesłanie: bardzo konkretne wskazania pasterskie, zawarte w nich, nie są jakimiś technicznymi instrukcjami, na zadzie: „to zrób, a tego nie rób”; „tak powiedz, a tak nie mów”; „tak myśl, a tak nawet nie próbuj” – nie! Wszystkie one mają prowadzić do tego, by chrześcijanie – na różnych drogach swego życia – dążyli zawsze do jak najmocniejszego, osobistego związania się z Jezusem. Ale drogą do tego jest całościowy dar z siebie, złożony Jezusowi – w odpowiedzi na Jego całościowy dar z siebie, złożony nam.

Tą drogą przez całe życie szedł Patron dnia dzisiejszego, Święty Paweł VI, Papież.

Jako Giovanni Battista Montini urodził się w Concessio, w Brescii, 26 września 1897 roku, w rodzinie duchowo i społecznie zaangażowanej w życie religijne i obywatelskie. Świadectwem codziennie praktykowanej miłości, jego rodzice – szczególnie matka – przekazali mu poczucie wartości życia wewnętrznego oraz modlitwy. Ojciec wychowywał go w duchu katolickiego zaangażowania, konsekwentnie realizowanego w życiu publicznym, oraz przywiązania do nauki Kościoła i Papieża.

Jego powołanie do kapłaństwa dojrzewało z Brescii, w kontakcie z liturgią benedyktyńską, w wielkiej pokorze i poczuciu ofiary i daru. Ze względu na kłopoty zdrowotne, które później przezwyciężył, studiował eksternistycznie w Seminarium w Brescii. To pozwoliło mu z bliska uczestniczyć w ludzkiej niedoli, w dramacie II wojny światowej, a także poszerzyło jego formację teologiczną i kulturową.

Po święceniach kapłańskich, przyjętych 29 maja 1920 roku, pragnął oddać się posłudze duszpasterskiej w parafii, ale został wezwany do Rzymu. Zamierzał zgłębiać filozofię, ale został wysłany na studia z zakresu prawa kanonicznego i dyplomacji. Rzeczywistość tę przeżywał z niemałym wysiłkiem i wielkim zaufaniem w Bożą Opatrzność.

Podobnie działo się w czasie jego krótkiego pobytu w charakterze sekretarza w polskiej nuncjaturze, latem 1923 roku. Pod koniec tego roku rozpoczął pracę w watykańskim Sekretariacie Stanu, gdzie spędził trzydzieści lat, dochodząc do stanowiska substytuta w roku 1937 i prosekretarza stanu w roku 1952.

Nawet w niełatwych sytuacjach urzędowych natury biurokratycznej uciekał się do dyplomacji, rozumianej jako sztuka słuchania i budowania pokoju. Nade wszystko jednak troszczył się o to, by oddawać się «cały Chrystusowi, w duchu kapłaństwa». Pełnił posługę duszpasterską w parafii Świętej Anny i w kościele San Pellegrino. Duchowo i charytatywnie wspierał ludzi mieszkających w slumsach na rzymskich przedmieściach. Założył Konferencję Świętego Wincentego i był cenionym kaznodzieją.

Od końca 1923 roku, przez dziesięć lat, sprawował funkcję asystenta kościelnego sekcji uniwersyteckiej włoskiej Akcji Katolickiej – najpierw w okręgu rzymskim, a potem na poziomie całego kraju. W 1933 roku, z bólem przeżył narzuconą mu dymisję z tych urzędów, ale próbę tę zniósł z pokorą i w duchu posłuszeństwa Kościołowi.

W latach 1955 – 1963 pełnił urząd Arcybiskupa Mediolanu. Zajmował się szczególnie światem pracy, nowymi ubogimi po boomie ekonomicznym, ludźmi oddalonymi, z peryferii. Wzniósł sto dwadzieścia trzy nowe kościoły, dla całego miasta organizował wielkie i niezapomniane misje ludowe. Zakładał biura pomocy socjalnej i promował nowe narzędzia komunikacji. W 1958 roku, został nominowany kardynałem i przygotował diecezję do Soboru.

Wybrany na Następcę Świętego Piotra, po śmierci Jana XXIII, w trakcie Soboru, w dniu 21 czerwca 1963 roku, rozpoczął swój Pontyfikat, przyjmując imię Pawła VI. Jego wielką zasługą było roztropne pokierowanie dalszymi pracami Soboru. Po Soborze zaangażował swój autorytet we wprowadzanie w życie postanowień soborowych.

Paweł VI podjął się trudnego dzieła gruntownych zmian Kurii Rzymskiej. W 1969 roku, przeprowadzono reformę Kalendarza Rzymskiego, co pociągnęło za sobą – między innymi – nowe daty wspomnień niektórych świętych i błogosławionych. Po wiekach przywrócono – w roku 1965 – instytucję Synodu Biskupów.

To Paweł VI zarządził, aby wszyscy biskupi, po osiągnięciu siedemdziesiątego piątego roku życia, składali dymisję na ręce Papieża, a w 1970 roku wydał rozporządzenie, że kardynałowie, po skończeniu osiemdziesięciu lat, nie będą mogli uczestniczyć w konklawe ani pełnić stanowisk w Kurii Rzymskiej. W 1973 roku, Papież ustalił, że kardynałów, wybierających nowego Biskupa Rzymu, nie może być więcej, niż stu dwudziestu.

Paweł VI był pierwszym Biskupem Rzymu, który odwiedził w 1965 roku nowojorską siedzibę ONZ i wygłosił tam przemówienie na temat pokoju, sprawiedliwości i bezpieczeństwa na świecie. Ważną międzynarodową inicjatywą pokojową Pawła VI było ustanowienie – w 1967 roku – Światowego Dnia Pokoju, obchodzonego od 1968 roku do dziś, w dniu 1 stycznia.

Wielką nowością Pontyfikatu Pawła VI były jego pielgrzymki. Niektórzy jego poprzednicy podróżowali po Państwie Kościelnym, Półwyspie Apenińskim lub do Francji. Dopiero Paweł VI odbył w latach 1964 – 1970 dziewięć podróży do prawie dwudziestu państw.

Pierwszą wizytę złożył w dniach 4 – 6 stycznia 1964 roku, w Ziemi Świętej: w Izraelu i Jordanii. Następne podróże odbył do Indii, USA, Portugalii, Turcji, Kolumbii, Szwajcarii, Ugandy, na Filipiny, do Australii, Indonezji, Hongkongu i Sri Lanki. W latach 1964 – 1977 odbył też czternaście podróży do dwudziestu miejscowości i regionów Włoch.

Paweł VI jest autorem siedmiu encyklik, dziesięciu konstytucji apostolskich, sześciu adhortacji, około czterdziestu różnych listów, jedenastu listów apostolskich. Ogłosił sześćdziesięciu jeden Błogosławionych i osiemdziesięciu czterech Świętych. Po raz pierwszy w dziejach, w 1970 roku, dwóm kobietom przyznał tytuły Doktorów Kościoła. Są to: Święta Teresa z Avili i Święta Katarzyna ze Sieny. Na sześciu konsystorzach mianował łącznie stu czterdziestu trzech kardynałów, a wśród nich – także swego Następcę, Karola Wojtyłę.

Papież Paweł VI zmarł w Święto Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1978 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Oficjalną przyczyną śmierci był bardzo rozległy zawał serca z obrzękiem płuc. Wiadomość o śmierci Papieża Montiniego była zaskoczeniem i wstrząsem dla całego Kościoła i świata, gdyż w odróżnieniu od swych poprzedników, Piusa XII i Jana XXIII, do końca życia zachował aktywność.

Jeszcze w środę, 2 sierpnia, spotkał się z wiernymi na dziedzińcu Pałacu Apostolskiego w Castel Gandolfo, na cotygodniowej audiencji, nazajutrz przyjął nowego prezydenta Włoch, Sandro Pertiniego i przygotowywał rozważania przed niedzielną modlitwę „Anioł Pański”.

Jednak w sobotę, 5 sierpnia, stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. W niedzielę, 6 sierpnia, po południu pojawiły się problemy z krążeniem, o godz. 18:00 Papież leżąc uczestniczył we Mszy Świętej, którą odprawił jego sekretarz osobisty, ksiądz Pasquale Macchi, i przyjął Komunię Świętą, po czym sekretarz stanu, Kardynał Jean Villot, udzielił mu Sakramentu Namaszczenia Chorych. O godz. 19:40 Paweł VI odszedł do Domu Ojca. Pochowany został sześć dni po śmierci, w Bazylice Świętego Piotra, w Watykanie.

Proces beatyfikacyjny Pawła VI otworzył Jan Paweł II, w maju 1993 roku. Jego pierwsza faza diecezjalna zakończyła się w 1999 roku. W 2012 roku, Benedykt XVI ogłosił dekret o heroiczności cnót Papieża Montiniego.

Do Beatyfikacji wybrano cud uzdrowienia nienarodzonego dziecka, niewytłumaczalnego z medycznego punktu widzenia. Doszło do niego w 2001 roku, w Stanach Zjednoczonych. Lekarze opiekujący się ciężarną kobietą stwierdzili ciężkie uszkodzenia nerek jej dziecka. Kobieta postanowiła donosić ciążę i urodziła całkowicie zdrowe dziecko – po tym, gdy modliła się do Pawła VI. Beatyfikacja miała miejsce 19 października 2014 roku, na Placu Świętego Piotra – na zakończenie synodu biskupów na temat rodziny.

W dniu 6 lutego 2018 roku, komisja kardynałów i biskupów w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zaaprobowała cud kanonizacyjny za wstawiennictwem Pawła VI. Został kanonizowany i wpisany do katalogu Świętych 14 października 2018 roku, podczas Mszy sprawowanej na placu świętego Piotra, kończącej Synod Biskupów na temat młodzieży.

Jego wspomnienie po Beatyfikacji obchodzono w Diecezji Rzymskiej w dniu 26 września, po Kanonizacji zostało przeniesione na 29 maja. W Polsce jednak – ze względu na inne wspomnienie, wypadające w dniu 29 maja – Pawła VI wspominamy w liturgii właśnie dzisiaj.

Wpatrzeni w przykład Jego Świętego życia i zasłuchani także w Boże słowo dzisiejszej liturgii, raz jeszcze zapytajmy o to nasze oddawanie swego życia w darze Jezusowi… Na ile jest to dar całościowy?… Na ile chętny?… I w czym się on konkretnie wyraża?…

1 komentarz

  • Ks. Jacku, chciałam dziś w nocy krzyczeć na Maryję bo nie mogłam zasnąć. Co robić, gdy przychodzą takie myśli? Nie chcę krzyczeć na Mamę Jezusa, ale nie wiem jak sobie radzić z takimi myślami.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.