Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Iwona Zagubień, z którą – i z której Rodziną – miałem przyjemność współpracować w czasie mojej posługi w Celestynowie. Dziękując za wszelką życzliwość, życzę Jubilatce, aby trwała w nieustającej bliskości Jezusa! Zapewniam o modlitwie.
Drodzy moi, dzisiaj Kościół dopuszcza wspomnienie dowolne Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, szczególnej Patronki Chorych, w związku z czym dzisiaj przeżywamy także Światowy Dzień Chorego. Dlatego włączam w dzisiejsze rozważanie kilka słów o wydarzeniach w Lourdes. Czynię to tym chętniej, że kilka razy byłem w Lourdes i noszę głęboko w sercu świętą atmosferę tego miejsca.
A dzisiaj – kolejny dzień Rekolekcji kapłańskich. Wczorajszy dzień przyniósł wiele naprawdę cennych myśli Księdza Biskupa Henryka Tomasika, ale też bardzo wiele ciekawych spostrzeżeń i refleksji, jakie wybrzmiały w naszych braterskich rozmowach przy posiłkach i przy kawie.
Nasz Tato wczoraj rano przeszedł zabieg korygujący wcześniejszą operację i czuje się dobrze. Czekamy na decyzję Pani Doktor, kiedy będzie mógł nastąpić wypis. Spodziewamy się, że albo dzisiaj, albo jutro. Z całego serca dziękuję Wszystkim za modlitewne wsparcie! Dziękuję za JUŻ i proszę o JESZCZE!
Z dużym opóźnieniem, ale już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co konkretnie mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem do mnie się zwraca? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
5 Tydzień zwykły, rok II,
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes,
11 lutego 2026.,
do czytań: 1 Krl 10,1–10; Mk 7,14–23
CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:
Królowa Saby, usłyszawszy o Salomonie, przybyła, aby się osobiście przekonać o jego mądrości przez roztrząsanie trudnych zagadnień. Przyjechała więc do Jerozolimy ze świetnym orszakiem i wielbłądami, dźwigającymi wonności i bardzo dużo złota oraz drogocennych kamieni. Następnie przyszła do Salomona i odbyła z nim rozmowę o wszystkim, co postanowiła. Salomon zaś udzielił jej wyjaśnień we wszystkich zagadnieniach przez nią poruszonych. Nie było zagadnienia nieznanego królowi, którego by jej nie wyjaśnił.
Gdy królowa Saby ujrzała całą mądrość Salomona oraz pałac, który zbudował, jak również zaopatrzenie jego stołu w potrawy i napoje, i mieszkanie jego dworu, stanowiska usługujących jemu, jego szaty, jego podczaszych, jego całopalenia, które składał w świątyni Pana, wówczas doznała zachwytu. Dlatego przemówiła do króla:
„Prawdziwa była wieść, którą usłyszałam w moim kraju o twoich dziełach i o twej mądrości. Jednak nie dowierzałam tym wieściom, dopóki sama nie przyjechałam i nie zobaczyłam na własne oczy, że nawet połowy mi nie powiedziano. Przewyższyłeś mądrością i powodzeniem wszelkie pogłoski, które usłyszałam.
Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy. Oni stale znajdują się przed twoim obliczem i wsłuchują się w twoją mądrość. Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że ciebie upodobał sobie, aby cię osadzić na tronie Izraela. Z miłości, jaką żywi Pan względem Izraela, ustanowił ciebie królem dla wykonywania prawa i sprawiedliwości”.
Następnie dała królowi sto dwadzieścia talentów złota i bardzo dużo wonności oraz drogocennych kamieni. Nigdy nie przyniesiono więcej wonności od tych, które królowa Saby dała królowi Salomonowi.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.
To bardzo znamienne wydarzenie, jakie opisuje nam Autor biblijny w pierwszym czytaniu: odwiedziny królowej Saby u Salomona. Niewiele wiemy o tej królowej – właściwie to chyba nic, poza tym, co usłyszeliśmy przed chwilą – ale to, co wiemy, pozwala nam spojrzeć na nią jako na osobę z wysoką klasą; osobę obytą w świecie, otwartą na ludzi i na wiedzę, którą może posiąść; gotową poznać nowe przestrzenie, nawet te najbardziej od niej odległe geograficznie i kulturowo.
Słyszymy dziś o niej, że usłyszawszy o Salomonie, przybyła, aby się osobiście przekonać o jego mądrości przez roztrząsanie trudnych zagadnień. Przyjechała więc do Jerozolimy ze świetnym orszakiem i wielbłądami, dźwigającymi wonności i bardzo dużo złota oraz drogocennych kamieni. Następnie przyszła do Salomona i odbyła z nim rozmowę o wszystkim, co postanowiła. Salomon zaś udzielił jej wyjaśnień we wszystkich zagadnieniach przez nią poruszonych. Nie było zagadnienia nieznanego królowi, którego by jej nie wyjaśnił.
Zobaczmy, usłyszała o Salomonie, będąc królową swojego narodu – i nie potraktowała tego jako wieści o zagrożeniu ze strony obcego mocarstwa, rosnącego w siłę, a więc mogącego w przyszłości zagrozić jej królestwu. Ona zwyczajnie – tak możemy pomyśleć – zaciekawiła się tym, co usłyszała. I przyjechała, aby się przekonać, czy jest prawdą to, co jej opowiedziano.
Z zacytowanych powyżej słów wynika, że nie była to jakaś tam biedna władczyni podrzędnego państewka, skoro przybyła z tak wystawnym orszakiem i hojnymi darami. Ale też jej styl – owa rozmowa na nurtujące ją tematy – każe widzieć w niej naprawdę osobę o wysokiej osobistej kulturze i poziomie intelektualnym, jak i duchowym. Otwartość zaś serca i umysłu na to, by dowiedzieć się czegoś nowego, ale i odwaga, aby zapytać o to, czego się nie rozumie, a nie wmawiać sobie i światu, że się wie i rozumie wszystko, to też dobre świadectwo o niej.
Jest także owym pięknym świadectwem wysokiego osobistego stylu opinia, jaką w przypływie zachwytu nad wszystkim, co zobaczyła, wyraziła w słowach: Prawdziwa była wieść, którą usłyszałam w moim kraju o twoich dziełach i o twej mądrości. Jednak nie dowierzałam tym wieściom, dopóki sama nie przyjechałam i nie zobaczyłam na własne oczy, że nawet połowy mi nie powiedziano. Przewyższyłeś mądrością i powodzeniem wszelkie pogłoski, które usłyszałam.
Po czym wypowiedziała te oto piękne słowa: Szczęśliwe twoje żony, szczęśliwi twoi słudzy. Oni stale znajdują się przed twoim obliczem i wsłuchują się w twoją mądrość. Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że ciebie upodobał sobie, aby cię osadzić na tronie Izraela. Z miłości, jaką żywi Pan względem Izraela, ustanowił ciebie królem dla wykonywania prawa i sprawiedliwości.
Możemy zatem o tej koronowanej niewieście wypowiadać się w samych superlatywach. A co na to wszystko Salomon?… Właśnie… I tu chyba mamy problem… A przynajmniej – początek problemu… Bo my dzisiaj nie słyszymy ani jednego jego słowa, więc tak naprawdę nie wiemy, co powiedział królowej, jakie wątpliwości pomógł jej rozwiać, ani jak zareagował na wszystko, co usłyszał.
A wcześniej jeszcze: na sam fakt przybycia pogańskiej królowej, która chciała się dowiedzieć, czy prawdą jest to, co usłyszała o tym młodym królu, któremu tak bardzo wiedzie się w życiu i w panowaniu. Zwłaszcza, że to właśnie ona wypowiedziała te znamienne słowa, które raz jeszcze przywołujemy: Niech będzie błogosławiony Pan, Bóg twój, za to, że ciebie upodobał sobie, aby cię osadzić na tronie Izraela. Pogańska królowa chwali Boga, którego nazywa Bogiem «twoim», czyli Bogiem Salomona, bo ona nie wyznaje wiary w takiego Boga.
Widząc jednak to wszystko, co jej powiedziano i przekonując się, że powiedziano jej prawdę, czystym sercem i otwartym umysłem chwali tegoż właśnie Boga, którego może nie do końca znała – albo wcale nie znała – ale skoro aż tak bardzo obdarował On młodego króla, a zapowiada się, że będzie mu nadal błogosławił, to znaczy, że jest kimś ważnym…
A co na to wszystko Salomon – żeby powtórzyć to pytanie? Milczy, nic nie mówi, ale mamy chyba wrażenie, że gładko „łyka” to wszystko, co od przybyłej królowej słyszy i… chyba coraz bardziej w to wierzy! Tak, to jego, czyli Salomona, mądrość; to jego bogactwo, to jego królestwo, to jego powodzenie, to jego panowanie, to jego… jego… jego… Wszystko jego! A gdzie w tym wszystkim Bóg?
Bóg jest – to pewne – ale zauważa Go pogańska królowa… A Salomon milczy. I z tego milczenia tak naprawdę nie musimy wyciągać zbyt daleko idących wniosków. Bo może on myślał o Bogu, stale Mu dziękował i pamiętał, od kogo to wszystko otrzymał, tylko w tym momencie o tym nie wspomniał… Ale my tego nie wiemy… Dowiadujemy się, że… niczego się nie dowiadujemy o jego reakcji. Z lektury Księgi – choć tego nie ma w czytaniu – wiemy, że i on obdarował królową „na odjezdne” wieloma darami. No, cóż… Miał z czego – moglibyśmy stwierdzić. Ale faktem jest, że przyzwoicie się zachował.
Natomiast to jego milczenie – jak i całą atmosferę tego bardzo ciekawego skądinąd spotkania – komentatorzy biblijni odczytują jako początek zwrotu w myśleniu Salomona. On naprawdę uwierzył w siebie. Zresztą, od tego momentu będzie ten proces coraz bardziej postępował, aż do faktycznego odwrócenia się Salomona od Boga, co miało nastąpić później… Dzisiaj prawdopodobnie się to zaczęło…
A to każe nam odczytać bardzo uważnie i przemyśleć głęboko słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym.
Czy przynajmniej niektóre z tych postaw właśnie nie zaczęły się rodzić w sercu i umyśle młodego króla? Skoro od tego momentu ten proces tak mocno postąpił, to chyba pycha, a i głupota, a i chciwość, a i swoista przewrotność – zaczęły się niestety pojawiać. I co nam to mówi, Drodzy moi?
Że musimy być naprawdę bardzo uważni i czujni, mocno związani z Jezusem i w Niego zapatrzeni, aby nie popaść w pułapkę, w jaką popadł Salomon: pułapkę uwierzenia w siebie. Oto Bóg tak dużo mu dał, tak w niego zainwestował, takim zaufaniem go obdarzył, on zaś to wszystko przyjął i na pewno w dużej mierze bardzo dobrze wykorzystał, ale w którymś momencie chyba uznał, że mu się to po prostu wszystko należy. I że to jest jego – i tylko jego. I dla niego. I że to on tak naprawdę jest całą mądrością, to jest tak naprawdę jego królestwo, jego naród, jego bogactwo…
A Bóg – gdzie jest w tym wszystkim? Coraz bardziej na uboczu… Niech Pan nas broni przed popadnięciem kiedykolwiek w taką pułapkę samowystarczalności i taką pokusę, by we własnym sercu zająć miejsce należne Jezusowi! I żeby tak uwierzyć w siebie, że aż się przestanie wierzyć Jezusowi. Albo przynajmniej: sobie bardziej się uwierzy, niż Jemu… Oby nigdy nie przydarzyło się nam takie nieszczęście!
Ale to od nas samych zależy – od naszej decyzji, od naszego osobistego wyboru… Módlmy się o „salomonową mądrość” – oczywiście, myśląc o tym pierwszym etapie jego panowania – w dokonywaniu właściwych wyborów, czyli w ustawianiu właściwej hierarchii wartości i ważności spraw.
Niech nam w tym pomoże Najświętsza Maryja Panna, którą dziś w Kościele Świętym wspominamy jako Matkę Bożą z Lourdes.
O czym mówimy? Jakie to wielkie sprawy dokonały się i wciąż dokonują się w tej francuskiej miejscowości?
Otóż, w 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej Pasterce, Świętej Bernadecie Soubirous – właśnie tam: w Grocie Massabielskiej, w Lourdes, we Francji. I powiedziała o sobie: „Ja jestem Niepokalane Poczęcie”. W ten sposób – jeśli tak można powiedzieć – Niebo potwierdziło prawdę, którą Kościół odkrył i ogłosił pod natchnieniem Ducha Świętego, cztery lata wcześniej. Podczas osiemnastu zjawień, dokonujących się w okresie od 11 lutego do 16 lipca 1858 roku, Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
11 lutego, Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – w poszukiwaniu suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk, podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd Objawienia powtarzały się.
A oto jak sama Bernadetta opisała, w roku 1861 – w jednym z listów – wydarzenia, w których uczestniczyła:
„Pewnego dnia, kiedy wraz z dwiema dziewczynkami udałam się nad rzekę Gave, aby nazbierać chrustu, usłyszałam jakby szelest wiatru. Obróciłam się ku łące, ale zobaczyłam, iż gałązki drzew nie poruszają się wcale. Uniosłam wtedy głowę i spojrzałam w kierunku groty. Zobaczyłam Panią odzianą w białe szaty. Miała na sobie białą suknię, przepasana była niebieską wstęgą, na każdej z Jej stóp spoczywała złocista róża. Taki sam kolor miały ziarenka Jej różańca.
Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, iż mi się przywidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam, i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać Różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast.
Zapytałam więc obydwie dziewczynki, czy czegoś nie widziały. Odpowiedziały, że nie. Spytały natomiast, co takiego mam im do opowiedzenia. Wtedy oznajmiłam im, że widziałam Panią w bieli i że nie wiem, kim Ona mogłaby być. Upomniałam je jednak, aby nie mówiły o tym nikomu. One znowu namawiały mnie, żebym nie wracała na to miejsce, ale ja się na to nie zgodziłam. Wróciłam więc na to samo miejsce w niedzielę, czując wewnętrznie, że coś mnie tam woła.
Pani przemówiła do mnie dopiero za trzecim razem. Zapytała, czy nie zechciałabym przychodzić tu do Niej przez dni piętnaście. Odpowiedziałam, że chcę. Pani powiedziała jeszcze, że mam powiedzieć kapłanom, aby postarali się o wybudowanie na tym miejscu kaplicy. Następnie poleciła mi napić się wody ze źródła. Ponieważ nie widziałam tam żadnego źródła, zwróciłam się w stronę rzeki Gave. Ale Pani dała mi znak, że nie tam, i palcem pokazała na źródło.
Kiedy podeszłam bliżej, znalazłam zaledwie odrobinę błotnistej wody. Nadstawiłam dłoń, ale nic nie mogłam pochwycić. Zaczęłam więc drążyć ziemię w tym miejscu i dopiero wówczas mogłam zaczerpnąć nieco wody. Odrzuciłam trzy razy, za czwartym razem wypiłam. Widzenie znikło, a ja powróciłam do domu.
Przez piętnaście dni powracałam na to miejsce, a Pani ukazywała mi się za każdym razem, z wyjątkiem jednego wtorku i piątku. Polecała na nowo, abym zachęciła kapłanów do wybudowania kaplicy, zachęciła także, abym się obmyła w źródle i abym się modliła o nawrócenie grzeszników. Wielokrotnie zapytywałam, kim jest, ale Ona uśmiechała się tylko łagodnie. W końcu, trzymając ręce uniesione i kierując wzrok ku niebu powiedziała, że jest Niepokalanym Poczęciem.” Tyle ze wspomnień samej Bernadetty.
Oczywiście, wiadomości o tych wydarzeniach rozeszły się lotem błyskawicy po całym miasteczku. 21 lutego, w niedzielę, zjawiło się przy grocie skał massabielskich kilka tysięcy ludzi. Pełna smutku Matka Boża zachęcała Bernadettę, aby modliła się za grzeszników. Tegoż dnia, gdy Bernadetta wychodziła po południu z kościoła z Nieszporów, została zatrzymana przez komendanta miejscowej policji i poddana śledztwu. Kiedy następnego dnia udała się do szkoły, uczące ją siostry zaczęły ją karcić, że wprowadziła tyle zamieszania swoimi przywidzeniami.
Tymczasem okazało się, że woda ze źródła, o którym pisała Bernadeta, zaczęła przynosić uzdrowienia. Był to prawdziwy przełom w sprawie – podobnie, jak i dzień 25 marca, czyli uroczystość Zwiastowania Pańskiego, kiedy to Piękna Pani powiedziała o sobie: „Jam jest Niepokalane Poczęcie”.
Były to moment o tyle ważny w historii Objawień, że – jak wspomnieliśmy – mijały zaledwie cztery lata od ogłoszenia przez Papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi, a przecież wówczas środki komunikacji społecznej nie były tak rozwinięte, jak dzisiaj, dlatego informacje nie rozchodziły się po świecie zbyt szybko i nie docierały tak sprawnie, jak obecnie, do świadomości ludzi – szczególnie tak prostych, jak Bernadetta. Dlatego ten dzień można określić jako swoisty przełom w uwiarygodnianiu informacji o objawianiu się Matki Bożej.
16 lipca, w uroczystość Szkaplerza Świętego, Matka Boża pojawiła się po raz ostatni. 18 stycznia 1862 roku, komisja powołana przez miejscowego biskupa – po wielu badaniach – ogłosiła dekret, że „można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1875 arcybiskup Paryża poświęcił uroczyście świątynię, wybudowaną na miejscu objawień. W uroczystości tej wzięło udział trzydziestu pięciu arcybiskupów i biskupów, trzy tysiące kapłanów i sto tysięcy wiernych.
W roku 1891, Leon XIII ustanowił Święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które Święty Pius X w 1907 roku rozciągnął na cały Kościół. W roku 1933 Bernadetta Soubirous została kanonizowana.
Lourdes natomiast stało się słynnym miejscem pielgrzymkowym – prawdziwym Sanktuarium Chorych i Cierpiących – do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą i prosić o uzdrowienie ze swych dolegliwości oraz o umocnienie w dźwiganiu krzyża cierpienia.
My też tam dzisiaj pielgrzymujemy naszymi sercami, aby złożyć w ręce Boże – przez ręce Maryi – wszystkie bóle i cierpienia, zarówno fizyczne, jak i psychiczne, jak i te duchowe. Aby poprosić o siły do dźwigania trudności, związanych z podeszłym wiekiem, ale też tego bólu, który niesie ze sobą samotność, odrzucenie, niezrozumienie u ludzi, niewdzięczność z ich strony.
I wreszcie – prosimy o ducha mądrości i światło, aby wszyscy obarczeni ciężarem krzyża rozmaitego cierpienia w pełni uświadomili sobie, jak wielki skarb mają w swoim ręku. Bo mają coś, co mogą Bogu ofiarować każdego dnia – w jakiejś określonej intencji. Cierpienie, a chociażby nawet cierpliwie znoszone trudy codzienności – ofiarowane w sposób chętny i świadomy Bogu i połączone z modlitwą – są w stanie naprawdę Niebo poruszyć i prawdziwych cudów dokonać.
Dlatego tak ważnym jest, aby ci, których Pan obarczył cierpieniem – a może lepiej powiedzieć: zaszczycił udziałem w swoim Krzyżu – uświadomili sobie, jak wielkimi są duchowymi bogaczami! Jak wiele mogą dobrego uczynić: swojej rodzinie, swoim najbliższym, naszej Ojczyźnie, całemu Kościołowi i światu!
Ja wiem, że to się dobrze mówi człowiekowi sprawnemu i zdrowemu, który nie musi każdego dnia zastanawiać się nad każdym krokiem – czy mu wystarczy sił, by go zrobić – i który swobodnie może robić wszystko, na co ma ochotę. Ale taka jest właśnie prawda: Wy wszyscy, Drodzy Starsi, Chorzy, Cierpiący i w jakikolwiek sposób życiowo doświadczeni – jesteście wielkimi duchowymi bogaczami! Macie w ręku skarby, którymi możecie pomóc nam wszystkim!
To naprawdę nie są zbyt wielkie słowa, to nie przesada! Papieże ostatnich czasów bardzo często prosili chorych, aby wspierali ich posługę dla dobra Kościoła. Jan Paweł II prosił o to przed każdą swoją pielgrzymką dokądkolwiek.
My dzisiaj wszyscy, tu zgromadzeni i Wszyscy, łączący się z nami w modlitwie – pielgrzymujemy duchowo do Lourdes, aby prosić o cud: o cud uzdrowienia duchowego i fizycznego oraz o cud uświęcenia każdego ludzkiego cierpienia. Każdego naszego cierpienia…
I o uwolnienie nas z choroby i pułapki pychy, zapatrzenia w siebie, a przekierowanie całej naszej uwagi na Jezusa!
