Zwolnijmy hamulec!

Z

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym DZIEWIĘĆDZIESIĄTE (!) urodziny przeżywa Ksiądz Prałat Mieczysław Lipniacki, mój „rodzony” Proboszcz – Założyciel Parafii Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej, który jako Proboszcz, prowadził mnie od Pierwszej Komunii Świętej do Prymicji, a nawet dalej.

Imieniny przeżywa natomiast Magda Malinowska, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Życzę wszelkiego dobra, o które też będę się modlił.

Drodzy moi, dzisiaj kalendarz liturgiczny dopuszcza dowolne wspomnienie Świętego Papieża Pawła VI. Ponieważ mam osobiste nabożeństwo do Świętych Papieży naszych czasów, z których Kościół naprawdę może być dumny, przeto także dzisiaj uwzględniam to wspomnienie.

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie już od rana miałem od ogarnięcia kilka szybkich spraw – stąd opóźnienie w zamieszczeniu słówka. Następnie udaję się na dyżur duszpasterski w gmachu przy ulicy 3 Maja. Natomiast o 19:00 – jak w każdą środę – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po niej zaś – wystawienie Najświętszego Sakramentu, nabożeństwo majowe i adoracja w ciszy, do godziny 21:00. Zapraszam do osobistego udziału albo duchowej łączności!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan do każdej i każdego z nas mówi dzisiaj? Czego od każdej i każdego z nas konkretnie oczekuje? Duchu Święty, tchnij i oświecaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 8 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Pawła VI, Papieża,

27 maja 2026., 

do czytań: 1 P 1,18–25; Mk 10,32–45

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Najmilsi: Wiecie, że z waszego odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy. On był wprawdzie przewidziany przed stworzeniem świata, dopiero jednak w ostatnich czasach objawił się ze względu na was. Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu.

Skoro już dusze swoje uświęciliście, będąc posłuszni prawdzie celem zdobycia nieobłudnej miłości bratniej, jedni drugich gorąco czystym sercem umiłujcie. Jesteście bowiem ponownie do życia powołani nie z ginącego nasienia, ale z niezniszczalnego, dzięki słowu Boga, które jest żywe i trwa. Każde bowiem ciało jest jak trawa, a cała jego chwała jak kwiat trawy: trawa uschła, a kwiat jej opadł, słowo zaś Pana trwa na wieki. Właśnie to słowo ogłoszono wam jako Dobrą Nowinę.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co Go miało spotkać:

Oto idziemy do Jerozolimy. A tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie”.

Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: „Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”.

On ich zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?”

Rzekli Mu: „Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”.

Jezus im odparł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?”

Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.

Lecz Jezus rzekł do nich: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane”.

Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie jest kontynuacją wczorajszego pierwszego czytania – nie tylko w tym sensie, że jest literalnie dalszym ciągiem Pierwszego Listu Świętego Piotra, ale także dlatego, że kontynuuje myśl tam zawartą. Wczoraj bowiem wybrzmiało bardzo mocno to właśnie, że jako chrześcijanie, czyli jako uczniowie Jezusa Chrystusa – Jego przyjaciele, wyznawcy, naśladowcy i świadkowie – jesteśmy naprawdę wyróżnieni! Tym właśnie, że nimi jesteśmy!

Bo przez całe wieki kolejni Prorocy zapowiadali pojawienie się na świecie Mesjasza Zbawiciela, kolejne pokolenia przez kolejne, długie wieki, na to czekały, ale to my doczekaliśmy się tego. I choć żyjemy już dwa tysiące lat po tym, jak Jezus Chrystus pojawił się na tym świecie i dokonał tego dzieła, o którym tak mocno i znacząco mówi dzisiejsza Ewangelia, to jednak nadal żyjemy w czasach mesjańskich, w czasie Jezusa Chrystusa, bowiem cały czas trwa to dzieło, które On zapoczątkował.

Jeżeli jednak tak właśnie jest, to jednocześnie wiąże się to dla nas z bardzo konkretnym zobowiązaniem, o którym Święty Piotr – już na początku dzisiejszego pierwszego czytania – tak pisze: Wiecie, że z waszego odziedziczonego po przodkach złego postępowania zostaliście wykupieni nie czymś przemijającym, srebrem lub złotem, ale drogocenną krwią Chrystusa, jako baranka niepokalanego i bez zmazy.

Bardzo ciekawie wypada – właśnie w odniesieniu do tego zdania – porównanie go z innymi tłumaczeniami. A wiemy, że różnice w tłumaczeniach – choć często subtelne i może nie powodujące jakichś ogromnych różnic w samym rozumieniu danego zdania czy sformułowania – mogą skierować uwagę na jakiś aspekt, albo podpowiedzieć jakąś konkretną refleksję, jakiś konkretny wniosek.

Dlatego zwracamy uwagę, że zacytowany powyżej fragment Piotrowego Listu, w tłumaczeniu Biblii Paulistów brzmi: Wiecie bowiem, że z waszego odziedziczonego po przodkach głupiego postępowania zostaliście odkupieni nie czymś przemijającym… A z kolei w Biblii Pierwszego Kościoła czytamy w tym miejscu: Świadomi tego, że zostaliście wykupieni ze swego odziedziczonego po przodkach jałowego sposobu życia nie za rzeczy zniszczalne…

Zatem: postępowanie złe, głupie, jałowe – i jakich by tu jeszcze określeń nie użyć – zostało już w jakimś sensie pokonane, przezwyciężone, unicestwione… Ale – właśnie – co to konkretnie oznacza? Jak to rozumieć? Albo inaczej: cóż z tego, że zostało przezwyciężone, pokonane? Czy to już czyni nas – samo z siebie – ludźmi świętymi i wolnymi od wszelkiego zła: od wszelkiego postępowania głupiego, jałowego, złego? Czy to ma oznaczać, że nam się już nigdy nic takiego w naszym postępowaniu nie zdarzy?

Święty Piotr przekonuje nas, że samo na pewno nic się nie zrobi. Dlatego naucza: Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wzbudził Go z martwych i udzielił Mu chwały, tak że wiara wasza i nadzieja są skierowane ku Bogu. A z tego wynika bardzo konkretne wskazanie: Skoro już dusze swoje uświęciliście, będąc posłuszni prawdzie, celem zdobycia nieobłudnej miłości bratniej, jedni drugich gorąco czystym sercem umiłujcie.

I znowu ciekawie wypada porównanie z innymi tłumaczeniami. W Biblii Paulistów bowiem fragment ten brzmi tak: Dzięki Niemu wierzycie w Boga, który Go wskrzesił z martwych i obdarzył chwałą. Dlatego zawsze kierujcie waszą wiarę i nadzieję ku Bogu! Widzimy tu zatem nakaz: kierujcie – a nie, jak wcześniej – stwierdzenie: są skierowane.

I dalsza część w tymże tłumaczeniu: Posłuszni prawdzie oczyściliście swoje dusze, aby osiągnąć szczerą miłość braterską. Dlatego z całego serca i wytrwale miłujcie się wzajemnie. Z kolei, w Biblii Pierwszego Kościoła czytamy tu: Wy dzięki Niemu napełnieni jesteście wiarą w Boga, który Go wskrzesił z martwych i obdarzył chwałą, tak by wasza wiara i nadzieja skierowane były ku Bogu. I dalej: Mając swe dusze oczyszczone przez posłuszeństwo prawdzie ze względu na szczerą miłość braterską, z serca jedni drugich gorąco miłujcie.

Widzimy zatem, że na różne sposoby Pismo Święte – słowami Pierwszego Apostoła w Kościele, rozmaicie tłumaczonymi – przekonuje nas, że jeżeli już wybraliśmy Jezusa Chrystusa, to powinniśmy za Nim podążać wszystkimi drogami życia. Chodzi tu o ten wybór generalny, jakiego na początku naszego życia dokonali za nas nasi rodzice, przynosząc nas do Chrztu Świętego, ale który my potem potwierdziliśmy naszą świadomą decyzją pójścia tą właśnie drogą – ale chodzi także o te codzienne wybory. Właśnie o to, aby unikać postępowania złego, głupiego, jałowego – skoro bowiem zostaliśmy z niego wyzwoleni i odkupieni, to nie powinniśmy do niego tak po prostu wracać. Trzeba już iść – by się tak wyrazić – za ciosem! Nie powinno się chwiać na prawo i lewo!

Nie można – z jednej strony – wybierać Chrystusa i nawet być dumnym, że się do Niego należy, a jednocześnie cały czas rozglądać się za okazją, by pójść swoją drogą, daleką od Jego drogi. Mówiąc inaczej: nie może dojść do sytuacji, opisanej w dzisiejszej Ewangelii.

Oto bowiem – w pierwszych jej zdaniach – słyszymy: Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co Go miało spotkać. Rzeczywiście, bardzo zastanawiające zachowanie Jezusa, wywołujące poruszenie serc i umysłów uczniów – a nawet ich przerażenie! W Biblii Pierwszego Kościoła to zastanawiające zdanie brzmi: Idąc z tyłu – czuli lęk!

Musiało być zatem w zachowaniu Jezusa coś bardzo… zastanawiającego?… niepokojącego?… a może wręcz: strasznego?… Z pewnością, pokazuje to wielką determinację Jezusa, Jego nieodwołalną decyzję, wspartą bardzo mocnym pragnieniem, by dokonać zbawienia człowieka! On zmierza do Jerozolimy, wiedząc dokładnie – i nawet mówiąc o tym wprost – że tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie. I On tam zmierza bardzo zdecydowanie, bardzo szybko, wręcz szokująco szybko!

Uczniowie musieli widzieć Go w takiej sytuacji po raz pierwszy, skoro byli przerażeni! Możemy się zastanawiać, dlaczego Jezus tak postępował, dlaczego był taki zdeterminowany, tak bardzo zdecydowany – jakby wręcz pragnął tego cierpienia! Przecież to nienormalne – według naszych kryteriów!

Tymczasem, my już dzisiaj wiemy, że to nie jakiś masochizm, nie jakieś pragnienie cierpienia dla samego cierpienia, ale bezgraniczna miłość do nas, ludzi – miłość, która pchała wręcz Jezusa do tego, by jak najszybciej dokonać dzieła zbawienia, by otworzyć przed nami bramy Królestwa niebieskiego. A w tym kontekście, żądanie uczniów, by mogli zająć w tymże Królestwie poczesne i zaszczytne miejsca – by w ten sposób zaznaczyć swoją wyższość nad innymi – to potężny zgrzyt.

Obrazowo mówiąc: Jezus wręcz pędzi do Jerozolimy – i to nie tylko w tym wymiarze fizycznym, ale Jego serce wyrywa się tam, aby jak najszybciej dokonać dzieła zbawienia, chociaż wie, ile Go to będzie kosztowało – a Jego uczniowie, których tyle czasu i tak intensywnie kształtował w ich myśleniu, mają jakby zaciągnięty hamulec w swoich sercach, w tymże myśleniu. On się im oddaje bez reszty – a oni są tak bardzo zapatrzeni w samych siebie!

Stąd to mocne pouczenie, jakim kończy się dzisiejsza Ewangelia: Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu.

Drodzy moi, jeżeli zdecydowaliśmy się pójść za Jezusem w swoim życiu, to pamiętajmy o tym, że On idzie bardzo zdecydowanie i szybkim krokiem. Jeżeli zatem chcemy być z Nim – mówiąc inaczej: jeżeli chcemy za Nim nadążyć, dotrzymać Mu kroku – to musimy wyłączyć wszelkie ręczne hamulce, które będą nas na tej drodze zatrzymywały, albo przynajmniej ją spowalniały. Trzeba nam wyzwolić się – ciągle wyzwalać – z ciasnych schematów własnego myślenia, z tego ciągłego zapatrzenia w siebie, z tego ciągłego promowania i demonstrowania własnego: „ja”; z tego postępowania złego, głupiego czy jałowego, do którego mamy skłonność ciągle wracać!

Jeżeli chcemy iść za Jezusem, to nie na pierwszym tylko biegu, ale trzeba kolejno włączać kolejne. Czyli – trzeba iść zdecydowanie, nie oglądając się na boki, albo na to, co już było, a z czego podobno wyszliśmy! Bo może się okazać, że mentalnie wcale nie wyszliśmy, tylko udajemy przed światem i samymi sobą. Pamiętajmy, że przed Jezusem udawać się nie da! I – tak mówiąc szczerze – zupełnie nie warto! Bo i po co? Co na tym zyskujemy?

Idźmy za Jezusem zdecydowanie, intensywnie, konsekwentnie, codziennie, a właściwie: w każdej chwili naszego życia. Nie bójmy się przemieniać naszego myślenia, wychodzić ze swoich schematów, ze stref swego komfortu. Nie bójmy się! Odważmy się! Im szybciej – tym lepiej!

A gdybyśmy szukali dobrego wzoru, jak to robić, to na pewno przykład tego i zachętę do tego znajdziemy w postawie Patrona dnia dzisiejszego, którym jest Święty Papież Paweł VI.

Jako Giovanni Battista Montini urodził się w Concessio, w Brescii, 26 września 1897 roku, w rodzinie duchowo i społecznie zaangażowanej w życie religijne i obywatelskie. Świadectwem codziennie praktykowanej miłości, jego rodzice – szczególnie matka – przekazali mu poczucie wartości życia wewnętrznego oraz modlitwy. Ojciec wychowywał go w duchu katolickiego zaangażowania, konsekwentnie realizowanego w życiu publicznym, oraz przywiązania do nauki Kościoła i Papieża.

Jego powołanie do kapłaństwa dojrzewało z Brescii, w kontakcie z liturgią benedyktyńską, w wielkiej pokorze i poczuciu ofiary i daru. Ze względu na kłopoty zdrowotne, które później przezwyciężył, studiował eksternistycznie w Seminarium w Brescii. To pozwoliło mu z bliska uczestniczyć w ludzkiej niedoli, w dramacie II wojny światowej, a także poszerzyło jego formację teologiczną i kulturową.

Po święceniach kapłańskich, przyjętych 29 maja 1920 roku, pragnął oddać się posłudze duszpasterskiej w parafii, ale został wezwany do Rzymu. Zamierzał zgłębiać filozofię, ale został wysłany na studia z zakresu prawa kanonicznego i dyplomacji. Rzeczywistość tę przeżywał z niemałym wysiłkiem i wielkim zaufaniem w Bożą Opatrzność.

Podobnie działo się w czasie jego krótkiego pobytu w charakterze sekretarza w polskiej nuncjaturze, latem 1923 roku. Pod koniec tego roku rozpoczął pracę w watykańskim Sekretariacie Stanu, gdzie spędził trzydzieści lat, dochodząc do stanowiska substytuta w roku 1937 i prosekretarza stanu w roku 1952.

Nawet w niełatwych sytuacjach urzędowych natury biurokratycznej uciekał się do dyplomacji, rozumianej jako sztuka słuchania i budowania pokoju. Nade wszystko jednak troszczył się o to, by oddawać się «cały Chrystusowi, w duchu kapłaństwa». Pełnił posługę duszpasterską w parafii Świętej Anny i w kościele San Pellegrino. Duchowo i charytatywnie wspierał ludzi mieszkających w slumsach na rzymskich przedmieściach. Założył Konferencję Świętego Wincentego i był cenionym kaznodzieją.

Od końca 1923 roku, przez dziesięć lat, sprawował funkcję asystenta kościelnego sekcji uniwersyteckiej włoskiej Akcji Katolickiej – najpierw w okręgu rzymskim, a potem na poziomie całego kraju. W 1933 roku, z bólem przeżył narzuconą mu dymisję z tych urzędów, ale próbę tę zniósł z pokorą i w duchu posłuszeństwa Kościołowi.

W latach 1955 – 1963 pełnił urząd Arcybiskupa Mediolanu. Zajmował się szczególnie światem pracy, nowymi ubogimi po boomie ekonomicznym, ludźmi oddalonymi, z peryferii. Wzniósł sto dwadzieścia trzy nowe kościoły, dla całego miasta organizował wielkie i niezapomniane misje ludowe. Zakładał biura pomocy socjalnej i promował nowe narzędzia komunikacji. W 1958 roku, został nominowany kardynałem i przygotował diecezję do Soboru.

Wybrany na Następcę Świętego Piotra, po śmierci Jana XXIII, w trakcie Soboru, w dniu 21 czerwca 1963 roku, rozpoczął swój Pontyfikat, przyjmując imię Pawła VI. Jego wielką zasługą było roztropne pokierowanie dalszymi pracami Soboru. Po Soborze zaangażował swój autorytet we wprowadzanie w życie postanowień soborowych.

Paweł VI podjął się trudnego dzieła gruntownych zmian Kurii Rzymskiej. W 1969 roku, przeprowadzono reformę Kalendarza Rzymskiego, co pociągnęło za sobą – między innymi – nowe daty wspomnień niektórych świętych i błogosławionych. Po wiekach przywrócono – w roku 1965 – instytucję Synodu Biskupów.

To Paweł VI zarządził, aby wszyscy biskupi, po osiągnięciu siedemdziesiątego piątego roku życia, składali dymisję na ręce Papieża, a w 1970 roku wydał rozporządzenie, że kardynałowie, po skończeniu osiemdziesięciu lat, nie będą mogli uczestniczyć w konklawe ani pełnić stanowisk w Kurii Rzymskiej. W 1973 roku, Papież ustalił, że kardynałów, wybierających nowego Biskupa Rzymu, nie może być więcej, niż stu dwudziestu.

Paweł VI był pierwszym Biskupem Rzymu, który odwiedził w 1965 roku nowojorską siedzibę ONZ i wygłosił tam przemówienie na temat pokoju, sprawiedliwości i bezpieczeństwa na świecie. Ważną międzynarodową inicjatywą pokojową Pawła VI było ustanowienie – w 1967 roku – Światowego Dnia Pokoju, obchodzonego od 1968 roku do dziś, w dniu 1 stycznia.

Wielką nowością Pontyfikatu Pawła VI były jego pielgrzymki. Niektórzy jego poprzednicy podróżowali po Państwie Kościelnym, Półwyspie Apenińskim lub do Francji. Dopiero Paweł VI odbył w latach 1964 – 1970 dziewięć podróży do prawie dwudziestu państw.

Pierwszą wizytę złożył w dniach 4 – 6 stycznia 1964 roku, w Ziemi Świętej: w Izraelu i Jordanii. Następne podróże odbył do Indii, USA, Portugalii, Turcji, Kolumbii, Szwajcarii, Ugandy, na Filipiny, do Australii, Indonezji, Hongkongu i Sri Lanki. W latach 1964 – 1977 odbył też czternaście podróży do dwudziestu miejscowości i regionów Włoch.

Paweł VI jest autorem siedmiu encyklik, dziesięciu konstytucji apostolskich, sześciu adhortacji, około czterdziestu różnych listów, jedenastu listów apostolskich. Ogłosił sześćdziesięciu jeden Błogosławionych i osiemdziesięciu czterech Świętych. Po raz pierwszy w dziejach, w 1970 roku, dwóm kobietom przyznał tytuły doktorów Kościoła. Są to: Święta Teresa z Avili i Święta Katarzyna ze Sieny. Na sześciu konsystorzach mianował łącznie stu czterdziestu trzech kardynałów, a wśród nich – także swego Następcę, Karola Wojtyłę.

Papież Paweł VI zmarł w Święto Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1978 roku, w wieku osiemdziesięciu jeden lat. Oficjalną przyczyną śmierci był bardzo rozległy zawał serca z obrzękiem płuc. Wiadomość o śmierci Papieża Montiniego była zaskoczeniem i wstrząsem dla całego Kościoła i świata, gdyż w odróżnieniu od swych poprzedników, Piusa XII i Jana XXIII, do końca życia zachował aktywność.

Jeszcze w środę, 2 sierpnia, spotkał się z wiernymi na dziedzińcu Pałacu Apostolskiego w Castel Gandolfo, na cotygodniowej audiencji, nazajutrz przyjął nowego prezydenta Włoch, Sandro Pertiniego i przygotowywał rozważania przed niedzielną modlitwę „Anioł Pański”.

Jednak w sobotę, 5 sierpnia, stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. W niedzielę, 6 sierpnia, po południu pojawiły się problemy z krążeniem, o godz. 18:00 Papież leżąc uczestniczył we Mszy Świętej, którą odprawił jego sekretarz osobisty, ksiądz Pasquale Macchi, i przyjął Komunię Świętą, po czym sekretarz stanu, Kardynał Jean Villot, udzielił mu Sakramentu Namaszczenia Chorych. O godz. 19:40 Paweł VI odszedł do Domu Ojca. Pochowany został sześć dni po śmierci, w Bazylice Świętego Piotra, w Watykanie.

Proces beatyfikacyjny Pawła VI otworzył Jan Paweł II, w maju 1993 roku. Jego pierwsza faza diecezjalna zakończyła się w 1999 roku. W 2012 roku, Benedykt XVI ogłosił dekret o heroiczności cnót Papieża Montiniego.

Do Beatyfikacji wybrano cud uzdrowienia nienarodzonego dziecka, niewytłumaczalnego z medycznego punktu widzenia. Doszło do niego w 2001 roku, w Stanach Zjednoczonych. Lekarze opiekujący się ciężarną kobietą stwierdzili ciężkie uszkodzenia nerek jej dziecka. Kobieta postanowiła donosić ciążę i urodziła całkowicie zdrowe dziecko – po tym, gdy modliła się do Pawła VI. Beatyfikacja miała miejsce 19 października 2014 roku, na Placu Świętego Piotra – na zakończenie synodu biskupów na temat rodziny.

W dniu 6 lutego 2018 roku, komisja kardynałów i biskupów w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych zaaprobowała cud kanonizacyjny za wstawiennictwem Pawła VI. Został kanonizowany i wpisany do katalogu świętych 14 października 2018 roku, podczas Mszy sprawowanej na placu świętego Piotra, kończącej Synod Biskupów na temat młodzieży.

Jego wspomnienie po Beatyfikacji obchodzono w Diecezji Rzymskiej w dniu 26 września, po Kanonizacji zostało przeniesione na 29 maja. W Polsce jednak – ze względu na inne wspomnienie, wypadające w dniu 29 maja – Pawła VI wspominamy w liturgii właśnie dzisiaj.

Wpatrzeni w przykład Jego Świętego życia i Jego zdecydowanego zaangażowania dla dobra Kościoła i dla jego soborowej odnowy, zapytajmy raz jeszcze samych siebie, ile jest w nas zdecydowania i odwagi w ciągłym wychodzeniu ze swoich życiowych schematów, ze stref swego komfortu – z postępowania złego, głupiego, jałowego – by odważnym i pewnym krokiem podążać za Jezusem Chrystusem?

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.