Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, przeżywamy dziś piękne Święto – Przemienienia Pańskiego.
Jako Polacy, otoczmy dziś modlitwą naszego Prezydenta – w pierwszą rocznicę zaprzysiężenia – i całą naszą Ojczyznę. O mądre korzystanie z wolności. I o opamiętanie dla tych wszystkich, którzy w bandycki sposób łamią wszelkie prawa Boskie i ludzkie, niszcząc naszą Ojczyznę. Módlmy się o przebudzenie dla Polaków – żeby wreszcie zaczęli dokonywać mądrych wyborów.
Drodzy moi, na pielgrzymi szlak wyruszył dziś Szymon Sala – Autor rozważań wtorkowych na naszym forum, mój duchowy Syn. Z Szymonem wyruszyła Jego Mama Monika i trzy Siostry! Wędrują w Pielgrzymce Radomskiej.
Łączymy się z Pielgrzymami, wędrującymi w Pielgrzymce Podlaskiej – w tym, z Filipem Dawidkiem, o którym wspomniałem wczoraj. Sercem wspieramy także Rodzinę Olendrów z Celestynowa, wędrujących w Pielgrzymce Warszawskiej.
Polecamy się modlitwom naszych kochanych Pielgrzymów – i także takową obiecujemy! Wszyscy pielgrzymujmy: na trasie – lub duchowo!
A oto, co do polskich Pielgrzymów powiedział wczoraj, w ramach audiencji generalnej, Ojciec Święty Leon XIV:
A teraz akurat trwa transmisja w TV TRWAM ze spotkania Ojca Świętego z Młodzieżą – w Asyżu. Teraz jest spotkanie powitalne, a potem – Msza Święta. Chodzi o to wydarzenie:
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, gdzie przez cały dzień będę działał na miejscu, u siebie, a o 18:00 będę koncelebrował Mszę Świętą u Jana Kantego. Gdyby ktoś chciał się ze mną łączyć, to zapraszam:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co Pan chce mi dziś powiedzieć – bardzo osobiście i bardzo konkretnie? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Święto Przemienienia Pańskiego, A,
6 sierpnia 2026.,
do czytań z t. VI LM: Dn 7,9–10. 13-14; 2 P 1,16–19; Mt 17,1–9
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA DANIELA:
Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał sprzed Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi.
Patrzyłem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.
CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:
Najmilsi: Nie za wymyślonymi mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości.
Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.
Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego, Jana, zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło.
A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”.
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.
A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.
Wydarzenie, które dziś w liturgii wspominamy, zostało dość dokładnie opisane przez Ewangelistów. Dzisiaj mamy opis Mateusza, ale jest on bardzo podobny do tego, który uczynił Łukasz czy Marek. Drobnymi szczegółami się one różnią, ale zasadniczo dowiadujemy się, że Jezus wziął ze sobą właśnie tych trzech uczniów – cały czas pozostaje w mocy pytanie, dlaczego tych właśnie wyróżniał z całego Grona – i zaprowadził na «górę wysoką» (jak słyszymy dziś w Ewangelii), czy też na «górę świętą» (jak słyszymy w drugim czytaniu), czyli na górę Tabor (jak podaje Tradycja), aby tam dokonać gestu na wskroś niezwykłego: ukazać im maleńką cząstkę swojej Boskiej chwały!
Tak, maleńką cząstkę, bo gdyby ukazał całą, to żaden z uczniów by tego nie przeżył. Jak bowiem jednoznacznie wynika z nauczania Pisma Świętego – żaden człowiek, żyjący na tym świecie, nie jest w stanie ujrzeć Bożej chwały w całej pełni i pozostać przy życiu. Tę radość mamy zarezerwowaną dopiero (już) na całą szczęśliwą wieczność w Niebie. Dlatego zapewne tylko taką maleńką cząstką było to, co dziś na górze zobaczyli: Piotr, Jakub i Jan.
Ale podobnie rzecz musiała się mieć z Prorokiem Danielem, któremu w nocnym widzeniu – jak sam pisze – dane było zajrzeć niejako za kurtynę Nieba i zobaczyć to, co zobaczył, a o czym tak napisał: Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał sprzed Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi.
Z pewnością, pokazano mu tyle, ile był w stanie „zdzierżyć” po ludzku, ale i to robi wrażenie. Natomiast w dalszym ciągu tej relacji słyszymy takie oto słowa: Patrzyłem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie.
Pamiętajmy, że jest to relacja, uczyniona przez Proroka Starego Testamentu, który nie widział Syna Człowieczego na tym świecie, a jednak takim właśnie określeniem się posłużył. Musiał zatem otrzymać jasne rozumienie tego, co zostało mu pokazane. Piotr, Jakub i Jan widzieli Jezusa – w końcu, przebywali z Nim od pewnego czasu i była to bardzo intensywna wzajemna relacja – a jednak w tamtym momencie upadli na twarz i bardzo się zlękli!
A stało się to po tym, jak najpierw zobaczyli swego Mistrza, jak przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. Potem jeszcze – jakby tamtego było mało – ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim; a na „dokładkę” obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”.
I to wszystko praktycznie w jednym czasie – zapewne krótkim – w jednym miejscu, daleko od ludzkich skupisk. Byli więc tam sami – we trzech – nie było zatem wielkiego tłumu, w który by można się było „wtopić”, po ucieczce z tegoż miejsca. Byli tam – by się tak wyrazić – sam na sam z tajemnicą Nieba! Bo jeżeli o jakiejś ziemskiej sytuacji można powiedzieć, że Niebo się nad kimś otworzyło, to chyba o żadnej bardziej, jak właśnie o tej. Trudno się zatem dziwić – podkreślmy to jeszcze raz – reakcji Apostołów w tym momencie, bo jak każdy z nas by zareagował?
Natomiast kiedy już duchowo dojrzał, wiele rzeczy przemyślał i w sercu „przetworzył”, niemało też przecierpiał i w swej apostolskiej misji okrzepł – mógł Święty Piotr tak powiedzieć do swoich uczniów, czyli także do nas wszystkich: Nie za wymyślonymi mitami postępowaliśmy wtedy, gdy daliśmy wam poznać moc i przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa, ale nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos Go doszedł od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej.
Dokładnie tak: kiedy się samemu słyszało, widziało, wręcz się dotknęło – wtedy można świadczyć z największym przekonaniem. Bo trudno komuś takiemu w oczy powiedzieć: „Kłamiesz!” No, chyba, że kłamie. Ale raczej nie jesteśmy w stanie zarzucić wszystkim, z którymi się nie zgadzamy, albo których przekazu nie do końca rozumiemy, że od razu kłamią!
Zresztą, ludzkie doświadczenie, którego wszyscy z czasem coraz więcej nabywamy, raczej pomaga nam w rozpoznaniu, kto kłamie, a kto mówi prawdę – choć może nie do końca go rozumiemy. Przyjmuje się bowiem, że naoczne świadectwo człowieka, pozostającego przy tak zwanych zdrowych zmysłach, ma największą wartość dowodową. Chyba, że – podkreślmy raz jeszcze – możemy mu udowodnić, że kłamie. Piotr dzisiaj właśnie to swoje świadectwo nam przedstawia i przekonuje, że wszystko, czego naucza swoich wiernych, nie jest «wymyślonym mitem».
Ale w dalszej swej wypowiedzi stwierdza dość zaskakująco: Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach. Dlaczego owa „mowa prorocka” jest mocniejsza? Od tego, co dzisiaj usłyszeliśmy – od tego znaku, który dziś widzimy i od słów samego Boga Ojca, wypowiedzianych z wysokości Nieba – mocniejsza mowa?
Tak! Oczywiście, nie w tym sensie, że może być jakaś mowa, jakiś przekaz, który byłby rzeczywiście mocniejszy i bardziej przekonujący od tego, co mówi sam Bóg – i to jeszcze w tak uroczystym momencie. Bo to jest niewątpliwie przekaz najmocniejszy. Natomiast większa moc owej prorockiej mowy, o jakiej pisze dziś Piotr, polega na zasięgu i oddziaływaniu w przestrzeni – powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem – medialnej. Lepiej może powiedzieć: w przestrzeni kościelnej, wspólnotowej.
Bo jednak to wydarzenie, które dziś wspominamy, to wydarzenie jednostkowe. Owszem, zupełnie niezwykłe, cudowne, wręcz szokujące, ale… jednostkowe. A przecież wiemy, że takie cudowne wydarzenia mają jedynie wzmocnić naszą wiarę, dodać nam odwagi i jasności spojrzenia, natomiast całość naszej wiary – jej codzienność – winna budować się właśnie na… codzienności. Czyli – na codziennej wierności Jezusowi i słowu, które głosi w Kościele i przez Kościół.
A to słowo dociera dziś praktycznie do wszystkich ludzi na całej ziemi, podczas gdy na górze Tabor – zarówno słowa, jak i całe wydarzenie – mogło zobaczyć tylko trzech Apostołów. Owszem, oni to później opowiedzieli, Ewangeliści opisali, ale to nie jest nasza codzienność.
Naszą codziennością jest codzienne słuchanie i czytanie «mocniejszej prorockiej mowy» i trwanie przy niej, jak przy lampie. Naszą codziennością jest – powinno być – codzienne intensywne życie sakramentalne. Naszą codziennością powinien być stały stan łaski uświęcającej i jak najczęstsze przyjmowanie Komunii Świętej. Naszą codziennością powinna być codzienna modlitwa – i to wiele razy w ciągu dnia.
I naszą codziennością powinno być… nasze dojrzewanie! Tak, jak Piotr dojrzał – i inni Apostołowie dojrzeli – do tego chociażby, żeby pełniej zrozumieć dzisiejsze wydarzenie, ale też cały przekaz Jezusa, który potem głosili swoim uczniom: aby i oni rozumieli! Tak i my również powinniśmy czynić wszystko, co w naszej mocy, wspartej oczywiście Bożą łaską, żeby dojrzewać w wierze. I aby przemieniać się – dla Jezusa!
On przemienił się dla nas – my przemieniajmy się dla Niego! Oczywiście, w jednym i drugi przypadku mówimy o innej przemianie, ale jednak o przemianie! W naszym przypadku mówimy o dojrzewaniu w wierze – ale i w takim ludzkim, osobowościowym i intelektualnym rozwoju. A z tego Jezus bardzo się cieszy – tak, jak cieszy się każdy ojciec, który widzi, jak jego umiłowany syn intensywnie się rozwija, jest coraz dojrzalszy i coraz mądrzejszy w tym, co myśli, co mówi i co robi na co dzień.
A to właśnie o tę codzienność przede wszystkim chodzi! Aby i ona świeciła blaskiem Taboru!
I to jest zadaniem dla nas: codziennie przemieniać się – dla Jezusa! Codziennie przemieniać się – dla tych, wśród których żyjemy! Codziennie przemieniać się – dla własnego zbawienia!
