Jutra może nie być!

J

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, wracam! Już jestem! I na samym początku – najserdeczniej, jak tylko potrafię, dziękuję Księdzu Markowi za opiekę nad tym naszym Gospodarstwem: za rozważania, codzienne błogosławieństwo na blogu i na grupie Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEMUS na messengerze; za modlitwę (tak bardzo mi potrzebną) w intencji moich Rekolekcji i zachęcanie Was do tej modlitwy! Ja także codziennie owdzięczałem się swoją modlitwą za Was wszystkich!

Dziękuję całym sercem Ekipie syberyjskiej Księdza Marka, a więc Księdzu Pawłowi Czeluścińskiemu, Siostrze Joannie Andruszczyszynie i Siostrze Teresie Jakubowskiej – za głębokie rozważania!

Dziękuję Wam, drodzy Członkowie naszej blogowej Rodziny, za komentarze i słowa wsparcia dla moich rekolekcyjnych działań. Dziękuję także tym, którzy smsowo lub mailowo zapewniali mnie o tym. Wszystkich ogarniam swoją modlitwą i kapłańskim błogosławieństwem! To zaś, co przeczytałem w tych dniach na blogu, było bardzo cennym materiałem do mojej rekolekcyjnej refleksji.

Drodzy moi, podpisuję się pod uwagą Księdza Marka, że komentarzy i reakcji na poszczególne rozważania mogło być więcej. Oczywiście, każdy sam się poczuwa do tego, czy może i chce napisać. Natomiast ja chciałbym tu wrócić do rozważania Księdza Marka ze Święta Stanisława Kostki. Znajdujemy tam KAPITALNĄ REFLEKSJĘ O POSTAWACH MŁODZIEŻY. Podobna była także w zeszłym roku, co Ksiądz Marek sam przypomniał.

I tu chcę zaznaczyć jasno: W TEJ KWESTII NIE USTĄPIĘ I PROSZĘ O KOMENTARZE DO TEJ WŁAŚNIE REFLEKSJI. W tamtym roku kilka się pojawiło – wierzę, że i w tym roku będą. Ja też się wypowiem, bo jest to niezwykle cenna analiza postaw młodego człowieka w Kościele, natomiast najpierw chciałbym poznać Wasze opinie. Dlatego – jeśli się nie będą pojawiały – w najbliższych dniach, będę o to nieustannie prosił i przypominał. Aż się doczekam. Już dzisiaj o to proszę!

A oto w tych dniach pojawiło się w mediach diecezjalnych – i na mailach wszystkich Księży Diecezji siedleckiej – zaproszenie na tegoroczny KODEŃSKI WIECZERNIK AKADEMICKI:

https://siedlce.podlasie24.pl/kosciol/kodenski-wieczernik-akademicki-juz-26-27-wrzesnia-zaproszenie-dla-studentow-wykladowcow-i-absolwentow-20260916171155?_gl=1*aom9vm*_gcl_au*MTI3Njk3ODk2OS4xNzg3OTU0NTU5Li0uLS4xNzg3OTU0NTU4LjE2NTgxMTM1NjAuMTc4OTU2NzQwNy4xNzg5NjI2MDUy*_ga*MTI1ODA1MjQyMC4xNjk4NDg5MDA1*_ga_8H7CG4ZCTH*czE3ODk2MjYwMjckbzIyMjkkZzEkdDE3ODk2MjYwNTEkajM2JGwwJGgxMzU3NjEzODgy

https://diecezja.siedlce.pl/komunikat/kodenski-wieczernik-akademicki-26-27-wrzesnia-2026-r/

To zaproszenie kieruję także do Was. Na zgłoszenia czekam – jak napisane jest na plakacie – do najbliższego czwartku, do godziny 20:00.

A ja dzisiaj pomagam duszpastersko w Parafii Wielgolas Brzeziński, w Diecezji warszawsko – praskiej, zastępując Proboszcza, Księdza Marka Lemiecha, który po raz kolejny wyjeżdża do innych Parafii, aby prowadzić zbiórki funduszy na budowę kościoła, którą prowadzi w swojej Parafii.

Potem wracam do Siedlec – i już jestem na miejsu, w Duszpasterstwie.

Dziękuję natomiast za wczorajsze spotkanie o 19:00. Sprawowałem tu bowiem Mszę Świętą w intencji Alumna Łukasza Goławskiego, byłego Uczestnika naszego Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS, a obecnie przygotowującego się do kapłaństwa i do posługi misyjnej w Zgromadzeniu Księży Werbistów. Ta Msza Święta była z okazji ślubów czasowych, jakie Łukasz niedawno złożył. We wspólnej modlitwie uczestniczył też Alumn Ilia Fedij, także były Uczestnik naszego Duszpasterstwa, a wcześniej: Lektor w Parafii Księdza Marka, obecnie zaś: Alumn Seminarium warszawsko – praskiego. Był także Pan Tadeusz Goc – Filar naszego Duszpasterstwa, oraz Pan Piotr, który przyjechał z Alumnem Łukaszem. Bardzo dziękuję za wspólną modlitwę i fantastyczną atmosferę spotkania!

Drodzy moi, pozwólcie, że z powodu konieczności wyjazdu już do Wielgolasu – ale też dużej ilości informacji, które zamieściłem – życzenia Osobom świętującym w ostatnim tygodniu złożę jutro.

Tymczasem – zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym przesłaniem zwraca sie do mnie? Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

25 Niedziela zwykła, A,

20 września 2026., 

do czytań: Iz 55,6–9; Flp 1,20–24.27a; Mt 20,1–16a

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.

Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć.

Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, a pozostawać w ciele to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: «Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam». Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej tak samo uczynił.

Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: «Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?» Odpowiedzieli mu: «Bo nas nikt nie najął». Rzekł im: «Idźcie i wy do winnicy».

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: «Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych». Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.

Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: «Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty». Na to odrzekł jednemu z nich: «Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?» Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”.

Mocne wezwanie wybrzmiewa już w pierwszym zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania: Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Dalej zaś słyszymy, na czym ma polegać owo „szukanie Pana”: Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a ten się nad nim zmiłuje i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Na czym zatem polega?

Na «porzuceniu przez człowieka bezbożnego drogi złej», a przez «człowieka nieprawego – jego nieprawych knowań». A to się wiąże – rzecz oczywista – z nawróceniem, na które Bóg zareaguje zmiłowaniem i przebaczeniem grzechów. I na tym właśnie polega to, iż Pan się pozwala znaleźćjest blisko – właśnie na tej ciągłej gotowości do przebaczania ludziom ich grzechów, na tym ciągłym dawaniu ludziom drugiej, trzeciej, setnej – i której jeszcze szansy!

To dla nas wszystkich z pewnością jest oczywiste – taki obraz Boga mamy, takiego jesteśmy uczeni od dzieciństwa, także: przez wszystkie lata katechezy, ale i poprzez homilie, rozważania czy inne materiały, traktujące o Bogu bogatym w miłosierdzie. Takim On rzeczywiście jest, do takiego jesteśmy przyzwyczajeni – czasami może aż za bardzo!

Bo to przyzwyczajenie może sprawić, że się – przepraszam za to wyrażenie – „otrzaskamy” z tym obrazem Boga, czyli na tyle on nam spowszednieje, że dojdziemy do przekonania, iż to Boże miłosierdzie to nic takiego szczególnego, że ono nam się wręcz należy, dlatego możemy sobie spokojnie grzeszyć, bo jak przyjdzie co do czego, to „podskoczymy” sobie do konfesjonału i „raz – dwa” załatwimy sprawę.

I z tego właśnie jakże błędnego przekonania wybudza nas to pierwsze zdanie pierwszego czytania, które sobie zacytowaliśmy na początku: Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko. Niech nam nie umkną te dwa sformułowania, dotyczące Boga: gdy się pozwala znaleźć; oraz: gdy jest blisko. A to zakłada taką możliwość, że Pan nie pozwoli się znaleźć. I nie będzie blisko. Czy to jednak w ogóle możliwe? Czyżby Bóg naprawdę przed człowiekiem mógł się schować, obrazić się na niego, nadąsać, wziąć sobie od niego kilka dni urlopu, wyjechać gdzieś na weekend. To niemożliwe!

O czym zatem mówimy? O jakim oddaleniu Boga? A może to człowiek oddala się do Niego na tyle, że nie potrafi – nie chce, nie stara się – Go zrozumieć i przyjąć Jego sposobu myślenia?… Faktycznie, jest to niełatwe, o czym Prorok Izajasz bez ogródek mówi, cytując samego Boga: Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi.

Jakże mocno potwierdza to dzisiejsze czytanie ewangeliczne, w którym Jezus ukazuje nam obraz właściciela winnicy, zapraszającego co jakiś czas do pracy kolejnych napotkanych na rynku, stojących tam bezczynnie ludzi. Jak się okazuje, byli oni zapraszani do pracy o różnych porach dnia – w zależności od tego, jak gospodarzowi pasowało wybrać się na rynek i poszukać kolejnych pracowników – ale wynagrodzeni zostali tak samo. Dostali po denarze.

I tutaj możemy natknąć się na różne komentarze i opinie na temat temat tegoż wynagrodzenia. Pierwsza z nich będzie z pewnością tożsama z opinią tych, którzy pracowali najdłużej, a którzy z takim oto wyrzutem zwrócili się do gospodarza: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. I – powiedzmy sobie szczerze – gdyby spojrzeć tylko na sam fakt jako taki, to trudno odmówić racji temu spojrzeniu. Bo jak wynagrodzić tą samą kwotą tego, kto pracował cały dzień i tego, kto pracował tylko godzinę?… Przyznajmy, że to burzy takie podstawowe poczucie nawet czysto ludzkiej sprawiedliwości, co z pewnością skrytykowałaby także katolicka nauka społeczna.

Z drugiej jednak strony, gospodarz winnicy miał na to dwie odpowiedzi, które wyraził w słowach: Czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź; a także: Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Otóż, właśnie! Taka była treść umowy: z każdym kolejnym pracownikiem gospodarz umówił się na denara i każdemu po prostu wypłacił to, na co się umówił. Wszyscy też – powiedzmy to sobie jasno – zgodzili się na taką zapłatę. Owszem, ci pierwsi, którzy pracowali najdłużej, nie spodziewali się, że gospodarz „wywinie im taki numer”, czyli że da tyle samo, co im, także tym, którzy tylko godzinę pracowali. Natomiast umowa była jasna, a umów trzeba dotrzymywać. I to pierwszy argument.

A drugi to ten, że w końcu gospodarz jest właścicielem i wypłaca „ze swojego”, a ze „swoim” to on naprawdę może zrobić, co chce: co uzna za stosowne i dobre. I on właśnie chciał dać po prostu więcej tym, którzy pracowali najkrócej. Dlaczego tak zrobił? Mamy tu właśnie tę odpowiedź że zrobił tak – bo tak! Bo tak mu się spodobało, tak mu się zachciało. Bo rozdawał swoje – niczyje inne. I nikomu tak naprawdę nic do tego.

Ale dla nas to ważna lekcja tegoż właśnie, że ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimico słyszymy w zakończeniu Ewangelii – jak i tego, że myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami, mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i myśli moje nad myślami waszymi. Tutaj była to myśl o miłosiernej miłości Boga, który nie odmawia szansy na spotkanie się z Nim żadnemu człowiekowi – nawet, jeżeli ten zwróci się o to w ostatniej chwili swego życia. Ma szansę na zdobycie całej „wypłaty”.

Ale – właśnie – zwróci się szczerze, w sposób wolny i przekonany. Na tyle, by zaufać swemu Bogu i dać się Mu poprowadzić, dać się Mu zatrudnić w dobrym dziele, we „właściwej firmie”. I na tym – między innymi – polega zwycięstwo tych, którzy przyszli w ostatniej chwili: właśnie na na tym, że przyszli w ostatniej chwili! A nie musieli. Równie dobrze mogli pomyśleć sobie, że skoro już cały dzień praktycznie przeminął i tylko godzina pracy została, to co oni przez tę godzinę zarobią.

Co prawda, gospodarz mówi o denarze, ale czy ostatecznie nie odetnie im czegoś z tego, albo niczego nie wypłaci? A przecież tu się całkiem dobrze stoi bezczynnie – to akurat dużego wysiłku nie wymaga. Widzimy jednak, że także ci ostatni zdecydowali się, zaufali gospodarzowi, że skoro nawet w tej ostatniej chwili zaprasza, to warto z tego zaproszenia skorzystać. Ewangelia nie mówi natomiast, czy to byli jedyni, do których gospodarz się zwracał.

Równie dobrze mogło być i tak – i chyba należałoby się uprzeć przy przekonaniu, że tak było – iż iluś gospodarzowi odmówiło. I zostali przy tej swojej jakże „rozwijającej” czynności, jaką jest bezczynne stanie. Nie poszli do winnicy. Podkreślmy: zapisane to nie zostało, ale możemy przypuszczać, że tak też było: iż byli ci, którzy całą tę sytuację – na którymkolwiek etapie dnia – jednak przegrali. Nie otrzymali denara, bo nie uwierzyli gospodarzowi, że im go da, albo nie widzieli sensu zmiany swojej sytuacji, bo im się po prostu nie chciało. Ich myśli aż tak bardzo były różne od myśli gospodarza i myśli tych, którzy mu zaufali. My dzisiaj o tych właśnie mówimy.

A tak dokładniej, to mówimy o tych, którzy nie zawahali się zaufać temu jedynemu i najważniejszemu Gospodarzowi winnicy, czyli Jezusowi. Którzy dali się Jemu zaprosić do współpracy. Jednym z nich był Święty Paweł, który w drugim dzisiejszym czytaniu tak oto dzieli się swoimi dylematami, z tym właśnie związanymi: Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, a pozostawać w ciele to bardziej dla was konieczne.

Pisał te słowa w więzieniu, z którego mógł już nie wyjść, bo mógł usłyszeć wyrok śmierci. I dla niego samego – jak wspomina – byłoby to szczęśliwym rozwiązaniem, bo już stanąłby przed Jezusem i wszedł do Jego wiecznej szczęśliwości. A jednak – w duchu odpowiedzialności za swoich uczniów, za ich wiarę i ich zbawienie – wiedział, że powinien jeszcze zostać na tym świecie i jednak trochę popracować, jeszcze im się poświęcić, jeszcze dać z siebie, ile będzie mógł dać, aby ich nie zostawiać samymi, ale dalej ich prowadzić.

To były w tamtym momencie bardzo poważne dylematy Apostoła – jak uzgodnić myśli swoje z myślami Jezusa, czyli: co w danym momencie będzie dla wspólnoty Kościoła lepsze. Oczywiście, to nie sam Paweł miał o tym zadecydować, ale ci, którzy go uwięzili, ale on w tym momencie kształtował w sobie intencje swoich modlitw: czy prosić Pana o szybką śmierć – i wszystko mieć już z głowy (wręcz dosłownie, bo ostatecznie wiemy, że po jakimś czasie faktycznie został ścięty), czy prosić o możliwość dalszej pracy.

To wszystko pokazuje nam, Drodzy moi, coś na wskroś oczywistego, że uzgadnianie naszych myśli z myślami Bożymi nie jest łatwe. Bo możemy zachodzić w głowę i nie móc zrozumieć, dlaczego Pan tak nierówno rozdziela między ludźmi łaski i talenty, szczęście i nieszczęście. Obserwujemy bowiem życie i widzimy, że jednym to się świetnie powodzi i dobrze układa, a inni to mają ciągle „pod górę”. Jedni robią błyskotliwe kariery, wielkie biznesy i żyją w luksusach, a inni to ledwo koniec z końcem wiążą i ciągle muszą pożyczać przed końcem miesiąca… A jeszcze się jakaś choroba przyplącze…

Jedni od dziecka są wierzącymi, bo tak zostali wychowani, bo taką mieli atmosferę w swoich domach i rodzinach, a inni tego nie mieli, bo od dziecka widzieli tylko pijaństwo, kłótnie i awantury w domu, a i do kościoła nikt ich nie prowadzał… I co oni winni, że tak się ich życie od początku ułożyło?

No, właśnie, tego nie są winni. Ale co oni z tym zrobią potem – to już ich decyzja. Bo to właśnie na takich czeka Jezus, aby na którymkolwiek etapie życia jednak zaprosić ich do współpracy ze sobą. I to już będzie ich sprawa, żeby z tego zaproszenia skorzystać. I ich odpowiedzialność, jeśli nie skorzystają. A mówiąc tak bardzo konkretnie: szczególnie dzisiaj, w dobie tak rozwiniętych środków społecznego przekazu, naprawdę trzeba być duchowo głuchym i ślepym, żeby nie natrafić na Jezusa i Jego naukę.

Nawet, jeśli się tego nie było uczonym w domu, to można tegoż Jezusa spotkać przy różnych okazjach – i pójść za Nim. Dać się Mu poprowadzić, zaprosić. Pełna nagroda gwarantowana – całe życie wieczne! Ale trzeba pójść! Trzeba uwierzyć, że to ma sens! Bo Pan «jest blisko»! Bo «pozwala się znaleźć» – naprawdę pozwala. Nikt nie jest skazany na to, by Go nie spotkać i nie mieć takiej szansy. Każdy ją ma – praktycznie każdego dnia!

Aż do tego dnia, który będzie ostatnim. A wtedy już tej możliwości nie będzie. Wtedy Pan «pozwoli się znaleźć» – ale jako sprawiedliwy Sędzia, który po prostu zaakceptuje na całą wieczność decyzję, którą człowiek podjął co do siebie samego.

Dlatego też, Drodzy moi, [szukajmy] Pana, gdy się pozwala znaleźć, [wzywajmy] Go, dopóki jest blisko. Nie zwlekajmy z żadną ważną decyzją, dotyczącą naszych relacji z Jezusem i z drugim człowiekiem: czy to będzie decyzja o Spowiedzi Świętej i powrocie na drogę życia religijnego i codziennego pobożnego praktykowania wiary; czy to będzie decyzja o wyborze drogi życiowej, odsuwana może coraz bardziej w czasie z powodu strachu przed odpowiedzialnością; albo inna ważna życiowo decyzja; czy to może będzie decyzja o odbudowaniu relacji z drugim człowiekiem, nawiązaniu z nim ponownie kontaktu, może przeproszeniu go, a może po prostu wysłaniu sygnału, że jesteśmy gotowi na ten kontakt.

Drodzy moi, właśnie w tych i w innych formach [szukajmy] Pana, gdy się pozwala znaleźć, [wzywajmy] Go, dopóki jest blisko. On jest blisko dzisiaj – i dzisiaj pozwala się znaleźć. Nie czekajmy do jutra. Bo jutra – jak dobrze wiemy – może już nie być.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.