Przestawić wajchę!

P

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny – w dniu Święta swego Patrona, przeżywają:

Ksiądz Mateusz Sudewicz – Dyrektor Domu Emerytów, do którego kilka lat temu zesłano nasze Duszpasterstwo Akademickie;

Ojciec Mateusz Fleiszerowicz – Franciszkanin, mój Kolega ze studiów prawa kanonicznego na KUL, Proboszcz Parafii w Nysie;

Ojciec Mateusz Pawłowski – Oblat, posługujący w swoim czasie w Kodniu;

Ojciec Mateusz Zys – jak wyżej;

Mateusz Grzyb – za czasów mojego wikariatu: Lektor w Parafii w Żelechowie;

Mateusz Sitek – za czasów mojego wikariatu: członek Wspólnoty młodzieżowej w Celestynowie;

Mateusz Maksymiuk – należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej;

Mateusz Mochnacz – mój Znajomy z Białej Podlaskiej;

Mateusz Śledziewski – za czasów mojego wikariatu: Lektor w Parafii w Tłuszczu;

Mateusz Sętorek – należący niegdyś do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach;

Mateusz Piątek – dość ciekawy młody Człowiek z Siedlec.

Urodziny zaś obchodzi Bartłomiej Górski, należący ongiś do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

A imieniny i urodziny jednocześnie obchodzi Mateusz Szeląg – za moich czasów: Lektor w Miastkowie Kościelnym.

Natomiast w minionym tygodniu – kiedy byłem na Rekolekcjach i nie prowadziłem bloga – świętowało kilka bliskich mi Osób, o czym chcę teraz wspomnieć. I tak oto:

* poniedziałek, 14 września:

urodziny przeżywał Ojciec Święty Leon XIV – o czym wspomniałem jeszcze przed wyjazdem na Rekolekcje. Dziękując Panu za dar Jego osoby, wspierajmy serdeczną modlitwą i życzliwością Jego apostolską posługę! Obdarzajmy Ojca Świętego wielkim kredytem naszego zaufania, ale i miłością, która wyrazi się w modlitwie. Najlepiej – codziennej!

Urodziny w tym dniu przeżywał także Grzegorz Matysiak, Kościelny – jak Go zawsze nazywałem: Dyrektor – w Parafii w Miastkowie Kościelnym.

Natomiast rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywali Monika i Dariusz Kondejowie, Rodzice Janka, Alumna pierwszego roku roku Seminarium siedleckiego, do niedawna: Autora czwartkowych rozważań na naszym blogu.

* w czwartek, 17 września:

imieniny przeżywali Kapłani z naszej Diecezji:

Ksiądz Robert Bartosik,

Ksiądz Robert Jędrych.

* w sobotę, 19 września:

urodziny przeżywał Robert Pogorzelski, nasz stały Komentator, tak bardzo ubogacający nas na blogu swoją rozległą wiedzą, głębokimi i błyskotliwymi przemyśleniami i szczerą pobożnością. Dziękując za każde napisane tu słowo i za bezkompromisową postawę moralną, życzę trwania!

* w niedzielę, 20 września:

urodziny przeżywał Sebastian Gruszczyński, w swoim czasie: Wiceprezes Służby liturgicznej w Miastkowie Kościelnym.

Wszystkim świętującym – dzisiaj i w ciągu poprzedniego tygodnia – życzę Bożego błogosławieństwa, o które będę się dla Nich serdecznie modlił.

A ja pozdrawiam Was z Siedlec, skąd wyruszę do Łukowa, by zabrać Alumna Łukasza Goławskiego, o którym pisałem wczoraj, bo w sobotę mieliśmy tu, w Duszpasterstwie, Mszę Świętą w Jego intencji. I oto dzisiaj odwiozę Go do Pieniężna, gdzie mieści się Seminarium Księży Werbistów, w którym przygotowuje się on do kapłaństwa i posługi misyjnej. Będzie okazja do rozmowy „na żywo” – nie ma tych okazji za dużo – a w drodze powrotnej: okazja do modlitwy i do powrotu do refleksji z ostatnich moich osobistych, kapłańskich Rekolekcji w Kodniu…

Bo te Rekolekcje cały czas we mnie trwają… Będę miał okazję powrócić do nich także tam, u Matki Bożej, w Kodniu, gdzie ponownie będę od najbliższego czwartku do poniedziałku – w związku z Kodeńskim Wieczernikiem Akademickim. I nawet jeśli Wieczernik się nie odbędzie, to ja tam będę – i będę otwarty na spotkanie i rozmowy, jeśli ktoś będzie sobie życzył.

Natomiast przypominam – i będę to do czwartku robił codziennie – właśnie o Kodeńskim Wieczerniku Akademickim. We wczorajszym słowie wstępnym zamieściłem link do informacji o nim. Jest tam też plakat, za przygotowanie którego bardzo serdecznie dziękuję Doktorowi Łukaszowi Domańskiemu, Uczestnikowi Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS, Pracownikowi Uniwersytetu w Siedlcach.

Czekam na zgłoszenia – do najbliższego czwartku, do godziny 20:00. Jeżeli nie będzie chętnych, to pięć minut po tym czasie ogłoszę odwołanie spotkania. A jeżeli będzie jedna, dwie, lub kilka Osób, to właśnie z Nimi skonsultuję decyzję, co robić. Zatem – zapraszam! Tak do udziału w całości, jak i choćby w części.

I jeszcze jedno przypomnienie: oczekuję na Wasze komentarze na temat wypowiedzi Księdza Marka o Młodzieży, zamieszczonej tu, na blogu, pod datą 18 września! Proszę Was – wypowiedzcie się! Ja też się wypowiem, ale po Was. A dla mnie taka wymiana myśli będzie niezwykle cenną pomocą w pracy duszpasterskiej i w tych moich nieustannych, tak często – jak się wydaje – bezowocnych próbach docierania do serc Ludzi młodych. Tak więc – liczę na Wasze przemyślenia! Podzielcie się nimi!

Tymczasem, zachęcam Wszystkich do pochylenia się nad Bożym słowem. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan mówi do mnie dzisiaj? Właśnie dzisiaj – właśnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty,

21 września 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza: Ef 4,1–7.11–13; Mt 9,9–13

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:

Bracia: Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani w jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

Każdemu zaś z nas została dana łaska według miary daru Chrystusowego. I On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, innych ewangelistami, innych pasterzami i nauczycielami dla przysposobienia świętych do wykonywania posługi, celem budowania Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego, do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.

Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami.

Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”

On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Ewangeliści Marek i Łukasz nazywają dzisiejszego Patrona najpierw: Lewi, syn Alfeusza, dopiero później, w innych miejscach, wymieniane jest imię Mateusz. Prawdopodobnie Chrystus powołując Lewiego, nadał mu imię Mateusz. Imię: „Mateusz” pochodzi z od hebrajskiego: Mattaj” lub „Mattanja” i oznacza: „dar Boga”.

Mateusz był Galilejczykiem. Jego pracą było pobieranie ceł i podatków w Kafarnaum, jednym z większych handlowych miasteczek nad jeziorem Genezaret. Pobierał tam opłaty za przejazdy przez jezioro i przewóz towarów. W Palestynie pogardzano celnikami właśnie z tego powodu, że ściągali opłaty na rzecz Rzymian. Ich pracę rozumiano jako wysługiwanie się okupantom. Celnicy słynęli również z żądzy zysku, nieuczciwie czerpali korzyści z zajmowanego stanowiska. Uważano ich za grzeszników i pogan. Przebywający wśród celników stawał się nieczysty i musiał poddawać się przepisowym obmyciom.

Z takiego właśnie nieciekawego środowiska wywodził się Mateusz. Wydaje się, że był nawet kierownikiem i naczelnikiem celników w Galilei. Chociaż celnicy tak często są w Ewangelii nazywani grzesznikami, to jednak Pan Jezus odnosił się do nich życzliwie: odwiedzał ich, nawet z nimi jadał… To – bynajmniej – nie oznacza, że zachęcał ich do łupienia innych!

Delikatność i miłosierdzie Jezusa raczej pobudzały celników do umiaru i nawrócenia. Usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, że na postawiony przez Żydów zarzut: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami? – Chrystus odpowiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. […] Bo nie przyszedłem powoływać sprawiedliwych, ale grzeszników. A warto zauważyć, iż słowa te przekazał w swojej Ewangelii właśnie dzisiejszy Patron, Święty Mateusz.

O jego młodzieńczym życiu nie wiemy praktycznie nic. Spotykamy się z nim po raz pierwszy dopiero w Kafarnaum, kiedy Chrystus zastał go w komorze celnej i powołał na swojego Apostoła. To wezwanie odbyło się po cudownym uzdrowieniu paralityka, którego spuszczono przez otwór, zrobiony w suficie mieszkania. O tym cudzie Mateusz musiał się dowiedzieć, gdyż natychmiast wieść o nim rozeszła się między ludźmi. Być może, słuchał też wcześniej mów pokutnych Jana Chrzciciela. Na wezwanie Chrystusa zostawił wszystko i poszedł za Nim. Nawrócony, zaprosił do swego domu Jezusa, Jego uczniów i swoich przyjaciół celników oraz współpracowników. I odtąd pozostał już w gronie dwunastu Apostołów.

Po Wniebowstąpieniu Chrystusa, przez jakiś czas działał w Palestynie. Apostołował wśród nawróconych z judaizmu. Dla nich też przeznaczył napisaną przez siebie Ewangelię. Napisał między 50 a 60 rokiem, najprawdopodobniej około roku 55. Starał się w niej wykazać, że to właśnie Jezus jest wyczekiwanym od dawna Mesjaszem, że na Nim potwierdziły się starotestamentalne proroctwa i zapowiedzi.

Pierwotnie Ewangelia według Świętego Mateusza była napisana w języku hebrajskim lub aramejskim. Nie wiadomo, kto i kiedy przetłumaczył ją na język grecki. Nie zachowały się żadne ślady oryginału, tylko grecki przekład. Tłumacze nie mogli sobie dać rady w pewnych wypadkach i pozostawili część słownictwa aramejskiego.

Mateusz przekazał wiele szczegółów z życia i nauki Jezusa, których nie znajdziemy w innych Ewangeliach – jak chociażby: rozbudowany tekst Kazania na górze, przypowieść o kąkolu, o ukrytym skarbie, o drogocennej perle, o dziesięciu pannach. On jeden napisał o pokłonie Magów i rzezi Niewiniątek; o ucieczce do Egiptu, jak też – on jeden zamieścił wizję Sądu Ostatecznego…

Po zakończeniu działalności w Palestynie, Mateusz udał się do innych krajów, przy czym Ojcowie Kościoła nie są zgodni, dokąd. Wylicza się Etiopię, Pont, Persję, Syrię i Macedonię. Najbardziej prawdopodobna jest jednak Etiopia. Powszechnie uważa się, że swoją apostolską działalność zakończył śmiercią męczeńską.

Słuchając dzisiejszych czytań mszalnych – dobranych specjalnie na dzisiejsze Święto, a nie będących kontynuacją codziennej liturgii Słowa – możemy śmiało powiedzieć, że postawa dzisiejszego Patrona, kiedy już stał się uczniem Chrystusa, była realizacją tych oto słów Apostoła Pawła z pierwszego czytania: Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości.

Mateusz tak właśnie postępował – i to przez całe życie. Tylko przed spotkaniem z Jezusem służył innemu panu… Także z wielkim oddaniem. Ale akurat tamto oddanie nie było dla niego powodem do chwały. Natomiast to, które oznaczało oddanie Jezusowi i Jego Kościołowi – jak najbardziej! Mateusz – jako Ewangelista – postępował «w sposób godny powołania, jakim został wezwany».

A to oznacza, że zmienił swoje dotychczasowe życie, zmienił swój sposób myślenia i swoje spojrzenie na Boga, na świat, na drugiego człowieka i wreszcie – na samego siebie. Słyszymy to w dzisiejszej Ewangelii – zresztą, napisanej właśnie przez niego – że gdy Jezus wychodził z Kafarnaum, ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.

Zobaczmy – krótkie, ale jakże mocne i stanowcze w swej treści zdanie: on wstał i poszedł za Nim. Tylko tyle. A jednocześnie – aż tyle! Bo to zdanie mówi o całkowitym przestawieniu swego życia na inne tory. Właśnie, a skoro mowa o torach, to możemy powiedzieć, że to zdanie oznacza – w przypadku Mateusza – „przestawienie wajchy”. Może nie wszyscy wiedzą – szczególnie spośród młodszej części naszej blogowej Wspólnoty – co to jest ta „wajcha”.

To ręczna zwrotnica kolejowa lub tramwajowa, czyli dźwignia, umieszczona w miejscu rozjazdu torów, a służąca właśnie do tego, by ten tor tak przesunąć, by pociąg lub tramwaj pojechał w pożądanym kierunku. Dzisiaj (podobno, tak słyszałem) dokonuje się tego już automatycznie, z pomocą komputerów, ale ja sam w młodości widziałem niejednokrotnie wykonywanie takiej czynności przez pracowników kolei. I rzeczywiście – odnosząc się do dzisiejszego rozważania – czynność ta oznacza konkretną zmianę kierunku jazdy.

Wspominam o niej dlatego, że w czasie ostatnich Rekolekcji kapłańskich w Kodniu, dane mi było kilka razy rozmawiać – i to całkiem… niekrótko – z Bratem Bogusławem Guzikiem, Oblatem, który po trzydziestu latach pracy misyjnej na Madagaskarze, cztery lata temu, schorowany powrócił do Polski. Ma trudności z poruszaniem się – posługuje się tak zwanym „chodzikiem – natomiast zachował wyjątkowo pogodne podejście do życia, dlatego rozmowa z Nim bardzo ubogaca, bo pokazuje, jak naprawdę niezwykły to Człowiek i gorliwy Misjonarz.

Niejednokrotnie w czasie naszych rozmów powtarzał, że gdyby tylko zdrowie się poprawiło, to On – choćby jutro! – wróciłby na swoją misję. Co ciekawe – ale to już tak na marginesie – kilkakrotnie dziękował mi On za to, że chociaż nie znaliśmy się do tej pory, to jednak tak dobrze nam się rozmawia. Powiedział nawet – i to było i jest dla mnie zaskoczeniem, ale też wielkim wyróżnieniem – że jestem chyba drugą osobą, która po Jego powrocie tak chętnie słucha Jego opowieści o pracy na misjach. Bo nawet w Jego Zgromadzeniu mało kto interesował się Jego wieloletnią pracą i doświadczeniami.

Przyznaję, że zaskoczyły mnie te słowa. A jednocześnie pokazały, jak bardzo można pomóc człowiekowi tym tylko, że się go uważnie wysłucha. Oczywiście, w moim przypadku to nie jest: „tylko wysłucha”, a bardziej: „aż wysłucha”, bo mi jest niestety łatwiej mówić, niż słuchać. Ale dlatego tym chętniej słuchałem Brata, traktując to jako ćwiczenie rekolekcyjne dla siebie.

Natomiast muszę powiedzieć, że nie wiązało się to dla mnie praktycznie z żadnym wysiłkiem, bo Brat tak przejmująco i zajmująco opowiadał o swojej pracy i wszystkich jej okolicznościach tam, na Madagaskarze, że się wręcz „samo” słuchało! Jestem ogromnie wdzięczny Bratu Bogusławowi – przebywającemu aktualnie w Kodniu, chociaż nie wiadomo, jak długo – za te nasze rozmowy.

A wspominam o tym dlatego, że chciałbym tutaj odnieść się do jednego z jego wspomnień, dotyczącego nawet nie samej pracy, a wyjazdu na misję. Otóż, w tych dniach, w których już miał się tam udać i był już nawet spakowany (to ważny szczegół), spotkał w jednym z klasztorów Oblata, który dopiero co powrócił z misji, także po wielu latach pracy. I tenże Ojciec oblat, kiedy zobaczył spakowaną walizkę Brata Bogusława, kazał Mu otworzyć okno i tę walizkę „wypier…” (w tłumaczeniu na polski: wyrzucić) na zewnątrz.

Zaskoczonemu Bratu Bogusławowi wytłumaczył zaraz, że nie chodzi mu o dosłowne wykonanie tej czynności, ale – właśnie – o zmianę myślenia. Nazwał to dokładnie „przestawieniem wajchy”! Chodziło mu o to, że tam, na misje, nie można zabrać ze sobą takiej duchowej walizki swoich przekonań, „nieomylnych” swoich racji, sposobu patrzenia na wszystkich i wszystko wokół, swojego dotychczasowego sposobu myślenia. Bo tam spotka się zupełnie inną rzeczywistość.

Wielokrotnie potem, w naszych rozmowach z Bratem Bogusławem, wybrzmiewało to określenie: „przestawić wajchę”. Mój Rozmówca wcale nie ukrywał, że nie było Mu z tym łatwo. Ja też nie ukrywam, że i mi nie jest łatwo – nawet nie wyjeżdżając na misje, a starając się codziennie korygować swoje myślenie i spojrzenie na kapłańską posługę. Ostatnie Rekolekcje bardzo jasno mi to pokazały…

A dzisiaj tego właśnie uczy nas Mateusz. Nie tylko tym, co napisał, ale – może nawet bardziej przekonująco – tym, że zanim cokolwiek napisał, to najpierw wstał i poszedł za Jezusem. Natychmiast. Na Jego jedno słowo.

A ja? Mam odwagę tak radykalnie „przestawić wajchę” swego myślenia i spojrzenia, czy czekam, że może sama się jakoś przesunie; albo może tak powoli, po centymetrze; a może ktoś to za mnie zrobi?…

Nie! To jest czynność bardzo konkretna i najlepiej, gdyby była natychmiastową, dokonaną radykalnie. Właśnie tak: jeżeli już „przestawiać tę wajchę” – to jednym pociągnięciem. Jedną decyzją. Jednym postanowieniem. I nie jutro lub pojutrze, albo kiedyś tam, ale od razu. TU I TERAZ.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.