Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Sławomir Zaczek, w swoim czasie: Proboszcz Parafii Radomyśl, gdzie pomagałem duszpastersko przez jakiś czas. A wcześniej był Wikariuszem w naszej rodzinnej Parafii. Modlę się dla Jubilata o bezmiar Bożej łaski!
I pozdrawiam Was z Siedlec, skąd przed południem wyruszę do Białej Podlaskiej, do Domu rodzinnego, żeby pomóc Rodzicom w zakupach i sprawach bieżących. A o 18:00 zamierzam koncelebrować Mszę Świętą w rodzinnej Parafii. A o 19:00 – planuję odwiedzić mojego Wuja, Mirka Oleszczuka, i Jego Żonę, Annę. Staram się zintensyfikować te kontakty, bo ostatnio ograniczyły się one tylko do telefonów i smsów. Teraz jednak już udało nam się kilka razy spotkać – także z udziałem Marka, kiedy był w Polsce – i chcemy ten dobry trend utrzymać. Powrót do Siedlec przewiduję późnym wieczorem.
Teraz natomiast zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dzisiaj – tak konkretnie i osobiście – mówi do mnie Pan? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Czwartek 23 Tygodnia zwykłego, rok II,
10 września 2026.,
do czytań: 1 Kor 8,1b–7.10–13; Łk 6,27–38
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Bracia: „Wiedza” wbija w pychę, miłość zaś buduje. Gdyby ktoś mniemał, że coś „wie”, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy. Jeżeli zaś ktoś miłuje Boga, ten jest również uznany przez Boga. Zatem jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były bożkom złożone na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie żadnych bożków ani żadnego boga prócz Boga jedynego. A choćby byli na niebie i na ziemi tak zwani bogowie, jest zresztą mnóstwo takich bogów i panów, dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, od którego wszystko pochodzi i dla którego my istniejemy, oraz jeden Pan Jezus Chrystus, przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy. Lecz nie wszyscy mają „wiedzę”. Niektórzy jeszcze do tej pory spożywają pokarmy bożkom złożone, w przekonaniu że chodzi o bożka, i w ten sposób kala się ich słabe sumienie. Gdyby bowiem ujrzał ktoś ciebie, oświeconego „wiedzą”, jak zasiadasz do uczty bałwochwalczej, czyżby to nie skłoniło również kogoś słabego w sumieniu do spożywania z ofiar składanych bożkom?
I tak to właśnie „wiedza” twoja sprowadziłaby zgubę na słabego brata, za którego umarł Chrystus. W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.
Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty.
Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.
Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.
Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych.
Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.
Ciekawym zabiegiem stylistycznym i językowym jest to, że słowo: „wiedza” lub stwierdzenie: coś „wie” – w tekście, z którego odczytujemy te słowa w Lekcjonarzu, ujęte są w cudzysłów. O jaką zatem „wiedzę” chodzi – zwłaszcza, gdy słyszymy, iż stanowi ona niejakie przeciwieństwo miłości. Mocno wybrzmiewa to już w pierwszym zdaniu: „Wiedza” wbija w pychę, miłość zaś buduje. W następnych zaś zdaniach słyszymy: Gdyby ktoś mniemał, że coś „wie”, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy. Jeżeli zaś ktoś miłuje Boga, ten jest również uznany przez Boga.
Z pewnością, nie mówimy tu o wiedzy nadprzyrodzonej, prawdziwej i głębokiej, do zgłębiania której wszyscy jesteśmy wezwani. Tu bardziej chodzi o taką wiedzę doraźną – możemy powiedzieć, że w wydaniu faryzejskim – obejmującą pewne zwyczaje i praktyki religijne, jak chociażby jedzenie lub niejedzenie mięsa, ofiarowanego bożkom.
Właściwie, kiedy tak słuchamy dzisiejszego pierwszego czytania, to możemy doznać pewnego zamętu w głowie: czy Paweł pozwala jeść chrześcijanom mięso ofiarowane bożkom – wychodząc ze słusznego założenia, że żadnych bożków nie ma – czy jednak nakazuje ostrożność, ze względu na ludzi o słabszej wierze?… I właśnie w tej sytuacji owa „wiedza”, ujęta w cudzysłów, czyli rozumiana tak bardzo dosłownie, literalnie i na chłodno, nakazywałaby nie przejmować się czyimiś wątpliwościami – owym zgorszeniem, o którym mowa w ostatnim zdaniu. Zgorszeniem, któremu mogliby ulec ludzie, nie mający jeszcze ukształtowanego w pełni poglądu chrześcijańskiego.
To właśnie oni tym mogliby się zgorszyć, że ci, którzy w Jezusa uwierzyli, kalają się jakimś pokarmem, przez wieki uważanym za nieczysty. A oni może jeszcze nie rozumieją w pełni nowości nauki Jezusa, dlatego mogliby odebrać takie zachowanie jako lekkomyślne, a przez to gorszące. I chociaż ten, kto by swobodnie jadł takie mięso – w przekonaniu, że nie ma przecież żadnych bożków – postąpiłby zgodnie ze ściśle rozumianą nauką chrześcijańską, to jednak postąpiłby tym samym zgodnie z miłością, wyrozumiałością, roztropnością?
I tu naprawdę nie chodzi o żadną chwiejność poglądów, pobłażliwość czy relatywizm moralny. Albo też o ustępstwa, czynione dla zdobycia uznania czy czyjegoś poklasku. Tu chodzi o miłość do braci i sióstr w wierze – i o danie im dobrego przykładu. Ale też o to, by spokojnie, rozważnie i etapami, krok po kroku, wprowadzać ich w tajniki wiary, z wyrozumiałością dla ich wahań, pytań i dylematów, a nawet wątpliwości i trudności ze zrozumieniem – a nie gwałtownie, od razu, jednym cięciem czy pociągnięciem.
Przed taką postawą niezbyt mądrej gorliwości – chociaż zgodnej z posiadaną „wiedzą” – przestrzega Apostoł, gdy pisze: I tak to właśnie „wiedza” twoja sprowadziłaby zgubę na słabego brata, za którego umarł Chrystus. W ten sposób grzesząc przeciwko braciom i rażąc ich słabe sumienia, grzeszycie przeciwko samemu Chrystusowi. Jeśli więc pokarm gorszy brata mego, przenigdy nie będę jadł mięsa, by nie gorszyć brata.
Paweł wielokrotnie pokazywał i uczył nas swej mądrej pedagogii, łączącej wiedzę – szeroko rozumianą – z miłością. Bo można nawet powiedzieć, że na tym etapie swego życia, na jakim – jako Szaweł – prześladował Kościół Chrystusowy, też kierował się swoją wielką „wiedzą”. Przecież jako erudyta, gruntownie wykształcony w szkole Gamaliela, doskonale zgłębił tajniki „wiedzy” o Bogu Jahwe i o swoim narodzie, w relacji do tegoż Boga. Ale ta „wiedza” pchnęła go do tak drastycznych zachowań, wynikających przecież z jego autentycznej gorliwości!
Tak, Szaweł miał bardzo dużą „wiedzę” i wielką gorliwość w zaprowadzaniu jej zasad w realiach społeczności, w jakiej żył. Wiemy jednak, na czym to polegało i do czego prowadziło. Pomimo, że czynił to on ze szczerą gorliwością, to ani on sam potem, ani my dzisiaj – nie pochwalamy takiej gorliwości. Ani takiej „wiedzy”, która chociaż ugruntowana i naprawdę szeroka, pchała go jednak do tak okrutnych zachowań.
Dlatego też dzisiaj Jezus nie pozwala swoim uczniom zatrzymać się na samej tylko „wiedzy”, na samej literze, na czysto ludzkiej logice, ale – jeśli tak można powiedzieć – wywraca do góry nogami ich pojmowanie międzyludzkich relacji. Bo wedle ludzkiej logiki, jeżeli ktoś jest nieprzyjacielem, okazuje nam nienawiść, nastaje na nas, przeklina i oczernia, to należy mu odpłacić pięknym za nadobne! Jezus tymczasem nakazuje: Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje.
Przecież to jest jakaś totalna rewolucja w spojrzeniu na wszystko: na świat, na drugiego człowieka, na siebie samego. Bo w jakim świetle człowiek stawia siebie samego, pozwalając się tak traktować – i jeszcze mając obowiązek odpłacania mu za to miłością?!
Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Jezus nie zostawia nas bezradnymi i zdezorientowanymi z tym swoim pouczeniem. Bardzo rzeczowo i logicznie tłumaczy je nam tak: Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać.
Trudno odmówić logiki i prawdziwości tym argumentom. Stąd dalsze wskazania: Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
I właśnie to odniesienie do Ojca Niebieskiego, jako tego najwyższego Wzoru układania wszelkich relacji, jest w całym tym Jezusowym przekazie najistotniejsze. Chrześcijanin – w poszukiwaniu wzorców dla swego postępowania i punktów odniesienia dla ich oceny – ma mierzyć jak najwyżej! Czyli do samego Nieba – do samego Boga! Tam znajdzie Wzorzec, na którym się nigdy nie zawiedzie. Bo na człowieku, którego sobie obierze za wzór czy za autorytet, może się zawieść. Czasami naprawdę bardzo boleśnie – bo niespodziewanie, z powodów dla siebie zupełnie nie zrozumiałych. Na Bogu natomiast nie zawiedzie się nigdy!
I jeżeli tam właśnie będzie szukał dla siebie wzorca i punktu odniesienia, to przekona się, że będzie miał do czynienia nie tylko z Kimś, kto jest Pełnią wszelkiej wiedzy, ale też Kimś, kto jest Pełnią miłości. A dzisiaj właśnie o tym mówimy: o połączeniu wiedzy z miłością. Nawet, jeśli wymagałoby to dokonania takiej rewolucji w swoim życiu i postępowaniu, jakiej domaga się dzisiaj Jezus w Ewangelii.
To właśnie w imię miłości nakazuje On przekroczenie granic ludzkiej logiki i „wiedzy”, aby wręcz wbrew tejże logice miłować nieprzyjaciół; dobrze czynić tym, którzy nienawidzą; błogosławić tym, którzy przeklinają, modlić się za tych, którzy oczerniają; nadstawić drugi policzek i oddać szatę temu, kto zabiera płaszcz.
Oczywiście, my sobie zdajemy sprawę z tego, że tu nie chodzi o jakąś naiwność czy o to, by zrobić z siebie takie typowe „popychadło” w rękach ludzi; by stać się taką „sierotą życiową”, którą wszyscy będą traktować jak zabawkę, jak przedmiot, którym można dowolnie pomiatać i wykorzystywać według własnego widzimisię. Nie, to nie o to chodzi! Wszak sam Jezus, który dziś wypowiedział te słowa, także zaprotestował przeciwko wymierzeniu Mu ostrego policzka w trakcie tak zwanego procesu. Postawił wtedy konkretne pytanie: Jeżeli źle powiedziałem – udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz? Nie chodzi zatem o to, aby pozwolić się pomiatać.
Chodzi o to, aby w relacjach z ludźmi połączyć „wiedzę” z miłością. Literę – z sercem. Ileż to bowiem razy zdarza się taka sytuacja, że upominając innych za jakieś zło, które ci faktycznie popełniają, czynimy to w taki sposób, że bardziej zniechęcamy tego człowieka do dobra, niż go do niego przekonujemy. Weźmy tu za przykład chociażby ostre upomnienia niejednej żony czy matki, tak właśnie reagującej na pijaństwo swego męża czy syna. Ma ona rację, upominając go za to, ale furia i przekleństwa, z jakimi to często czyni, całkowicie niweczą jej dobre zamiary. Ona ma rację – tak! Ale sposób wykonania jest fatalny! „Wiedza” jest jak najbardziej właściwa. Ale totalny brak miłości.
Oczywiście, to się dobrze mówi na kazaniu lub w rozważaniu, ale znosić codziennie takie zachowanie męża lub syna – lub kogokolwiek – to sprawa bardzo trudna. I bardzo trudno jest nie dać się ponieść emocjom, nerwom. Jednakże Jezus dzisiaj przekonuje: Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. I jeszcze to zdanie, które jest chyba argumentem najbardziej kluczowym: Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.
Panie Jezu, ucz nas codziennie łączyć „wiedzę” – z miłością!
