Zawsze jest nadzieja!

Z

Wspomnienie św. Franciszka Salezego, biskupa i doktora Kościoła

(Hbr 7,25-8,6)
Jezus może zbawiać na wieki tych, którzy przez Niego zbliżają się do Boga, bo zawsze żyje, aby się wstawiać za nimi. Takiego bowiem potrzeba nam było arcykapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników, wywyższonego ponad niebiosa, takiego, który nie jest obowiązany, jak inni arcykapłani, do składania codziennej ofiary najpierw za swoje grzechy, a potem za grzechy ludu. To bowiem uczynił raz na zawsze, ofiarując samego siebie. Prawo bowiem ustanawiało arcykapłanami ludzi obciążonych słabością, słowo zaś przysięgi, złożonej po nadaniu Prawa, /ustanawia/ Syna doskonałego na wieki. Sedno zaś wywodów stanowi prawda: takiego mamy arcykapłana, który zasiadł po prawicy tronu Majestatu w niebiosach, jako sługa świątyni i prawdziwego przybytku zbudowanego przez Pana, a nie przez człowieka. Każdy bowiem arcykapłan ustanawiany jest do składania darów i ofiar, przeto potrzeba, aby Ten także miał coś, co by ofiarował. Gdyby więc był na ziemi, to nie byłby kapłanem, gdyż są tu inni, którzy składają ofiary według postanowień Prawa. Usługują oni obrazowi i cieniowi rzeczywistości niebieskich. Gdy bowiem Mojżesz miał zbudować przybytek, to w ten sposób został pouczony przez Boga. Patrz zaś – mówi – abyś uczynił wszystko według wzoru, jaki ci został ukazany na górze. Teraz zaś otrzymał w udziale o tyle wznioślejszą służbę, o ile stał się pośrednikiem lepszego przymierza, które oparte zostało na lepszych obietnicach.

(Mk 3,7-12)
Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste, na Jego widok, padały przed Nim i wołały: Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Tu mówi Syberia, serdecznie pozdrawiam z Tomska. Muszę Was zaskoczyć, wczoraj u nas było 0 stopni, dziś – 6, zdaje się, że jest cieplej niż w Polsce. Oczywiście patrząc na prognozy, jest to tylko chwilowe „zawieszenie broni” naszej zimy.

Dziś, przeglądając informacje, dowiedziałem się o śmierci kard. Józefa Glempa. Jak to bywa w takim momencie, wracają różne wspomnienia związane z nim, miałem okazję, parę razy spotkać się z nim, porozmawiać, czy posługiwać, jako diakon na sprawowanej przez niego liturgii… Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

Dziś też wspominamy innego biskupa, biskupa Genewy – św. Franciszka Salezego. Też bardzo ciekawa postać, zachęcam szczególnie do lektury Filotei, swego czasu rozczytywałem się w tej lekturze, i chętnie bym dziś do niej wrócił, ale niestety tutaj jej nie mam.

A dziś słowo, Ewangelia, jakby trochę nie wiadomo o czym…

Jakby ciągle ludzie chodzą za Jezusem, cisną się za Nim, próbują się do Niego dostać, a On już zmuszony jest nawet od nich uciekać, wypływać łódką na jezioro.

I tu chcę dziś kontynuować, jedno z rozważań z zeszłego tygodnia i zwrócić uwagę – ile determinacji, ale też, ile wiary było w tych ludziach. Jak oni konkretnie starali się, żeby się do Jezusa dostać…

A co ich pociągało? Co ich zachwycało, że tak konkretnie do Niego ciągnęli?

Czytamy: „Na wieść o Jego wielkich czynach”, „Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego…”, „Nawet duchy nieczyste padały przed Nim…”.

Wielkie czyny, uzdrowienia, uwolnienie od złych duchów…

Kiedy to czytam, przychodzi nieodparta myśl – On dawał ludziom nadzieję!

Ludzie przybici, wpływem złego ducha, chorobą, różnymi problemami, czuli przy Nim nadzieję, czuli, że dla nich jest jakaś szansa, że Ktoś może im pomóc.

Dziś byłem z wizytą duszpasterską w jednej rodzinie i kobieta opowiadała, że modliła się w jakiejś intencji, przez wstawiennictwo św. Judy Tadeusza, bo dowiedziała się, że on pomaga w sprawach beznadziejnych. I mówiła, o małym cudzie – doświadczyła tej pomocy.

Nie chcę pisać o tym co było, ale dla mnie była to ilustracja, do tej Ewangelii – człowiek często bywa w sytuacjach beznadziejnych, i szuka, kogoś kto mu pomoże, ale chyba przede wszystkim, człowiek wtedy szuka jakiegoś płomyka nadziei, jakiejś szansy.

Tym co nas najbardziej przybija to brak nadziei.

Najokropniejsza tragedia piekła, to fakt, że tam już nie ma żadnej nadziei.

Jezus dawał i daje nadzieję.

To zły duch chce jej nas pozbawić, to on podpowiada – nie uda ci się, nie ma dla ciebie szans, jesteś zerem, jesteś najgorszy. Jeśli słyszysz taki głos w sobie, czy wokół siebie, to jest to głos złego ducha.

U Boga, w Bogu, zawsze jest nadzieja, zawsze jest szansa, i Bóg nam o tym mówi, zapewnia. Głos nadziei, to jest głos Boga w nas.

Dlatego za Jezusem ciągnęły tłumy – On dawał im nadzieję.

I daje…

Spójrzmy na siebie? Jest w nas nadzieja, nadzieja oparta na wierze, że u Pana Boga zawsze jest szansa, zawsze jest wyjście?

Czy my dla innych jesteśmy głosem Boga? – czy podtrzymujemy na duchu, czy dajemy ludziom nadzieję… czy może odwrotnie, dołujemy ich, próbujemy im pokazać, jak są mali, głupi, nieudaczni…?

Bądźmy dziś dla ludzi, głosem Boga – dajmy im promyk nadziei.

„Matką głupich cię nazwali, nadziejo
Ludzie podli, ludzie mali, nadziejo
Choć się z ciebie natrząsają, głośno śmieją
Ty nas jedna nie opuszczaj, nadziejo!” 

11 komentarzy

  • Każdy z nas powinien mieć w sobie taki brzeg jeziora, a może nawet taką łódkę stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na nas nie tłoczyli. Na pewno bez tego zostaniemy zawaleni ilością( pomijam jakość) informacji, przygnieceni tonami wiadomości, zadeptani a moze zdeptani mnóstwem problemów. Wszystkiemu i tak nie podołamy. Z reguły kłopoty nalezy brać jeden po drugim i je rozwiązywać. Jak na linie jest wiele supłów to ich rozwiązanie wydłuży ją znacznie, ale nie da się wszystkich rozwiązać od razu. Najpierw nauczanie, potem uzdrawianie.
    Brzeg jeziora przydaje się do tego, by cisnąć się do Chrystusa. Ale w zabieganiu często nie mamy na to czasu. Jak bardzo często potrzebujemy przytulenia, upragnionego dotknięcia, które leczy, pociesza, które daje właściwe słowo. W wirze codzienności, który wciąga coraz bardziej, to jest pierwsza rzecz, z której rezygnujemy, o której nie myślimy.
    Wpierw modlitwa, potem działanie.

    Takie oddalenie uczy nas, ze duchy nieczyste istnieją i robią na okrągło krecią robotę. Dystans w którym spotykamy się z Bogiem sprawia, iż rozpoznajemy działanie demonów i potrafimy w imię Chrystusa wiązać i wyrzucać je. Boże spojrzenie nas kieruje, a Boża moc otacza swym ramieniem. Wpierw podłączenie do źródła mocy, a potem korzystanie z niej.

  • Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie. Media są czujne. Ja o śmierci przeczytałam wczoraj wieczorem w autobusie na monitorze, a już dziś można było obejrzeć program poświęcony kard. Józefowi Glempowi

    W Warszawie dziś w dzień doszło do -6 a wieczorem/w nocy do -11. Cięzko powiedzieć jak będzie dalej wyglądała zima, bo wczoraj zapowiadali, rekordowe mrozy w Polsce, a dziś mówili, że od poniedizałku ma być odwilż. Nam w Polsce wydaje się, że jest strasznie zimno i narzekamy. A jak by tak zwrócić uwagę np. na Syberię, to powinniśmy się cieszyć, że zimą mamy tylko takie mrozy.

    Często się mówi – "Nadzieja matką głupich" – to brak nadziei matką jeszcze głupszych!!
    Nie wiem kto to wymyślił.
    Żyć z nadzieją , mieć nadzieję , to takie małe światełko rozświetlające nasz szary dzień.

    "- Żyj! – krzyknęła nadzieja
    – Bez ciebie nie potrafię – odparło cicho życie."

    Pozdrawiam
    Gosia

  • Pomyślałam o ludziach samotnych, porzuconych, niechcianych, umierających samotnie w krzyku ciszy w kącikach swoich mieszkań, altanek ogródkowych, kanałach ściekowych.
    O nich nigdy się nie mówi ….
    Obojętność, znieczulica, wstyd, czy wychodzenie z założenia, że to nie nasz problem.

    To nie przytyk do ogłoszenia '' światu'' śmierci Śp. kard. Józefa Glempa
    To myśl, że za ścianami naszych mieszkań, umierają czasem latami samotni ludzie, a my tego nie widzimy, lub nie chcemy dostzec.

  • Ano, tak to już jest Aniu, że chociaż historię piszą i ci "znani" i "nie znani", to w ludzkiej pamięci masowej pozostają ci pierwsi. Ważne, że dla Boga są jednako istotni. O słabych, biednych, chorych i starych myslę, że też pamiętamy w modlitwach, a i w wielu czynach również. Chrystus nauczył nas modlitwy "Ojcze nasz", nie "Ojcze mój" – zatem w każdej takiej modlitwie wnosimy prosby w intencjach ogółu wiernych, nie tylko naszych prywatnych i rodzinnych ;).

    • Oczywiście, że tak Robercie.
      Tyle, że nie samą modlitwą ( tak samo jak nie samym chlebem) żyje człowiek.

      To, że zmówię Ojcze nasz, nie sprawi, że przyniosą się same zakupy , czy ugotuje obiad.
      Być może dzięki tej modlitwie znajdzie się ktoś, kto pomoże, ale tak czy owak potrzebna jest wolna wola – chęć do tego czynu.
      A dobrze wiemy, że z nią różnie bywa.
      Często zasłaniamy się brakiem czasu, środków….
      Czasem prościej jest zmówić Ojcze nasz, niż zapukać do drzwi i zrzucić tonę węgla sąsiadowi.
      Czy dla człowieka któremu modlitwa nie sprawia problemu, nie jest w jakimś stopniu pójściem na łatwiznę?
      Ojcze nasz …. zamiast łopatę w dłoń i pomachać z nią
      Zawsze można powiedzieć, o co Ci chodzi, przecież się pomodliłam za tego człowieka.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.