Niech Pan działa tak, jak sam chce…

N

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Kochani, Wielki Post postępuje bardzo szybko do swego finału, to już piąta Niedziela… Czy w pełni wykorzystujemy czas łaski? Czy nikt jeszcze nie zwleka ze Spowiedzią? Czy postanowienia wielkopostne są realizowane?… Mamy jeszcze półtora tygodnia. Tylko… 
     A dzisiaj Słowo Boże niesie pięknie przesłanie. Zapraszam do refleksji. Na głębokie zaś i pobożne przeżywanie Dnia Pańskiego przesyłam moje kapłańskie błogosławieństwo: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
              Gaudium et spes!  Ks. Jacek

5
Niedziela Wielkiego Postu, C,
do
czytań: Iz 43,16–21; Flp 3,8–14; J 8,1–11
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Tak
mówi Pan, który otworzył drogę przez morze i ścieżkę przez
potężne wody; który wiódł na wyprawę wozy i konie, także i
potężne wojsko; upadli, już nie powstaną, zgaśli, jak knotek
zostali zdmuchnięci. „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie
roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy. Oto Ja dokonuję rzeczy
nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie? Otworzę też
drogę na pustyni, ścieżyny na pustkowiu. Sławić Mnie będą
zwierzęta polne, szakale i strusie, gdyż na pustyni dostarczę wody
i rzek na pustkowiu, aby napoić mój lud wybrany. Lud ten, który
sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę”.
CZYTANIE
Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia:
Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość
poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze
wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i
znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej
z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w
Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze –
przez poznanie Chrystusa: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i
udziału w Jego cierpieniach, w nadziei, że upodabniając się do
Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.
Nie
mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym,
lecz pędzę, abym też pochwycił, bo i sam zostałem pochwycony
przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już
pochwyciłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a
wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej
mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie
Jezusie.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus
udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w
świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On usiadłszy
nauczał. Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do
Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy
ją na środku, powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, kobietę tę
dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam
takie kamienować. A Ty co mówisz?” Mówili to wystawiając Go na
próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.
Lecz
Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym
ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest
bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie
nachyliwszy się, pisał na ziemi. Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden
po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych.
Pozostał
tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku. Wówczas Jezus
podniósłszy się rzekł do niej: „Niewiasto, gdzież oni są?
Nikt cię nie potępił?” A ona odrzekła: „Nikt, Panie!” Rzekł
do niej Jezus: „I Ja ciebie nie potępiam. Idź, a od tej chwili
już nie grzesz”.
To naprawdę odważne
stwierdzenie Apostoła Pawła: Wszystko
uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania
Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego
i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa

Bardzo
odważne stwierdzenie. Niełatwo je wypowiedzieć…
To
znaczy, wypowiedzieć jest w miarę łatwo, bo wszystko da się
powiedzieć, ale powiedzieć to w
sposób świadomy, w sposób pewny,

z całym przekonaniem, a do tego potwierdzić to życiem – to już
na pewno łatwym nie jest. Zresztą, sam Apostoł pisze z pokorą:
Nie
mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym,
lecz pędzę, abym też pochwycił, bo i sam zostałem pochwycony
przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już
pochwyciłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a
wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej
mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie
Jezusie
.
A
zatem – ciągły rozwój, ciągłe staranie, ciągły wysiłek…
Kierunek
jest znany, cel drogi także, ale czy wystarczy sił?… Czy
wystarczy zapału?… Gdybyśmy
mieli
biec o
własnych siłach,

lub
walczyć tylko za pomocą ludzkich środków i sposobów, to z
pewnością nic
z tego nie będzie i nic się nie uda.

Absolutnie! I tylko przyjdzie zniechęcenie, zmęczenie i pytanie: po
co to wszystko?
Ale
Paweł Apostoł podpowiada
rozwiązanie: w
centrum swego działania i wszystkich swoich wysiłków stawia
Jezusa.

Jezus jest dla niego
nie tylko Celem
drogi, ale jest też Przewodnikiem
na tej drodze i Dawcą
siły,
zapału…
To nie Paweł o własnych siłach odkrywa i zdobywa Jezusa. To
o
n
został przez Jezusa pochwycony!

Tak sam o sobie przecież mówi. On stara się natomiast
poznać
Jezusa,
upodobnić się do Niego, aby uczestnicząc w Jego cierpieniach,
dojść także do chwały Jego Zmartwychwstania.
Ale
to
właśnie Jezus go pochwycił, to Jezus go zachwycił,
to Jezus go do siebie doprowadził… A w którymś momencie życia –
tam, pod bramami Damaszku – uratował go… Przed
nim samym go uratował

przed tym całym złem, któremu Paweł, a właściwie: Szaweł, z
takim zapałem się oddawał…
Jezus
go uratował, tak
jak uratował grzeszną dziewczynę przed ukamienowaniem.

Tylko Jezus mógł tego dokonać! Bo tylko On wiedział, jak. Oto
bowiem los owej kobiety w zasadzie już
był
przesądzony.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze chcieli jednak jeszcze przy okazji jej
ukamienowania ośmieszyć
Jezusa, wpędzić Go w pułapkę, oskarżyć – a może nawet i
zlikwidować.

W
tym celu obmyślili
niezwykle inteligentną – ich zdaniem oczywiście – intrygę.
Zdawało się
im,
że postawią
Jezusa w sytuacji bez wyjścia, kiedy zapytają
Go: Nauczycielu,
kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz
nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz
?
Rzeczywiście,
intryga dość sprytna, bo jeżeli Jezus zabroniłby ją ukamienować,
to jawnie
sprzeciwiłby się Prawu Mojżeszowemu,

a do tego jeszcze pośrednio zaakceptowałby grzech, jakiemu oddawała
się ta kobieta. Jeżeli jednak pozwoliłby ją ukamienować, to po
pierwsze – wystąpiłby
przeciwko prawu Rzymu,
pod
panowaniem którego wówczas się znajdował Naród
Wybrany,
a które to prawo nie
pozwalało Żydom nikogo skazać na śmierć

bez akceptacji władz okupacyjnych (wyszło to zresztą na
procesie Jezusa,

kiedy oskarżyciele domagali się od Piłata wyroku śmierci, bo sami
nie mogli takiego wydać); po drugie natomiast – z całą pewnością
zaprzeczyłby
całej swojej nauce o miłości,

o miłosierdziu, o przebaczeniu… I
cóż na to Jezus? Jak wybrnął z tej sytuacji?
Miał
przed
sobą
dwa wyjścia, a tak naprawdę – sytuację
bez wyjścia.

I jak wybrnął? Znalazł
trzecie wyjście.

Tak, pomiędzy owymi dwoma wyjściami, On znalazł
jeszcze jedno,
czym
totalnie zaskoczył oskarżycieli, a oskarżoną – uratował…
Trzecie
wyjście – i to jakie! Kochani, doceńmy
mądrość Jezusa!

Mówiąc
szczerze, to gdyby
nie fakt,
że Jezus nigdy nie chciał nikomu zrobić na złość, to moglibyśmy
powiedzieć – używając naszego sposobu myślenia i mówienia –
że swoim
przeciwnikom „zagrał na nosie” i pokonał ich własną ich
bronią.

Bo przecież – zauważmy to! – pozwolił
ukamienować dziewczynę. Tak! Wsłuchajmy się dokładnie – Jezus
wyraźnie powiedział: Niech
pierwszy rzuci na nią kamień.

A więc – pozwolił. Tylko – pod jednym warunkiem. Jakim?
Ano
takim, że ten, kto miałby to zrobić, sam
powinien być bez grzechu.
A
Jezus – tak się przynajmniej powszechnie uważa – właśnie ich
grzechy pisał palcem

po ziemi. I dlatego wszyscy bez słowa, jeden po drugim, ze
spuszczoną głową (aż się chce powiedzieć: ze skulonym
ogonem…) odeszli… Bez słowa… A
przecież – mogli rzucać! Mogli. Dostali
pozwolenie na to, czego chcieli.

I co? I nic. Odeszli… Jezus
znalazł trzecie wyjście z sytuacji

– po ludzku rzecz biorąc – bez wyjścia…
Bo
dla
Jezusa nie ma sytuacji bez wyjścia.

Po prostu nie ma! To nam się nieraz wydaje, że się sytuacja tak
zapętliła, tak zagmatwała, tak skomplikowała, że już w żaden
sposób nie da się jej odwrócić. I
to jest zwykle prawdą – kiedy za jej rozwiązanie bierzemy się
sami.

Kiedy jednak bezgranicznie zaufamy Jezusowi i Jemu sprawę
powierzymy, to szybko się przekonamy, że i rozwiązanie
się znajdzie,

i to szybko się znajdzie, i to znajdzie się całkiem dobre wyjście.
Takie właśnie trzecie
wyjście z sytuacji bez wyjścia.

Kochani,
takie rzeczy mogą
się dziać w naszym życiu.

Tylko trzeba Jezusowi zaufać. Tylko – albo: aż… Zaufać Mu,
oddać Mu sprawę, ale
Go nie pouczać, jak ma ją rozwiązać.
..
Nie pouczać, bo i tak nam
nie wystarczy pomysłów

i sposobów na to rozwiązanie. Jezus
i tak nas zaskoczy. Dlatego Jemu trzeba to oddać ze słowami: Panie,
zrób z tym coś. Ty wiesz, jak to zrobić. Ja nie wiem, ale Ty
wiesz.

To po pierwsze.
A
po drugie: pozwólmy Jezusowi na
to, o co Go właśnie w ten sposób będziemy prosili.

To znaczy, jeżeli poprosimy, żeby rozwiązał problem
po
swojemu, to pozwólmy Mu tak 
go
właśnie

rozwiązać.

Bo oto może się okazać, że Jezus dopuści
rozwiązanie zaskakujące,

może szokujące, a może trudne.
Jako
rzekliśmy, niewiastę pozornie pozwolił ukamienować, a okazało
się, że nikt
ręki na nią nie podniósł.

Pawła Apostoła, który dziś mówi, iż Jezus go pochwycił, Jezus
w rzeczywistości najpierw
zrzucił z konia i wzrok mu odebrał
.
W ten sposób go pochwycił – trudno to nazwać nazbyt
dyplomatycznym sposobem. Ale okazało się, że kiedy Paweł podniósł
się i stanął na nogi, i przejrzał – to
już stanął na dobre i przejrzał na dobre.

Naród
Wybrany – o czym dziś wspomina pierwsze czytanie – również był
przez Boga prowadzony przez pustynię, a wcześniej jeszcze przez
Morze Czerwone w
sposób, który wielokrotnie nie podobał się jego członkom,
a
jednak ostatecznie Ziemia Obiecana pojawiła się na horyzoncie…
Kochani,
wniosek z tego prosty: Jezusowi
trzeba zaufać do końca.

Do końca! Nawet, jeżeli nie wszystko, czego się doświadczy, od
razu się zrozumie, albo nawet jeżeli to, czego się doświadczy,
zaskoczy lub nawet zaboli –
jeżeli to jest
od Jezusa,

to z całą pewnością ma sens i doprowadzi do szczęśliwego
finału. Bo
Jezus wie, co robi.
Tylko

czy Ty też to wiesz?
Czy
w
ierzysz
w to?

Jeżeli
tak, to udowodnij
to Jemu i sobie,

kiedy znajdziesz się po raz kolejny w swoim życiu w sytuacji „bez
wyjścia”. Prawdopodobnie nie trzeba będzie na to zbyt długo
czekać. Biegnij
wtedy do Jezusa,

oddaj Mu to swoje rozpaczliwe położenie, pozwól Mu działać! Nie
mów nic więcej, nie pouczaj, nie kombinuj po swojemu, tylko pozwól
Mu działać tak, jak On chce.

Oddaj Mu te swoje sytuacje „bez wyjścia”, aby On
mógł Ci wskazać trzecie wyjście

7 komentarzy

  • Każdego dnia gdy kręcimy się tylko wokół siebie to wzbijamy tylko tumany kurzu, który wszędzie osiada na każdej jednej powierzchni. Jakby było mało tego to zatyka pory żywotności i kreatywności. Gdy stajemy się centrum świata to świat jakże ubogi, ogranioczony się staje. Chmury kurzu nie pozwalają nam widzieć, słyszeć, mówić, oddychać. Jesteśmy otumanieni.Gdy jesteśmy skupieni na sobie to nie jesteśmy w stanie zobaczyć nic poza sobą. Miłości być nie może, chyba że egoistyczne zadufanie i zauroczenie , bo określenie miłość uwłacza prawdziwej miłości.
    Każdy z nas musi się oddalić na swoją Górę Oliwną, która jest niedaleko, ale poza, a następnie o brzasku – nowym początku pojawić się w miejscu życia. Dobrze wiemy, że ta góra uczy dystansu i wychowuje w trwaniu w i z Bogiem. Bez Góry Oliwnej jesteśmy skazani na zagładę, niedotlenienie serca i mózgu. Do szczytu góry z reguły nie docierają tumany kurzu.
    Gdyby Najwyższy spojrzał na ową kobietę postawioną na środku, skazaną według Prawa, tak jak czynili to oskarżyciele nie miałaby żadnych szans. A my.. ile spraw zmieniłoby swój bieg gdybyśmy starali się spojrzeć inaczej na ich tok . Czasami maleńkie przestawienie akcentu odmienia całość spojrzenia.
    Nachyliwszy się pisał palcem po ziemi. Co pisał? Najwyższa wartość poznania Chrystusa . kto ma ten dar to się domyśla co pisał? Więcej, wie też co by jemu napisał Pan na piasku. Zamilkłby. I, daj Boże, wreszcie zaczął nasłuchiwać, a nie krzyczeć, oskarżać, by zagłuszyć. Grzechy innych są doskonałą przykrywką, by swoich nie widzieć, by bagatelizować je, by się odizolować udając, ze nic się nie stało.
    Trzeba było trudnych, ale bardzo prostych słów : Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień. Jedno zdanie, które winno być wyryte w naszych sercach. Nie trzeba ni słowa więcej. Jak dotrze to wszyscy jeden po drugim zaczniemy odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Odejść czyli nabrać dystansu. To nic innego jak wdrapanie się na szczyt, by lepiej widzieć.
    Jakże często potępiamy za zło wtedy, gdy uważamy, że jesteśmy sprawiedliwi. Pycha zalepia, widzi drzazgę w oku brata nie dostrzegając belki w swoim. Odkrywając naszą grzeszność, przyznając się do niej czynimy akt miłosierdzia, bo słyszymy coś niesamowitego : I Ja Ciebie nie potępiam.

    • Taka myśl mi się nasunęła, kiedy czytam słówko Domownika, że każda Ewangelia daje niezmierzone możliwości interpretacji i refleksji. Chociażby wczorajsza: jakoś tak najłatwiej mówić o tym trzecim wyjściu, które Jezus znalazł, aby uratować niewiastę. Można jeszcze coś powiedzieć o grzeszności dziewczyny i jej nawróceniu. A czemuż by nie powiedzieć kazania o Jezusowym pisaniu na piasku?… Myślę, że byłoby mówienia na dobrą godzinę! Ks. Jacek

    • Otóż to – często tak, jest że dany fragment Ewangelii interpretowany jest w kazaniach wg. "pewnego schematu" cieszącego się największym powodzeniem, z którego ma płynąć konkretna nauka. Przy czym warto zastanowić się nad każdą perykopą wielopłaszczyznowo – jak to uczyniliscie z tą o kamienowaniu nierządnicy. Tematy "trzeciej drogi", "nawrócenia nierządnicy" czy "słów pisanych na piasku" są tematami wiodącymi i słusznie, ale jest tam jeszcze jeden wątek, który może być istotny: przyznanie się do grzechu. Czyż nie jest to arcy-trudny element naszego życia? Dać kuksańca własnemu "ja" i przyznać się do tego, że nie jest się wspaniałym, dobrym człowiekiem? Wiele razy pisał o tym ks. Jacek, że przy spowiedzi często ludzie wymieniają różne usprawiedliwienia, winy innych, te belki w oczach wspomniane przez Anię, aby jak najkrócej powiedzieć Bogu o sobie samym. Zatem Ci, którzy zapewne z zapalczywoscią (przecież to taka "frajda" i nie lada rozrywka dać ujscie nienawisci i jeszcze być usprawiedliwionym w "majestacie prawa") w swietle słów Chrystusa doznają refleksji i przyznają się do grzechów! Być może częsć z nich zaczyna żałować! A przecież zapewne wtedy, jak dzisiaj niejeden rzuciłby kamień nie widząc w sobie nic złego – "nie chodzę do spowiedzi, bo przecież ja własciwie nie grzeszę" (o tym też pisał ks. Jacek). Czasem zdarza mi się to słyszć.

  • Pierwsze spotkanie na Anioł Pański z papieżem Franciszkiem już za nami :). Pierwsze skojarzenie: prosty, żywy język – czyli podstawa chrześcijańskiego przekazu 🙂 i o to chodzi 😉

    • Czyli Bóg zaczyna wyprowadzać konkretne dobro z tej sytuacji, jaka zaistniała w Kościele i którą tak trudno było nam zrozumieć – prawda?… Ks. Jacek

    • Prawda :), nie wątpiłem w to, że Bóg dobro wyprowadzi (a ufam, że już kwitną tego pierwiosnki). Nie zmienia to mojej oceny tamtej sytuacji :).

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.