Zajmować się rzeczami potrzebnymi!

Z

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Profesor Elżbieta Szczot, moja Koleżanka ze wspólnej pracy w Katedrze Prawa Sakramentów Świętych na KUL. Życzę Solenizantce, aby zawsze cieszyła się Bożym błogosławieństwem i ludzką życzliwością. Zapewniam o modlitwie!

Na głębokie i radosne przeżywanie Dnia Pańskiego – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

33 Niedziela zwykła, C,

do czytań: Ml 3,19–20a; 2 Tes 3,7–12; Łk 21,5–19

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MALACHIASZA:

Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki.

A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach.

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TESALONICZAN:

Bracia: Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania.

Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi.

Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.

Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”

Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”.

Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.

Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa.

Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.

A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

Słuchamy z wielką uwagą słów Jezusa, który w dzisiejszej Ewangelii mówi: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników.

I dalej: Wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich.

Słuchamy z uwagą tych słów i zastanawiamy się, czy to aby nie o naszych czasach mowa? Bo jakoś nam te słowa pasują do tego, co widzimy wokół siebie i w świecie: ciągle jakiś naród powstaje przeciwko drugiemu narodowi, królestwo przeciw królestwu. I to nie tylko w tych wymiarach międzynarodowych, ale i tych międzyludzkich, w obrębie rodziny czy sąsiedztwa: człowiek powstaje przeciwko człowiekowi, potężne konflikty rozbijają nasze rodziny i miejsca pracy, nie mówiąc już o świecie polityki.

Widzimy także wyraźne znaki w przyrodzie i w świecie – również dzisiaj zapowiedziane: silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; […] straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. A i prześladowania wyznawców Chrystusa dokonują się w sposób bardzo brutalny – te, o których mowa w następnym zdaniu. Czyżby zatem rzeczywiście wypełniało się już to, o czym dziś słyszymy?

Ale przecież – z drugiej strony – mamy świadomość, że Jezus słowa te wypowiedział dwa tysiące lat temu i na przestrzeni całego tego okresu wiele razy miało miejsce to, o czym dzisiaj mowa – a dzień Sądu nie nastał. I końca świata nie było. Co nie oznacza, że nie może nastać za pięć minut. Owszem – może. Dlatego trzeba, abyśmy się uważnie wsłuchali w to, co Jezus chce nam dzisiaj tak naprawdę powiedzieć.

A On, przedstawiając wizję owych trudności i strasznych rzeczy, które mają nastać, przeplata je zapowiedziami swojej obecności, opieki i pomocy w tym wszystkim, co ma nadejść. Mówi też, że te wszystkie straszne – tak po ludzku – zjawiska mogą stać się okolicznością sprzyjającą kształtowaniu naprawdę wspaniałych ludzkich postaw! Wszak słyszmy takie Jego słowa: Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.

Myślę, że przykłady wielu bohaterskich Świętych potwierdzają wypełnienie się tych zapowiedzi Jezusa. O ile bowiem prześladowcy mogli wykazać się tylko tępą wściekłością i bezmyślną siłą, o tyle uczniowie Jezusa zawsze pokazywali swoją wielkość i honor! I jeżeli nawet oddawali życie – a często, niestety, oddawali i dzisiaj wielu z nich je oddaje w różnych częściach świata – to zawsze właśnie to oni byli moralnymi zwycięzcami, nie ich prześladowcy! Widzimy zatem, że ta zapowiedź Jezusa się wypełniła i ciągle wypełnia.

Możemy natomiast żywić niejakie wątpliwości co do następnej optymistycznej zapowiedzi Jezusa, w której słyszymy: Z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie. Tutaj rzeczywiście mogą się pojawić wątpliwości, bo przecież wiemy, że nie tylko włos z głowy, ale i cała głowa nieraz spadła, i inne części ciała, i wielkie cierpienia zadawane były – i ciągle są zadawane – uczniom Chrystusa. Dlaczego więc Jezus tak mówi?

Dobrze wiemy – mówi tak w perspektywie życia wiecznego. Na pewno, na takie rozumienie całej sprawy naprowadza nas pierwsze dzisiejsze czytanie, z Księgi Proroka Malachiasza, gdzie słyszymy następującą zapowiedź: Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach.

Chciałoby się powiedzieć, że to bardzo świetlista i ognista wizja! Ów dzień – dzień Sądu – ma być dniem «palącym jak piec», który jak słomę spali pysznych i wyrządzających krzywdę, ale dla sprawiedliwych będzie źródłem światła i zdrowia. Trudno o wizję bardziej sugestywną i bardziej przemawiającą do wyobraźni. To właśnie w tym dniu okaże się, że warto było pozostać przy Jezusie i warto było być sprawiedliwym do końca, warto było odważnie o Nim świadczyć przed ludźmi.

Ale może ktoś zapyta: jak dawać to świadectwo? Jakich szczególnych i wielkich rzeczy dokonać, aby spodobać się Bogu? Oczywiście, okazji do tego nigdy nie zabraknie w naszym życiu i sposobów dania świadectwa także. Jednak nie musimy ich na siłę szukać i nie musimy nastawiać się od razu na rzeczy wielkie. Owszem, takie również mogą się zdarzyć – ale nie muszą.

Święty Paweł, w dzisiejszym drugim czytaniu, podaje sposób bardzo prosty – chciałoby się wręcz powiedzieć: banalnie prosty. Może aż za prosty. Bo najpierw daje takie świadectwo o swojej posłudze: Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania.

Właśnie, wiemy, że Paweł dość często nie korzystał z utrzymania ze strony swoich uczniów – do czego, jak wyraźnie podkreśla, miał prawo – ale głosząc im Boże słowo, jednocześnie zarabiał na swoje utrzymanie. Tak nie było zawsze, ale tak było dość często. I dzisiaj o tym wspomina.

Po czym przestrzega: Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: kto nie chce pracować, niech też nie je. Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

Paweł, jeżeli nawet nie zarabiał wprost na swoje utrzymanie, a korzystał z utrzymania ze strony niektórych Gmin chrześcijańskich, to jednak nie zajmował się wówczas rzeczami niepotrzebnymi, ale właśnie potrzebnymi, a wręcz bardzo potrzebnymi: pracował na niwie Bożej, spełniał posługę apostolską. I to dawało mu prawo do korzystania z pracy innych, którzy wdzięczni za posługę duchową, zapewniali codzienne utrzymanie.

Natomiast w tych powyższych słowach jest mocna przestroga pod adresem tych, którzy wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Jak twardo stwierdza Paweł, ludzie ci postępują wbrew porządkowi! Bo tak nie można postępować! Nie można żerować bezczynnie na pracy innych. Apostoł mówi wprost: Kto nie chce pracować, niech też nie je.

Powiedzielibyśmy: oczywista oczywistość! Tak, to prawda. Ale zapewne trzeba było o tym wspomnieć, skoro takie postawy się pojawiały. I to pojawiały się – zauważmy! – wśród chrześcijan, uczniów Chrystusa! To przecież do nich zwraca się Apostoł w swoich Listach. I skoro piętnuje takie, czy inne zachowania, dając przy tym konkretne wskazania – takie chociażby, jak te dzisiejsze – to właśnie dlatego, że takie niewłaściwe zachowania zauważył wśród swoich ludzi, wśród swoich uczniów.

Może nas to dziwi, bo cały czas mamy przed oczami i w sercu obraz pierwszych chrześcijan jako takich Bożych szaleńców, którzy wszystko oddają dla Boga, którzy się bezgranicznie poświęcają dla spraw Bożego królestwa. Owszem, tacy też byli – i było ich niemało. Ale byli też zwykli leserzy, kombinatorzy, cwaniacy, co to za bardzo się umęczyć przy pracy nie chcieli, ale zakombinować i szybko, łatwo zarobić – jak najbardziej. Takich postaw – jak to wynika z Listów Świętego Pawła – wówczas, niestety, również nie brakowało.

I to właśnie tacy ludzie byli owymi nieprzygotowanymi na nadejście dnia ostatniego. To właśnie do nich odnosi się zapowiedź, iż spali ich ten nadchodzący dzieńjak się wyraża Autor natchniony w pierwszym czytaniu. To oni stanęli wobec takiego zagrożenia. A dlaczego? A dlatego, że byli nieprzygotowani. A dlaczego byli nieprzygotowani? Bo zajmowali się rzeczami niepotrzebnymi.

Przeto wniosek dla nas prosty: mamy się zajmować rzeczami potrzebnymi! Ot, po prostu. W ten sposób mamy się przygotować na nadejście tego dnia, który – podkreślmy to jeszcze raz bardzo mocno – przyjdzie niespodziewanie. W ten sposób mamy się przygotować, a tak dokładniej: w ten sposób mamy być stale przygotowani: zajmując się rzeczami potrzebnymi.

Ale tu kolejny problem: jakie to są te rzeczy potrzebne? O czym mowa? No, cóż – na to pytanie to już każdy z nas musi sobie odpowiedzieć sam: które nasze prace i zajęcia, które nasze zainteresowania i plany służą czemuś dobremu i do dobrego celu prowadzą, a które są grzechem, okazją do grzechu, zgorszeniem dla innych, a przynajmniej: zmarnowaniem czasu. Każdy z nas z pewnością będzie w stanie wskazać zarówno jedne, jak i drugie rzeczy. Te potrzebne – i te niepotrzebne.

Warto jednak zwrócić uwagę – na podstawie przykładu Apostoła Pawła – że rzeczy potrzebne to nie tylko te doczesne, służące rozwiązywaniu doraźnych problemów i zaspokajaniu doczesnych potrzeb. Paweł właśnie dlatego korzystał niekiedy z utrzymania ze strony swoich uczniów – a jeśli nawet nie korzystał, to jasno podkreślał, że ma takie prawo – bo zajmował się rzeczami potrzebnymi, czyli głoszeniem im królestwa Bożego.

Moi Drodzy, powiedzmy sobie szczerze, że tego typu działalność, a więc troskę o sprawy duchowe, rozwój swojej wiary, modlitwę i przyjmowanie Sakramentów Świętych, refleksję nad swoim życiem, pracę nad swoim charakterem – to wszystko wielu z nas dzisiaj zalicza do rzeczy niepotrzebnych. A przynajmniej – nie na teraz.

Bo albo uważamy, że na to będzie jeszcze czas, albo że to jakaś fikcja, skoro efektów takiej pracy nie da się zważyć i zmierzyć, a i do garnka nic się z tego nie włoży, i na koncie nie przybędzie. Taka robota w próżnię, para w gwizdek – jak uważają niektórzy.

No, cóż… Czy warto polemizować z takimi poglądami i wytaczać sążniste argumenty w dyskusji? Warto. Nigdy dość rozmowy na te tematy.

Z drugiej jednak strony chciałoby się powiedzieć: Bądźmy poważni i traktujmy się poważnie! Każdy z nas doskonale wie, co jest tak naprawdę w jego życiu potrzebne, a co jest zupełnie niepotrzebne; co służy większemu dobru, a co nie służy; co niesie ze sobą prawdziwy pożytek, a co jest zwykłą parą w gwizdek. Każdy z nas to wie. A co z tą wiedzą zrobi, to już jest kwestią osobistej odpowiedzialności każdego.

Na pewno, coś Panu Bogu na Sądzie trzeba będzie powiedzieć o swoim życiu. Może więc lepiej zacząć zajmować się – tak na poważnie – tylko rzeczami potrzebnymi…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.