Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:
►Małgorzata Niedźwiedzka, Mama mojego Szwagra, Kamila;
►Łukasz Szarek, należący w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot;
►Filip Mucha, Lektor w Parafii w Miastkowie, za moich czasów – Szef jednej z Grup.
Życzę Czcigodnym Jubilatom, aby swoje myśli i serca zawsze kierowali do Jezusa i z Nim wszystko swoje przeżywali. Wspieram modlitwą!
Drodzy moi, pozdrawiam Was serdecznie z Siedlec, skąd zaraz wybieram się do Białej Podlaskiej, skąd z moją Siostrzenicą Emilką i Siostrzeńcem Tomkiem pojedziemy do Kodnia, by pomodlić się przed Obliczem Matki naszej, ale też obejrzeć żywą szopkę, stawianą nam corocznie. I pewnie zjeść pizzę – o dziwnej nazwie. Bo takie właśnie są w „Jadłodajni u Oblatów” w Kodniu.
Potem obiad w Domu rodzinnym – i przejazd do Lublina. Nie wiem, czy czasowo wyrobię się, by odprawić Mszę Świętą u Jana Kantego. Wszystko wyjaśni się w ciągu dnia…
Tymczasem, zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zachęcam zatem do odkrycia tego jednego, bardzo konkretnego przesłania, z jakim Pan dzisiaj zwraca się osobiście do mnie. Prośmy Ducha Świętego, aby otworzył nasze serca i rozjaśnił umysły!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
5 stycznia 2026.,
do czytań: 1 J 3,11–21; J 1,43–51
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:
Najmilsi:
Taka jest wola Boża,
którą objawiono nam od początku,
abyśmy się wzajemnie miłowali.
Nie tak, jak Kain, który pochodził od Złego
i zabił swego brata.
A dlaczego go zabił?
Ponieważ czyny jego były złe,
brata zaś sprawiedliwe.
Nie dziwcie się, bracia,
jeśli świat was nienawidzi.
My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia,
bo miłujemy braci,
kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci.
Każdy, kto nienawidzi swego brata,
jest zabójcą,
a wiecie, że żaden zabójca
nie nosi w sobie życia wiecznego.
Po tym poznaliśmy miłość,
że On oddał za nas życie swoje.
My także winniśmy oddać życie za braci.
Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata
i widział, że brat jego cierpi niedostatek,
a zamknął przed nim swe serce,
jak może trwać w nim miłość Boga?
Dzieci,
nie miłujmy słowem i językiem,
ale czynem i prawdą.
Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy,
i uspokoimy przed Nim nasze serce.
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.
Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża,
mamy ufność wobec Boga.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus postanowił udać się do Galilei. I spotkał Filipa. Jezus powiedział do niego: „Pójdź za Mną”. Filip zaś pochodził z Betsaidy, z miasta Andrzeja i Piotra.
Filip spotkał Natanaela i powiedział do niego: „Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu”.
Rzekł do niego Natanael: „Czyż może być co dobrego z Nazaretu?”
Odpowiedział mu Filip: „Chodź i zobacz”.
Jezus ujrzał, jak Natanael zbliżał się do Niego, i powiedział o nim: „Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu”.
Powiedział do Niego Natanael: „Skąd mnie znasz?”
Odrzekł mu Jezus: „Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym”.
Odpowiedział Mu Natanael: „Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś królem Izraela!”
Odparł mu Jezus: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: «Widziałem cię pod drzewem figowym»? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”.
Potem powiedział do niego: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego”.
Zauważmy, że kiedy Święty Jan – w swoim Pierwszym Liście, którego fragmentu wysłuchaliśmy w pierwszym czytaniu – mówi o wzajemnej miłości, jaką winni się darzyć uczniowie Jezusa Chrystusa, to mówi o tym w sposób naprawdę bardzo radykalny. W całej jego dzisiejszej wypowiedzi takich mocnych i radykalnych stwierdzeń nie brakuje.
Zresztą, zobaczmy: Taka jest wola Boża, którą objawiono nam od początku, abyśmy się wzajemnie miłowali. Już to stwierdzenie bardzo jasno określa całą sytuację i ukierunkowuje myślenie na Boga, który chce, aby chrześcijanie obdarzali się nawzajem miłością. Zatem, nie jest to tylko jakiś wymysł Jana – jako Apostoła i Przewodnika duchowego chrześcijan – który oczywiście chce dobrze dla swoich duchowych dzieci, ale posługuje się przy tym tylko swoją ludzką inwencją i pomysłem na ich życie. Nie, Jan odwołuje się wprost do oczekiwań samego Boga: do Jego woli i do Jego oczekiwań względem wierzących.
A dalej – jest jeszcze mocniej: Nie dziwcie się, bracia, jeśli świat was nienawidzi. My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego.
Zauważmy: miłość porównana jest do życia, nienawiść – do śmierci. Czy można użyć mocniejszego i jaśniejszego porównania? I skoro – w tym kontekście – uczniowie Jezusa mają się nie dziwić, że świat ich nienawidzi, to jak niską ocenę kondycji duchowej tegoż świata Jan prezentuje. A wiemy, że nie przesadza w tym, co pisze, ani nie używa nadmiernie naładowanych emocjonalnie słów, a jedynie wyraża konsekwentne swoje nastawienie do sprawy. Bo skoro miłość to życie, a nienawiść to duchowa śmierć, to jeżeli ów zewnętrzny świat jest tak bardzo uwikłany w nienawiść, to nie może kochać tych, którzy miłość głoszą i miłością żyją.
I na tym tle zupełnie zrozumiałym jest stwierdzenie, że ten, kto nienawidzi drugiego, jest zabójcą. To bardzo mocne stwierdzenie, ale czy może dziwić?… Jest to też bardzo mocne ostrzeżenie – że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego. Jaki zatem czeka go los po tej doczesnej śmierci?…
A oto kolejne, bardzo radykalne stwierdzenie, wskazujące na to, skąd mamy czerpać wzór do tej właściwej postawy: Po tym poznaliśmy miłość, że On oddał za nas życie swoje. My także winniśmy oddać życie za braci. Drodzy moi, wsłuchajmy się dobrze w te słowa: Jezus oddał za nas swoje życie – dobrze o tym przecież wiemy, na tym przecież zbudowana jest nasza wiara – ale my mamy się tym nie tylko zachwycać, ale mamy się na tym wzorować! I też mamy swoje życie oddawać!
Może nie od razu na sposób męczeński, ale na tysiąc większych i mniejszych sposobów, jakie niesie nasza codzienność. A rozpoznanie tych sposobów i tych okazji wcale nie jest trudne – jeśli się oczywiście chce. Jeśli się jest w ogóle nastawionym na takie ofiarowanie siebie, na ową miłość, do której dzisiaj zachęca Jan, ale której Jezus uczył każdym swoim słowem i czynem. Apostoł tak konkretyzuje swoją zachętę: Jeśliby ktoś posiadał majętność tego świata i widział, że brat jego cierpi niedostatek, a zamknął przed nim swe serce, jak może trwać w nim miłość Boga? Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą.
Przykład takiego obdarzania miłością drugiego człowieka – czynem i prawdą – mamy w dzisiejszej Ewangelii, od samego Jezusa! Mamy tam opisane dość ciekawe i nieco tajemnicze wydarzenie: spotkanie Jezusa z Natanaelem. Na dość dziwną i trudną do zrozumienia nieufność tego drugiego, wyrażoną choćby w słowach: Czyż może być co dobrego z Nazaretu? – będące reakcją na jasne i konkretne stwierdzenie Filipa: Znaleźliśmy Tego, o którym pisał Mojżesz w Prawie i Prorocy, Jezusa, syna Józefa, z Nazaretu – Jezus odpowiada w sposób niezwykle ciepły i serdeczny: Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu.
Na oczywiste – w tej sytuacji – pytanie Natanaela: Skąd mnie znasz?, padła odpowiedź o tyle zaskakująca, co tajemnicza: Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym. To jasne i wyraźne odwołanie do jakiejś konkretnej sytuacji, o której wiedział Natanael i wiedział Jezus, ale chyba nikt więcej, dlatego Natanael nie mógł już mieć żadnych wątpliwości, z kim rozmawia. I że Ten, z którym rozmawia, jest Tym, na którego wskazuje Filip i inni, już przekonani, iż jest to Mesjasz.
A przekonała ich wszystkich – w tym także Natanaela – bezgraniczna miłość Jezusa, która w tym momencie wyraziła w owym dostrzeżeniu dobra w człowieku, ale która potem miała się wyrażać na tak wiele sposobów. Aż po krzyż, gdzie osiągnęła swoją pełnię?
A jak wyraża się moja miłość do ludzi, począwszy od tych z mojego najbliższego otoczenia? Na ile jest jest ona konkretna? Na ile radykalna? Na ile czytelna? I na ile mobilizująca i zachęcająca innych?…
W czym konkretnie wyrazi się ona dzisiaj?…
