Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Biskup Zbigniew Kiernikowski, były Pasterz Diecezji Siedleckiej, a obecnie: Biskup Senior Diecezji Legnickiej, na terenie której przebywamy. Niech Pan błogosławi Solenizantowi we wszelkim dobru, jakie podejmuje.
Drodzy moi, wraz z Alicją Szumowiecką i Szymonem Salą bardzo serdecznie pozdrawiamy Was ze Szklarskiej Poręby. Już wczoraj ustalił się plan naszego pobytu. Rano rozpoczynamy wspólną Jutrznią, w trakcie której dzielimy się refleksją nad krótkim czytaniem Bożego słowa, będącym integralną częścią Jutrzni. Potem jest wspólne śniadanie, są też wolne chwile „pomiędzy” na takie własne „pozbieranie się” i na własne zajęcia. Potem idziemy w góry – wczoraj był to spacer moją ulubioną trasą refleksyjno – modlitewną, na której nawet latem, w środku sezonu, można nie spotkać „żywego” człowieka. Wydaje się, że w Tatrach to sytuacja nie do pomyślenia!
Po powrocie – przygotowanie obiadu i obiad, po czym ja z Szymonem udaliśmy się do kościoła parafialnego, by odprawić Mszę Świętą w zastępstwie Księdza Dziekana, który od sobotniego wieczoru dość mocno się rozchorował. Słyszę to nawet po głosie, kiedy rozmawiamy przez telefon. Dlatego zastąpiłem Księdza Dziekana na wczorajszej Mszy Świętej wieczorowej, planuję to zrobić także dzisiaj, a także jutro, na trzech Mszach Świętych, na których spodziewamy się wielkiej rzeszy ludzi.
Już raz pomagałem tutaj w Popielec i było tylu ludzi – a kościół jest dość mały – że z ówczesnym Wikariuszem postanowiliśmy przenieść posypanie głów popiołem na zakończenie Mszy Świętej, aby ludzie, po jego przyjęciu, już z kościoła wychodzili. Bo rotacja wewnątrz – zważywszy, że do posypania podejdą wszyscy, nie tak jak do Komunii Świętej – jest w takiej sytuacji wręcz niemożliwa. I właśnie jutro tego się także z Księdzem Dziekanem spodziewamy.
Kategorycznie postawiłem sprawę, że podejmuję się tego zastępstwa, a Ksiądz Dziekan ma doleczyć swoją chorobę do końca! Zwłaszcza, że jeszcze wczoraj wieczorem miał gorączkę i głos był zmieniony. Ja mogę liczyć na pomoc Szymona przy liturgii, więc będzie mi łatwiej.
Natomiast osobiście bardzo lubię odprawiać Msze Święte w tym kościele, bardzo też świetnie odnajduję się w atmosferze, jaką Ksiądz Dziekan – ze swymi Parafianami – tutaj na co dzień tworzy. Cieszę się, że mogę znowu pomóc, chociaż oczywiście nie cieszę się z choroby Księdza Dziekana!
A wracając do naszego programu, to po Mszy Świętej w kościele mamy tu, na miejscu, gregoriankę, zgłoszoną przez Alicję, a potem: seans filmowy. Wczoraj oglądaliśmy film: „Karol – człowiek, który został papieżem”. Dzisiaj wieczorem planujemy drugą część: „Karol – papież, który pozostał człowiekiem”. To taki trochę rozbudowany czasowo Akademicki Klub Filmowy. Po filmie – rozmowa na jego temat, wspólne Nieszpory i zakończenie dnia. Tak było wczoraj, dzisiaj też planujemy jakieś wyjście w teren, chociaż wczoraj dość intensywnie padał śnieg i wiało – i dzisiaj od rana pada. Zobaczymy! Coś zaplanujemy…
Niezwykle miłym wydarzeniem wczorajszego wieczoru było spotkanie w kościele z Wojtkiem Tyralikiem, Studentem z Warszawy, który wraz z dwoma swymi Kolegami stacjonuje w odległych o kilka kilometrów od Szklarskiej Jakuszycach, ale codziennie stara się być na Mszy Świętej. Po Mszy Świętej – wraz z Szymonem – odwieźliśmy Go do Jakuszyc, mając okazję do rozmowy w drodze i bliższego poznania się. Wojtek będzie także dzisiaj na Mszy Świętej, po czym wraz z Kolegami wraca już do Warszawy.
Jego Koledzy nie są tak zainteresowani wiarą, jak On, natomiast spotkanie z Wojtkiem jest dla mnie źródłem wielkiej radości i nadziei. Chwała Panu za to, że są tacy młodzi Ludzie, jak Wojtek, którym tak zależy na Bogu, na wierze, na Kościele! Zwłaszcza, że formuje się On w Opus Dei!
I jeszcze jedna niespodzianka: po odwiezieniu Wojtka i powrocie na kwaterę, spotkaliśmy czekającą na nas Panią Jolę, Żonę Pana Tomka, naszego Gospodarza, z którą odbyliśmy – wraz z Szymonem – kapitalną rozmowę! Okazuje się, że Pani Jola na bieżąco czyta naszego bloga, także rozważania Szymona, którego miała okazję poznać osobiście. Bardzo dziękujemy Pani Joli i Panu Tomkowi za tak wielką życzliwość i gościnność, jaką nas tu obdarzają – od początku naszej znajomości. Odwzajemniamy naszą życzliwością i serdeczną modlitwą!
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. Chociaż jest tu, ze mną, w Szklarskiej Porębie, gdzie naprawdę mamy dość intensywny plan działania, Szymon jednak uważa za swój obowiązek, by na wtorek przygotować słówko. Wielkie dzięki za to! Bo my tylko na tym korzystamy! Bo w każdym kolejnym ja przynajmniej – poza tym, że całość rozważania odbieram bardzo dobrze – to zawsze znajduję jakieś konkretne myśli, które przykuwają moją uwagę. Tak jest też dzisiaj. Bardzo serdecznie dziękuję! Niech Pan będzie uwielbiony zarówno w tej pracy nad kolejnymi słówkami, jak i w całej, bardzo intensywnej działalności Szymona na różnych płaszczyznach! Także tej liturgicznej.
Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wtorek 6 Tygodnia zwykłego, rok II,
17 lutego 2026.,
do czytań: Jk 1,12–18; Mk 8,14–21
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO JAKUBA APOSTOŁA:
Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.
Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia na pokusę i nęci każdego. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć.
Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani! Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępuje z góry, od Ojca świateł, u którego nie mamy przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden chleb mieli ze sobą w łodzi. Wtedy Jezus im przykazał: „Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda”.
Oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chleba.
Jezus zauważył to i rzekł im: „Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?”
Odpowiedzieli Mu: „Dwanaście”.
„A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?”
Odpowiedzieli: „Siedem”.
I rzekł im: „Jeszcze nie rozumiecie?”
A OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:
Dzisiejsza Liturgia Słowa przybliża nam mechanizm działania zła. Próbuje wyjaśnić, skąd zło bierze się w człowieku. O złu można powiedzieć tyle, że jest to owoc, który dojrzewa etapami, bo – jak mówi pierwsze czytanie – zło jest procesem, które rodzi się z pożądliwości, a prowadzi do śmierci. Dzisiejszy świat próbuje nam wmówić, że zło wypływa z ograniczeń, że wystarczy usunąć wszelkie granice, a dobro będzie wypływać z człowieka. Jednak nigdy tak nie będzie! Jeśli chcemy dobra – musimy o nie zawalczyć! Jeśli chcemy wyzbyć się zła, to również musimy podjąć zmaganie. Jak zatem jak do tego podejść?
Całe zło, do którego mamy potencjał, pochodzi z pożądliwości. Należy sobie zdawać z tego sprawę, bowiem pożądliwość jest ukryta w nas i często nie zdajemy sobie z niej sprawy. Pożądliwość najczęściej kojarzy nam się z czymś oczywistym i głośnym: z władzą, pieniędzmi, seksem. Ale pożądliwość może też być o wiele bardziej skryta. Może przybierać formę pożądliwości uznania, która objawia się w potrzebie bycia podziwianym – w pragnieniu, by w każdej rozmowie uchodzić za eksperta, by nasze zdanie było decydujące, a nasze słowa budziły zachwyt. Niby chodzi o dzielenie się wiedzą, a jednak w głębi serca czekamy na potwierdzenie własnej wartości.
Innym razem przybiera postać kontroli. Chcemy wszystko zrobić sami, najlepiej po swojemu. Trudno nam zaufać, trudno oddać odpowiedzialność. Wydaje się, że chodzi o porządek czy skuteczność, ale pod spodem może kryć się lęk przed utratą wpływu.
Możemy nawet dojść do pożądliwości moralnej wyższości, gdy potrzebujemy być „tym dobrym”, „tym sprawiedliwym”. Łatwo wtedy oceniać, klasyfikować, wskazywać błędy innych. Trudniej natomiast spojrzeć na siebie z tą samą surowością.
Wszystko zaczyna się od pożądliwości, która sama w sobie nie jest jeszcze złem – ona może prowadzić do zła. Natomiast od niej jest już bardzo mały krok do zła. Bo jeśli pożądam pieniędzy, to łatwo mogę chociażby przyjąć łapówkę. Jeśli pożądam uznania, mogę iść na spotkanie nie dla relacji, lecz dla oklasków. Jeśli potrzebuję kontroli, mogę powiedzieć dziecku: „Zostaw, ja to zrobię lepiej”. Jeśli pożądam moralnej wyższości, będę szukał argumentów nie po to, by zrozumieć, ale by oceniać.
Pokusy rzadko są oczywiste i bardzo często ich nawet nie zauważamy – są pozornie rozsądne, dobrze uzasadnione, niemal niewinne. I już w tym miejscu powinniśmy działać. Po pierwsze: rozpoznać i pracować nad pożądliwościami. Po drugie unikać i znajdować sposoby na unikanie pokus.
Bo w kolejnym etapie dochodzimy do punktu krytycznego, w którym ta pokusa przeradza się z grzech. Jest to nic innego, jak poddanie się pokusie – popełnienie błędu, który krzywdzi nas oraz nierzadko drugiego człowieka. Grzech może kojarzyć się od razu z nauczaniem Kościoła i jego nakazami. Jest to jednak także nic innego, jak przekroczenie prawa, wykroczenie przeciwko rozumowi, ale przede wszystkim: działanie wbrew własnemu sumieniu.
I to właśnie ten grzech, który popełniamy w naszym życiu, prowadzi do śmierci. Oczywiście, każdy kiedyś umrze – czy to ten kto popełniał grzechy, czy ten, który starał się ich wystrzegać. Warto jednak dodać, że ludzie, którzy ignorują swoje sumienie, oddają się grzechom, toną w swoich pożądliwościach – często już za życia stają się duchowo martwi. A staczając się na samo dno człowieczeństwa, nierzadko doznają także śmierci fizycznej – wskutek przedawkowanie używek, nierozwagi, czy samobójstwa. I właśnie przed ty procesem ostrzega nas dzisiaj Apostoł Jakub kiedy mówi: Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani!
Zło wychodzi od naszych pożądliwości i jest wpisane niejako w naszą naturę. Nie ma ludzi, którzy byliby idealni. Brzmi to trochę zniechęcająco, jeśli się wie, że i tak w końcu ulegnę jakieś pokusie. Jednak nie na zło, lecz na dobro należy kierować naszą uwagę – na dobro, do którego jesteśmy szczególnie powołani przez samego Boga. Patrząc na dobro, patrzymy na Boga. Dziś apostoł mocno to zaznacza: Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności.
I choć modlimy się słowami: „I nie wódź nas na pokuszenie” w Modlitwie Pańskiej, to jednak nie oznacza, że Bóg wystawia nas na próbę. Za tymi słowami kryje się nasza świadomość tego, że jesteśmy słabi i sami z pokusami nie wygramy, a najlepszym sposobem na uniknięcie grzechu jest unikanie właśnie pokusy – i o to prosimy Ojca.
Najbardziej tragiczne może okazać się to, że nawet jeśli uświadomimy sobie nasze słabości i będziemy mieli mocne postanowienie czynienia dobra, to i tak będziemy się potykać. Jest to nieuniknione, ale dzisiaj otrzymujemy radę w Ewangelii, jak do tego mądrze podejść. Chrystus pyta apostołów: Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?
Wyrażając to krócej: nie pamiętacie dobra, które was spotkało? Nie rozpamiętujmy błędów, które są już za nami, które zostały przebaczone w Sakramencie Pokuty. Nigdy nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy źli. Karmmy się tym co dobre, wspominajmy dobro jakie nas spotkało! Chrystus pyta konkretnie apostołów, aby przypomnieli sobie te dobre wydarzenia.
O to samo dziś prosi również nas! Każde dobro pochodzi od Niego! Nauczmy się je dostrzegać – i nim żyć!
