Przedsionek Nieba?…

P

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Karol Pawluczuk – Lektor z mojej rodzinnej Parafii;

Karol Bisek – Szef Wspólnoty młodzieżowej w Serokomli, za czasów moich studiów doktoranckich na KUL;

Karol Kulikowski – za moich czasów: Lektor w Parafii w Radoryżu Kościelnym.

Urodziny z kolei przeżywa dzisiaj Małgorzata Osypiuk – należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Wszystkim świętującym życzę, aby każdego dnia budowali jak najmocniejszą relację z Jezusem – o czym więcej w rozważaniu. Zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj pomagam duszpastersko w Parafii w Poizdowie, po czym przejadę do Domu rodzinnego, w Białej Podlaskiej. A potem – powrót do Siedlec.

Przypominam, że dzisiaj pierwszy czwartek miesiąca. Pamiętajmy w modlitwie za powołanych do kapłaństwa i życia zakonnego – zarówno tych, którzy już to powołanie realizują, jak i tych, którzy z odpowiedzią na nie na różne sposoby się mierzą. Podziękujmy także za kapłanów i za osoby konsekrowane, jak i za tych, którzy odważyli się wejść na drogę przygotowania do tej posługi!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dzisiaj – bardzo osobiście i konkretnie – mówi do mnie Pan? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, A,

4 czerwca 2026., 

do czytań: Pwt 8,2–3.14b–16a; 1 Kor 10,16–17; J 6,51–58

CZYTANIE Z KSIĘGI POWTÓRZONEGO PRAWA:

Mojżesz powiedział do ludu: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził twój Pan Bóg przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego polecenia, czy też nie.

Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana.

Nie zapominaj twego Pana Boga, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie”.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do Żydów: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało za życie świata”.

Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać swoje Ciało na pożywienie?”

Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił, nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a pomarli. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.

Chociaż wydarzenia, opisane w pierwszym dzisiejszym czytaniu, działy się bardzo dawno, bo ponad trzy tysiące lat temu, to możemy w nich odnaleźć dużo podobieństw i odniesień do naszych czasów, i do sytuacji, dziejących się w naszym życiu.

Kiedy bowiem słyszymy te oto słowa Mojżesza, skierowane do swego ludu: Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził twój Pan Bóg przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego polecenia, czy też nie to czemuż nie odnieść ich właśnie do naszej życiowej sytuacji i odebrać jako słowa do nas osobiście skierowane, choćby w tej formie: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi Cię prowadził twój Pan Bóg przez tyle lat, ile już przeżyłeś – prowadził Cię przez pustynię Twojego życia, przez utrapienia i trudne życiowe doświadczenia, aby poznać, co jest w Twoim sercu: czy strzeżesz Jego polecenia, Jego przykazań, czy też nie…”.

I kiedy słyszymy te oto słowa Mojżesza: Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana to czyż nie można ich wręcz dosłownie odnieść do naszego życia i powiedzieć, że i nas żywi Pan manną z Nieba – zarówno w tym wymiarze doczesnym, jak i tym duchowym.

Bo to przecież z Jego ręki mamy chleb powszedni. Owszem, musimy na niego zapracować, musimy się o niego postarać i nie spada on nam tak fizycznie z Nieba, jak owa manna, o której Mojżesz dziś mówi, ale czyż nie jest on jednak darem Bożej łaskawości i hojności wobec nas? Czy gdyby Bóg naszej codziennej pracy nie pobłogosławił – to czy mielibyśmy z niej chleb powszedni? I coś „do chleba”?…

Natomiast gdy idzie o tę sferę duchową, to tu już nie mamy żadnych wątpliwości: Chleb eucharystyczny dosłownie wręcz przychodzi do nas z Nieba, bo trudno sobie wyobrazić, by w jakikolwiek inny sposób kawałek białego opłatka stawał się Ciałem Chrystusa, gdyby nie prawdziwa interwencja z Niebios! Gdyby nie dokonał się ten prawdziwy cud – tak to wprost nazwijmy – o którym Apostoł Paweł tak pisze w drugim czytaniu: Kielich błogosławieństwa, który błogosławimy, czy nie jest udziałem we Krwi Chrystusa? Chleb, który łamiemy, czyż nie jest udziałem w Ciele Chrystusa? Ponieważ jeden jest chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego chleba.

To się dokonuje na każdej Mszy Świętej i chociaż może już zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić i te słowa, które sprawiają cud Przemiany eucharystycznej, nie robią na nas aż tak wielkiego wrażenia, to jednak nie zmienia to faktu, że dzieje się coś niezwykłego! I że ten chleb staje się dla nas faktycznie taką Manną, którą wprost z Nieba otrzymujemy.

A skoro tak, to prawdą jest i to, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale wszystkim, co pochodzi z ust Pana. Czyli nie tylko tym chlebem doczesnym, ale i tym wiecznym – Chlebem eucharystycznym! A jeżeli tak, to także i Słowem, którym Pan nas karmi z taką samą hojnością, jak swoim Ciałem w Eucharystii. Chodzi tu o to, byśmy dostrzegli i docenili ten bezmiar darów duchowych, a nie zadowalali się tylko tym, co doczesne, czym można zaspokoić doraźne potrzeby. Bo człowiek – to nie tylko ktoś, kto swoje aspiracje i pragnienia sprowadza jedynie do tego, by się dobrze najeść, napić i zabawić. Człowiek ma pragnienia większe!

Przynajmniej powinien. Bo jak nie ma, to znaczy, że ma problem. Naprawdę bowiem – nie samym tylko chlebem żyje człowiek. Tym doczesnym. A jeżeli rzeczywiście tylko tak próbuje żyć, to trudno się potem dziwić, że to jego życie jest, jakie jest… Zwłaszcza, że to życie – mówiąc kolokwialnie – nie rozpieszcza nikogo.

Mojżesz w ostatniej części dzisiejszej swej przemowy stwierdził: Nie zapominaj twego Pana Boga, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. On cię prowadził przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody, On ci wyprowadził wodę ze skały najtwardszej. On żywił cię na pustyni manną, której nie znali twoi przodkowie.

Czyż to nie jest obraz naszego życia? Nas też Pan wyprowadził z niewoli grzechu, włączając przez Chrzest Święty do wspólnoty Kościoła: uwolnił nas z brzemienia grzechu pierworodnego i na bieżąco uwalnia z brzemienia wszystkich grzechów – jeśli tylko się do Niego zwrócimy o tę łaskę – w Sakramencie pokuty. I prowadzi nas przez tę wspomnianą pustynię naszego życia, aż nadto pełną wężów jadowitych i skorpionów – ileż ich na tej naszej życiowej drodze spotykamy! – drodze kamienistej, wyboistej, wysuszonej; drodze tak często „pod górę”?…

I właśnie Pan nas żywi na tej drodze Manną, której nie znali nasi przodkowie. Kiedy Mojżesz wypowiadał te swoje słowa, to mówił o mannie, która spadała co rano na pustyni, a której nie znali jego przodkowie. My mówimy o tej białej Mannie, pisanej przez wielkie „M”, której nie znał Mojżesz, ani cały lud Starego Testamentu, a lud Nowego Testamentu poznawał nie bez trudności i oporów, o czym słyszymy w Ewangelii.

Mamy tam fragment szóstego rozdziału Ewangelii Jana, czyli tak zwanej Mowy eucharystycznej Jezusa, będącej w rzeczywistości zapowiedzią tego daru, jakim miała się stać Eucharystia. Słuchając tych słów Jezusa, nie zapominajmy, że to była pierwsza tak otwarta i wyraźna zapowiedź tego, co dokona się w Wielki Czwartek. I od tamtego pierwszego Wielkiego Czwartku już wiemy, co Jezus miał na myśli, mówiąc: Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje Ciało za życie świata.

Wiemy, co Jezus miał na myśli – a konkretnie: wiemy, iż chodzi tu rzeczywisty chleb, który zostaje mistycznie przemieniony w Ciało Pańskie, a nie o jedzenie w sposób fizyczny Ciała Jezusa. My to dzisiaj wiemy – chociaż też nie możemy powiedzieć, żeśmy tę tajemnicę zgłębili, bo tego ludzkim rozumem nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Natomiast nie mamy na pewno tych wyobrażeń, jakie zrodziły się w umysłach słuchaczy, którzy tamtego dnia po raz pierwszy usłyszeli tę zapowiedź, a którzy zareagowali chyba zrozumiałym zdziwieniem: Jak On może nam dać swoje Ciało na pożywienie?

Drodzy moi, oni naprawdę nie mogli tego wtedy zrozumieć! Dla nich to był naprawdę wielki szok! I – powiedzmy sobie szczerze – zrozumiały szok! Wielu wtedy przestało z Jezusem przebywać, chodzić z Nim, słuchać Jego nauk! Co ciekawe – chociaż o tym dzisiaj nie słyszymy – kiedy zaczęli odchodzić, to Jezus ich w ogóle nie zatrzymywał. Nie przekonywał ich, żeby poczekali, aż On im to wszystko wytłumaczy, wyjaśni, pomoże zrozumieć… To bardzo ciekawe i dające do myślenia, że bez żadnego słowa pozwolił im odejść. Ciężką próbę przeżyli wtedy także Apostołowie, bo i oni usłyszeli pytanie, czy chcą odejść… I gdyby tak postanowili, to i ich na pewno Jezus by nie zatrzymywał.

Ale oni wtedy zostali – chociaż z pewnością tak samo, jak inni, niczego nie rozumieli. Zostali, by wraz z innymi, którzy też odważyli się Jezusowi zaufać i jednak zostać, usłyszeć te oto słowa: Jeżeli nie będziecie spożywać Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Jak widzimy, sprawa postawiona została jednoznacznie i jasno – „zerojedynkowo”: albo – albo. Albo spożywasz i żyjesz, albo nie spożywasz – i nie żyjesz na wieki! To znaczy – żyjesz, ale w wiecznym potępieniu. A to raczej nie o takie życie chodzi…

Jezus zaś dalej jednoznacznie stwierdza: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił, nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a pomarli. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.

I znowu – mamy tu odniesienie do pokarmu przodków, czyli do manny na pustyni. I – znowu – odnosimy to do naszej codzienności i dostrzegamy tu odróżnienie Chleba eucharystycznego od tego wszystkiego, czego symbolem jest chleb powszedni, czyli wszystkich naszych głodów i pragnień doczesnych. Na nich naprawdę nie możemy się skupić ani zatrzymać! Nasze serca naprawdę „nastawione są” – żeby nie powiedzieć: zaprogramowane, ale może właśnie: stworzone, powołane – do wyższych pragnień!

I ten głód doczesny, chociaż nie można go lekceważyć i trzeba go zaspokajać, to jednak nie jest ani najważniejszym, ani jedynym głodem, jaki odczuwa człowiek. A może inaczej: nie byłoby dobrze, gdyby to był jedyny głód. Bo jego zaspokojenie nie wystarczy, kiedy codziennie trzeba nam iść przez pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, przez ziemię suchą, bez wody jaką tak często jest nasze życie. Nie wystarczy! A przekonuje nas o tym zwykła obserwacja życia.

Iluż to ludzi opływa – w tym wymiarze doczesnym – we wszystko, a wcale nie są szczęśliwi! Iluż młodych ludzi, którym rodzice od początku dają wszystko, co im się tylko zamarzy, totalnie przegrywa w zderzeniu z życiem, a nieraz wręcz z tym życiem kończy, nie mogąc udźwignąć jego ciężaru. Dlaczego? Przecież mieli wszystko – i to wręcz w nadmiarze! Tego chleba doczesnego mieli aż nadto! Dlaczego więc byli tak bardzo głodni, tak bardzo nieszczęśliwi, że już nie widzieli sensu dalej żyć na tym świecie?…

Drodzy moi, tak często, kiedy życie nam da tak mocno „do wiwatu”, szukamy dla siebie ratunku dosłownie wszędzie, ale tylko nie tam, gdzie naprawdę powinniśmy. Bo odwołujemy się do przeróżnych terapii psychologicznych i innych, niekiedy wręcz zwracamy się do psychiatry, a niekiedy nawet do wróżki… A ileż to razy topimy swoje biedy i zmartwienia w alkoholu, a razem z nimi – topimy siebie samych i swoje życie…

Ileż to razy ból serca próbujemy zagłuszać hałasem tego świata, rozrywką, zapędzeniem, robieniem kariery, pracą – doprowadzoną do „pracoholizmu”! Na tyle sposobów próbujemy sobie pomóc, a wręcz się ratować – a skutek jest marny. Tymczasem, na wyciągnięcie ręki mamy Lekarstwo na wszystkie choroby tego świata i człowieka – Pokarm zaspokajający wszystkie ludzkie głody i pragnienia. Tylko wyciągnąć rękę! I tylko otworzyć serce…

A konkretnie: przyjmować Komunię Świętą stale, na każdej Mszy Świętej, w której uczestniczymy. Do tego jednak potrzeba systematycznej Spowiedzi – nie rzadziej, jak co miesiąc. Potrzeba też skupienia serca, by do każdej Mszy Świętej przygotować się i za każdą podziękować. I aby zająć się tym Gościem, którego przyjmujemy do serca – rozmawiać z Nim, powierzać się codziennie Jego opiece… Aby stworzyła się między nami a Jezusem – najmocniejsza, najprawdziwsza i najszczersza więź.

Po to właśnie chcemy Jezusa jak najczęściej do siebie zapraszać, dlatego też chcemy go jak najczęściej adorować, a dzisiaj wyprowadzamy go na drogi naszej codzienności, aby tę naszą pustynię wielką i straszną, pełną wężów jadowitych i skorpionów, […] ziemię suchą i bez wodyzamieniał w przedsionek Nieba!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.