W porę – i nie w porę…

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym rocznicę Święceń kapłańskich przeżywają:

Biskup Piotr Sawczuk – Pasterz Diecezji drohiczyńskiej, pochodzący z naszej Diecezji siedleckiej;

Ksiądz Kanonik Jan Grochowski – emerytowany Proboszcz w Parafii w Trąbkach, a wcześniej Proboszcz mojego pierwszego wikariatu – Kapłan, który w mądry sposób wprowadził mnie w kapłaństwo: jest to rocznica PIĘĆDZIESIĄTA;

Ksiądz Prałat Edmund Szarek – Kapłan, z którym miałem przyjemność współpracować w swoim czasie i w którego Parafii mieszkałem na początku moich studiów na KUL: także jest to rocznica PIĘĆDZIESIĄTA;

Ksiądz Profesor Roman Krawczyk – przez cztery lata mojej seminaryjnej formacji: Rektor siedleckiego Seminarium, emerytowany Wykładowca Uniwersytetu w Siedlcach: także jest to rocznica PIĘĆDZIESIĄTA;

Ksiądz Jacek Owsianka – przez dwanaście lat: Proboszcz mojej rodzinnej Parafii, a obecnie Proboszcz Parafii Unin;

Ksiądz Andrzej Duklewski – przez wiele lat Proboszcz Parafii w Tomsku na Syberii i Proboszcz mojego Brata Marka, a obecnie Proboszcz w Parafii Marianów, w Diecezji siedleckiej;

Ksiądz Mirosław Pietrzak – życzliwy Kapłan, z którym pracowałem w jednym dekanacie;

Ksiądz Leszek Mućka – Kapłan naszej Diecezji;

Ksiądz Przemysław Radomyski – mój Poprzednik w Duszpasterstwie Akademickim w Siedlcach;

Ksiądz Paweł Padysz – z którym spotykałem się przy różnych okazjach;

Ksiądz Mirosław Wasiak – Proboszcz w Parafii w Celestynowie, w Diecezji Warszawsko – praskiej;

Urodziny przeżywa natomiast dzisiaj Jacek Marczuk, należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Białej Podlaskiej.

A imieniny przeżywają dziś:

Norbert Łączyński – Lektor w Parafii w Trąbkach;

Ksiądz Norbert Taratycki – Kapłan z naszej Diecezji, z którym miałem okazję współpracować w swoim czasie;

Norbert Piwek – dobry Człowiek z Parafii w Trąbkach;

Dominika Sionek – Osoba bliska i życzliwa z Parafii w Miastkowie Kościelnym.

Wszystkim świętującym życzę ogromu łask Bożych i wszelkiego błogosławieństwa. O to będę się dla Nich modlił.

Dzisiaj także wypada czterdziesta czwarta rocznica mojej Pierwszej Komunii Świętej. Wielką moją radością jest to, że mogę nie tylko przyjmować Komunię Świętą, ale i rozdzielać ją innym. Niech Bóg będzie uwielbiony w swoich darach, którymi tak hojnie nas obdziela!

A oto dzisiaj – dzień dość aktywny. Bo o 9:00 poprowadzę skupienie dla Kandydatów do Bierzmowania w Parafii Borowie – w której byłem z pomocą duszpasterską w Niedzielę Palmową. Będzie Msza Święta, mała scenka rodzajowa, praca w grupach i odpowiadanie na ewentualne pytania Uczestnikom, zapisane na kartkach. To w planach. A jak wyjdzie – zobaczymy.

Podobne dni skupienia prowadziłem już kiedyś, przed tak zwaną pandemią, w Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie. Potem zostały one zawieszone… Tym bardziej dziękuję Proboszczowi Parafii Borowie, Księdzu Markowi Kukielowi, za pomysł na to spotkanie i za zaproszenie mnie do jego przeprowadzenia.

Potem zaś, od 16:00, zastąpię Proboszcza Parafii Leopoldów, Księdza Kanonika Andrzeja Polaka, który wyrusza na Pielgrzymkę na Jasną Górę z grupą Parafian. I tutaj już będzie mi pomagał Szymon Sala, Autor rozważań wtorkowych na naszym blogu – jako Szafarz Nadzwyczajny Komunii Świętej.

Z Leopoldowa wracam do Siedlec.

Nadmienię, że dzisiaj, w Katedrze siedleckiej, będą Święcenia diakonatu. Przyjmie je jeden (!) Kandydat. Pamiętajmy o Nim w modlitwie – i pamiętajmy o tej ważnej sprawie, która wyjątkowo dramatycznie woła o gigantyczny modlitewny szturm do Nieba!

A dzisiaj – przypominam! – pierwsza sobota miesiąca. Zachęcam także do udziału w nabożeństwie czerwcowym!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, z jakim przesłaniem Pan dzisiaj zwraca się do każdej i każdego z nas indywidualnie?… Niech Duch Święty będzie nam w tym światłem i natchnieniem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 9 Tygodnia zwykłego, rok II,

6 czerwca 2026., 

do czytań: 2 Tm 4,1–8; Mk 12,38–44

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO TYMOTEUSZA:

Najmilszy: Zaklinam cię wobec Boga i Chrystusa Jezusa, który będzie sądził żywych i umarłych, i na Jego pojawienie się, i na Jego królestwo: głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie.

Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus nauczając rzesze mówił: „Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok”.

Potem usiadł naprzeciw skarbony i przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie to właściwie testament Apostoła Pawła, który ma świadomość zbliżającego się końca swojej posługi, o czym sam mówi: Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego.

Paweł co prawda kilkakrotnie zapowiadał swoim uczniom, że już blisko jest jego koniec, że już go więcej nie zobaczą, bo za tego ziemskiego życia już do nich nie zdąży powrócić, jednak w kilku przypadkach miało się okazać, że jego przeczucia się nie sprawdziły – i powrócił do kilku takich miejsc, albo przynajmniej przez te miejsca przejeżdżał. Nie zmienia to jednak faktu, iż był on generalnie w pełni świadomy przebiegu swojej działalności, jej znaczenia, jej owoców, a także tego, o czym dzisiaj mówi – że „swoje” zasadniczo zrobił i już właściwie może iść na spotkanie z Panem.

Wielkim jego szczęściem jest natomiast, iż może tę swoją misję przekazać innym, aby ją kontynuowali. A wśród owych „innych” miejsce bardzo szczególne zajmował – tak, jak je zajmował w sercu Pawła – jego umiłowany uczeń, młody Biskup rozwijającego się bujnie Kościoła, Tymoteusz. Dzisiaj słyszymy praktycznie zakończenie Drugiego Listu do niego właśnie skierowanego, a więc całego przesłania Apostoła Pawła, jakie miał do niego.

Oba Listy nie są jakoś objętościowo obszerne – wprost przeciwnie: są bardzo skondensowane! Ale – może właśnie dlatego – są bardzo konkretne. Zawierają cały szereg precyzyjnych wskazań, których powinien przestrzegać młody Pasterz Kościoła – powołany do tak poważnych i znaczących zadań, pomimo właśnie swojego młodego wieku. Zresztą, w jednym z tychże wskazań Paweł zastrzegł, iż nikt z członków Kościoła nie ma prawa lekceważyć tegoż młodego wieku Tymoteusza – także może dlatego, że rady, jakich mu jego duchowy ojciec udziela, wskazują na wysoki stopień duchowej dojrzałości młodego Pasterza.

Także i dzisiaj – może dlatego, że to pożegnanie i testament duchowy – padają wskazania naprawdę mocne i konkretne: Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. To są wskazania – przyznajmy – do kogoś, kto ma już dalej sam, po odejściu swego duchowego ojca i przewodnika, poprowadzić powierzoną sobie wspólnotę Kościoła. Musiał zatem Paweł być pewnym tego, że Tymoteusz sobie poradzi. I – z tego, co wiemy – poradził sobie. Nie zawiódł Pawła, nie zawiódł Jezusa, nie zawiódł wspólnoty Kościoła.

Bo wziął sobie do serca wezwanie swego duchowego ojca i przewodnika: Głoś naukę, nastawaj w porę, nie w porę, w razie potrzeby wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Wziął sobie do serca, to znaczy zrealizował. Ale wcześniej – musiał je należycie zrozumieć. A chociażby to, co to znaczy: «nastawać nie w porę». Czyli kiedy? Kiedy głoszenie nauki Jezusa jest nie w porę?

My wiemy, że każda pora jest dobra i właściwa, dlatego zawsze mamy być odważnymi świadkami Jezusa i Jego prawdy, ale w odbiorze ludzi, do których to świadectwo ma być skierowane, może to być nie w porę. A jeśli by tak wziąć pod uwagę dzisiejsze konwenanse i dzisiejsze standardy politycznej i obyczajowej poprawności, także tej medialnej, to właściwie każda pora jest nie w porę! Dzisiejszy świat innych nauczycieli i innych nauk wolałby słuchać. Zwłaszcza, że ma ich „na pęczki” – do wyboru i do koloru!

Zresztą, Paweł to dzisiaj wyraźnie zapowiedział, mówiąc: Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom. Ty zaś czuwaj we wszystkim, znoś trudy, wykonaj dzieło ewangelisty, spełnij swe posługiwanie.

Dlatego wtedy, za czasów Pawła i Tymoteusza, ale może jeszcze bardziej dzisiaj, my wszyscy powinniśmy wziąć sobie do serca te słowa Apostoła Pawła, skierowane do Tymoteusza – ale przecież także do nas – i odważnie, bez kompleksów, bez tego miażdżącego zażenowania i poczucia niższości, które z niewiadomych powodów wkradło się do serc tylu współczesnych katolików, patrząc ludziom prosto w oczy mówić o Jezusie, a konkretnie: o Jego zasadach, o Jego miłości i przykazaniu miłości, o Jego przebaczeniu…

Dzisiaj to nasze głoszenie nauki i nastawanie w porę i nie w porę ma przyjąć przede wszystkim – jeszcze raz to podkreślmy – kształt osobistego świadectwa, dawanego codziennie i bez względu na to, czy to się komuś z naszego otoczenia podoba, czy nie. Mamy tu na myśli systematyczne spełnianie religijnych praktyk – oczywiście, z miłością i pobożnością, a nie na pokaz, albo dla tradycji, albo z poczucia obowiązku czy przyzwoitości.

Ale to również przyjmowanie określonych postaw w określonych sytuacjach, czyli że szanujemy drugiego człowieka, że dotrzymujemy słowa, że się nie spóźniamy do pracy albo na spotkanie z drugim człowiekiem; że nie wynosimy niczego z zakładu pracy, że się uczciwie i na czas rozliczamy ze swoimi pracownikami; a w życiu małżeńskim i rodzinnym: że dochowujemy sobie małżeńskiej wierności, że mamy czas dla swoich dzieci, żeby się z nimi pomodlić, żeby z nimi zwyczajnie spokojnie porozmawiać, żeby dać im dobry przykład chrześcijańskiej postawy, a więc chociażby przy nich nie przeklinać (i w ogóle nie przeklinać); czy wreszcie: nie mieszkać ze sobą na sposób małżeński, jeśli się nie jest małżeństwem!

I wiele jeszcze takich postaw moglibyśmy wymienić – a pewnie większość z nich dla dzisiejszego świata, będzie nie w porę. Jednak Apostoł przekonuje swego umiłowanego duchowego syna – i nas wszystkich – że tak właśnie trzeba. A używając formuły: w razie potrzeby – zrób to, czy tamto – każe roztropnie dopasować sposoby działania do potrzeb i okoliczności. Podkreślmy: nie dopasować treść nauki, ale sposób głoszenia i docierania do serc ludzkich. Tego i od nas oczekuje.

Zaznaczając – poprzez niezwykły obraz, ukazany nam w dzisiejszej Ewangelii – że żadne nasze działanie, choćby najbardziej skryte i spełniane po cichu i nie dostrzeżone przez świat, nie zostanie przeoczone przez Jezusa! Któż bowiem zwrócił tam uwagę na tę biedniutką wdowę? A jej nominalnie naprawdę marna ofiara to takie zupełne nic – w porównaniu z tym, co rzucali bogatsi. Zapewne niejeden z nich czynił to z dumą, pewnie jeszcze oglądając się, czy wszyscy widzą, jaki to on hojny!

Ta skromna kobieta pewnie nawet wstydziła się, że może dać tak mało… Zapewne nawet ukrywała się, zażenowana, przed ludźmi. I zapewne wielu „ważniejszych” nawet na nią uwagi nie zwróciło. Na szczęście zauważył ją Najważniejszy! I pokazał nam – pokazał całemu światu – tak, że od dwóch tysięcy lat określenie „wdowi grosz” jest synonimem największej hojności serca! Przy – być może – nominalnie niewielkiej wartości! U Jezusa jednak wszystko inaczej się liczy, inne miary są stosowane – i to do wszystkiego!

Niech więc i nasza wierność Jezusowi i Jego zasadom, ich głoszenie i świadczenie o nich, nasze nastawanie w porę i nie w porę będzie – jeśli taka potrzeba – owym wdowim groszem. Nigdy nie obawiajmy się, że coś stracimy na owej wierności, albo że zostaniemy uznani za głupich, naiwnych, zacofanych… Może nieraz takie opinie o sobie usłyszymy. Ale Jezus oceni to zupełnie inaczej. A to chyba Jego zdanie jest najważniejsze, prawda?

Bo to na Jego Sądzie staniemy, kiedy już przyjdzie właściwa pora…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.