Gdyby Was nie chciano przyjąć…

G

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Paweł Kaczorowski, mój Znajomy od wielu lat, od czasu działalności młodzieżowych Wspólnot.

Imieniny z kolei przeżywa Weronika Pogoda, Osoba czynnie zaangażowana w życie Parafii w Samogoszczy.

Wszystkim świętującym życzę trwania z Jezusem i przy Jezusie – z radością i nadzieją. Zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, gdzie o 18:00 planuję Mszę Świętą w Parafii Świętego Jana Kantego. Mam też wygłosić Boże słowo. Jeżeli ktoś chce się ze mną połączyć, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

Polecam tej Waszej uwadze trzy ciekawe artykuły – wzmacniające ducha i niosące nadzieję, a jednocześnie ważne w obecnym czasie:

https://www.vaticannews.va/pl/papiez/news/2026-07/papiez-leon-xiv-do-mlodzi-zaufajcie-jezus-chrystus.html?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=NewsletterVN-PL

oraz:

https://www.vaticannews.va/pl/watykan/news/2026-07/szczyt-onz-o-ai-stolica-apostolska-otwarta-na-dialog.html?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=NewsletterVN-PL

a także:

https://www.vaticannews.va/pl/kosciol/news/2026-07/francja-rowniez-muzulmanie-pukaja-do-drzwi-kosciola.html?utm_source=newsletter&utm_medium=email&utm_campaign=NewsletterVN-PL

I co Wy na to?

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem, które daje nam dziś Pan. Oto słówko Księdza Marka:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, cPan chce powiedzieć konkretnie mi osobiście – w warunkach, w jakich na co dzień żyję? Jakich wskazań udziela mi dzisiaj? Duchu Święty, napełnij moje serce światłem i odwagą!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 14 Tygodnia zwykłego, rok II,

9 lipca 2026., 

do czytań: Oz 11,1.3–4.8c–9; Mt 10,7–15

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA OZEASZA:

To mówi Pan: „Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości.

Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę, schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.

Moje serce się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja, Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do swoich apostołów. „Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.

A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, powitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.

Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu”.

Nietrudno zauważyć, że przesłanie, z jakim Bóg zwraca się do swego narodu w pierwszym dzisiejszym czytaniu, to przesłanie miłości, pocieszenia i nadziei. W bardzo czułych słowach zapowiada bowiem, że zaopiekuje się swoim narodem niczym rodzic – a dokładniej nawet: matka – swoim dzieckiem! Bo jak inaczej rozumieć te słowa: Miłowałem Izraela, gdy jeszcze był dzieckiem, i syna swego wezwałem z Egiptu. Ja uczyłem chodzić Efraima, na swe ramiona ich brałem; oni zaś nie rozumieli, że troszczyłem się o nich. Pociągnąłem ich ludzkimi więzami, a były to więzy miłości. Byłem dla nich jak ten, co podnosi do swego policzka niemowlę, schyliłem się ku niemu i nakarmiłem go.

Spróbujmy sobie wyobrazić te gesty Boga wobec swego narodu – czyli właśnie: takie gesty ojca wobec dziecka. A bardziej jeszcze: gesty matki, bo – jako rzekliśmy – chyba bardziej przypominają one zachowania matki.

Równie poruszająco brzmią dalsze słowa Boga, skierowane do swego ludu: Moje serce się wzdryga i rozpalają się moje wnętrzności. Nie chcę, aby wybuchnął płomień mego gniewu, i Efraima już więcej nie zniszczę, albowiem Bogiem jestem, nie człowiekiem; pośrodku ciebie jestem Ja, Święty, i nie przychodzę, żeby zatracać.

Wygląda na to, że Bóg niezwykle mocno, wręcz emocjonalnie angażuje się w tę relację. A warto mieć też na uwadze, że dzisiejszy fragment – jeśli zajrzeć do Księgi Ozeasza – nie jest tekstem ciągłym. To wybór kilku wersetów, z których niejako „złożony” został tekst dzisiejszego czytania. Pomiędzy tymi wersetami są inne – o tym, że naród wybrany będą spotykały różne kary za jego nieprawości. I w ogóle – wymienione są owe nieprawości.

Bóg wyraźnie na nie wskazuje, karci za nie i przed nimi przestrzega. Ale też mówi to, co dzisiaj usłyszeliśmy. W Księdze Ozeasza wyraźnie widać zderzenie dwóch nurtów Bożej myśli: sprawiedliwości i miłosierdzia. Sprawiedliwość nakazuje Bogu zdecydowanie napiętnować zło, miłosierdzie natomiast – przebaczyć niewiernemu narodowi i dać mu kolejną szansę. Można więc chyba nawet mówić o jakimś zmaganiu się Boga z samym sobą, aby pomimo zła, dokonywanego przez nieposłuszne dzieci, okazać im jak najwięcej miłości i ocalić – niejako przed nimi samymi…

Bo Bóg zawsze wychodzi do człowieka jako pierwszy – i zawsze z otwartym sercem i wyciągniętą ręką. Co jednak na to człowiek? Dzisiaj w pierwszym czytaniu pytanie to nie pada, chociaż możemy się go tam domyślać, gdyż wręcz samo prosi się, by je tam postawić: skoro Bóg z taką determinacją wychodzi do swego ludu, to co na to człowiek?

O wiele mocniej ten aspekt wybrzmiewa w czytaniu ewangelicznym. Wysyłając Apostołów na pierwszą samodzielną misję, Jezus wyraźnie im polecił: Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.

Zobaczmy, mają oni dokonywać rzeczy cudownych, za które mogliby zarobić krocie! Bo jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której ludzie przychodzą do nich z odpowiednią kwotą, by „załatwić sobie” wyleczenie ze swoich chorób. My dzisiaj także wszystko byśmy oddali – a przy obecnym stanie służby zdrowia: często wszystko musimy oddawaćżeby ratować zdrowie swoje i swoich bliskich. I z takim nastawieniem ludzie mogliby podejść do działalności Apostołów. Jezus jednak stwierdza stanowczo: Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie.

Ale też równie stanowczo stwierdza: Gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. I także to mówi: Wchodząc do domu, powitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.

Zatem, to ci, którzy są adresatami misji Apostołów, mają im zapewnić utrzymanie. Co więcej, Jezus wyraźnie podkreśla, że to jest dla takich ludzi zaszczyt i wyróżnienie. Wszak mówi, że Apostołowie mają się zatrzymywać tylko u tych, którzy są tego godni – nie u wszystkich! Znaczy to, że nie każdy zasługuje na goszczenie głosicieli Bożego królestwa! U tych jednak, którzy na to zasługują, Apostołowie mają zostać tak długo, jak będzie tego wymagało spełnienie zadań misyjnych w danym mieście. To bardzo śmiałe stwierdzenia Jezusa.

Podobnie, jak i to: Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu.

Pamiętamy z jakiego powodu na Sodomę i Gomorę spadł deszcz ognia i siarki – i doszczętnie zniszczył te miasta? Za jakie grzechy? Za grzechy moralnej rozwiązłości – grzechy przeciwko naturze. I oto dzisiaj Jezus mówi, że nawet takie przestępstwa lżej będą karane, aniżeli odrzucenie Ewangelii! Dlatego Apostołowie, opuszczając takie miasto, które nie chce jej przyjąć, mają dokonać symbolicznego gestu strząśnięcia prochu z nóg.

Był to wówczas gest mający uświadomić tym, do których jest adresowany, że Apostołowie zdejmują z siebie wszelką odpowiedzialność za ich decyzje i działania. Apostołowie zrobili swoje – przekazali im słowa Ewangelii, obdarzyli łaskami z Nieba, często wręcz cudownymi – ale teraz krok należy do odbiorców. By się tak wyrazić w terminologii szachowej: ich ruch! Usłyszą słowa, do nich skierowane i przyjmą dary, im oferowane – albo wszystko odrzucą. Lub będzie im to obojętne.

Koniecznie zauważmy tu pewną prawidłowość w działaniu Jezusa, którą widać także w innych Jego wypowiedziach i gestach: Jezus nie każe absolutnie przekonywać takich ludzi, usilnie ich zachęcać do zmiany nastawienia, czy może prosić ich wręcz, żeby zgodzili się przyjąć, wysłuchać, zgodzić się na działanie Boże – nic z tych rzeczy! Wprost przeciwnie! Owszem, Apostołowie mają się całym sercem zaangażować w spełnienie swojej misji. Ale nic na siłę!

Kiedy już Apostołowie zrobią swoje – mają iść dalej. I dalej głosić, i dokonywać znaków. A teraz ci, wśród których działali, zostają z tym, co usłyszeli i otrzymali. Co z tym zrobią? Co powinni zrobić? Co muszą zrobić?

Nic nie muszą. Wszystko mogą. Ale jeżeli nie zechcą, to – siłą rzeczy – poniosą konsekwencje tego, że odrzucą słowo Apostołów. Czyli – słowo Jezusa. Czyli – samego Jezusa. A jeżeli Go odrzucą, to oczywistym jest, że zostaną sami ze sobą i ze swoją pustką. Bo tak wybrali. W końcu – są wolni. Mogą zrobić wszystko, co zechcą. Ale też muszą się odpowiedzialnie liczyć ze skutkami swoich wyborów.

Drodzy, pamiętajmy o tym! I innym to przypominajmy! Bo gdzieś jeszcze w świadomości niektórych „nadgorliwych” ewangelizatorów tkwi takie przekonanie, że tego drugiego trzeba do wiary wręcz zmusić, narzucić mu ją za wszelką cenę – jak to mawiają niektóre żony czy matki, borykające się z problemem odejścia od wiary swoich mężów, czy synów, że na wszelkie sposoby starają się ich do niej nakłonić: prośbą i groźbą. Czasami krzykiem! A czasami nawet przekleństwami!

Oczywiście, sami widzimy, że nie tędy droga. To prawda, że boli serce, kiedy ktoś bliski błądzi, potyka się i upada – z powodu własnej głupoty, z powodu źle dokonanych wyborów. Ale może właśnie trzeba dać mu się sparzyć – może nie ma na ten moment innego sposobu, żeby zrozumiał, że źle robi?

I może trzeba także przed tymi, którzy w przestrzeni publicznej negują wartości chrześcijańskie, krytykują czy wręcz ośmieszają Kościół; albo też w samym Kościele optują za „złagodzeniem kursu”, aby nie zrażać do Kościoła ludzi, zwłaszcza młodych – strząsnąć proch z nóg i zostawić ich ze swymi przekonaniami, aby sami na sobie odczuli skutki swoich błędów! To może zaboleć, ale może jedyny skuteczny sposób, żeby otrzeźwieli?

W tej grupie są niestety także księża, którzy łagodzą przekaz na ambonie i unikają niektórych „niemodnych” tematów, jak piekło, grzech, potępienie wieczne, szatan, pokusy do grzechu, czy negatywna ocena mieszkania razem dwojga ludzi, nie będących małżeństwem… Na pewno, trzeba się szczerze modlić o przejrzenie tych wszystkich ludzi – zarówno świecki, jak i duchownych, którzy zamykają się na jednoznaczny głos Jezusa!

I samemu zawsze mocno stać po stronie prawdy. Tak, jak Jezus, który nigdy nie łagodził i nie dostosowywał do oczekiwań słuchaczy Ewangelii, którą głosił.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.