Dajmy się zaprosić!

D

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd wyruszam do Konstantynowa. Tam dzisiaj pomagam duszpastersko.

Potem przejeżdżam do Domu rodzinnego, skąd około 19:00 udamy się – wraz z Markiem – do naszego Wujka Mirosława Oleszczuka i Jego Żony Anny. Pomimo, że mieszkają w Białej Podlaskiej, to jednak dość rzadko się spotykamy. A Marek to się chyba z Nimi już kilka lat nie widział. Nadrabiamy więc zaległości. Potem powrócę do Siedlec.

A Ksiądz Marek działa dzisiaj przez cały dzień w naszej rodzinnej Parafii Chrystusa Miłosiernego – Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Białej Podlaskiej. Gdyby ktoś chciał się duchowo połączyć, bo nie da rady osobiście, to może zajrzeć tutaj:

https://www.youtube.com/watch?v=zizUZ4XQgXs

O ile się, oczywiście, połączenie nie zawiesi…

Przypominam, że dzisiaj – pierwsza niedziela miesiąca! Podziękujmy Panu naszemu za dzieło zbawienia!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, jaką konkretną myśl mogę wziąć dziś dla siebie – tylko dla siebie? Duchu Święty, pomóż odkryć…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

14 Niedziela zwykła, A,

5 lipca 2026., 

do czytań: Za 9,9–10; Rz 8,9.11–13; Mt 11,25–30

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA ZACHARIASZA:

To mówi Pan: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Efraimie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Wy nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała, będziecie żyli.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Dzisiejsze pierwsze czytanie, z Proroctwa Zachariasza, zapewne bardziej kojarzy nam się z Adwentem, niż z tym obecnym czasem, który przeżywamy w liturgii. Oto bowiem słyszymy dzisiaj: To mówi Pan: „Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Efraimie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi”.

To przyjście Pana dokonuje się jednak nie tylko w Adwencie czy w Boże Narodzenie, czy w Okresie Paschalnym – jak wskazywałyby słowa o wjeżdżaniu na osiołku, dokładnie tak, jak Jezus wjeżdżał do Jerozolimy, w Niedzielę Palmową. Jezus przychodzi nie tylko wtedy. I nie tylko w niedzielę, na Mszy Świętej lub w Komunii Świętej, chociaż wtedy przychodzi – powiedzielibyśmy – najbardziej wyraźnie, a my najmocniej tego doświadczamy i najczęściej o tym mówimy.

Święty Paweł Apostoł ukazuje nam ten problem z nieco innej perspektywy, gdy mówi: Wy nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

Słyszymy o zestawieniu – a dokładniej: o przeciwstawieniu sobie tego, co Apostoł nazywa «życiem według ciała» oraz «życiem według ducha». Mówimy zatem o jakimś stanie ciągłym, o jakimś trwaniu, nie zaś o czyimś jednorazowym przyjściu lub odejściu. A skoro tak, to może trzeba nam spojrzeć na to przyjście Pana, o którym mowa w pierwszym czytaniu, jako na coś stałego: na coś, co cały czas trwa, a nie tylko zdarza się raz do roku, czy od święta, czy od niedzieli, czy tylko w jakimś czasie.

W ostatnim zdaniu dzisiejszego drugiego czytania Apostoł wyjaśnia: Jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała, będziecie żyli.

Możemy to sobie zatem tak wyobrazić, że Pan ciągle i ciągle, w każdym momencie, do nas przychodzi. Jest ciągle w drodze do naszych serc, ciągle chce w nich zamieszkać i w nich przebywać. Zresztą, podkreślamy to także w czasie Adwentu – także wtedy, kiedy czytamy te oto słowa, które usłyszeliśmy dzisiaj – że chociaż przygotowujemy się na przyjście Pana w czasie zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia oraz na ostateczne przyjście Pana, na końcu czasów, to jednak przyjście to dokona się już na tej Mszy Świętej, na której rozważamy te słowa, bo dokona się ono właśnie w owym Słowie, a potem w Komunii Świętej. A po wyjściu z kościoła – w spotkaniu z drugim człowiekiem, w konkretnej życiowej sytuacji, i na wiele jeszcze innych sposobów.

I tak się dzieje w Adwencie, i w Okresie Bożego Narodzenia, i w Okresie Wielkanocnym, i w Okresie Zwykłym w liturgii Kościoła – i tak się dzieje każdego dnia i w każdej chwili naszego życia. Pan przychodzi do nas ciągle – żeby to jeszcze raz powtórzyć: jest ciągle w drodze do nas! Ciągle puka do naszych serc i umysłów, puka do drzwi naszych domów i naszej codzienności. Z czym się jednak spotyka? Z drzwiami otwartymi – czy właśnie szczelnie zamkniętymi?

«Życie według ducha», o którym tu dziś słyszymy, jest znakiem tego, że wpuściliśmy Jezusa do siebie. «Żyjemy według ducha», czyli żyjemy głęboko i mądrze, żyjemy Jezusem i z Jezusem. A jeżeli tak, to nie ulegamy popędom ciała, nie ulegamy ludzkim zachciankom i pokusom, ale stawiamy na wartości wyższe i głębsze! Uleganie popędom ciała, ludzkim zachciankom, ludzkim słabościom i grzechom; zamykanie się w schematach tylko ludzkiego myślenia – prowadzi do śmierci.

Tak dziś mówi Święty Paweł, a to oznacza oczywiście śmierć duchową, czyli potępienie w piekle. Bo my dobrze wiemy, że wszyscy będziemy żyli wiecznie – po tej drugiej stronie życia – ale przebywanie na wieki w piekle trudno raczej nazwać zbyt atrakcyjną formą życia. Trudno to nazwać w ogóle życiem – to jest właśnie duchowa śmierć. To jest życie w grobie, w mroku i bólu, w wiecznym cierpieniu i odrzuceniu, bez cienia nadziei na zmianę tej zupełnie tragicznej sytuacji. Taki los czeka tych, którzy zamknęli serce przed Jezusem, chcącym do nich przyjść i z nimi zawsze żyć.

To ci, którzy także nie zrobili do Jezusa ani kroku. A On właśnie dzisiaj zachęca: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Z tych słów jasno wynika, że to nasze wyjście do Jezusa, zrobienie kroku w Jego kierunku, otwarcie przed Nim serca, danie Mu „zielonego światła” – jest dla nas po prostu czymś dobrym i potrzebnym. To nie jest tak, że Pan wzywa nas tylko do jakiegoś wielkiego poświęcenia i wyrzeczenia, na którym my najwięcej stracimy. Nie! My właśnie na tym najwięcej zyskujemy!

Owszem, «życie według ducha» wiąże się z przyjęciem pewnego stylu postępowania – powiedzmy sobie jasno: pewnego wysokiego stylu! Bo trzeba przestrzegać przykazań, trzeba sobie jasno postawić określone moralne wymagania i starać się im sprostać; trzeba się powstrzymać przed pewnymi zachowaniami i reakcjami, więc – by się tak wyrazić – łatwo nie jest i nie będzie. Trzeba się wysilić, trzeba nad sobą popracować, trzeba się wziąć w garść, nałożyć na siebie pewne ograniczenia, przyjąć i utrzymać konsekwentnie jakiś styl życia.

Bez takich wymagań, bez tych ograniczeń, bez tych nakazów i zakazów – życie wydaje się łatwiejsze, czyż nie? Tak właśnie uważa wielu ludzi, którym nie chce się postawić sobie owych wymagań, albo nie widzą takiej potrzeby, albo są przekonani, że dzisiaj to już są inne czasy i ludzie żyją nowocześnie, a nie według jakichś przestarzałych schematów.

Dlatego też wielu uważa, że wiara, katolicyzm, nauka Kościoła – to tylko nakazy i zakazy, ograniczenia i blokady, a wręcz: zniewalanie człowieka! Obieranie mu możliwości rozwoju i samorealizacji – bo skoro nic mu nie wolno, musi uważać na każde słowo, nie może sobie na za wiele pozwolić, to jakie to w ogóle życie? I dlaczego ten Jezus tak uparcie ogranicza swoich uczniów i wyznawców, czemu im wszystkiego zabrania?

Drodzy moi, czyż tak nie myśli dzisiaj naprawdę wielu ludzi? Jacy to ludzie? A ci chociażby, dla których wspólne mieszkanie dwojga ludzi, nie będących małżeństwem, jest czymś zupełnie normalnym, a jakiekolwiek krytykowanie tego, czy nawet zwracanie na to uwagi, odbierają jako jakiś wielki skandal!

Albo ci, dla których coniedzielna Msza Święta, regularna Spowiedź, systematyczna Komunia Święta, codzienna modlitwa, zachowywanie piątkowej wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych czy wyciszenie i większe skupienie w czasie Wielkiego Postu lub Adwentu – to jakieś stare i zmurszałe zwyczaje, którymi nie ma sobie co zaprzątać głowy człowiek nowoczesny!

A czyż tak nie myślą ci, dla których Pierwsza Komunia Święta dziecka to tylko okazja do zorganizowania hucznego przyjęcia – w formie wręcz małego wesela – dlatego męczą swoich Duszpasterzy o podanie terminu Komunii nawet na dwa lata do przodu, żeby zarezerwować salę, ale wcale nie myślą o jakimkolwiek przygotowaniu duchowym? Czyż to nie o takich tu dzisiaj mówimy?

Tak przy okazji, to zauważmy, że my tu cały czas mówimy o praktykach religijnych, o udzielaniu i przyjmowaniu Sakramentów – a przecież te wszystkie wskazane tu postawy to «życie według ciała», a nie «według ducha»! Okazuje się bowiem, że można mówić o Pierwszej Komunii Świętej – a wcale nie myśleć o Jezusie i o tym, że przychodzi On do serca dziecka, dlatego trzeba Mu tam stworzyć odpowiednią przestrzeń! A właściwie, to dziecku trzeba pomóc, by stworzyło tę przestrzeń, czyli trzeba je chociażby nauczyć, że tak, jak przyjęło Komunię Świętą po raz pierwszy – z takim szumem, niestety, i rozmachem – to powinno ją już spokojnie i z wiarą przyjmować na każdej Mszy Świętej, w jakiej będzie uczestniczyło.

Ale to wymaga Spowiedzi co miesiąc, a nie dopiero na rocznicę Pierwszej Komunii Świętej, bo przecież „jakie to grzechy dziecko może mieć w tak młodym wieku?” – jak to słyszymy od niektórych rodziców. Oczywiście, od tych rodziców, którzy sami nie chodzą do kościoła i tak naprawdę są ludźmi praktycznie niewierzącymi, ale żeby dziecko nie czuło się gorzej od swoich kolegów, to trzeba mu to przyjęcie komunijne zrobić i dać prezenty.

Drodzy moi, to jest «życie według ducha» – czy «według ciała»? A przecież mówimy o Komunii Świętej, czyli wydarzeniu duchowym, czyż nie? A okazuje się, że nawet takie takie wydarzenie można sprowadzić do sfery ziemskiej, przyziemnej – można je totalnie wyrwać ze sfery duchowej!

I tak możemy sobie powiedzieć o przyjmowaniu innych Sakramentów i o spełnianiu innych praktyk religijnych, ale też o różnych działaniach, zewnętrznie religijnych i godnych pochwały, jak chociażby przynależność do różnych wspólnot i grup parafialnych czy w ogóle angażowanie się w różne akcje i działania religijne, ewangelizacyjne, charytatywne, czy jakiekolwiek inne. Można to wszystko robić, w tym wszystkim być – i żyć tylko «według ciała»! Duch może z tego nie mieć żadnej korzyści!

Bo wszystko to może się okazać zewnętrznym blichtrem, grą pozorów, działaniem na pokaz i dla poklasku, a wcale nie przełoży się na codzienną wierność Jezusowi, posłuszeństwo Jego nauce i przestrzeganie Jego przykazań. A to właśnie jest «życiem według ducha». Trudne to? Dla wielu – tak! Dla wielu – żeby to jeszcze raz powtórzyć – to jakiś kompletny koszmar: ograniczenia, zakazy, utrudnienia! O wiele łatwiej jest żyć bez tego. Tak się może wydawać – samo nasuwa się takie spostrzeżenie…

A wiecie co? Mi się wydaje, że chyba jednak nie za bardzo! A wnioskuję to ze zwykłej obserwacji życia, ale i z rozmów z różnymi ludźmi – także z wiadomości, jakie kierują do mnie Czytelnicy mojego bloga, którzy nigdy mnie nie spotkali osobiście i których ja nie spotkałem, ale którzy wiedząc, że mają po drugiej stronie komputera księdza, kierują bardzo poważne pytania egzystencjalne, dzielą się swoimi przemyśleniami, często wątpliwościami, często dylematami, a niejednokrotnie wręcz dramatami duchowymi, które nie dają im spokojnie funkcjonować, które spędzają im sen z oczu, które pokazują im cały bezsens ich życia, bez jakiegoś smaku i barwy, bez kierunku i celu.

W większości przypadków mówią lub piszą oni, że choć wychowani w rodzinach katolickich, to jednak są daleko od Boga, albo wcale w Niego nie wierzą. Ale jeżeli nie wierzą – to dlaczego o Niego pytają i może nawet podświadomie, ale jednak poszukują? Dlaczego nie są szczęśliwi – i to do tego stopnia, że w ich wypowiedziach gdzieś tam nawet pobrzmiewa myśl o odebraniu sobie życia – chociaż wydawać by się mogło, że czerpią z życia pełną garścią, gdyż często są ludźmi wykształconymi, na dobrych stanowiskach, zarabiający krocie.

A skoro – tak przynajmniej twierdzą – nie wierzą w Boga, więc i żadne nakazy i zakazy ich nie ograniczają! Pełna wolność, luz – i czego tylko dusza zapragnie! Pełnia szczęścia! Przynajmniej tak powinno być! Tak by się na zdrowy rozum wydawało, prawda? Na „czystą logikę” biorąc – tak powinno być! Ale tak nie jest. Ci ludzie czasami wręcz płaczą z tego bólu, który uciska ich serca jak jakaś żelazna obręcz! Dlaczego?

Dlaczego nie wystarcza im to «życie według ciała» – nawet, jeśli jest to życie na wysokim poziomie intelektualnym i materialnym; życie na tak zwany wysoki połysk – dlaczego nie wystarcza? I co w takiej sytuacji zrobić? Co zrobić, żeby to życie już tak nie bolało? Skończyć z nim?…

Nie! Wprost przeciwnie! Dać sobie szansę! Dać Jezusowi szansę – niech się wykaże! Dać Mu „zielone światło” – niech przekona do siebie! Nie próbować na siłę radzić sobie samemu ze swoimi problemami – tylko dać sobie pomóc. A jak?

Po prostu: posłuchać Jezusa, który dzisiaj zachęca każdą i każdego z nas – bez wyjątku, na każdym etapie naszego radzenia lub nieradzenia sobie z życiem; bez względu na wiek, status społeczny, stanowisko, stan, wykształcenie czy życiowe doświadczenie – zachęca i zaprasza: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

Dajmy się zaprosić…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.