Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Lublina, gdzie przez cały dzień jestem u siebie, a o 18:00 planuję Mszę Świętą u Jana Kantego. Zapraszam do łączności ze mną:
https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams
Bezpośrednio po tej Mszy Świętej – przejazd do Siedlec.
Przypominam, że dzisiaj mamy pierwszą sobotę miesiąca! Oddajmy cześć Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny!
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co tak szczególnie mówi do mnie osobiście Pan? Czego ode mnie oczekuje? Duchu Święty, rozjaśnij nasze umysły i wzmocnij serca!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Sobota 13 Tygodnia zwykłego, rok II,
4 lipca 2026.,
do czytań: Am 9,11–15; Mt 9,14–17
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA AMOSA:
To mówi Pan: „W tym dniu podniosę szałas Dawidowy, co upada, zamuruję jego szczeliny, ruiny jego podźwignę i jak za dawnych dni go zbuduję, by posiedli resztę Edomu i wszystkie narody, nad którymi wzywano mojego imienia, mówi Pan, który to uczyni.
Oto nadejdą dni, mówi Pan, że będzie postępował żniwiarz tuż za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą nim opływać. Uwolnię z niewoli lud mój izraelski, odbudują miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić będą wino; założą ogrody i będą jeść z nich owoce. Zasadzę ich na ich ziemi, a nigdy nie będą wyrwani z ziemi, którą im dałem, mówi Pan, twój Bóg”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Uczniowie Jana podeszli do Jezusa i zapytali: „Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą?” Jezus im rzekł: „Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.
Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje”.
Kiedy nadejdą te dni, o których mówi Pan, kiedy to będzie postępował żniwiarz tuż za oraczem, a depczący winogrona za siejącym ziarno; z gór moszcz spływać będzie kroplami, a wszystkie pagórki będą nim opływać? Kiedy to nastąpi? Wszak to wtedy uwolni On z niewoli swój lud izraelski, a Jego dzieci odbudują miasta zburzone i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i pić będą wino; założą ogrody i będą jeść z nich owoce. Kiedy się to stanie? Słyszeliśmy na początku: w tym dniu… Czyli dokładnie kiedy?
Nie sposób określić. Akurat w tym stwierdzeniu czas niejako ulega zawieszeniu, bo nie mówimy o określonym dniu, miesiącu i roku, ale o tym czasie, który Bóg wybiera, aby okazać swoją łaskę człowiekowi. Swoją miłość i przebaczenie. Swoją bliskość z człowiekiem. Swoją obecność w Jego życiu. Bo to właśnie ta obecność niesie pokój i radość, szczęście i spełnienie.
Obraz, ukazany nam w pierwszym czytaniu – to obraz harmonii, jaka zapanuje pod Bożymi rządami. W jakimś sensie, przypomina on obraz Raju, gdzie panowała owa najpełniejsza i najprawdziwsza harmonia – dopóki nie została zakłócona przez grzech pierwszych ludzi. I potem – przez całą historię zbawienia – owa Boża harmonia ciągle była przez ludzi niszczona. Boży porządek ciągle był zakłócany próbami wprowadzania ludzkich porządków.
A wtedy Bóg reagował, zsyłając trudne doświadczenia, które miały człowieka ponownie „postawić do pionu”, żeby się opamiętał, ogarnął, żeby do swego Boga powrócił. I kiedy się to dokonywało, to Bóg przywracał swoją harmonię w życiu człowieka, okazując mu wielorakie miłosierdzie i łaskę. I to był właśnie ów dzień, lub ten dzień – czas Bożego zmiłowania. Naród szczególnie wtedy doświadczał Bożej obecności, bo wszystko, co działo się w jego życiu, było wielkim Bożym obdarowaniem. Bóg był wręcz „namacalnie” obecny wśród swojego ludu. A znakami Jego obecności były właśnie te wszystkie przejawy Bożej hojności i łaskawości, o jakich tu dziś usłyszeliśmy.
Bóg zawsze był ze swoim ludem, nigdy go tak naprawdę nie zostawił – także wtedy, kiedy go doświadczał za jego grzechy. A można chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że wtedy był bardziej obecny: właśnie wtedy, kiedy doświadczał – powiedzmy wprost: kiedy karał – bo wtedy jeszcze bardziej był zatroskany o los swojego ludu, niż wtedy, kiedy był on przy Nim i był Mu posłuszny. Kiedy bowiem nie był posłuszny i od swego Boga odchodził – to przecież nie Bogu szkodził, tylko sobie! Jak więc Bóg, dobry Ojciec, miał się wówczas nie martwić o los swoich dzieci?…
Dlatego mówimy, że On był zawsze z nimi. Był i jest zawsze ze swoim ludem. A był taki czas – szczególny i wyjątkowy w historii świata i w historii zbawienia – kiedy dosłownie i fizycznie Syn Boży, Bóg Wcielony, stąpał po tej ziemi i przemierzał ją, docierając do kolejnych miejsc i przestrzeni, aby głosić królestwo Boże i wzywać do nawrócenia.
On sam, Boży Syn, Jezus Chrystus, tak o tym mówi w dzisiejszej Ewangelii: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.
I dlatego domagał się od ludzi odnowionego spojrzenia na życie, na świat, na siebie nawzajem… Mówił: Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania, gdyż łata obrywa ubranie i gorsze robi się przedarcie. Nie wlewa się też młodego wina do starych bukłaków. W przeciwnym razie bukłaki pękają, wino wycieka, a bukłaki się psują. Raczej młode wino wlewa się do nowych bukłaków, a tak jedno i drugie się zachowuje.
Zatem, wprost wskazał na swoją obecność na ziemi jako na coś wyjątkowego, jako na wyjątkowy dar Niebios dla świata. Czy przez tych, którzy wtedy żyli na świecie, dar ten był należycie dostrzeżony i doceniony? Wiemy, że nie zawsze… Dzisiaj Jezus nie jest już obecny w taki sposób, jak przez tamte trzydzieści trzy lata, ale czy to znaczy, że z tego powodu jesteśmy w jakiś sposób pokrzywdzeni i zubożeni? W żaden sposób!
Tamten czas był potrzebny historii świata i historii zbawienia – i z niezbadanych wyroków Bożej Opatrzności stał się on udziałem ludzi, którzy wtedy żyli. Zostali oni niezmiernie tym zaszczyceni, chociaż wielu – jeszcze raz to podkreślmy – ani tego nie dostrzegło, ani doceniło… Czyż zatem ci, którzy dzisiaj dostrzegają obecność Jezusa w Jego Słowie i w Sakramentach – nie są przypadkiem bliżej, niż tamci, którzy go fizycznie widzieli i dotykali, ale serca mieli zamknięte?
Właśnie, Drodzy moi! Do tego zmierzamy, aby powiedzieć sobie, że tak, jak Bóg w Starym Testamencie zawsze był ze swoim ludem, tak Jezus teraz – w czasach Nowego Testamentu i w czasach Kościoła – także zawsze jest z nami. Wymyślił – by się tak wyrazić – bardzo ciekawy sposób, aby być z nami w swoim Ciele i w swojej Krwi. I chociaż nie widzimy Go na sposób fizyczny – tak, jak widzieli Go ci, wśród których żył i działał dwa tysiące lat temu – to możemy nie tylko „namacalnie” doświadczać Jego obecności, ale wręcz karmić się Jego Ciałem i Krwią.
I słuchać Jego słowa, którego nigdy nam nie żałuje, które rozsiewa obficie, jak rolnik ziarno – pomimo nawet tego, że wiele tego ziarna trafi na kamienistą i pełną cierni przestrzeń ludzkich serc, gdzie zostaną zagłuszone i zmarnowane. On na to w ogóle nie zważa – wychodzi do nas, ludzi, wytrwale i cierpliwie, licząc na odzew z naszej strony.
I to właśnie w tym odzewie z naszej strony tkwi istota problemu. Jezus jest zawsze z nami – i zawsze będzie! On nas nigdy nie opuścił – i nigdy nie opuści! Natomiast, na ile skutecznym i owocnym okaże się to Jego bycie z nami i to Jego wychodzenie do nas – to naprawdę zależy od nas! Od każdej i każdego z nas – indywidualnie! I także to, na ile z tego Jego bycia z nami skorzystamy, na ile napełnimy nasze serca Jego darami, których nam nigdy nie żałuje – zależy tak naprawdę od otwartości i pojemności tych naszych serc.
Dlatego kiedy w liturgii wyrażamy życzenie obecności Pana wśród nas słowami wezwania: „Pan z wami!”, to musimy pamiętać, że On już jest z nami. I kiedy modlimy się lub śpiewamy do Pana: „Zostań wśród nas!”, to musimy pamiętać, że On rzeczywiście został wśród nas, jest z nami i – by się tak potocznie wyrazić – „nigdzie się nie wybiera”. I kiedy śpiewamy w jednej z religijnych piosenek – w sposób, przyznajmy, dość prowokacyjny: „Przyjdź do nas, Panie, przyjdź z łaską swoją! Przyjdź, i nie spóźniaj się!”, to musimy sobie jasno powiedzieć, że On codziennie przychodzi i nigdy się nie spóźnia.
To nie On każe na siebie czekać. To my Mu każemy czekać na nasze przyjście do Niego, na nasze otwarcie się na Niego, na nasze zaproszenie, do Niego skierowane. On zawsze jest z nami! Pytanie do nas: Czy my to widzimy? Czy my to doceniamy? Czy my za to dziękujemy? Czy my z tego korzystamy? A wreszcie: czy my – o ile w ogóle – na to odpowiadamy? Po prostu: Czy my jesteśmy z Nim?…
