Bóg, który pociesza…

B

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Arkadiusz Bylinka – zaangażowany w swoim czasie, jeszcze przed Seminarium, w działalność młodzieżowych Wspólnot. Życzę wszelkiego dobra duchowego i doczesnego. Zapewniam o modlitwie!

A ja pozdrawiam Was z Lublina, gdzie dzisiaj znowu planuję być przez cały dzień, a o 18:00 będę koncelebrował Mszę Świętą, na której wygłoszę słowo. Jeśli ktoś chce się ze mną połączyć, to zapraszam:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

Wcześniej, bo o 17:00, będę tam spowiadał – z racji pierwszego piątku miesiąca. O tym właśnie chciałbym Wam też przypomnieć.

Drodzy moi, bardzo serdecznie pozdrawiamy Pielgrzymów, w tym szczególnie: Szymona Salę oraz Jego Mamę i Siostry, Filipa Dawidka i Rodzinę Olendrów. Niech Im Pan błogosławi i osłania przed wszelkimi trudnościami! Niech pomnoży owoce tegorocznego pielgrzymowania – zarówno na trasie, jak i duchowego.

Pozdrawiam także moich Rodziców, przebywających od niedzieli w Sanatorium w Mariówce.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie osobiście Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie właśnie dzisiaj – w mojej konkretnej, życiowej sytuacji? Duchu Święty, bądź światłem i natchnieniem dla naszych serc i umysłów!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 18 Tygodnia zwykłego, rok II,

7 sierpnia 2026., 

do czytań: Na 2,1.3;3,1–3.6–7; Mt 16,24–28

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA NAHUMA:

Oto na górach stopy zwiastuna ogłaszającego pokój. Święć, Judo, twe uroczystości, wypełnij twe śluby, bo nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik, całkowicie został zgładzony.

Bo przywrócił Pan świetność Jakuba, jak świetność Izraela, ponieważ łupieżcy ich splądrowali i wyniszczyli ich latorośle.

Biada miastu krwawemu, całe kłamliwe i grabieży pełne, a nie ustaje rabunek. Trzask biczów i głos turkotu kół, i konie galopujące, i szybko jadące rydwany. Jeźdźcy szturmujący, i połysk mieczy, i lśnienie oszczepów. I mnóstwo poległych, i moc trupów, i bez końca ciał martwych, tak że o zwłoki ich się potykają.

I rzucę na ciebie obrzydliwości, i zelżę ciebie, i wystawię cię na widowisko. I każdy, kto cię ujrzy, oddali się od ciebie, i zawoła: „Spustoszona Niniwa!” Któż ulituje się nad nią? Skąd mam szukać pocieszycieli dla ciebie?

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”.

Przekaz dzisiejszego pierwszego czytania nie jest łatwy. Nawiązuje on ściśle do burzliwej historii narodu wybranego, o której długo by tu mówić, ale nie jest to możliwe ze względów czasowych, nie jest to zapewne także konieczne, jeśli idzie o zauważenie i przyjęcie przesłania, z jakim Pan zwraca się do nas.

Z pewnością, gdyby tak przeprowadzić głębokie analizy i obszerne omówienia, to zauważylibyśmy bardzo wiele różnych wątków, które byłyby wartościowe, my jednak dzisiaj skoncentrujmy się na tym, że naród wybrany co i raz doznawał kar za swoje niegodziwe życie – za grzech, który go oddalał od Boga. Zapewne już to wiemy i kojarzymy – uświadamia nam to lektura Starego Testamentu, a choćby słuchanie czytań mszalnych i rozważań do nich – że obraz relacji ludu wybranego ze swoim Bogiem to taka swoista sinusoida.

Czyli – kiedy naród jest blisko swego Boga, słucha Go i Jego wolę wypełnia, wówczas cieszy się Jego błogosławieństwem, które przeradza się w konkretne formy pomyślności i dobrobytu. Jednak – jak to w ludzkiej przewrotnej naturze bywa – kiedy jest za dobrze, to właśnie jest… za dobrze. Trzeba coś urozmaicić, zmienić – czytaj: skomplikować. Żeby nie było „za nudno”.

Oczywiście, trochę tu sobie mówimy „na skróty”, ale tak to mniej więcej wyglądało, że kiedy naprawdę wszystko szło dobrze i pomyślnie – bo Bóg jedyny i prawdziwy błogosławił, bo któż by inny – to wówczas naród zaczynał czcić obcych bogów i mnożyć grzechy. A wówczas Pan zsyłał nań różne trudne doświadczenia, najczęściej w postaci najazdu obcych mocarstw. Jednym z takich była Asyria, ze swoją stolicą Niniwą.

I oto dzisiaj słyszymy Boga, który zapowiada pokój Judzie, a więc swemu narodowi, a ciężką karę Niniwie. I tak – pierwsza część pierwszego czytania skierowana jest do Judy. Słyszymy: Święć, Judo, twe uroczystości, wypełnij twe śluby, bo nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik, całkowicie został zgładzony. Bo przywrócił Pan świetność Jakuba, jak świetność Izraela, ponieważ łupieżcy ich splądrowali i wyniszczyli ich latorośle.

Druga część – to już przesłanie do Niniwy: Biada miastu krwawemu, całe kłamliwe i grabieży pełne, a nie ustaje rabunek. Trzask biczów i głos turkotu kół, i konie galopujące, i szybko jadące rydwany. Jeźdźcy szturmujący, i połysk mieczy, i lśnienie oszczepów. I mnóstwo poległych, i moc trupów, i bez końca ciał martwych, tak że o zwłoki ich się potykają. I rzucę na ciebie obrzydliwości, i zelżę ciebie, i wystawię cię na widowisko. I każdy, kto cię ujrzy, oddali się od ciebie, i zawoła: „Spustoszona Niniwa!” Któż ulituje się nad nią?

Powodem tak krytycznego nastawienia Boga był fakt, iż najeźdźca wykazywał się wobec napadniętego kraju wyjątkowym okrucieństwem! Stąd też znacząco przekraczał zakres kary, jaką Bóg polecił mu wymierzyć – i wręcz rozkoszował się swoim okrucieństwem! Na kartach Starego Testamentu znajdziemy kilkakroć takie właśnie stwierdzenia samego Boga, iż kiedy On nakazał ukaranie tylko w jakimś stopniu, to naród, któremu to zlecił, znacząco przesadził ze swą brutalnością. Z taką sytuacją mamy do czynienia także dzisiaj.

Oczywiście, podkreślmy to bardzo mocno, że – właśnie! – jesteśmy na „terenie” Starego Testamentu, dlatego wszelkie relacje Boga z ludźmi i związane z nimi sytuacje – mogą być dla nas zupełnie niezrozumiałe. Szczególnie te, w których Bóg posługuje się okrucieństwem wojny, zabójstwem i pożogą, aby wymierzyć karę. Jednak w którymś momencie uznaje, że to już za dużo i już trzeba interweniować.

Stąd w opinii niektórych osób, podających się za niewierzące, taki Bóg jest zwykłym okrutnikiem, mściwym i złośliwym, który – niczym bezwzględni ówcześni mocarze – umacnia swoją władzę siłą i przemocą. My, wychowani na Nowym Testamencie – jeśli się tak można wyrazić – wręcz buntujemy się przeciwko takiemu obrazowi Boga! Trzeba nam jednak pamiętać, że poruszamy się w sferze pewnej symboliki, wedle której po prostu Bóg pisze swoje przesłania, jakie kieruje do człowieka, na krzywych liniach ludzkiej historii.

To oczywiście mało przekonujące zapewne tłumaczenie i na pewno wiele jeszcze przed nami do zrozumienia i zgłębienia z tego, co odczytujemy na kartach Starego Testamentu. Jednak słuchając chociażby dzisiejszego pierwszego czytania, nie powinniśmy się gorszyć rzekomym okrucieństwem Boga, ale starać się zrozumieć, że nigdy nie opuścił On swego narodu, nigdy tak naprawdę nie przestał go kochać – i jeśli nawet dopuścił karę, to zaraz sam litował się i pocieszał, jak to słyszymy dzisiaj. Chociażby w tych słowach, skierowanych do pokolenia Judy: Nie przejdzie już więcej po tobie nikczemnik.

To znaczy, że już aż tak surowa kara nie będzie temu pokoleniu wymierzona. A przecież Bóg nie miał pewności, że Jego lud już więcej nie będzie grzeszył! Raczej miał pewność, że będzie! A pomimo tego – zapewnia mu pokój i bezpieczeństwo, ratunek i pocieszenie. Wyraża to nawet imię Proroka, przez którego do swego narodu i do nas dzisiaj mówi – „Nahum” oznacza bowiem: „Jahwe pociesza”.

Tak, Bóg pociesza swój lud – i nie są to płytkie obietnice bez pokrycia. Gwarancją bowiem tego pocieszenia jest On sam – Bóg i Jego niezmienna miłość do człowieka! I to właśnie z tą swoją miłością wchodzi On w realia ludzkiego życia – we wszelkie realia, także te najbardziej skomplikowane, naznaczone ludzką słabością, grzechem, upadkami, małością…

W tym kontekście, Jezus dzisiaj mówi w Ewangelii bardzo jasno i zdecydowanie: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?

Te retoryczne pytania musi postawić sobie każdy uczeń Chrystusa, czyli każda i każdy z nas, bo są to pytania o to, co jest w życiu człowieka najważniejsze i – właśnie – co da człowiek w zamian za swoją duszę? Jak będzie żył, kim będzie, kiedy już duszę utraci? I właśnie dlatego ma się zapierać samego siebie, czyli ma się mierzyć z tą trudną codziennością, w jakiej żyje – i przeżywać ją po Bożemu. Przeżywać ją ze świadomością, że wszystko, co się w jego życiu dzieje – dokonuje się w obecności Jezusa, pod Jego wejrzeniem i opieką.

My naprawdę nie jesteśmy sami, Jezus nas naprawdę nie opuszcza. Zwłaszcza, kiedy świadomie i totalnie oddajemy się pod Jego opiekę! Wówczas – nawet, gdyby miało to oznaczać niejedno poświęcenie i zniesienie niejednego cierpienia, przeciwności czy przykrości, to jednak Pan – tak, jak do pokolenia Judy – przychodzi do nas z przesłaniem pokoju, które wybrzmiało w pierwszym zdaniu pierwszego czytania: Oto na górach stopy zwiastuna ogłaszającego pokój.

Albo też w zakończeniu dzisiejszej Ewangelii w słowach: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim. W innym tłumaczeniu, zdanie to brzmi: Niektórzy z was nie umrą, dopóki nie zobaczą Syna Człowieczego, przychodzącego po królewsku. Jako wypełnienie tej zapowiedzi, wskazuje się zarówno Przemienienie na górze Tabor, jak i spotykanie się uczniów z Jezusem po Jego Zmartwychwstaniu, jak wreszcie cuda, dziejące się w młodym Kościele – a właściwie: jeden wielki cud, jakim był cały ten pełen entuzjazmu Kościół, tak bujnie się rozwijający. W tych wszystkich sytuacjach Jezus pokazał się po królewsku.

A przecież wiemy, że ten rozwój także nie odbywał się w atmosferze beztroski – wprost przeciwnie: był to czas brutalnych prześladowań uczniów Jezusa. A jednak – On sam, Jezus Chrystus, jest ponad tym wszystkim! I On jest w tym wszystkim! Naprawdę! Trzeba nam w to na nowo uwierzyć – szczególnie wtedy, kiedy będzie nam szczególnie ciężko i nie będziemy sobie radzili z rzeczywistością, z problemami, z wrogością ludzi, z własnymi osobistymi wewnętrznymi przeżyciami i dylematami…

Zaprawdę, mamy się czym przejmować, mamy się o co martwić, mamy się o kogo martwić… Nieraz może nawet odnosimy wrażenie, że nasze życie – to jak ten najazd Niniwy! I właśnie dlatego pociesz nas fakt, że Pan poradził sobie z Niniwą – i poradzi sobie ze wszystkim, co mogłoby nam trwale zaszkodzić. Owszem, nie obiecuje nam beztroskiego życia – raczej wchodzi w nasze troski i dylematy.

Natomiast na pewno – także, a może szczególnie: w obliczu trudności i przeciwności, które nas spotykają – napełnia nasze serca swoim pokojem! Co oznacza, że nawet największe trudności i przeciwności nie załamią nas, nie odbiorą nam sensu i celu życia, nie zgaszą w nas ducha, nie wpędzą w pesymizm! Świadomość obecności Pana – i Jego konkretna pomoc, której nam będzie udzielał na różne sposoby, w różnych okolicznościach i przez różnych ludzi – jest źródłem naszej radości i nadziei.

Tylko pamiętajmy: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.