Jak przesunąć górę?…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Maksymilian Lipka, Lektor z mojej rodzinnej Parafii, były Lider i Uczestnik FORMACJI «SPE SALVI».

Imieniny natomiast przeżywają:

Dominik Demianiuk – także Lektor w mojej rodzinnej Parafii i były Uczestnik FORMACJI «SPE SALVI»;

Dominik Kałaska, należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

Niech Pan udziela Świętującym wszystkich swoich darów, pomagając Im w codziennym pogłębianiu swojej wiary! Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, pamiętajmy o Pielgrzymach! Łączmy się w modlitwie z Nimi i za Nich, a Ich prosimy, aby pamiętali o nas!

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, gdzie przez cały dzień mam sporo do zrobienia. Natomiast o 18:00 ponownie planuję koncelebrę w Parafii Świętego Jana Kantego. Zapraszam do łączności ze mną:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie Pan? Co tak szczególnie chce mi osobiście powiedzieć? Niech Duch Święty pomoże odnaleźć tę jedną myśl, to jedno konkretne przesłanie…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 18 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Dominika, Kapłana,

8 sierpnia 2026., 

do czytań: Ha 1,12–2,4; Mt 17,14–20

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA HABAKUKA:

Czyż nie jesteś odwieczny, o Panie, Boże mój, Święty? Przecież nie pomrzemy! Na sąd przeznaczyłeś, o Panie, lud Chaldejczyków, dla wymiaru kary zachowałeś, Skało moja. Zbyt czyste oczy Twoje, by na zło patrzyły, a nieprawości pochwalać nie możesz. Czemu jednak spoglądasz na ludzi zdradliwych i milczysz, gdy bezbożny niszczy uczciwszego od siebie?

Obchodzi się z ludźmi jak z rybami morskimi, jak z gromadą płazów, którą nikt nie rządzi. Wszystkich łowi na wędkę, zagarnia swoim niewodem albo w sieci gromadzi, krzycząc przy tym z radości. Przeto ofiarę składa swojej sieci, pali kadzidło niewodowi swemu, bo przez nie zdobył sobie łup bogaty, a pożywienie jego stało się obfite. Ciągle na nowo zarzuca swe sieci, mordując ludy bez litości.

Na moich czatach stać będę, udam się na miejsce czuwania, śledząc pilnie, by poznać, co przemówi do mnie, jaką odpowiedź da na moją skargę.

I odpowiedział Pan tymi słowami: „Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.

Na to Jezus odrzekł: „O plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie mi go tutaj”. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.

Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?”

On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”.

Dramatyczne wołanie Proroka Habakuka nawiązuje do konkretnej sytuacji historycznej, aczkolwiek trudno powiedzieć, by tylko o niej mówiło. Gdyby tak miało być, to cóż by nas ono obchodziło dzisiaj i po co mielibyśmy się w nie wczytywać? A ów kontekst historyczny nieco przypomina ten wczorajszy.

Najogólniej rzecz ujmując: naród wybrany doczekał się kary za swoje grzechy i za swoje odstępstwa od Boga, a tą karą był najazd Asyrii. Właśnie wczoraj słyszeliśmy słowa pocieszenia, skierowane do pokolenia Judy, iż Pan wyzwoli je spod panowania Niniwy, stolicy Asyrii, samej zaś Niniwie zapowiedziana została jeszcze surowsza kara za okrucieństwo, z jakim niszczyła ona ziemie ludu wybranego.

Ale oto dzisiaj wchodzimy w jeszcze inny kontekst: oto na Asyryjczyków napadł Babilon – i go pokonał. Ale tym samym przejął władzę nad ziemiami narodu wybranego, wykazując się jeszcze większym okrucieństwem, niż poprzedni najeźdźca, a do tego jeszcze: narzucając podbitym swoją religię.

Ten bezwzględny ucisk ukazany został przez Proroka Habakuka chociażby w porównaniu całej sytuacji do połowu ryb: Obchodzi się z ludźmi jak z rybami morskimi, jak z gromadą płazów, którą nikt nie rządzi. Wszystkich łowi na wędkę, zagarnia swoim niewodem albo w sieci gromadzi, krzycząc przy tym z radości. Przeto ofiarę składa swojej sieci, pali kadzidło niewodowi swemu, bo przez nie zdobył sobie łup bogaty, a pożywienie jego stało się obfite. Ciągle na nowo zarzuca swe sieci, mordując ludy bez litości.

I właśnie, jak te bezbronne ryby, tak napadnięty naród stał się żerem bezwzględnego najeźdźcy. Prorok zwraca się do Boga ze swoistym niedowierzaniem, iż zgadza się On na takie traktowanie swego ludu. A wypowiadając ową skargę, wyczekuje rychłej odpowiedzi. Pisze: Na moich czatach stać będę, udam się na miejsce czuwania, śledząc pilnie, by poznać, co przemówi do mnie, jaką odpowiedź da na moją skargę.

Jak się okazuje – nie musi długo czekać. Oto bowiem niemalże natychmiast odpowiedział Pan tymi słowami: „Zapisz widzenie, na tablicach wyryj, by można było łatwo je odczytać. Jest to widzenie na czas oznaczony, lecz wypełnienie jego niechybnie nastąpi; a jeśli się opóźnia, ty go oczekuj, bo w krótkim czasie przyjdzie niezawodnie. Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności”.

Zwróćmy tu uwagę na kilka stwierdzeń – powiedzielibyśmy: ponaglających – wyraźnie wskazujących na zdecydowane, szybkie, wręcz radykalne działanie Boga. Przede wszystkim, Bóg – bez zbędnych formalności, niepotrzebnych wstępów i mnożenia słów – od razu każe zapisać treść widzenia, którego udzieli. Każe je zapisać po to, by można je było odczytać łatwo. W tym celu każe je zapisać na tablicach – zwróćmy na to uwagę – a nie na jednej tablicy. To nie dlatego, że tak dużo będzie do napisania, że to widzenie będzie tak rozbudowane, ale po to, aby przez wielość owych tablic jak najszybciej dotrzeć z przesłaniem do jak największej liczby ludzi.

Ponadto, widzenie to przyjdzie niezawodnie; w krótkim czasie, jego wypełnienie nastąpi niechybnie – takimi określeniami posługuje się Bóg w jednym praktycznie zdaniu!

Widzimy zatem, iż jest to przekaz bardzo intensywny, co należy rozumieć tak właśnie, iż Pan jest absolutnie przekonany co do jego słuszności i do tego przekonania chce przekonać Proroka, a przez niego – cały naród.

Dlaczego zaś ma się dokonać to wszystko, o czym mówi Pan? To też słyszymy – w ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania: Oto zginie ten, co jest ducha nieprawego, a sprawiedliwy żyć będzie dzięki swej wierności. Prawdę mówiąc, gdyby naród wybrany był zawsze sprawiedliwy, to dzięki swej wierności zawsze żyłby w pokoju i nie musiałby znosić takich turbulencji, jak te, o których dzisiaj mowa. Ale nie był.

Natomiast to nie oznacza, że Bóg go odrzucił. Bo nie odrzucił. Zawsze dawał mu szansę, zawsze na niego czekał, a w odpowiednim czasie – także bardzo zdecydowanie interweniował. Cały czas jednak oczekując owej sprawiedliwości i wierności.

Czyli tego, czego Jezus oczekiwał – i cały czas oczekuje – od tych, którzy chcą pójść za Nim, którzy do Niego się zwracają. Wyraźnie wybrzmiało to w dzisiejszej Ewangelii.

Oto – jak słyszymy – pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”. Reakcja Jezusa może trochę zaskakiwać. Usłyszeliśmy bowiem takie Jego westchnienie: O plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Zaraz jednak dodał: Przyprowadźcie mi go tutaj. Po czym rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.

Dlaczego Jezus tak zareagował? Co miał na myśli? Z pewnością, to widoczne zniecierpliwienie spowodowane było wciąż małą – a może lepiej powiedzieć: zbyt słabo rozwijającą się – wiarą ludzi z Jego otoczenia, na czele z Jego uczniami. To zresztą wybrzmiało w dalszych zdaniach dzisiejszej Ewangelii. Gdy bowiem uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?”, wówczas On im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”.

Pewnie w tej chwili wielu z nas stawia sobie pytanie: To jaka w końcu ma być ta moja wiara? Czemu Jezus ciągle narzekał – nieraz czytamy o tym na kartach Ewangelii – że jest ona za mała? A pewnie i nasza jest za mała, skoro modlimy się i modlimy, a to, o co prosimy, często się nie spełnia! Nie mówiąc już o tym, że żadne góry się nie przesuwają… Nawet zmiany pogody często nie da się wyprosić – żeby przestało padać, albo właśnie zaczęło, kiedy jest susza – a gdzie tam mówić o przesuwaniu gór?…

Zatem – jaka ma być ta nasza wiara, żeby zadowoliła Jezusa? Gdy idzie o tego «pewnego człowieka», o którym mowa w dzisiejszej Ewangelii, to chyba Jezus uznał, że ta jego wiara wystarczy – przynajmniej na tym etapie – bo udzielił mu łaski, o którą ten prosił. Ale wykorzystał całą sytuację, by dopomnieć się o wiarę większą! A może lepiej powiedzieć: o wiarę ciągle wzrastającą! Ciągle się rozwijającą!

No, dobrze. Ale jak to robić, żeby Jezusa wreszcie zadowolić? Kiedy ta nasza wiara osiągnie taki pułap, żeby już nie trzeba było się martwić, że jest za mała? Kiedy to nastąpi? Odpowiedź jest jedna: nigdy! Do końca bowiem naszych dni na tym świecie musimy czuwać, aby ta nasza wiara nie słabła, bo każdy dzień, a wręcz każda chwila, każda kolejna sytuacja jest jej sprawdzianem i wcale nie jest powiedziane, że dobrze zdamy ten egzamin.

Natomiast każdy dzień, a nawet każda chwila, każda kolejna sytuacja, niesie możliwość, a wręcz wezwanie do tego, by tę naszą wiarę czynić jeszcze mocniejszą, trwalszą, bardziej odporną na wszelkie zewnętrzne i wewnętrzne turbulencja.

Jaki zaś jest sposób na taką wiarę? Jaka recepta? Mamy ją wskazaną w ostatnim zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania: sprawiedliwość i wierność. Czyli: trwanie przy Jezusie i przy Jego zasadach – bez względu na wszystko i wszystkich! Słuchanie Jego głosu, pełnienie Jego woli, trwanie z Nim w pełnej jedności sakramentalnej, a w ten sposób: wzmacnianie więzi z Nim – osobistej, intymnej, głębokiej, mocnej, przekonanej, pełnej prawdziwej miłości więzi!

Bo w tym wszystkim nie chodzi o to, aby na pstryknięcie palcem spełniały się nasze zachcianki, ale aby nasze myślenie i spojrzenie na Boga, na cały świat, na innych ludzi i na samych siebie – jak najbardziej „uzgodniło się” z myśleniem i spojrzeniem Jezusa. A wtedy będziemy wiedzieli, którą górę trzeba przesunąć i dokąd, aby to przysłużyło się naszemu zbawieniu.. Bo właśnie o to tak naprawdę rozgrywa się cała sprawa!

Dobrze o tym wiedział i dlatego przez całe swoje życie swoją więź z Jezusem wzmacniał Patron dnia dzisiejszego, Święty Dominik, Kapłan.

Urodził się około 1170 roku w Hiszpanii. Pochodził ze znakomitego rodu kastylijskiego Guzmanów. Gdy miał czternaście lat, rodzice wysłali go do szkoły w Walencji. Następnie studiował w Salamance. W 1196 roku, po skończeniu studiów teologicznych, przyjął Święcenia.

Od samego początku gorliwie pracował nad sobą i nad bliźnimi, głosząc im słowo Boże. Tymczasem król Kastylii, Alfons IX, wysłał Biskupa Diecezji, w której pracował Dominik, Dydaka, z poselstwem do Niemiec i Danii. A ponieważ Dydak był przyjacielem Dominika, dlatego też przyszły Święty towarzyszył Biskupowi w podróży, w czasie której znalazł się nawet w okolicach Szczecina i polskiego Pomorza.

W drodze powrotnej do Hiszpanii, w południowej Francji, Dydak i Dominik zetknęli się z legatami papieskimi, wysłanymi tam do zwalczania powstałej właśnie herezji albigensów i waldensów. Sekta ta pojawiła się około 1200 roku w mieście Albi.

Jej członkowie zaprzeczali ważnym prawdom wiary, między innymi Trójcy Świętej, Wcieleniu Syna Bożego, odrzucali Mszę Świętą, małżeństwo i pozostałe Sakramenty. Burzyli kościoły i klasztory, niszczyli obrazy i krzyże. W porozumieniu z legatami, Dominik postanowił oddać się pracy nad ich nawracaniem. Do tej akcji postanowił włączyć się bezpośrednio także Biskup Dydak.

Ponieważ heretycy w swoich wystąpieniach przeciwko Kościołowi atakowali go za majątki i wystawne życie duchownych, Biskup i Dominik postanowili prowadzić życie ewangeliczne na wzór Pana Jezusa i Jego uczniów. Chodzili więc od miasta do miasta, od wioski do wioski, by prostować błędną naukę, a wyjaśniać autentyczną naukę Pana Jezusa. Innocenty III zatwierdził tę formę pracy apostolskiej. Odnotowano nawet pierwsze sukcesy.

Niebawem Biskup musiał powrócić do swojej Diecezji. Natomiast do Dominika dołączyło jedenastu cystersów, którzy postanowili wieść podobny tryb życia apostolskiego. Z nich właśnie powstał zalążek nowej rodziny zakonnej, w 1207 roku. W tym samym jednak roku Papież ogłosił przeciwko albigensom i waldensom zbrojną krucjatę na wiadomość, że heretycy ruszyli na kościoły, plebanie i klasztory, paląc je i niszcząc. To skomplikowało pracę apostolską Dominika. Wtedy postanowił zwiększyć posty, umartwienia, częściej się modlić.

Dotychczasowe doświadczenie wykazało, że okazyjnie werbowani do tej akcji kapłani często nie byli do niej wystarczająco przygotowani. Wielu zniechęcał prymitywny styl życia i połączone z nim niewygody. Dominik wybrał więc spośród swoich współtowarzyszy najpewniejszych. Na jego ręce złożyli oni śluby zakonne w 1215 roku. Tak powstał Zakon Kaznodziejski, czyli dominikanie. Jego głównym celem było głoszenie słowa Bożego i zbawianie dusz. Założyciel wymagał od zakonników ścisłego ubóstwa, panowania nad sobą i daleko idącego posłuszeństwa.

W tym samym roku odbył się Sobór Laterański IV. Dominik udał się wraz ze swoim Biskupem, Fulko, do Rzymu. Innocenty III, po wysłuchaniu zdania Biskupa, ustnie zatwierdził nową rodzinę zakonną. Zaraz po powrocie z Soboru, w 1216 roku, Dominik zwołał kapitułę generalną, na której przyjęto regułę Zakonu. Kiedy jednak, po odbytej kapitule, ponownie udał się on do Rzymu, dla zatwierdzenia reguły, Papież Innocenty III już nie żył.

Na szczęście, jego następca, Papież Honoriusz III, w 1218 roku oficjalnie zatwierdził nowy Zakon. Co więcej, wydał polecenie dla biskupów, by nowej rodzinie zakonnej udzielili jak najpełniejszej pomocy. Dominik założył również zakon żeński, zatwierdzony przez Honoriusza III dwa lata później.

Na kapitule generalnej, odbytej w Bolonii w 1220 roku, postanowiono – na podstawie nabytego doświadczenia – odrzucić z reguły i z konstytucji to wszystko, co okazało się nieaktualne. W miejsce odrzuconych, wstawiono nowe artykuły, wśród których znalazł się między innymi ten, że Zakon nie może posiadać na własność stałych dóbr, ale że ma żyć wyłącznie z ofiar. W ten sposób wszedł on do rodziny zakonów żebrzących.

W 1220 roku, Kardynał Wilhelm ufundował dominikanom w Rzymie klasztor przy bazylice Świętej Sabiny, który odtąd miał się stać konwentem generalnym Zakonu.

Przed śmiercią Dominik przyjął do Zakonu i nałożył habit Świętemu Jackowi i Błogosławionemu Czesławowi, pierwszym polskim dominikanom. Wysłał też swoich duchowych synów do Anglii, Niemiec i na Węgry.

Przez całe swoje życie Dominik odbywał częste podróże, głosząc Ewangelię i organizując wykłady z teologii. Zakładał nowe domy swego Zakonu, który z tego powodu bardzo szybko się rozpowszechnił. W 1220 roku, Honoriusz III powołał go na przełożonego generalnego. Wyczerpany pracą w prymitywnych warunkach, wrócił nasz Patron do Bolonii. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Miejcie miłość, strzeżcie pokory i nie odstępujcie od ubóstwa”. Zmarł 6 sierpnia 1221 roku, na rękach swych współbraci. W jego pogrzebie wzięło udział wielu dygnitarzy kościelnych.

Pochowany został w kościele klasztornym w Bolonii, w drewnianej trumnie, w krypcie tuż pod wielkim ołtarzem. Jego kult rozpoczął się zaraz po śmierci. Notowano za jego wstawiennictwem otrzymane łaski. Na tej podstawie, Papież Grzegorz IX, po przeprowadzeniu procesu kanonicznego, wyniósł Dominika do chwały Świętych, w 1234 roku.

Założony przezeń zakon także wydał wielu Świętych. Położył też wielkie zasługi na polu nauki, wydając uczonych na skalę światową w dziedzinie teologii, biblistyki czy liturgii. Kiedy zostały odkryte nowe lądy, dominikanie byli jednymi z pierwszych, którzy wysyłali tam swoich misjonarzy.

A w dziele zatytułowanym: „Dzieje Zakonu Kaznodziejskiego” zapisano taką oto relację o Ojcu Założycielu:

Dominik odznaczał się tak wielką prawością obyczajów i tak niezwykłą żarliwością o sprawy Boże, że bez trudu można w nim było rozpoznać wybrane naczynie świętości i łaski. Wyróżniała go też niezachwiana równowaga ducha, z wyjątkiem chwil, kiedy ogarniało go współczucie i miłosierdzie.

Ponieważ zaś radosne serce wyraża się w pogodzie oblicza, dlatego pełna pokoju wewnętrzna postawa objawiała się na zewnątrz w serdeczności i wesołości spojrzenia. Wszędzie okazywał się człowiekiem ewangelicznym w słowie i czynie. Za dnia nikt nie był bardziej przyjazny i miły względem towarzyszy i braci – w nocy nikt bardziej oddany czuwaniom i modlitwie.

Oszczędny w słowach, rozmawiał albo z Bogiem na modlitwie, albo o Bogu – i polecał braciom czynić to samo. Często i gorąco prosił Boga, aby dał mu miłość zdolną wyjednywać i przekazywać ludziom zbawienie. Uważał bowiem, że wtedy będzie naprawdę należał do Chrystusa, gdy całkowicie poświęci się zdobywaniu dusz, podobnie jak Zbawca wszystkich, Jezus Chrystus, cały się ofiarował dla naszego zbawienia. W tym celu – zgodnie z zamiarem Bożej Opatrzności – założył Zakon Braci Kaznodziejów.

Ustnie i pisemnie często zachęcał braci wymienionego Zakonu, aby stale pogłębiali znajomość Starego i Nowego Testamentu. Nosił zawsze ze sobą Ewangelię Mateusza i Listy Pawła. Czytał je tak często, że znał je prawie na pamięć. Dwa albo trzy razy wyznaczany był na stolicę biskupią. Za każdym razem odmawiał, przedkładając ponad biskupstwo życie w ubóstwie z braćmi.

Aż do śmierci zachował nietkniętą chwałę dziewictwa. Za wiarę w Chrystusa pragnął doznawać chłosty, ćwiartowania i śmierci. Ojciec święty Grzegorz X powiedział o nim: Znałem go jako człowieka, który wiernie wypełniał wskazania Apostołów, i nie wątpię, że wraz z nimi dzieli chwałę niebios”. Tyle z pisemnej relacji o życiu Świętego Dominika.

Wpatrzeni w jego przykład, jak również zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się raz jeszcze, co zrobimy dzisiaj – bardzo konkretnie – by wzmocnić swoją osobistą więź z Jezusem? Czyli – swoją wiarę?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.