Dziesięć tysięcy talentów!

D

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym pierwszą rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Sebastian i Natalia Rymuza. Tak się składa, że właśnie rok temu – w dniu zakończenia swoich osobistych Rekolekcji kapłańskich – miałem zaszczyt pobłogosławić Ich wzajemnej miłości. Oboje związani są z Uniwersytetem w Siedlcach, a Sebastian – także z Duszpasterstwem Akademickim GAUDEAMUS, w które do dziś włącza się, w miarę możliwości i czasu. Serdecznie dziękuję Obojgu za życzliwość i bliskość serc! Życzę codziennego odkrywania i zgłębiania wielkości i piękna małżeńskiej miłości! Wspieram modlitwą!

A ja dzisiaj wybieram się do Parafii Dąbie, gdzie – na zaproszenie Proboszcza, Księdza Marka Wasilewskiego, Kolegi z Roku Święceń – będę pomagał duszpastersko. Potem przejeżdżam do Domu rodzinnego, gdzie Mama zaprasza nas na swój urodzinowy obiad. Potem wracam do Siedlec.

Natomiast od jutra, czyli od 14 września, do soboty, 19 września, włącznie zamierzać przeżyć swoje osobiste Rekolekcje kapłańskie, u Matki Bożej, w Kodniu. Obiecuję, że będę tam o Was codziennie pamiętał! Zabieram Was w sercu, aby przedstawiać Was i Wasze sprawy Panu naszemu – przez wstawiennictwo Jego i naszej Matki – w codziennych modlitwach. Ale Was proszę o to samo: Pamiętajcie o mnie! Bo chcę – w czasie tych Rekolekcji – gruntownie przemyśleć swoje kapłaństwo i podjąć bardzo konkretne postanowienia. Z pewnością, wielką pomocą w tym będzie rozmowa z Ojcem Janem Klubkiem, moim duchowym Kierownikiem. Ale Wasza modlitwa będzie mi bardzo, bardzo potrzebna! Proszę o nią – i już za nią dziękuję.

Po powrocie z Rekolekcji złożę tu, na forum, życzenia Wszystkim, którzy w tym tygodniu będą cokolwiek świętowali. Natomiast już teraz wspomnę, że jutro urodziny będzie przeżywał Ojciec Święty Leon XIV. Pamiętajmy o Nim w modlitwie!

Również jutro swoją formację seminaryjną rozpocznie Janek Kondej, Lektor z Parafii Samogoszcz, Uczestnik i Wicelider FORMACJI «SPE SALVI», do niedawna: Autor rozważań czwartkowych na naszym forum. Polecam Go także Waszy modlitwom. Ja również będę się za Niego bardzo serdecznie modlił.

W czasie moich Rekolekcji – jak to jest co roku – pełną opiekę nad Gospodarstwem obejmuje Ksiądz Marek. Już teraz Mu za to dziękuję! Ja będę tu zaglądał, bo chciałbym się refleksjami Księdza Marka posiłkować przy swoich rekolekcyjnych refleksjach, natomiast nie będę nic pisał. Ewentualnie, będę usuwał różne obrzydliwości, które się ostatnio pojawiają – o ile tylko się pojawią.

Poza tym – chciałbym się trochę wyłączyć. Dlatego zasadniczo nie będę pod telefonem i nie będę odpisywał na wiadomości. Będę jednak używał komórki jako budzika, w związku z czym wieczorami do niej zajrzę. Jeżeli zatem ktoś będzie miał jakąć bardzo ważną sprawę – albo prośbę o modlitwę – to proszę napisać.

Wracam tu, na forum, za tydzień, w niedzielę, 20 września.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś Bóg mówi właśnie do mnie – osobiście, po imieniu? Jakie przesłanie kieruje do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

24 Niedziela zwykła, A,

13 września 2026., 

do czytań: Syr 27,30–28,7; Rz 14,7–9; Mt 18,21–35

CZYTANIE Z KSIĘGI SYRACYDESA:

Złość i gniew są obrzydliwościami, których pełen jest grzesznik.

Tego, który się mści, spotka zemsta od Pana: On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci.

Odpuść winę bliźniemu, a wówczas, gdy błagać będziesz, zostaną ci odpuszczone grzechy.

Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam będąc ciałem, trwa w nienawiści, któż więc odpokutuje za jego przewinienia? Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić, na rozkład ciała, na śmierć i trzymaj się przykazań.

Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, na przymierze Najwyższego i daruj obrazę.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczać, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?”. Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby tak dług odzyskać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien». Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługa, jak ja ulitowałem się nad tobą?». I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

Wielokrotnie i na różne sposoby – za pomocą przeróżnych argumentów – dzisiejsze słowo Boże wzywa do postawy wzajemnego przebaczania. I tak, już w pierwszym czytaniu, z Mądrości Syracydesa, właściwie każde kolejne zdanie – to kolejny argument za tym, by jednak przebaczać. Zresztą – zobaczmy!

Pierwsze zdanie: Złość i gniew są obrzydliwościami, których pełen jest grzesznik. Czyż można się z tym nie zgodzić? Bo w przebaczeniu – lub jego braku – właśnie o to chodzi: o pielęgnowanie (lub nie) w sobie złości i gniewu. Jak słyszymy, są to znaki rozpoznawcze człowieka grzesznego. Dlatego – jak słyszymy w zdaniu następnym – tego, który się mści, spotka zemsta od Pana: On grzechy jego dokładnie zachowa w pamięci.

To bardzo surowe stwierdzenie, nie tyle jednak ukazujące Boga jako bezwzględnego mściciela i egzekutora zimnej sprawiedliwości, co uświadamiające nam tę prawdę, że Bóg rzeczywiście zna nasze serca i wszystkie nasze dokonania – niestety, także te grzeszne – dlatego bardzo negatywnie w Jego oczach wygląda ktoś, kto mści się na innych, samemu będąc grzesznikiem. O tym zresztą traktują zdania kolejne: Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Naprawdę, trudno o bardziej logiczne i słuszne stwierdzenia.

Po tej zresztą linii idzie pouczenie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Zawarte zostało ono w przypowieści, opowiedzianej zaraz po tym, jak Piotr zapytał: Panie, ile razy mam przebaczać, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Znając biblijną symbolikę liczb wiemy, że siódemka oznacza jakąś pełnię, kompletność – w tym przypadku, możemy powiedzieć, że oznacza pewną mnogość. Piotr po prostu zapytał, czy musi aż tak często przebaczać? W odpowiedzi usłyszał, że nie siedem razy, a siedemdziesiąt siedem. Czyli – zawsze! A ilustracją do tego pouczenia stała się przypowieść o dwóch dłużnikach.

Pierwszy – to sługa, który swojemu panu winien był dziesięć tysięcy talentów. Powiedzmy sobie od razu, że ta przypowieść – podobnie, jak wiele innych przypowieści Jezusa i Jego stwierdzeń – oparta jest na hiperboli, czyli przerysowaniu, na tak zwanej przesadni, bo jeżeli taka jednostka monetarna, jak ówczesny talent, będąca równowartością trzydziestu czterech kilogramów złota lub srebra, zostanie jeszcze pomnożona o dziesięć tysięcy – i taki dług ów sługa miał zaciągnąć wobec swego pana – to naprawdę rodzi się kilka bardzo logicznych i uzasadnionych pytań.

Po pierwsze, jak on tego w ogóle dokonał, że „przepuścił” trzysta czterdzieści ton złota lub srebra? Na co on te pieniądze wydał, że ostatecznie został bez niczego? Ale drugie pytanie zdaje się jeszcze bardziej zasadne: Kto mu pozwolił wygenerować aż taki dług? Cóż to za król – aż tak hojny, czy aż tak głupi – pozwolił na to, aby jeden z jego sług tak sobie „rozporządził” jego majątkiem? I czym ów sługa zasłużył sobie na to, aby tak niewyobrażalny dług został mu – ot, tak sobie – po prostu podarowany?…

Widzimy zatem, że nie chodzi tu o dokładne matematyczne wyliczenia, ale o symboliczne zobrazowanie bezgranicznej wręcz dobroci króla do swojego sługi, który to sługa z kolei okazał się tak małostkowy i niewdzięczny, że pomimo, iż sam został uwolniony od gigantycznego długu, to swojemu koledze ze służby nie był w stanie podarować długu wysokości stu denarów, czyli kwoty, będącej równowartością stu dniówek pracy niewykwalifikowanego robotnika. Jest to zatem – jak widzimy – wartość nieporównanie mniejsza.

I właśnie na pokazaniu tej dysproporcji zależało Jezusowi: sługa, któremu podarowano tak niewyobrażalnie dużo – nie potrafił podarować drugiemu tak niewyobrażalnie mało. Jakże dobrze wyrażają to zacytowane już słowa z pierwszego czytania: Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów?

Bo o to właśnie chodzi w tymże pouczeniu: o gigantyczną dysproporcję pomiędzy tym, co Pan nam przebacza każdego dnia i o każdej godzinie, a co swoją kulminację osiąga w Sakramencie Pokuty i Pojednania – a tym, co my wybaczamy naszym bliźnim, jeśli już wybaczamy. Bo często nosimy w sobie gniew i złość, o których też tu sobie już wspominaliśmy. Podtrzymujemy chęć zemsty, rozpamiętujemy czyjeś błędy i wady, pielęgnujemy w sobie wspomnienia doznanych od innych przykrości: czasami naprawdę nie aż tak wielkich, a czasami – nawet nie jakichś konkretnych zachowań, ale może tylko nieodpowiednich słów, które ktoś pochopnie wypowiedział, często bez zastanowienia, albo w emocjach…

przecież – jak nas przekonuje Apostoł Paweł w drugim czytaniu – nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Tak, żyjemy dla Pana, rodzimy się i umieramy w Nim i dla Niego, we wszystkim należymy do Niego, nasze życie od Niego bierze swój początek i do Niego zmierza – po cóż więc żyć w złości i żywić się pragnieniem zemsty? Przecież On tak bardzo nas ukochał i wszystkie grzechy nam przebacza – zawsze, ilekroć tylko zwrócimy się do Niego z prośbą o przebaczenie, a nawet zanim się z tym zwrócimy. On nigdy nie podtrzymuje w sobie żadnego pragnienia zemsty.

Natomiast szanuje naszą wolność, przeto jeżeli ktoś chce zostać w swoich grzechach i nie żałuje za nie, to z nimi zostanie. Ale dlatego, że sam tak chce, a nie dlatego, że chce tego Jezus. Bo Jezus chce przebaczać i to długi dużo większe, niż dziesięć tysięcy talentów. Gdybyśmy bowiem chcieli zliczyć te wszystkie nasze potknięcia – większe lub mniejsze, a czasami naprawdę bardzo duże – które Pan nam przebaczył przez wszystkie lata naszego życia, to przekonalibyśmy się, że tego jest naprawdę bardzo dużo! I Pan nam to wszystko przebaczył!

A my? Ile przebaczyliśmy? Jak często przebaczamy?… Łatwo nam to przychodzi, czy trudno?… I ile razy: siedem? Nauczyciele Pisma – za czasów Jezusa – przekonywali, że czterokrotne przebaczenie bliźniemu jest wręcz niezwykłą wspaniałomyślnością! Dlatego Piotr, pytając o przebaczenie siedem razy, miał na myśli ogromne wyrzeczenie i poświęcenie, na jakie rzekomo miałby się zdobyć. I oto usłyszał, że nie siedem – a siedemdziesiąt siedem razy!

Drodzy moi, gdyby tak pozostać tylko na ludzkiej logice i ludzkim spojrzeniu na sprawę, to rzeczywiście byłoby to oczekiwaniem nadmiernym, nieosiągalnym i bezsensownym. Ale mówimy tutaj o Jezusie, który jako pierwszy przebacza i który dobrze zna człowieka; o Jezusie, przed którym nic się nie ukryje z tego, co człowiek w swoim sercu skrywa. A z tej perspektywy wszystko wygląda zupełnie inaczej. I cała motywacja do tego, by jednak przebaczać, wygląda także zupełnie inaczej.

Dlatego – także w kontekście słów Apostoła Pawła z drugiego czytania, iż całe nasze życie należy do Pana, a nie do nas samych – warto wziąć sobie do serca końcowe przestrogi z pierwszego czytania: Pamiętaj na ostatnie rzeczy i przestań nienawidzić, na rozkład ciała, na śmierć i trzymaj się przykazań. Pamiętaj na przykazania i nie miej w nienawiści bliźniego, na przymierze Najwyższego i daruj obrazę.

Tak, wszyscy kiedyś staniemy przed Bożym Trybunałem. Wszyscy kiedyś zakończymy tę ziemską pielgrzymkę i to wszystko, co tu, na ziemi, urasta do nie wiadomo jakiego problemu – tam, po drugiej stronie życia, zupełnie straci na znaczeniu. I dlatego warto to, co dzieje się tu, na ziemi, rozstrzygnąć tu, na ziemi, a nie ciągnąć za sobą, jak jakiś ciężki balast, jak kulę u nogi! Oddajmy to Panu, który sam przebaczając nam tak wiele – doceni naszą wspaniałomyślność, nasz gest przebaczenia innym i na pewno nie zapomni o tym na swoim Sądzie.

Ale powiedzmy tu sobie o jeszcze jednej, bardzo ważnej sprawie, która jakoś wybrzmiała w tych dzisiejszych Bożych pouczeniach, ale którą warto wyakcentować. Otóż, mówiąc o przebaczeniu, mówimy o zaniechaniu złości, chęci zemsty, nienawiści do bliźniego, pielęgnowaniu w sobie pamięci o złu, które nas spotkało; wyliczaniu drugiemu – co do piątego miejsca po przecinku – każdej, nawet najdrobniejszej urazy, jaka nas od niego spotkała. Natomiast nie mówimy o zapomnieniu tego, co nas spotkało.

Owszem, jeżeli jest to takie celowe i świadome pielęgnowanie i przypominanie sobie za każdym razem rzeczy, o których dałoby się już dawno zapomnieć, ale my robimy wszystko, aby właśnie nie zapomnieć, to jest to faktyczny brak przebaczenia, a czasami jest to wręcz nienawiść. Natomiast mogą się zdarzyć sytuacje – i nierzadko się zdarzają – że o pewnych krzywdach i złośliwościach, które nas od innych spotkały, po prostu nie jesteśmy w stanie zapomnieć. Są to na tyle bolesne i głębokie rany, iż nie goją się tak od razu – a niekiedy nawet i do końca życia się nie zagoją.

I tak, jak to jest z ranami fizycznymi – jeżeli nie są podrażniane, rozdrapywane, a jeszcze zostaną dobrze opatrzone, to zaczynają się goić. Ale blizny po nich pozostają… Tak właśnie jest ze złem – czasami naprawdę bardzo ciężkim, krzywdzącym potraktowaniem przez innych, zdradą ze strony najbardziej ukochanej osoby – takie rany mogą się nigdy nie zagoić. W sensie, że takich wydarzeniach naprawdę trudno zapomnieć.

I bywa tak, że niektórzy wręcz oskarżają się o to, że nie potrafią przebaczyć drugiemu – mając na myśli właśnie to, że nie potrafią zapomnieć pewnych złych rzeczy, które ich spotkały. Otóż – powiedzmy to bardzo jasno to nie jest to samo! Bo zapomnienie – nie zależy od nas. Jak sobie tu wspomnieliśmy, ono może przyjść z czasem, jeżeli ta duchowa rana, o której mówimy, nie jest rozdrażniana, czyli ataki na nas nie są kontynuowane, nie doświadczamy kolejnych przykrości czy krzywd, nie jesteśmy celem czyjejś nienawiści, okazywanej dzień po dniu; nie słyszymy pod swoim adresem żadnych przekleństw czy innych słów złośliwych i raniących – z czasem zaczniemy zapominać.

W psychice człowieka funkcjonuje bowiem taka prawidłowość, iż wypiera ona z pamięci doświadczenia złe i przykre. Jednak na to potrzeba czasu i nie zależy to wprost od samego człowieka. Spróbujmy bowiem wyobrazić sobie matkę, której zbrodniarze zabili syna – jak chociażby w przypadku Mamy Księdza Jerzego Popiełuszki. Czy jesteśmy w stanie choćby tylko pomyśleć, że Ona mogłaby o tym zapomnieć? Na pewno nie.

Więcej: o takiej zbrodni wręcz nie można zapomnieć! I o żadnym wielkim złu, którego od kogoś doświadczyliśmy, nie powinniśmy zapomnieć, abyśmy sami go na przyszłość unikali i innych przed nim ostrzegali i bronili.

Ale czy możemy powiedzieć, że w związku z tym, iż nie zapomniała – Mama Księdza Jerzego nie przebaczyła zabójcom swego Syna? Oczywiście, że przebaczyła! Ona była w stanie każdego z nich – jak syna właśnie – przytulić do serca. Bo przebaczenie na tym polega: na oddaniu całej sprawy w ręce Jezusa. On już będzie wiedział, co z tym zrobić. My zaś zyskamy wielką zasługę w Jego oczach.

I – naprawdę – nie musimy się martwić, że coś na tym stracimy, że przegramy konkretną sytuację, wyjdziemy na głupich lub naiwnych. Owszem, tak to może wyglądać od strony ludzi. Zwłaszcza tych, którzy sami mają problem z przebaczaniem. Ale – na szczęście – to nie oni będą nas sądzić na końcu czasów.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.