Rozrachunek Apostoła…

R

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Jacek Lusztyk, który jako Wikariusz Parafii Ducha Świętego w Siedlcach chętnie zastępował mnie na Mszach Świętych w Duszpasterstwie Akademickim, kiedy mieściło się ono jeszcze w Ośrodku przy ulicy Brzeskiej, skąd w swoim czasie zostaliśmy wyrzuceni. Dziękuję Jackowi za tę stałą gotowość – i życzę ogromu Bożych łask i sił wewnętrznych i fizycznych, tak bardzo potrzebnych, z powodu poruszania się za pomocą protezy, zastępującej amputowaną nogę. Ogarniam Solenizanta moją modlitwą.

Drodzy moi, dzisiaj rocznica zamachu terrorystycznego w USA. A w Polsce trwa właśnie próba siłowego przejęcia kolejnej Uczelni, której władze zachowują niezależność od obecnej władzy w Polsce. Mówi się także coraz głośniej o groźbie siłowego przejęcia Trybunału Konstytucyjnego!

Czyli – bandytyzm w całej okazałości! Bezprawie i totalitaryzm! Ale tak będzie – dopóki się Naród nie obudzi, nie otrząśnie z letargu i bandytów nie przepędzi! I tyle w temacie.

A w tym kontekście, w pełni podtrzymuję i potwierdzam każde słowo mojej homilii, wygłoszonej 16 sierpnia, w mojej rodzinnej Parafii, w ramach nieustającej Nowenny do Matki Bożej Ostrobramskiej. Potwierdzam każde słowo! Chociaż słyszałem głosy różne – także bardzo życzliwe – że to za ostro, że może nie aż tak, może trochę w inny sposób, to dzisiaj widzimy wszyscy, że bezprawie i bandytyzm dzieją się na naszych oczach, w obiektywach kamer, przy pełnej akceptacji tego do szpiku kości zdeprawowanego, zdemoralizowanego i złego tworu, jakim jest tak zwana unia europejska. Ale też – co o wiele gorsze – przy pełnej akceptacji tak wielu Polaków. Powiedzmy jasno: dopóki tak będzie – nic się nie zmieni. Zmierzamy do upadku. Czy aż tego trzeba?

Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd udam się do Lublina, gdzie pozostanę do jutra. Jeszcze dzisiaj, o 18:00, planuję Mszę Święta u Jana Kantego, zapraszając do łączności ze mną:

https://www.youtube.com/c/Parafia%C5%9BwJanaKantegowLublinie/streams

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim szczególnym osobistym przesłaniem zwraca się do mnie właśnie dzisiaj? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 23 Tygodnia zwykłego, rok II,

11 września 2026., 

do czytań: 1 Kor 9,16–19.22–27; Łk 6,39–42

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii. Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam.

Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.

Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakby zadając ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?

Jak możesz mówić swemu bratu: «Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku», gdy sam belki w swoim oku nie widzisz?

Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata”.

Bardzo konkretne, jasne i prawdziwe jest to wszystko, co Paweł Apostoł powiedział dzisiaj do nas w pierwszym czytaniu. I to od pierwszych zdań, w których stwierdza: Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii.

Wszystko wydaje się tu jasne: głoszenie Ewangelii Paweł uważa za swój obowiązek, z którego ma się wywiązać – i tyle w temacie. Nie robi nikomu żadnej łaski, że ją głosi. Nie czyni niczego nadzwyczajnego, dlatego nie ma powodu do osobistej chluby, czyli oczekiwania jakiegokolwiek szczególne uznania za to, że właśnie to robi. Co więcej, Paweł uważa swoją misję za tak poważny obowiązek, ciążący na nim, że gdyby go zaniedbał, to – jak sam stwierdził – biada mi! Dlaczego?

Paweł jasno to stwierdza: Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Czyli, jest to zadanie zlecone mu do wykonania, które on oczywiście podjął z własnej woli, ale nie w ten sposób, że sam je sobie wymyślił lub określił, ale właśnie zostało mu ono zlecone przez Pana. Jest zatem Paweł szafarzem słowa i łask, którymi to Pan – przez niego – chce obdzielać ludzi. Paweł jest tylko narzędziem w ręku Jezusa, jest pracownikiem, któremu zlecono do wykonania określony zakres obowiązków – i tyle. Nie ma powodu do szczególnego wyróżniania lub podkreślania zasług.

Stąd jednak rodzi się kolejne pytanie: Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. A jakie prawa daje Ewangelia? Otóż chociażby to, które określił Jezus, że robotnik godzien jest swojej strawy. Wiemy, że na pewnym etapie Paweł zrezygnował z tego prawa i zajął się wyszywaniem namiotów, aby w ten sposób zarabiać na swoje utrzymanie.

Wiemy jednak również, że to nie trwało zbyt długo, bo ostatecznie nie starczało mu czasu na pogodzenie tego z działalnością ewangelizacyjną, dlatego w końcu zajął się tylko nią, zdając się na utrzymanie ze strony Wspólnoty. Natomiast na każdym kroku podkreślał, że żyje najskromniej, jak się tylko da, aby wspólnoty młodego Kościoła swoją osobą i swoimi sprawami nie obciążać.

Można zatem powyższe słowa tłumaczyć w ten sposób, że zapłatą dla niego jest sama Ewangelia – i totalna osobista wolność, iż nie musi zależeć od nikogo. Sam to zresztą stwierdza w dalszych słowach: Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam. Paweł nie zależy od nikogo – na zasadzie zależności służbowej czy finansowej – dlatego może być do pełnej dyspozycji wszystkich.

A to właśnie sprawia, że jest – jak się wyraził – niewolnikiem wszystkich, bo wszystkim dał do siebie pełne prawo. To zaś na pewno jest jakimś związaniem się, jakimś dobrowolnym ograniczeniem, bo jeżeli ludzie zechcą skorzystać z tego prawa i chociażby poprosić o spotkanie, o rozmowę, o modlitwę, o błogosławieństwo, może też o pomoc materialną – to na Pawła nakłada to jednak pewne obowiązki i obciążenia.

A fakt, że na zasadzie służbowej podległości nie zależał od nikogo – dawał mu pełną możliwość otwarcia się na wszystkich! I dzięki temu właśnie «tym liczniejsi będą ci, których pozyska». Bo mogą się oni do niego swobodnie zwrócić.

Na tej zasadzie, o której sam dzisiaj mówi tak: Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.

Mocne stwierdzenie: Paweł otwiera się na wszystkich i wszystkich zaprasza – mając świadomość, że wszystkich nie «ocali», czyli nie doprowadzi do zbawienia. Czemu? Bo nie wszyscy po prostu będą tego chcieli. Bo nie wszyscy się na niego otworzą – na jego propozycje, na jego zaproszenia, na jego gotowość, na okazywaną im przez niego szczerą i serdeczną miłość. Dlatego ma świadomość – i musi się z tym pogodzić – że ocali przynajmniej niektórych.

I stąd to właśnie zachęta, skierowana przez niego do uczniów: Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. To jest właśnie owo «ocalenie przynajmniej niektórych». Raz jeszcze wybrzmiewa mocno to, że wszystko w tej materii zależy ostatecznie nie tyle od Apostoła, co od tych, do których się zwraca, a których – właśnie dlatego – zachęca do wielkiego wysiłku! Tak, wielkiego – przynajmniej tak wielkiego – jak wysiłek sportowca, przygotowującego się do zapasów.

Paweł wyjaśnia to bardzo logicznie, opierając się na życiowym doświadczeniu: Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą.

I żeby nikt nie miał wątpliwości, to o swoim własnym zaangażowaniu na tym odcinku Paweł także mówi bardzo szczerze: Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakby zadając ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego.

Zatem, Paweł sam sobie stawia wysokie wymagania, podejmuje wyrzeczenia, pracuje nad sobą intensywnie, bo ma świadomość, że wszystko, co mówi o innych i do innych – w pierwszym rzędzie odnosi się do niego samego. Jego działania są przemyślane i przemodlone – nie są „strzałami w próżnię”. Słyszymy wręcz o «poskramianiu ciała i braniu go w niewolę» – co by to nie znaczyło – aby dobrze wypełnić swoje zadanie.

Stąd też możemy śmiało stwierdzić, iż ostatnie stwierdzenie: abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego w pełni koresponduje z tymi pierwszymi, iż nie robi on nikomu żadnej łaski, głosząc Ewangelię. Ma to robić – i sam swoją postawą ma potwierdzać to, co głosi. On sam ma dojść do zbawienia i doprowadzić tam przynajmniej niektórych – chociaż on na pewno chciałby wszystkich – natomiast on ma iść na ich czele, a nie niejako „puścić ich przodem”, samemu zostając w tyle i ostatecznie nie dochodząc do zbawienia. A tak by się mogło stać, gdyby sprzeniewierzył się zadaniu, które zostało mu zlecone.

Zobaczmy, Drodzy moi, jak bardzo głębokie i uczciwe jest to swoiste rozliczenie się Pawła ze swoim powołaniem, swoją misją, swoją posługą w młodym Kościele. Jak jasno stwierdza on, że jest to jego obowiązek (żeby nie powiedzieć bardzo dosadnie i może zbyt potocznie: „psi” obowiązek), z którego będzie rozliczony, przy pełnej świadomości, że jego możliwości są w tym względzie ograniczone.

Tak, są ograniczone wolnością tych, do których się zwraca, a którzy w imię tej wolności mogą wszystko odrzucić. I właśnie zdając sobie z tego wszystkiego sprawę, Paweł jest zdecydowany pełnić swoją misję z wielkim zaangażowaniem – zachowując bardzo realistyczne spojrzenie na sprawę.

Do takiej w pełni realistycznej oceny sytuacji i do takiego spojrzenia na rzeczywistość swoją i innych – dzisiaj w Ewangelii Jezus zachęca w słowach: Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj? Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Po czym dodaje już bardzo konkretnie: Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: «Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku», gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata.

Otóż, właśnie! Nauczycielem innych może być ktoś w pełni wykształcony. A pierwszym krokiem do osiągnięcia owego wykształcenia w pełni – jest pełna świadomość o sobie samym! Dlatego Paweł dokonuje owego rozrachunku z sobą samym i swoim powołaniem, swoją misją, aby na tym tle samemu zobaczyć i innym pokazać – swoją, ale także ich rolę i zadania w całym tym dziele. Najpierw trzeba jasno określić, kim się samemu jest i czego się chce, do czego się dąży, skąd się wyszło i dokąd się zmierza, czyli bardzo rzeczowo określić siebie samego, swoje plany i zamiary, swoją pozycję, swoje kompetencje, możliwości i ograniczenia – aby wyjść do innych i czegokolwiek ich nauczać.

Widzimy zatem wyraźnie, że owo «wykształcenie w pełni» – to dużo więcej, niż zdobycie jakiejś określonej wiedzy. To jest jakiś wysoki stan samoświadomości – bardzo rzetelnego, uczciwego i w pełni zgodnego z prawdą spojrzenia na siebie samego i nas swoją pozycję.

Pamiętajmy o tym, kiedy będziemy – na różnych płaszczyznach naszej codzienności, na różne sposoby – realizowali naszą odpowiedzialność za innych, tejże naszej odpowiedzialności powierzonych. Oni muszą widzieć i wiedzieć, że my sami mocno stoimy na nogach, trzeźwo myślimy i sami wiemy, czego chcemy. I że jesteśmy w tej postawie konsekwentni odpowiedzialni za każde słowo i każde działanie. I że mamy świadomość – przede wszystkim – pełnej odpowiedzialności przed Jezusem i pełnej zależności od Niego! Ale właśnie – tylko od Niego!

1 komentarz

  • Do upadku to ty zmierzasz onanisto ale całe szczęście już ostatnie podrygi jako duszpasterza akademickiego bo w końcu cię odsuną w kolejnym roku za te politykowanie

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.