Gaudete in Domino semper!

G

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Wojciech Wałachowski, za moich czasów – Prezes Służby liturgicznej w Parafii Żelechów. Życzę Jubilatowi tej najgłębszej radości – radości w Panu i z Pana – o jakiej mówi dzisiejsza liturgia Słowa. Zapewniam o modlitwie.

A z takich spraw bieżących, to chciałbym Was bardzo zachęcić, moi Drodzy, do obejrzenia filmu, jaki prezentuje na swoich stronach Polonia Christiana:

https://pch24.tv/premiera-1984/?r=18243&ka=008369

Na mnie zrobił piorunujące wrażenie. Trudno nie zgodzić się z jego przesłaniem. Ważniejszym jednak wydaje się znalezienie odpowiedzi na pytanie: Co w takim razie robić? Jak wybrnąć z tego dołka? Zachęcam do obejrzenia i do refleksji…

A oto dzisiaj przeżywamy już trzecią Niedzielę Adwentu, zwaną – od pierwszych słów mszalnej Antyfony na Wejście w języku łacińskim – Niedzielą Gaudete. W całości antyfona ta brzmi: Gaudete in Domino semper. Iterum dico: Gaudete! Dominus prope. Co się tłumaczy: Radujcie się zawsze w Panu! Jeszcze raz powiadam: Radujcie się! Pan jest blisko! Jak zauważymy, są to słowa z dzisiejszego drugiego czytania. Zatrzymamy się nad nimi nieco w rozważaniu.

Dzisiejszą niedzielę nazywa się także „Niedzielą różową” – od koloru ornatu, którego można dzisiaj użyć, dla podkreślenia tego, że już połowa Adwentu za nami i zbliża się dzień przyjścia Pana. Dlatego nawet wizualnie owa „surowość” fioletowego koloru zostaje złagodzona do koloru różowego. Tylko dwa razy w roku takiego ornatu się używa: dzisiaj i w czwartą Niedzielę Wielkiego Postu. To takie ciekawostki liturgiczne.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Niech Duch Święty będzie natchnieniem i pomocą do odczytania tego przesłania.

Na głębokie przeżywanie tej już trzeciej niedzieli Adwentu – niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

3 Niedziela Adwentu, C,

12 grudnia 2021.,

do czytań: So 3,14–18a; Flp 4,4–7; Łk 3,10–18

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA SOFONIASZA:

Wyśpiewuj, Córo Syjońska,

podnieś radosny okrzyk, Izraelu!

Ciesz się i wesel z całego serca,

Córo Jeruzalem!

Pan oddalił wyroki na ciebie,

usunął twego nieprzyjaciela:

król Izraela, Pan, jest pośród ciebie,

już nie będziesz bała się złego.

Owego dnia powiedzą Jerozolimie:

«Nie bój się, Syjonie!

Niech nie słabną twe ręce!»

Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie,

Mocarz, który daje zbawienie.

On uniesie się weselem nad tobą,

odnowi swą miłość,

wzniesie okrzyk radości,

jak w dniu uroczystego święta.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem.

A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: „Cóż mamy czynić?”

On im odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”.

Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali go: „Nauczycielu, co mamy czynić?”

On im odpowiadał: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”.

Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?”

On im odpowiedział: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”.

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”.

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

Jakby spełniając wezwanie Apostoła Pawła z dzisiejszego drugiego czytania, z jego Listu do Filipian: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! […] Pan jest blisko!, Kościół Święty w tę trzecią już Niedzielę Adwentu przybiera szaty radosne i całemu światu obwieszcza: Pan jest blisko! Tak, Pan jest bardzo blisko! Już wkrótce dane nam będzie przeżywać Uroczystość Jego Narodzenia, a w ten sposób – wraz z całym Kościołem – przeżywać radość, która towarzyszyła przyjściu Pana dwa tysiące lat temu.

Stanie się ona naszym udziałem już w najbliższych dniach – oby na płaszczyźnie jak najbardziej wewnętrznej i duchowej, a nie tylko zewnętrznej, płytkiej, „zakupowo – prezentowej”; na płaszczyźnie tanich wzruszeń i doraźnych doznań… Właśnie po to mamy Adwent, aby na to spotkanie przygotować się dobrze, tak na serio, aby przekierować spojrzenie i pragnienie serca z tego, co zewnętrzne i płytkie, tanie i banalne – na to, co wewnętrzne i trwałe.

I właśnie w taki głęboki sposób chcemy przeżyć te Święta, to Boże Narodzenie, to przyjście Pana, aby w ten sposób dobrze przygotować się na Jego przyjście ostateczne, na końcu czasów – na Jego triumfalne przyjście na Sąd Ostateczny.

Nie wiemy, jak będzie ono dokładnie wyglądało, ale choćby z tych zapowiedzi, jakie mamy w Piśmie Świętym – w tym także: zapowiedzi samego Jezusa – możemy wywnioskować, że wtedy już nie będzie czasu i nastroju na robienie gigantycznych zakupów, na strojenie się w szałowe kreacje czy zdobywanie najnowszego modelu telefonu komórkowego. Wtedy już na te wszystkie głupoty nie będzie ani czasu, ani chęci – tamtego przyjścia już się nie da sprowadzić do spraw drugorzędnych, banalnych i zewnętrznych.

Niestety, wspomnienie pierwszego przyjścia, które przeżywać będziemy w najbliższych dniach, wielu z nas znowu właśnie do takich banałów sprowadzi. Chciałoby się powiedzieć: „Oby nie!”, ale nachalny hałas reklam i propozycji szałowych zakupów, jaki – niczym dym z ogniska – wżera się nam w oczy i uszy z każdego telewizora, telefonu komórkowego i każdego innego sprzętu audiowizualnego, z każdej gazety, z każdej witryny sklepowej, robi nam mętlik w głowie i w sercu. I każe całą radość z tego Faktu sprowadzić jedynie do takich oto głupot.

A tymczasem Apostoł dzisiaj wzywa: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! […] Pan jest blisko!ukierunkowując w ten sposób naszą radość na właściwe tory. My się mamy radować w Panu – i z Pana! Z Jego przyjścia, z Jego bliskości, a nie z całej tej masy różnych dyrdymałów, błyskotek i świecidełek, które mamią i tumanią, ale nie dają radości trwałej.

Bo taką radością – trwałą i mocną, prawdziwą i głęboką, przepełniającą całe serce człowieka, całe jego jestestwo – jest tylko radość w Panu! To nie jest radość ulotna, która przeminie pod wpływem pierwszego niekorzystnego impulsu, pod wpływem zmieniających się okoliczności – a chociażby z powodu tego, że Święta się skończą, smakołyki ze świątecznego stołu się przejedzą, a prezenty się znudzą…

Jeżeli tylko na tym ma się cała nasza radość opierać, to rzeczywiście – jest to bardzo smutna radość. Bardzo mało pogłębiona, całkowicie nietrwała, i taka – powiedzielibyśmy – zupełnie bezsensowna! Tak, zdaję sobie sprawę, że to brzmi dość dziwnie: smutna radość”, „bezsensowna radość”, ale dokładnie tak należałoby widzieć ulotne i przelotne cieszenie się z tego, że się dobrze zjadło, albo że się dostało jakieś świecidełko lub „pachnidełko” pod choinkę… Jeżeli na tym miałoby się całą radość i szczęście opierać, to faktycznie: tylko siąść i płakać!

Dlatego warto posłuchać Apostoła, który tę naszą radość właściwie ukierunkowuje – i wziąć sobie do serca jego pouczenie: Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Zdecydowałem się przywołać tu treść całego dzisiejszego drugiego czytania, bo w kilku zdaniach streszcza ono wszystko to, co jest naprawdę najważniejsze w temacie, który omawiamy: radość w Panu, radość z Pana – z powodu Jego bliskości i Jego łaski; totalne zaufanie do Niego i zdanie się całkowicie na Niego; szczera modlitwa i dziękczynienie, a owocem tego wszystkiego – pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, i który będzie strzegł […] serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

Moi Drodzy, jakże to inne – przyznajmy – ujęcie radości od tego, które serwuje nam zewnętrzny świat! Jakże to inna propozycja od całego mnóstwa nachalnie wciskanych nam propozycji medialnych i komercyjnych! Jakże to wreszcie inny sposób przeżywania Świąt od tego, który nam się próbuje narzucać. Tylko teraz: kogo posłuchamy? Na jaką radość postawimy? Co wybierzemy? To już indywidualna decyzja każdej i każdego z nas.

Jeżeli jednak zdecydujemy się na Bożą propozycję, to musimy pamiętać, że aby przeżyć ową najgłębszą i najbardziej sensowną i trwałą radość, trzeba nam – jak nas zachęca Prorok Sofoniasz w pierwszym czytaniu – całą uwagę naprawdę skierować na Pana, całe nasze serce ku Niemu skłonić! Zauważmy, że w tym pełnym radości i entuzjazmu tekście właściwie w każdym wersecie pojawia się imię Pana, albo jakieś odniesienie do Niego: jakaś informacja o tym, że jest blisko, że jest tuż obok i że dokona naprawdę wielkich rzeczy.

Jak bowiem inaczej odczytywać chociażby te słowa: Wyśpiewuj, Córo Syjońska, podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca, Córo Jeruzalem! Pan oddalił wyroki na ciebie, usunął twego nieprzyjaciela: król Izraela, Pan, jest pośród ciebie, już nie będziesz bała się złego. Albo i te, nieco dalsze: Pan, twój Bóg, jest pośród ciebie, Mocarz, który daje zbawienie. On uniesie się weselem nad tobą, odnowi swą miłość, wzniesie okrzyk radości, jak w dniu uroczystego święta.

Serce samo się wręcz wyrywa do tego, by śpiewać, a nawet wykrzykiwać z radości, w uniesieniu, na cześć Pana i na Jego chwałę! I nie jest to jakaś płytka i tania wesołkowatość, przed którą się tu przestrzegaliśmy, bo źródłem tej akurat radości jest Pan i Jego bliskość, Jego moc i potęga, którą tak chętnie okazuje On i której używa dla naszego dobra. Dlatego ta radość jak najbardziej powinna przepełniać nasze serca.

Ale stanie się tak wówczas, kiedy te nasze serca – jak to już sobie mówiliśmy – przekierujemy na Jezusa, otworzymy na Niego. A to z kolei dokona się tak konkretnie i wyraźnie wtedy, kiedy znajdziemy odpowiedź na pytanie, jakie dzisiaj Janowi Chrzcicielowi postawili ludzie, przychodzący do niego nad Jordan. Jak słyszeliśmy w Ewangelii, były to całe rzesze ludzi, a między nimi nawet celnicy i żołnierze! Wszyscy oni przychodzili z jednym, bardzo konkretnym pytaniem: Co mamy czynić?

I wszyscy otrzymywali konkretną odpowiedź. A chociażby tę: Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni. Celnicy zaś słyszeli: Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono. A znowu żołnierze: Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie. Jak widzimy, bardzo to jasne i konkretne wskazania, a jednocześnie – wcale nie jakieś wygórowane! Takie – powiedzielibyśmy – oczywiste i na pewno bardzo łatwe do zrealizowania.

Bo cóż prostszego dla żołnierza ponad to, by się nie znęcał nad nikim i nie wymuszał więcej, niż otrzymuje w ramach żołdu. To taki naprawdę minimalny wymóg. Czy – jak w przypadku celników – aby pobierali tyle i tylko tyle, ile mają wyznaczone, a nie wyłudzali nic więcej. To także minimalna i bardzo oczywista norma postępowania – trudno już wymagać mniej.

A przecież tym ostatnim mógłby Jan nakazać zrezygnować z ich zajęcia, wszak było to działanie na rzecz rzymskiego okupanta, dlatego w jakimś patriotycznym uniesieniu mógł Jan polecić im – albo przynajmniej zasugerować – zmianę fachu. Tymczasem on domagał się jedynie zwyczajnej, podstawowej uczciwości. Raz jeszcze podkreślmy: trudno wymagać mniej. Nie da się już wymagać mniej! To są naprawdę kwestie podstawowe, to są wymogi minimalne.

Może nawet nie pasują nam te wskazania do Jana Chrzciciela, o którym wiemy, że był tak bardzo surowy, wymagający, twardy i nieustępliwy w kwestiach moralnych. A tu tymczasem – takie bardzo spokojne i niezbyt wielkie zalecenia. A jednak – ważne i potrzebne, skoro właśnie one stanowiły odpowiedź na pytanie, stawiane przez poszczególne grupy ludzi: Co mamy czynić?

Chcąc zebrać te wszystkie, szczegółowe porady, w jedną – należałoby zalecić: Dobrze i sumiennie wypełniaj swoje obowiązki! Uczciwie i rzetelnie rób to, co do Ciebie należy, co Ci zlecono! Nie kombinuj, nie oszukuj, nie idź na łatwiznę i nie szukaj nadzwyczajnej korzyści dla siebie, nikogo nie krzywdź i nikomu nie rób na złość, tylko dobrze wypełniaj to wszystko, co do Ciebie należy! Zachowaj czyste sumienie, by nikt nie miał Ci nic do zarzucenia, abyś nikomu nie uczynił żadnej szkody, aby nikt nie musiał przez Ciebie płakać…

Moi Drodzy, to są naprawdę minimalne wymogi – także i w odniesieniu do nas. Bo cóż może być bardziej oczywistego i zwyczajnego ponad to właśnie, że zlecone sobie zadania spełnimy dokładnie, rzetelnie, punktualnie, uczciwie i tak, jak potrafimy najlepiej. Cóż prostszego i – zdawać by się mogło – łatwiejszego!

Tymczasem, chyba to nie jest wcale takie proste, skoro i Jan Chrzciciel właśnie na to zwracał uwagę przychodzącym do niego, i my dzisiaj najczęściej spowiadamy się z niewierności i niedokładności w spełnianiu naszych codziennych obowiązków. Zdaje się – takich oczywistych i jasnych, konkretnych i od dawna nam znanych, a sprawiających niekiedy tyle trudności!

I może właśnie po to, moi Drodzy, mamy Adwent, byśmy nie tyle porywali się – w ramach naszych dobrych, adwentowych postanowień – na jakieś wielkie rzeczy i spektakularne dokonania, ile właśnie dopilnowali wypełniania codziennych, najbardziej zwyczajnych naszych obowiązków. W sposób jak najbardziej sumienny i dokładny. Chętnie i z zapałem. Z zaangażowaniem całego swego serca, a więc – z miłością. Bez narzekania, biadolenia, utyskiwania i wyliczania Bogu i ludziom, jak to się bardzo poświęcamy i jak jesteśmy okrutnie przemęczeni tym naszym poświęceniem.

Obyśmy właśnie w naszej pięknie przeżywanej codzienności – odnaleźli radość i sens życia! A stanie się tak, jeżeli będziemy ją przeżywali z Panem – i dla Pana!

A zatem, radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech wasza łagodność będzie znana wszystkim ludziom: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem. A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.

8 komentarzy

  • Radość mam w sercu, rozpoczęliśmy we wspólnocie parafialnej rekolekcje adwentowe.
    Tematem na dziś było: moje relacje z Bogiem Ojcem a zadanie domowe, by uświadomić sobie zdarzenie z życia, kiedy Bóg Ojciec ukazał mi swą miłość. Gdybym spisywała, wyszłaby „epopeja”, w ciągu całego długiego życia tych wydarzeń świadczących o miłości Ojca miałam wiele. Podam jeden . Trzy tygodnie temu schodząc z kościelnych schodów, potknęłam się i spadłam przed siebie z przedostatniego stopnia. Gdy leciałam w dół, zdążyłam westchnąć ” Boże ratuj moje ręce”, konkretnie miało to wyrażać, by w podczas upadku, nie ” wypadły” mi ręce z stawów barkowych do których nam „nawykową ” skłonność. Bóg wysłuchał mojego wołania. Doznałam jedynie stłuczenia kolan, które nie było zbyt groźne, bo wróciłam spokojnie pieszo do domu . Ból jest niewielki więc pozwala mi chodzić codziennie na Eucharystię. Bogu niech będą dzięki, że w nieszczęściu był ze mną. Bóg mnie kocha, tego jestem pewna. Chwała Panu.

  • Pierwsze co przyszło mi dzisiaj na myśl to przepych. Niewspółmierny, niepotrzebny przepych. Dwie okazje by założyć różowy ornat i na tę okazję różowy ornat. Po co ? Na Co ? Dlaczego ? Nie rozumiem . Drugie co mnie bardzo zaskoczyło to przy obiedzie, pytanie, kim jestem, chrześcijanką czy katoliczką czy …i okazało się ,że nie wiem co znaczą oba słowa. Muszę sprawdzić .Muszę się dowiedzieć ale ,że owo pytanie zadał młody człowiek , bardzo mnie ucieszyło bo szukanie jest piękne. Po chwili internet przyniósł informacje ,że nie jesteśmy katolikami …i przypadkiem informację ,że zostanie na mnie nałożona kara jeśli opowiem komuś co mi powiedział ksiądz na spowiedzi. Z tymi informacjami z Watykanu jest różnie ale jeśli to prawda …mówiąc po ludzku, coś przestaje trybić.
    Umówiliśmy się ,że na wigilię kupimy fajerwerki bo to świetna po temu okazja i na wiele innych rzeczy się umówiliśmy a ja pozostaję z nadzieją ,że wejdę na chwilę do kościoła. Czy na pasterkę, czy ot w innej chwili ale …jak to jest ,że się tęskni za czymś takim jak za odwiedzinami we własnym domu.

  • Wbrew trendom, w mojej firmie pojawi się stajenka ze zwierzątkami, mędrcami Józefem Maryją i Jezuskiem. Drewniana stajenka, sianko…każdy kto przechodzi może zerknąć a może zadać pytanie …? Sobie…innym…

    • Odnośnie do dwóch stwierdzeń:
      Jaki przepych – gdy idzie o różowy ornat? Czy fakt, że używa się go tylko dwa razy w roku, oznacza, że jego zakupienie to jakiś przepych? Po pierwsze, ornat wcale nie musi dużo kosztować. Myślę, że niejeden człowiek „przy kasie” więcej wyda na obiad w renomowanej restauracji, niż chociażby ja wydałem na ornat do Ośrodka Duszpasterstwa Akademickiego. A używam go już któryś raz z kolei, podczas kiedy obiad raz się zjadło i… No, właśnie.
      Po drugie – skąd ta informacja o karze za wyjawienie tego, co mówił spowiednik? To on, spowiednik, jest zobowiązany do zachowania tajemnicy, nie penitent. Ja w niektórych sytuacjach – jako spowiednik – wręcz zachęcam do powołania się na naszą rozmowę, kiedy na przykład żona uskarża się na agresywnego męża pijaka. Wówczas ja mówię, że może wezwać na niego Policję – i że może mu powiedzieć, że to ksiądz na Spowiedzi pozwolił. To tylko jedna z sytuacji, w których pozwoliłem się na naszą rozmowę powołać, w nadziei, że to konkretnie pomoże danej osobie w trudnej sytuacji.
      A tak już zupełnie na marginesie: uważam, że Wigilia to nie jest najlepszy czas na fajerwerki…
      xJ

  • Mamy za co dziękować Bogu. Każdego dnia rano za to, że jeszcze żyjemy i mamy szansę na poprawę swojego postępowania, swojego nawrócenia, pogłębiania wiary.
    Lista jest naprawdę bardzo długa co otrzymujemy od Boga bo wszystko jemu zawdzięczamy. To kim jesteśmy teraz i jak nas wychowali rodzice to też łaska od Boga.
    Epopeja jak to określiłaś Aniu.
    Według mnie wszystkie znaki jakie są w kościele, zmiany wystroju szat liturgicznych, dekoracje to znaki jaki czas przeżywamy, wszak np.szopka nie jest przez cały rok. Znaki umowne zatwierdzone i przyjęte. To jak znaki drogowe.
    Ja już wyrosłam z fajerwerków. Dla mnie to wyrzucanie pieniędzy, gdyż są bardzo drogie. Następnie to bardzo zatruwa powietrze, które i tak już w tym czasie jest bardzo zanieczyszczone.
    Ale każdy ma wolną wolę i jego wybór.
    Pozdrawiam.
    Wiesia.

    • Ja nie wzięłam u Pana Boga żadnego kredytu. Dał, daje z miłości i chociaż widzi nas po swojemu to cieszy się z nas . Wpędzanie ludzi w poczucie winy, w poczucie spłaty kredytu w poczucie wiecznego zawodzenia , że nasze zachowanie wciąż i wciąż zawodzi Ojca i musimy się naprawiać i naprawiać i zawsze naprawiać.

      • Nie stawiałbym tak sprawy. Tu nie chodzi o wpędzanie w poczucie winy, ale o prawdę. Po prostu – jesteśmy grzeszni. Ale prawdą też jest, że – jak wyżej wspomniała Wiesia – mamy za co dziękować! Dziękujmy więc! I zamiast myśleć o grzechu, z którego trzeba się ciągle poprawiać i poprawiać, myślmy o dobru, które ciągle trzeba tworzyć i tworzyć, pomnażać i pomnażać… A wtedy i z grzechem nie będzie problemu. Nie musimy go wcale mieć ciągle przed oczami, ale trzeba zachować świadomość, że jesteśmy grzeszni i mamy się z czego poprawiać… I poprawiać się – ale z radością, a nie pod pręgierzem!
        xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.