Jeszcze nie rozumiecie?…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Kanonik Stanisław Sławiński, Proboszcz Parafii w Ciepielowie, w której obecnie pomagam w niedziele. Dziękując za naszą wieloletnią dobrą znajomość, życzę zdrowia ducha i ciała. Zapewniam o modlitwie!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 6 Tygodnia zwykłego, rok II,

15 lutego 2022.,

do czytań: Jk 1,12–18; Mk 8,14–21

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO JAKUBA APOSTOŁA:

Błogosławiony mąż, który wytrwa w pokusie, gdy bowiem zostanie poddany próbie, otrzyma wieniec życia, obiecany przez Pana tym, którzy Go miłują.

Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia na pokusę i nęci każdego. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć.

Nie dajcie się zwodzić, bracia moi umiłowani! Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępuje z góry, od Ojca świateł, u którego nie mamy przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden chleb mieli ze sobą w łodzi. Wtedy Jezus im przykazał: „Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda”.

Oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chleba.

Jezus zauważył to i rzekł im: „Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?”

Odpowiedzieli Mu: „Dwanaście”.

A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków?”

Odpowiedzieli: „Siedem”.

I rzekł im: „Jeszcze nie rozumiecie?”

Święty Jakub, w swoim Liście, w sposób naprawdę bardzo obrazowy i przejrzysty, a do tego łatwy do zrozumienia, przedstawia nam proces, jaki dokonuje się w umyśle i sercu człowieka, dopuszczającego do siebie pokusę do złego. Jak widzimy, nie ma tu nawet większego znaczenia, jaka to jest pokusa – jaka by nie była, każda z nich w ten sam sposób rozwija się w sercu człowieka, aż w końcu doprowadza do jego upadku w grzech.

Jakub Apostoł tak to opisuje: Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi. Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość wystawia na pokusę i nęci każdego. Następnie pożądliwość, gdy pocznie, rodzi grzech, a skoro grzech dojrzeje, przynosi śmierć.

Rzeczywiście, na początku trzeba sobie uświadomić, że to nie Bóg zsyła pokusy. Wszak w kolejnym zdaniu słyszymy, że każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępuje z góry, od Ojca świateł, u którego nie mamy przemiany ani cienia zmienności. Dokładnie tak: Bóg jest niezmiennie nastawiony na dobro człowieka i tego dobra dla niego pragnie, nie jest więc kapryśnym hrabią, który swoje relacje z poddanymi kształtuje według humoru, który ma danego dnia. Nie jest też tak, że Bóg bawi się człowiekiem, jego losem, dlatego czasami podkusi go do złego, żeby potem popatrzeć, jak ten mocuje się ze złem, aby cieszyć się jego upadkiem i jego problemami. To zupełnie nie tak!

Bóg od zawsze bezgranicznie nas kocha i chce tylko i wyłącznie naszego dobra – zarówno tu, na ziemi, jak i w wieczności! Dlatego na pewno nie zsyła na nas żadnych pokus. Jak tłumaczy to Święty Jakub, to własna pożądliwość wystawia na pokusę i nęci każdego. Jej pojawienie się i dopuszczenie do siebie jest możliwe dlatego, że człowiek jest po prostu wolny i sam wybiera, kogo posłucha, za kim pójdzie, komu uwierzy. Tą wolnością obdarzył nas Bóg – i jest ona naprawdę znakiem wielkiej Jego miłości i zaufania do każdej i każdego z nas!

Czy naprawdę byłoby lepiej, gdybyśmy byli odgórnie zaprogramowani na dobro i wychwalali Boga, i wypełniali Jego wolę, jak jakieś automaty, komputerowo poustawiane, w sposób bezwolny i bezrefleksyjny? Czy sami chcielibyśmy być przez kogoś w taki sposób kochani i szanowani, czy jednak lepiej jest, jeżeli to wynika z wolnej woli i pragnienia człowieka?…

Z pewnością, wolność jest w takich sytuacjach czymś bardzo oczywistym i normalnym, ale jest też czymś bardzo zobowiązującym i sprawdzającym naszą dojrzałość i odpowiedzialność. I właśnie ten proces – rodzenia się i rozwijania w nas pokusy do złego, o jakim pisze dziś Jakub – pokazuje, że na odcinku dojrzałości w wierze i odpowiedzialności za swoje zbawienie mamy jeszcze sporo do zrobienia.

Jeżeli bowiem bez walki wewnętrznej, bez jakiegokolwiek wysiłku, tak po prostu ulegamy pierwszej lepszej pokusie, nawet może nie najcięższej, to znaczy, że nie za bardzo zależy nam na Bogu i na wiecznym zbawieniu. Może nawet tak na to nie patrzymy, ale to jest poważna sprawa, bo pokazuje bardzo wyraźnie, gdzie tak naprawdę jest nasze serce – ku komu, lub ku czemu się skłania? Mówiąc tak najprościej i najkrócej: gdzie jest mu lepiej? Z kim jest mu lepiej?

Oczywiście, uleganie pokusie i popełnianie grzechów jest o wiele łatwiejsze, niż wewnętrzne zmaganie, by tę pokusę odsunąć, żeby ją jak najszybciej pokonać – zanim jeszcze dokona spustoszenia w naszym myśleniu i w naszych pragnieniach. To zmaganie jest na pewno trudniejsze, niż poddanie się tak po prostu i popłynięcie na fali…

Ale my musimy sobie odpowiedzieć – a może stale odpowiadać – na pytanie, na kim nam w końcu tak naprawdę zależy? Na czyjej bliskości, na czyim zaufaniu, na czyjej dobrej opinii: Boga, drugiego człowieka, a może jedynie na własnym, chwilowym zadowoleniu?… Żeby akurat w tej chwili było fajnie i dobrze, a co będzie potem – to się będziemy martwić potem…

Właśnie przykład takiego pomieszania wartości i totalnie zaburzonej hierarchii ważności spraw dają nam dzisiaj Apostołowie, których rozmowę z Jezusem opisał w Ewangelii Święty Marek. Oto martwią się oni, że nie zabrali ze sobą chleba. Co więc będą jedli? O tym ze sobą rozmawiają z wielkim przejęciem.

Jezus słyszy to i – ni stąd, ni zowąd – mówi do nich: Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda. Można powiedzieć, że niemalże dosłownie znalazła tu zastosowanie zasada, wypowiadana w zdaniu: „Ten o chlebie, a ten o niebie”, na zilustrowanie sytuacji, w której jeden mówi o jednym, a drugi zupełnie o czymś innym, przez co rozmijają się po prostu w swoich wypowiedziach i dlatego nie może być mowy o żadnym porozumieniu.

Tutaj właśnie mamy do czynienia z taką sytuacją: oni o chlebie, a Jezus – faktycznie – o Niebie, bo w Jego słowach słyszymy ostrzeżenie przed tym, co mogłoby przeszkodzić człowiekowi w osiągnięciu Nieba. Ale to właśnie dlatego możemy śmiało stwierdzić, że Jezus nie rozminął się ze swoimi Apostołami w temacie rozmowy, bo dokładnie odpowiedział na ich niepokoje.

Zresztą, następne zdania, a dokładniej: retoryczne pytania, które im postawił, jasno pokazują, że dobrze usłyszał, o czym rozmawiają. Ale chciał ich myślenie przekierować na inne tory, chciał im pokazać, co w życiu człowieka jest najważniejsze. Zwłaszcza, jeżeli powołał się przy tym na dwa wydarzenia, których Apostołowie byli przecież świadkami, a w których to udowodnił, że to On sam, Jezus Chrystus, Syn Boży, jest w stanie zapewnić człowiekowi pożywienie, jest w stanie zaspokoić jego doczesne potrzeby, o ile człowiek sam zadba o sprawy Jego królestwa, o sprawy Boże, o sprawy Nieba.

Wszak w jednym i drugim przypadku, o którym Jezus dziś wspomina, rozmnożenie pokarmu nastąpiło wtedy, kiedy ludzie długo słuchali nauczania Jezusa, byli z Nim nawet kilka dni, pokazując w ten sposób swoją autentyczną troskę o sprawy Boże, o sprawy wieczne, o sprawy Nieba. Wtedy o sprawy doczesne zadbało Niebo – jeśli tak można powiedzieć. A można tak powiedzieć, bo pokarm przyszedł wówczas dosłownie – z Nieba.

Wszak Jezus najpierw do Nieba wznosił ręce w geście błogosławieństwa, a następnie podawał pokarm Apostołom, aby bez żadnych ograniczeń rozdawali go ludowi. O tym to dzisiaj Jezus przypomina swoim Współpracownikom, stawiając im na koniec bardzo mocne pytanie: Jeszcze nie rozumiecie?

Otóż, właśnie! Jeszcze nie rozumiecie, co jest najważniejsze w życiu? Jeszcze nie rozumiecie, że Ja jestem z Wami i naprawdę zadbam o Wasze potrzeby? Jeszcze nie rozumiecie, o co tak naprawdę macie się troszczyć?

Moi Drodzy, to właśnie negatywna odpowiedź na te pytania jest powodem, dla którego ulegamy pokusom: jesteśmy po prostu za bardzo skoncentrowani na swoich potrzebach – najczęściej doraźnych – i w ogóle: na samych sobie. Siebie i swoje chwilowe zadowolenie, swoje doraźne „ciepełko”, w którym jest nam w tym momencie dobrze, stawiamy na pierwszym miejscu i wszystko temu podporządkowujemy.

Sprawy Boże, sprawy wieczne, sprawy Nieba – wymagają jednak pewnego wysiłku, postawienia sobie konkretnych wymagań, także: pewnych ograniczeń. To, co ma wartość – a już szczególnie: wartość wieczną – kosztuje. I musi kosztować, bo trudno sobie wyobrazić, żeby nie kosztowało!

Dlatego nie uciekniemy przed odpowiedzią na pytanie, czy chcemy te koszty ponieść i zdecydujemy się na trud walki wewnętrznej, zmagania się ze sobą, żeby osiągać te wartości najtrwalsze, największe, najpiękniejsze i najświętsze – czy wystarczy nam chwilowe zadowolenie i zaspokajanie doraźnych zachcianek, żeby w tym momencie było nam fajnie i przyjemnie?… A wtedy będziemy ulegać każdej pokusie.

Tylko nieuchronnie pojawi się wówczas pytanie, na które też trzeba będzie w końcu odpowiedzieć: No dobrze, teraz jest mi chwilowo fajnie i przyjemnie, ale – co dalej?… Co dalej?…

4 komentarze

  • Słowa Jezusa skierowane do uczniów to taki ” zimny prysznic”, nie zawsze miły dla ciała a my kochamy swoje ciała. Może i on zdrowy ale ja osobiście nie lubię, lubię ciepełko…
    „Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, …”
    Jezu, wciąż na nowo otwieraj nam oczy i uszy… Duchu Święty daj zrozumienie, oczyszczaj nasze umysły z ” toksyn” tego świata. Jesteś Światłością, oświecaj nasze myślenie byśmy nie myśleli po ludzku ale po Bożemu, bo z Tobą Boże możemy wszystko pokonać, wszystkiemu zaradzić. Amen..

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.