Mniej gadania – więcej czynu!

M

Szczęść Boże! Moi Drodzy, bardzo przepraszam za tak późne zamieszczenie słówka, ale dzisiaj od rana naprawdę dużo się dzieje. Bo i ważna rozmowa z Księdzem Markiem na skype i różne rozmowy i kontakty, związane z pojawieniem się tego oto materiału:

https://www.youtube.com/watch?v=pZVucJPix1E

Szefostwo naszej Internetowej Telewizji Diecezjalnej FARO TV wyszło samo z inicjatywą, aby w taki właśnie sposób promować nasze dzieło GIGANTYCZNEGO SZTURMU DO NIEBA, dlatego wczoraj w dzień odbyły się nagrania, a późnym wieczorem materiał – po opracowaniu – już znalazł się na stronie diecezjalnej i oczywiście na kanale FARO TV.

Moi Drodzy, proszę Was o przekazywanie tego linku innym, abyśmy jak największą armią szturmowali Niebo w tej tak ważnej sprawie! Ja sam dzisiaj porozsyłam ten namiar – do kogo tylko się da.

A jutro, na naszym forum – nieco inaczej, niż zwykle, bo nie w piątek – słówko z Syberii. Potem Ksiądz Marek rusza na tygodniowe ferie.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi do mnie Pan? Duchu Święty…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 6 Tygodnia zwykłego, rok II,

16 lutego 2022.,

do czytań: Jk 1,19–27; Mk 8,22–26

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO JAKUBA APOSTOŁA:

Wiedzcie, bracia moi umiłowani: każdy człowiek winien być chętny do słuchania, nieskory do mówienia, nieskory do gniewu. Gniew bowiem męża nie wykonuje sprawiedliwości Bożej. Odrzućcie przeto wszystko, co nieczyste, oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze.

Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie. Jeżeli bowiem ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był. Kto zaś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo.

Jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw. Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus i uczniowie przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: „Czy widzisz co?” A gdy przejrzał, powiedział: „Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa”.

Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie.

Jezus odesłał go do domu ze słowami: „Tylko do wsi nie wstępuj”.

Problem, jaki porusza dziś w swoim Liście Święty Jakub, to jest chyba odwieczny problem wszystkich ludzi wierzących i przyznających się do osobistej więzi z Bogiem. Problem ten Apostoł wyraża w słowach: Przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo, które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie.

Oczywiście, bardziej chodzi o tę drugą część, dotyczącą «wprowadzania słowa w czyn». To jest prawdziwy problem – przyznajmy to szczerze. I to jest chyba problem, który tak naprawdę dotyczy każdej i każdego z nas – bez względu na to, czy jesteśmy osobami świeckimi, czy duchownymi; czy jesteśmy mocno zaangażowani w życie Kościoła, czy tak sobie; czy mamy lat więcej, czy mniej; czy mamy większą, czy mniejszą wiedzę religijną…

Wszyscy musimy mocno czuwać nad tym i mobilizować się do tego, by «wprowadzać Słowo w czyn». By swojej wiary nie zatrzymać jedynie na poziomie teorii – owszem, dobrej i mądrej, ale tylko teorii.

Co bowiem grozi takiemu teoretykowi, to właśnie Apostoł dobrze wyjaśnia w dzisiejszym pierwszym czytaniu, stwierdzając, że jeżeli […] ktoś przysłuchuje się tylko słowu, a nie wypełnia go, podobny jest do człowieka oglądającego w lustrze swe naturalne odbicie. Bo przyjrzał się sobie, odszedł i zaraz zapomniał, jakim był.

Natomiast jeżeli ktoś pilnie rozważa doskonałe Prawo, Prawo wolności, i wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo.

W tym zaś kontekście – jak dalej czytamy – religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata.

Dlatego też – choć to może nie wprost o tym samym, ale dotyczy tegoż zagadnienia – jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw.

O jakiej zatem postawie mówimy? Mówimy o słuchaniu Słowa – tego nie można lekceważyć i pomijać, Słowo samo w sobie jest bardzo ważne, wartościowe i konieczne – z jednoczesnym usilnym i wytrwałym staraniem, by wprowadzać je w życie. Nie można zatem pozostać na samym tylko słuchaniu Słowa, z zupełnym pominięciem dobrego działania, bo byłaby to – jak wspomnieliśmy – jedynie teoria.

Owszem, my dobrze wiemy, że słowo Boże ma swoją wewnętrzną moc i sam kontakt z nim już człowieka ubogaca, dlatego nawet, jeżeli nie za bardzo rozumie on to Słowo, to jednak sam kontakt z nim jest już czymś dobrym i potrzebnym, bo Słowo to po prostu zaczyna w jego sercu pracować, zaczyna to serce przemieniać.

Ale właśnie z tego niemalże automatycznie – wiem, że to określenie brzmi tu nie najlepiej – powinno się rodzić pragnienie działania! Działania, rozumianego jako owo Jakubowe «wprowadzanie Słowa w czyn»! To się ze sobą wręcz nierozerwalnie wiąże!

Dlatego pozostanie na poziomie samego tylko słuchania byłoby jakąś wartością, byłoby czymś pozytywnym, bo człowiek ubogacałby się wewnętrznie, ale byłoby to dobro niepełne, by tak rzec – nie dokończone… Aż się bowiem samo prosi – mówiąc kolokwialnie – żeby Słowo, które tak bardzo osobiście i wewnętrznie się przeżyło, przemedytowało, przemodliło, przetworzyło w umyśle i sercu, odnosząc je do swojej życiowej sytuacji, teraz w tej właśnie konkretnej swojej życiowej sytuacji zrealizować! Samo wręcz serce o to woła!

Z drugiej jednak strony, nie byłoby dobrze, gdyby podjęte zostało jakieś bardzo aktywne działanie, a nie miałoby ono pogłębienia w Bożym słowie, czy nie byłoby nim motywowane. To też niedobrze, bo tu znowu mielibyśmy do czynienia z dziełem niepełnym – z jakimś tanim aktywizmem, który szybko okazałby się biciem piany i robieniem szumu wokół siebie, ale treści i sensu byłoby w tym niewiele… I tylko by się człowiek zmęczył, ale – w tym wymiarze głębszym – niewiele by w ten sposób osiągnął.

Natomiast z połączenia serdecznego, głębokiego, wręcz intymnego kontaktu z Bożym słowem z aktywnym, mądrym, ukierunkowanym działaniem, wynikającym z tegoż Słowa i na nim opartym – wyniknie z pewnością wielkie dobro!

Musimy jednak pamiętać, że jest to proces. To się wszystko nie dokona od razu: zarówno refleksja nad Bożym słowem, jak i oparte na nim i wynikające z niego działanie – to zadanie praktycznie na całe życie. To nie jest tak, że coś się w tym względzie raz osiągnie – i już się do końca życia ma. Nie! To trzeba wszystko ciągle – mówiąc naszym współczesnym, nieco technicznym językiem – aktywować, reaktywować. Kontakt z Bożym słowem pogłębiać, a działanie konsekwentnie prowadzić, korygując je na bieżąco i podejmując z nowym wciąż zapałem.

A do tego – jak podpowiada Apostoł Jakub – mniej gadać, a więcej świadczyć swoją postawą. Właśnie w duchu tej przestrogi, że jeżeli ktoś uważa się za człowieka religijnego, lecz łudząc serce swoje nie powściąga swego języka, to pobożność jego pozbawiona jest podstaw.

Chodzi zatem w tym wszystkim tak naprawdę o nawiązanie osobistej, bardzo osobistej, wręcz intymnej, duchowej więzi z Jezusem. To także jest proces, to dokonuje się pewnymi etapami. Dość ciekawie i wyraźnie pokazuje to uzdrowienie niewidomego, opisane w dzisiejszej Ewangelii.

Z pewnością, zwraca naszą uwagę fakt, że nie dokonało się ono tak, jak zwykle Jezus dokonywał uzdrowień. Bo zwykle wystarczało Jego słowo, albo nawet wewnętrzna decyzja – szczególnie, gdy chodziło o działanie na odległość, dzięki któremu chociażby setnik mógł wrócić do domu i przekonać się, że jego sługa już czeka na niego zdrowy. Jezus tak właśnie działał zawsze – ale nie dzisiaj.

Dzisiejsze uzdrowienie dokonuje się etapami. Najpierw chory zaczął widzieć ludzi, ale obraz był nieostry, jakiś rozmyty i dopiero w drugim etapie działania Jezusa przejrzał wyraźnie.

Samo działanie Jezusa też jest dość zastanawiające, bo najpierw było to zwilżenie oczu śliną, a potem ponowne położenie rąk na oczy niewidomego. Bardzo ciekawy sposób działania – dający do myślenia… Zapewne, wiele skojarzeń się tu nasuwa, ale raczej nie popełnimy błędu, jeżeli zwrócimy uwagę właśnie na to, że jest to obraz bardzo bliskiej, osobistej więzi, jaką Jezus stworzył z chorym człowiekiem, oraz wskazanie nam wszystkim, że w tych sprawach ważna jest wytrwałość i cierpliwość, pokonywanie kolejnych etapów i zbliżanie się w ten sposób do Boga.

I to właśnie w taki sposób mamy «wprowadzać Słowo w czyn»! Mamy liczyć się z tym, że nie od razu wszystko się uda. Obraz dobra, jaki będzie się z tego wyłaniał, może być na początku nieostry, nie za wyraźny… Może nawet będziemy mieli wrażenie, że tego dobra w ogóle nie widać.

Ale właśnie dlatego tak ważnym jest, aby być bardzo blisko Jezusa – i nie tracić nadziei, nie ustawać w staraniu, tylko słuchać Słowa, rozważać je w sercu i wprowadzać w czyn. Tak po prostu – konsekwentnie i wytrwale. Mniej przy tym gadając, a bardziej tym Słowem żyjąc.

13 komentarzy

  • Jezus dziś też łączy słowo i czyn. Mógł samym słowem uzdrowić niewidomego , w miejscu gdzie go przyprowadzili w Betsaidzie, przy świadkach. Jezus jednak chciał tym razem nawiązać relację osobistą z człowiekiem, w drodze, na uboczu za wsią, by nie zrobić choremu upokorzenia, nie ” napluć człowiekowi w twarz”. Jezus poświęca tyle czasu każdemu ile potrzebuje dany człowiek… a ja czy wyliczam czas dla Jezusa. Ile czasu z doby, 24 godzin, poświęcam Jezusowi?

  • Czy Jezus uczył, że apostołowie mają siedzieć i czekać ? Tak wielu ludzi Kościoła zostawiło tych ludzi samych i z trzęsącymi się portkami zamknęło się w swoich domach a teraz wielki krzyk- wróćcie do Kościoła ?…Do przestraszonych księży którzy zostawili owce i sami wbrew logice wbrew ewangelii wbrew słowom Boga, zwiali gdzie pieprz rośnie ? Jesteś apostołem więc idź do owiec a nie czekaj ,że wrócą.

    • Kloszard, ostro poszłaś!. Kto jak kto, ale Ksiądz Jacek i Ksiądz Marek na których blogu piszesz te słowa, nie zasługują na tak zdecydowaną reakcję.
      Pewno można zarzucić niektórym księżom i hierarchom kościelnym, to i owo, ale ja uważam, że uwagi i zastrzeżenia należy zwracać osobiście w cztery oczy, potem przy świadkach a potem pisać do zwierzchników. Takie rzucanie słów w eter, jest nieodpowiednie i nieskuteczne.

      • Księża u których pozwalam sobie pisać, mieć swoje zdanie, zrozumieją co napisałam jak i to ,że nie starałam się uderzyć niewinnych. Jeśli poczują się skrzywdzeni, przepraszam. Od lat mam w sobie zadrę w tym temacie.Moja mama, święta kobieta-czy kiedyś przyszedł do niej ksiądz , pogadać- nigdy. Druga mama, to samo. Czy do mnie do burdelu przyszedł jakiś ksiądz pogadać ?. Nigdy. Czy kiedykolwiek przyszedł do mnie , teraz ?-Nigdy. Po kolędzie mnie ominął bo …nie wiem co. Pamiętam rozmowę z księdzem którego polubiłam-narzekał na samotność- więc dlaczego ksiądz nie pójdzie do kogoś ? – Do starszych nie chcę a młodsi…nie bo ludzie zaczną gadać….- to zaraz, ludzi się ksiądz boi czy Boga ?… Jeśli to nie wybrzmiało to napiszę- czekam na odwiedziny a nie na zaproszenie .

    • Jakieś konkrety można prosić? Kto tak się chował? Którzy księża i biskupi tak się odwrócili od ludu?
      Proszę o jakiś przykład.

      • Podpisuję się pod prośbą Robsona o bardziej konkretne wskazanie, o jakie sytuacje chodzi. Myślę, że to jest raczej temat na rozmowę osobistą, niż na roztrząsanie tego publicznie. W tak ogólnym i hasłowym ujęciu tematu trudno się odnieść do poszczególnych sytuacji…
        xJ

        • Proszę księdza, proszę księdza. Ja mam dostarczać dowodów ? . Od lat dostarcza ich ksiądz Isakowicz i jakie ma poparcie ? . Ja napisałam o tendencji jaka mnie dotknęła a moim zdaniem opanowuje wielu księży. Ja mam dostarczyć dowodów ?- Byłam prostytutką więc sporo bym znalazła różnych dowodów .

          • Nie chodzi mi o to, by udowadniać, że księżom zdarzają się różne postawy, także niewłaściwe. Ja pisałem o tym, że w Twoim komentarzu te sytuacje były opisane tak zawile, że przynajmniej ja nie potrafię się do niej konkretnie odnieść.
            xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.