Wstań i chodź!

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, o sprawach bieżących napiszę jutro, a teraz już zapraszam zatem do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co Pan do mnie dzisiaj konkretnie, osobiście mówi? Z jakim przesłaniem zwraca się konkretnie do mnie? Duchu Święty, pomóż je odkryć i przyjąć do serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

REKOLEKCJE WIELKOPOSTNE – dzień 3,

Wtorek 4 Tygodnia Wielkiego Postu,

29 marca 2022.,

do czytań: Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

Podczas widzenia otrzymanego od Pana zaprowadził mnie anioł z powrotem przed wejście do świątyni, a oto wypływała woda spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza. I wyprowadził mnie przez bramę północną na zewnątrz i poza murami powiódł mnie do bramy zewnętrznej, skierowanej ku wschodowi. A oto woda wypływała spod prawej ściany świątyni, na południe od ołtarza.

Potem poprowadził mnie ów mąż w kierunku wschodnim; miał on w ręku pręt mierniczy, odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; woda sięgała aż do kostek. Następnie znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść przez wodę; sięgała aż do kolan; i znów odmierzył tysiąc łokci i kazał mi przejść: sięgała aż do bioder; i znów odmierzył tysiąc łokci; był tam już potok, przez który nie mogłem przejść, gdyż woda była za głęboka. Potem rzekł do mnie: „Czy widziałeś to, synu człowieczy?” I poprowadził mnie z powrotem wzdłuż rzeki.

Gdy się odwróciłem, oto po obu stronach na brzegu rzeki znajdowało się wiele drzew. A on rzekł do mnie: „Woda ta płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione.

A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy.

W Jerozolimie zaś znajduje się Sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych.

Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: „Czy chcesz stać się zdrowym?”

Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny schodzi przede mną”.

Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje łoże i chodź”. Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził.

Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: „Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża”.

On im odpowiedział: „Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź”. Pytali go więc: „Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?” Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.

Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”. Człowiek ów odszedł i doniósł Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Bogu Najwyższemu cześć i chwała za Jego niezliczone dobrodziejstwa, którymi nas nieustannie obdarza, a w ciągu tych ostatnich dni udzielił nam tak wiele łask i natchnień – w czasie kończących się dziś Rekolekcji wielkopostnych. To bardzo ważny czas – chociaż bardzo krótki: zaledwie trzy dni. Ktoś powie: Co można zdziałać przez trzy dni? To tylko trzy dni.

Ale jeżeli przeżywa się je intensywnie i sensownie, wówczas może się okazać, że to aż trzy dni – bo bardzo wiele dobrego może się w tym czasie dokonać. Zwłaszcza, że jest to czas wyjątkowego promieniowania Bożej łaski, przeto otrzymaliśmy wszyscy, od naszego Pana – wszyscy, począwszy ode mnie – tak wiele świateł i dobrych natchnień, że mamy teraz z czego czerpać. Obyśmy tylko o tym pamiętali – i rzeczywiście czerpali: z tych naszych modlitw i przemyśleń, które mieliśmy w ciągu tych trzech dni.

Dzisiaj dochodzimy do końca: do końca rekolekcji, ale nie końca pracy nad sobą, bo ta dopiero teraz powinna się w sposób bardzo dynamiczny rozpocząć. Jej początkiem będzie podjęcie rekolekcyjnych postanowień – ale to za chwilę.

Teraz wracamy do głównego hasła naszych Rekolekcji, którymi są słowa Apostoła Pawła z drugiego czytania niedzielnego: A OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE.

I tak, pierwszego dnia, w niedzielę właśnie, na kanwie słów: TO, CO DAWNE, MINĘŁO, mówiliśmy sobie o pokonywaniu w sobie starego człowieka, wręcz o zdzieraniu z siebie starego człowieka – czyli tego wszystkiego, co w nas samych i w naszym życiu kryje się pod określeniem: „stary człowiek”. Jest to zatem schematyczne i ciasne myślenie, są to wszelkie złe przyzwyczajenia, jest to jakaś wada główna, która obciąża nas, powoduje w naszym życiu zamieszanie, zamyka nam drogę do ludzi, a ludziom zamyka drogę do nas… I sprawia, że trudniej nam się żyje, a ludziom z nami… Jest też zazwyczaj źródłem kolejnych grzechów.

Właśnie tę wadę główną, to złe przyzwyczajenie, chcieliśmy w sobie odkryć, przygotowując się do Spowiedzi Świętej przez solidny rachunek sumienia.

Z kolei wczoraj, na kanwie słów: UWIERZYŁ CZŁOWIEK SŁOWU, zaczerpniętych z wczorajszej Ewangelii, mówiliśmy sobie, że najprostszą drogą do tego, by WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE w nas i w naszym życiu – jest Boże słowo. Dlatego mamy go słuchać, mamy je czytać, mamy je poznawać i zgłębiać, pokonując wszelkie przeszkody i trudności, jakie na tej drodze mogą się pojawić, także opory przed księdzem, który to słowo nam głosi, a wobec którego nieraz mamy jakieś uprzedzenia – także niekiedy słuszne i uzasadnione – co jednak nie powinno nas zamykać na samo słowo Boże.

Mówiliśmy przy tym, że trzeba nam zmienić postawę recenzenta i eksperta, który z góry ocenia sam sposób głoszenia lub osobę głoszącego – na postawę ucznia, który chce usłyszeć, co mówi do niego, konkretnie i osobiście, sam Pan – przez swoje Słowo. Aby usłyszawszy – móc w to słowo uwierzyć i nim żyć.

Pracą domową było w tym kontekście – przygotowanie na dziś konkretnego postanowienia, jakie dziś, na zakończenie rozważania, będziemy mogli osobiście złożyć Panu. Nad tym mieliśmy się wstępnie zastanowić, ale szczegóły zaraz dopracujemy.

Tymczasem koniecznie musimy przypomnieć – bo to jest element istotny, a wręcz główny naszych Rekolekcji i każdych rekolekcji, a nie tylko jakiś dodatek dekoracyjny – o modlitwie wzajemnej wszystkich za wszystkich, oraz w tych intencjach, które tu sobie przypominamy.

A modlimy się o liczne, dobre i trwałe owoce duchowe tego czasu. Modlimy się także za wszystkich rekolekcjonistów i spowiedników wielkopostnych, polecając szczególnie opiece Bożej Księży, którzy tę posługę spełniali i spełniają wśród nas.

Ponadto, modlimy się za tych naszych bliźnich, którzy chociaż bardzo chcieliby być tutaj z nami, to jednak nie mogą – z powodu choroby, wieku czy różnych obiektywnych przyczyn. Wszystkie te osoby serdecznie pozdrawiamy, otaczamy modlitwą, o taką modlitwę je prosimy, zaś chorych i cierpiących prosimy o wspieranie naszych Rekolekcji swoimi cierpieniami. I już teraz dziękujemy im za tę duchową łączność i duchowe wsparcie.

A wreszcie, modlimy się za tych, którzy chociaż mogą być tutaj z nami, to jednak nie chcą – i to już od wielu lat nie chcą, z różnych powodów. Ich także serdecznie pozdrawiamy i zapraszamy do naszej modlitewnej wspólnoty – sam Jezus ich zaprasza – oraz otaczamy serdeczną modlitwą, aby z tego zaproszenia skorzystali. Drodzy moi, którzy macie takie osoby w domu, przekażcie im to nasze pozdrowienie i zaproszenie!

A wszystkie te rekolekcyjne intencje i wszystkie nasze sprawy polecamy zarówno w modlitwie wspólnej, zanoszonej tu, w kościele, jak i w modlitwie indywidualnej, jaką zanosimy gdziekolwiek, jak też wreszcie w modlitwie wspólnej i indywidualnej, którą zanosimy w naszym domach. I właśnie tam, w naszych domach, wczoraj odmawialiśmy – jako wspólnota rekolekcyjna i parafialna – Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Czy udało się ją odmówić?… A czy udało się ją odmówić wspólnie?…

Serdecznie dziękuję tym, którym się udało, a komu się nie udało, a chciałby się we wspólne dzieło duchowe włączyć, niech tę Koronkę odmówi dzisiaj. Podobnie, jak i lekturę Pisma Świętego, którą wyznaczyliśmy sobie na niedzielę, można bądź to powtórzyć, bądź wykonać dzisiaj, lub w następnych dniach.

Dzisiaj natomiast proszę o odmówienie – w tych wszystkich, wskazanych intencjach – Litanii Loretańskiej do Najświętszej Maryi Panny. I znowu – proszę szczególnie o wspólną modlitwę, w rodzinie lub w sąsiedztwie, a jeśli to będzie z jakichś powodów utrudnione, to indywidualną. Bo chodzi o to, by nasze dobre, duchowe dzieło, wspierać modlitwą.

Dzisiaj zatem, w duchu hasła: A OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE, zastanawiamy się nad kolejnym krokiem w kierunku odnawiania naszego życia i naszych serc – po tym, jak postaraliśmy się pozbyć tego, co zastarzałe, nieaktualne, ciasne, schematyczne oraz uwierzyć Słowu, które kieruje do nas Pan. Teraz czas na wprowadzanie Słowa w czyn – to raczej oczywista konsekwencja tego, o czym do tej pory mówiliśmy, to naturalny kolejny etap.

Jako myśl tego dnia przyświeca nam wezwanie Jezusa, skierowane do człowieka chorego z dzisiejszej Ewangelii: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Po usłyszeniu tych słów człowiek, który od trzydziestu ośmiu lat leżał unieruchomiony i przytłoczony swoją chorobą, w jednym momencie stanął na równe nogi. My z tego hasła bierzemy na dziś dwa główne, zasadnicze wezwania: WSTAŃ I CHODŹ. A zatem – rusz się z miejsca! Czy to trzydzieści osiem lat byłeś unieruchomiony, czy dłużej, czy krócej – teraz WSTAŃ I CHODŹ.

Okoliczności, w jakich słowa te zostały przez Jezusa wypowiedziane, są naprawdę ciekawe. Oto nad sadzawką Betesda leżało wielu chorych. Spośród nich, co jakiś czas, jeden z nich odzyskiwał zdrowie. Kiedy bowiem woda w sadzawce się poruszyła, trzeba było szybko do niej wejść. A wówczas, ta osoba, której się to udało jako pierwszej – odzyskiwała zdrowie.

Już samo to jest dziwne, że cud stał się czymś stałym, a wręcz cyklicznym, a wręcz wyglądanym i wyczekiwanym – żeby nie powiedzieć: żądanym. Bo skoro tak, to domyślamy się, że już nie był czymś zaskakującym, niezwykłym, czym by się ludzie zachwycali. Bardziej chyba stał się czymś zwyczajnym i normalnym, mógł natomiast stać się przedmiotem sporów i napięć, bo dlaczego akurat ten wszedł do sadzawki, a nie tamten?… Albo wielu innych, którzy już od wielu lat chcieli, ale nie mogli, bo nie dali rady, bo byli właśnie zupełnie unieruchomieni przez chorobę?…

Oni potrzebowali pomocy, potrzebowali przy sobie obecności jakiegoś człowieka, który by ich wprowadził do sadzawki. Ale ten człowiek musiałby tam przebywać na stałe i koczować przy swoim chorym, aby go jak najszybciej wprowadzić do sadzawki, gdy tylko woda w niej się poruszy. Przyznajmy, że to dziwna sytuacja.

Ale to właśnie na jej tle tak mocnego i wyraźnego znaczenia nabiera interwencja Jezusa, który przychodzi – jako właśnie ów długo wyczekiwany człowiek, mogący pomóc, nawet chcący pomóc, sam z siebie proponujący tę pomoc, ale… zupełnie inaczej, niżby się spodziewał człowiek chory.

Bo Jezus najpierw pyta: Czy chcesz stać się zdrowym? Dziwne pytanie – powiemy zapewne. Bo jakiejże to odpowiedzi niby się Jezus spodziewał – poza tą jedyną i oczywistą? Przy czym, chory nie udziela jej wprost, tylko od razu tłumaczy, co trzeba zrobić, aby mógł on wyzdrowieć. Tak, jakby obawiał się, że nie może tego człowieka, który mu się trafił, który się nim zainteresował, zbyt długo męczyć swoimi wywodami i swoim narzekaniem, dlatego od razu przechodzi do rzeczy i jasno informuje, co trzeba zrobić, żeby mógł wyzdrowieć.

A przy okazji wypowiada słowa, które nabrały znaczenia ponadczasowego i już nieraz stały się kanwą do różnych rozważań, refleksji, homilii i modlitw: Panie, nie mam człowieka… Jakże ważny – doprawdy – jest ten drugi człowiek przy nas. I jak bardzo odczuwalny jest jego brak, szczególnie w tych momentach najtrudniejszych.

Jezus okazał się właśnie tym Człowiekiem, który przyszedł pomóc, ale pomóc inaczej, niż usłyszał w instrukcji, wypowiedzianej przez człowieka chorego. Bo nie pomógł mu wejść do sadzawki, tylko po prostu powiedział zdecydowanie: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Tak po prostu: WSTAŃ I CHODŹ! Pokazał w ten sposób bardzo jasno i wyraźnie, że moc uzdrawiania nie płynie z samej wody jako takiej, ale od Boga, którego On jest Synem i Wysłannikiem, którym po prostu On sam jest.

Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie obrazu, ukazanego nam w dzisiejszym pierwszym czytaniu, z Księgi Proroka Ezechiela. Tu także mamy obraz wody, ale nie stojącej w sadzawce, a płynącej bardzo żywym potokiem. Żywym i ożywiającym. Jego woda […] płynie na obszar wschodni, wzdłuż stepów, i rozlewa się w wodach słonych, i wtedy wody jego stają się zdrowe. Wszystkie też istoty żyjące, od których tam się roi, dokądkolwiek potok wpłynie, pozostaną przy życiu: będą tam też niezliczone ryby, bo dokądkolwiek dotrą te wody, wszystko będzie uzdrowione. A nad brzegami potoku mają rosnąć po obu stronach różnego rodzaju drzewa owocowe, których liście nie więdną, których owoce się nie wyczerpują; każdego miesiąca będą rodzić nowe, ponieważ ich woda przychodzi z przybytku. Ich owoce będą służyć za pokarm, a ich liście za lekarstwo.

Piękny widok – wody żywej i ożywiającej. Ale czy to woda, sama z siebie, sprawia te wszystkie cuda? Czy jest w stanie to uczynić? Na pewno, daje do myślenia – a wręcz wszystko wyjaśnia – fakt, że woda ta wypływała […] spod progu świątyni w kierunku wschodnim, ponieważ przednia strona świątyni była skierowana ku wschodowi; a woda płynęła spod prawej strony świątyni na południe od ołtarza.

A zatem, to nie woda, sama z siebie, sprawiała cuda. To Bóg je sprawiał, bo to z Jego świątyni woda ta wypływała. Podobnie i w przypadku wody, stojącej w sadzawce: to także sprawiał Bóg, chociaż nikt tam o tym wówczas nie myślał, bo każdy patrzył tylko, jakby się szybko do tej wody dostać. Dlatego interwencja Jezusa przypomniała wszystkim, kto tak naprawdę dokonuje dzieła uzdrowienia. I że Bóg może obejść się bez wody, żeby uzdrowić, ale woda bez Boga – już nie. Sama woda, choćby nie wiadomo, ile razy i jak się poruszała, to nikogo nie uzdrowi. To Bóg sam tego dokona.

On sam dokonuje rzeczy wielkich, to On sam hojnie obdarza człowieka, ale jeżeli obdarza, to jednocześnie zobowiązuje – wzywa do działania. Jego dar – jest jednocześnie zadaniem! Uzdrowiony dzisiaj człowiek usłyszał: Wstań, weź swoje łoże i chodź! W wielu innych przypadkach uzdrowień polecenie Jezusa brzmiało podobnie. Nieraz było to też wezwanie do tego, by głosić Bożą chwałę, a kiedy indziej – by zmienić swoje życie. Dar Boży zawsze jest jednocześnie zadaniem.

Dla nas dzisiaj także – dar tych Rekolekcji to jednocześnie zadanie: WSTAŃ I CHODŹ! Rusz się ze swego miejsca, opuść swoje dotychczasowe „ciepełko”, w którym Ci było tak dobrze – i zacznij nowe życie, nowy styl, nowy sposób postępowania, odnoszenia się do Boga, do ludzi… WSTAŃ I CHODŹ! Podejmij w nowy, konkretny sposób układania tych relacji. Bądź odważny! Nie stój już w miejscu, nie czekaj na inny, rzekomo lepszy czas!

I nie mów, że już jesteś za stary na to, by coś w swoim życiu zmieniać, albo że już za bardzo przyzwyczaiłeś się do tego, co jest, żeby to zmieniać. Spróbuj czegoś nowego, a przekonasz się, że warto! I że wtedy, kiedy będziesz mógł powiedzieć: OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE, wtedy dopiero docenisz piękno życia. Tak, nawet tego życia tu, na ziemi, zanim jeszcze przyjdzie piękno tego życia w Niebie.

Dlatego warto zawalczyć, warto coś konkretnie w swoim życiu zmienić – coś konkretnego, co tej zmiany jak najszybszej potrzebuje. Właśnie w tym celu podejmujemy postanowienie z Rekolekcji – osobiste postanowienie jakiegoś dobrego działania, albo powstrzymania się od niewłaściwego jakiegoś postępowania, rezygnacja z działania błędnego, albo przynajmniej niekorzystnego. O czym konkretnie mówimy? Jak miałoby wyglądać to postanowienie? Czego miałoby dotyczyć?

Otóż, ma dotyczyć tego, co aktualnie jest naprawdę ważne i konieczne do zmiany w naszym postępowaniu. Coś, co wyraźnie szwankuje, co nie wychodzi, co naprawdę powoduje jakieś zamieszanie w naszym życiu. Podjęte postanowienie ma być reakcją właśnie na to, ma to być więc lekarstwo adekwatne do choroby.

Dlatego – na przykład – jak na ból zęba nie zakładamy opatrunku na nogę, tak chociażby po to, by pokonać w sobie postawę złośliwości wobec ludzi i siania intryg między nimi, nie postanawiamy niejedzenia słodyczy. To nie to lekarstwo na tę chorobę.

Musimy rozpoznać, co tak naprawdę nam nie wychodzi, co jest tym najbardziej dolegliwym naszym duchowym bólem – i za to się wziąć. Odważnie z tym właśnie się zmierzyć, a nie mydlić oczu Panu Bogu, postanawiając cokolwiek, żeby tylko było, podczas gdy ten najpoważniejszy problem pozostanie nieruszony. Tu naprawdę trzeba odwagi, bo musimy się liczyć z tym, że praca nad tym trochę zaboli i będzie kosztowała, ale to dopiero wówczas będzie praca skuteczna.

Pamiętajmy przy tym, że bierzemy się za jedną, konkretną sprawę, nie pięć naraz. Innych spraw ogólnie doglądamy, ale tak zdecydowanie bierzemy się za jedną. A wówczas przekonamy się, że kiedy nastąpi poprawa z tej jednej, to i z innych będzie się coś poprawiało. A kiedy postanowimy ogólnie: „Będę lepszy!”, „Poprawię się!”, „Coś tam w życiu zmienię!” – to z reguły żadnej poprawy nie będzie.

To, co postanowimy, trzeba nam zapamiętać, albo sobie gdzieś zapisać, żeby ciągle to sobie przypominać, wracać do tego przy okazji. Dlatego karteczkę z treścią tego postanowienia dobrze by mieć włożoną do swojej książeczki. Żeby nie zapomnieć, bo wiemy, że w natłoku codziennych spraw zaraz zapomnimy nie tylko o postanowieniu, ale i o tym, że w ogóle były jakieś Rekolekcje! Życie pędzi bardzo do przodu, więc łatwo zapomnieć o tym, co ważne, a to postanowienie jest ważne. Dlatego trzeba je jakoś utrwalić.

I kiedy będziemy je już realizować, to miejmy na uwadze, że nie wszystko od razu będzie się nam udawało. To nie jest tak, że ja sobie postanowię i już właściwie mam problem z głowy. Nie! Z pewnością, będą trudności i nieraz nie wyjdzie nam to, czy tamto. Nie wolno się tym jednak załamywać, albo zniechęcać! To rzecz zupełnie normalna. Trzeba po prostu zaczynać ciągle od nowa, ciągle podejmować tę pracę, nie zrażać się niepowodzeniami.

Nie dać się oszukać szatanowi, który będzie szeptał do ucha, że to nie ma sensu, że to za ciężkie, a w ogóle to niepotrzebne, po co tak się męczyć?… Nie słuchajmy tych podszeptów, tylko spokojnie podejmujmy na nowo wysiłek – wysiłek pracy nad sobą.

Pamiętajmy, że jakakolwiek przemiana w naszym życiu, w naszym postępowaniu, dokonuje się małymi kroczkami, a nie skokami kangura. To są małe kroczki, z których jeden jest do przodu, a dwa do tyłu. Ale potem ta proporcja zaczyna się zmieniać i są dwa do przodu, a już tylko jeden do tyłu. Tu naprawdę potrzeba cierpliwości.

I modlitwy, którą będziemy tę pracę wspierać. A jednocześnie warto rozliczać się z tej pracy na Spowiedzi. Warto na kolejnych Spowiedziach mówić, nad czym pracujemy, co jest postanowieniem z Rekolekcji i co do tej pory wyszło, a co jeszcze nie wychodzi. Spowiednik wówczas może coś jeszcze doradzi w tym względzie. Jest to bowiem zadanie na jakiś dłuższy czas – nie na tydzień po Rekolekcjach.

I pamiętajmy, że to postanowienie podejmiemy dzisiaj przed Bogiem. Jest to więc sprawa ważna i poważna, bo przecież z Pana Boga nie można żartować. Jeżeli wobec Niego coś postanawiamy, a wręcz Jemu samemu postanawiamy, to trzeba tego dotrzymać. Bo sprawa dotyczy już samego Boga – jakby to patetycznie nie brzmiało.

Moi Drodzy, może już tak na koniec rzućmy tu kilka przykładów postanowień, które można ewentualnie podjąć. Przypominam: chodzi o jakieś konkretne działanie lub powstrzymanie się od niewłaściwego działania, a nie stwierdzenie ogóle i abstrakcyjne, na przykład: „Nie będę pyszny”; albo: „Nie będę leniwy.” To za mało konkretne. Jakie działanie podejmę, aby zawalczyć z pychą, albo lenistwem. Albo z inną wadą.

Stąd możemy sobie postanowić – na przykład – codzienną modlitwę, ale nie tylko w formie pacierza, a spontanicznego kontaktu z Bogiem w ciągu dnia, za pomocą chociażby aktów strzelistych. Możemy sobie postanowić coniedzielną Mszę Świętą – jeżeli ją zaniedbywaliśmy do tej pory – albo udział we Mszy Świętej w tygodniu, przynajmniej raz, poza niedzielą. Możemy sobie postanowić, że już na stałe będziemy zachowywali stan łaski uświęcającej, co wiąże się z koniecznością systematycznej Spowiedzi – nie rzadziej, jak co miesiąc. Ale bardzo warto takie postanowienie podjąć.

Albo punktualnośćjeżeli ktoś spóźnia się ciągle na Mszę Świętą lub do pracy. Albo ograniczenie grzechów języka – plotkowania, obmawiania; w ogóle: gadulstwa – jeżeli ktoś taki problem u siebie stwierdza. Może to być powstrzymanie się od przekleństw.

Albo – z innej strony – może to być codzienne poświęcenie większej ilości czasu swoim najbliższym, może to być wspólny obiad, wspólna modlitwa, wspólne czytanie Pisma Świętego. A może – dotrzymywanie słowa i składanych obietnic. A może ograniczenie czasu przed telewizorem lub komputerem, nałożenie sobie jakiegoś limitu…

Moi Drodzy, tych propozycji może tu być bardzo wiele. My sami najlepiej wiemy, co to powinno być, bo sami siebie najlepiej znamy. Dlatego teraz podejmijmy osobiste, bardzo konkretne, odważne postanowienie z tych Rekolekcji…

Panie, pomóż mi je zrealizować! Ty sam czuwaj nad moją duchową pracą, nad moim duchowym wysiłkiem! Błogosław mi w tym i wlewaj w moje serce odwagę, ale też cierpliwość i wytrwałość. Niech dzięki realizacji tego postanowienia i przemyśleń, jakie podjąłem w czasie tych Rekolekcji, spełni się to, o czym tu była mowa, że TO, CO DAWNE MINĘŁO. Minęło w moim życiu bezpowrotnie. Bo UWIERZYŁ CZŁOWIEK SŁOWU. To ja osobiście uwierzyłem Twojemu słowu. I wziąłem sobie do serca Twoje wezwanie: WSTAŃ I CHODŹ!

Idę zatem, Panie! Idę za Tobą! Tym sam poprowadź! Niech też Twoja Matka czuwa nade mną – i Święci Patronowie. Niech dzięki tej opiece z Nieba moja praca nad sobą przyniesie błogosławione owoce. Bym mógł z całą pewnością i przekonaniem stwierdzić, że w moim życiu, we mnie samym, w moim sercu – OTO WSZYSTKO STAŁO SIĘ NOWE.

Amen

2 komentarze

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.