Po co żyję na świecie?…

P

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

Ksiądz Radosław Szucki, pochodzący z mojej rodzinnej Parafii, Proboszcz Parafii Łuzki, w Diecezji siedleckiej;

Ksiądz Radosław Piotrowski, Duszpasterz Młodzieży naszej Diecezji;

Adrianna Ostrowska, należąca do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

Życzę Drogim Solenizantom, aby – tak, jak czyniła to Maryja – codziennie pozostawali w bliskości Jezusa, w pełnej jedności z Nim! I w pełnej dyspozycyjności wobec Niego. Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, wczoraj wpadł mi w oko ten oto artykuł:

https://pch24.pl/biskupi-ktorych-nie-da-sie-uciszyc/

Powiem tylko tyle, że zgadzam sie z jego treścią. W końcu, przytoczone tu fakty mówią same za siebie. Natomiast, nie ukrywam, że odczytałem go, mając w pamięci kilka rozmów, jakie na ten temat przeprowadziłem w Rzymie – z Osobami, które wiele problemów, tutaj poruszonych, widzą z bliska.

Oczywiście, można mówić, że to czepianie sie dla samej zasady i szukanie dziury w całem, że to uleganie spiskowej teorii świata, ale skoro tylu ludzi dookoła widzi problem, to trudno udawać, że go nie ma… Ja osobiście nie mam żadnej przyjemności w poruszaniu takich problemów, ale skoro wewnętrznie mocuję się z tymi sprawami i w moim sercu rodzą sie tego typu pytania, to nie mogę powiedzieć, że wszystko jest miłe i słodkie, jak to nam przekazują media w oficjalnych przekazach. Powierzam te sprawy także Waszej uwadze… I modlitwie!

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, cdziś mówi do mnie osobiście Pan? Czego ode mnie konkretnie oczekuje? Na co mi wskazuje? Duchu Święty, przyjdź, proszę, i pomóż odczytać…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny,

8 września 2023.,

do czytań z t. VI Lekcjonarza:

Mi 5,1–4a; albo: Rz 8,28–30; Mt 1,1–16.18–23

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MICHEASZA:

Tak mówi Pan: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie Mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela.

I powstanie, i będzie ich pasterzem mocą Pana, przez majestat imienia Pana, Boga swego. Będą żyli bezpiecznie, bo Jego władza rozciągnie się aż do krańców ziemi. A On będzie pokojem”.

ALBO:

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też obdarzył chwałą.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama.

Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Ezrona; Ezron ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak. Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: „Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów”.

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: „Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel”, to znaczy: „Bóg z nami”.

O narodzinach Maryi, które dziś przeżywamy, Pismo Święte nie wspomina w żadnym miejscu. Tradycja jednak przekazuje, że Jej rodzicami byli Święci Anna i Joachim. Byli oni pobożnymi Żydami, nie mającymi – mimo sędziwego wieku – dziecka. A w tamtych czasach uważane to było za karę za grzechy przodków! Dlatego Anna i Joachim gorliwie prosili Boga o dziecko. Bóg wysłuchał ich próśb i w nagrodę za pokładaną w Nim bezgraniczną ufność sprawił, że Anna urodziła córkę – Maryję. Anna nie wiedziała jeszcze wtedy, że Maryja została niepokalanie poczęta i jest zachowana od wszelkiego grzechu, by później, będąc posłuszną Bożej woli, stać się Matką Boga.

Nie znamy miejsca urodzenia Maryi ani też daty Jej przyjścia na ziemię. Według wszelkich dostępnych nam informacji, Maryja przyszła na świat pomiędzy dwudziestym a szesnastym rokiem przed narodzeniem Pana Jezusa. Z pism apokryficznych dowiadujemy się ponadto, że Maryja – jako kilkuletnie dziecko – została przez rodziców ofiarowana w świątyni, gdzie też zamieszkała. Śladem tego opisu jest obchodzone w Kościele wspomnienie Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny, w dniu 21 listopada.

Pierwsze wzmianki o liturgicznym obchodzie dzisiejszego Święta, a więc narodzin Maryi, pochodzą z VI wieku. Datę 8 września Kościół przyjął ze Wschodu – w tym dniu obchód ten był zapisany w pierwszych kalendarzach liturgicznych. Święto rozszerzało się w Kościele dość wolno, a wynikało to przede wszystkim z tego, iż wszelkie informacje o okolicznościach narodzenia Bożej Rodzicielki pochodziły nie z Pisma Świętego, a z apokryfów właśnie.

W Polsce święto to ma także nazwę Matki Bożej Siewnej. Był bowiem dawny zwyczaj, że dopiero po tym święcie i uprzątnięciu pól, brano się do orki i siewu. Lud chciał najpierw, aby rzucone w ziemię ziarno pobłogosławiła Boża Rodzicielka. Do ziarna siewnego mieszano ziarno wyłuskane z kłosów, które były wraz z kwiatami i ziołami poświęcane w Uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej, by uprosić sobie dobry urodzaj.

Obchodzimy dzisiaj to Święto właśnie jako święto liturgiczne, a więc jest to nieco wyższa ranga w liturgicznej gradacji, niż wspomnienie obowiązkowe, ale uświadamiamy sobie, że nie jest to obchód aż tak uroczysty, jak chociażby wspomnienie narodzenia Jana Chrzciciela. A przecież to Maryja jest Matką Jezusa, jest niepokalanie poczęta, jest wezwana do tak wyjątkowej roli w Kościele.

Owszem, nic nie ujmujemy Janowi Chrzcicielowi, ale oprócz niego jeszcze inne osoby są bardziej wspomniane – przede wszystkim: w ogóle są wspomniane – w kontekście swoich narodzin, a Matka Syna Bożego nie. Czy to nas nie zastanawia? Nawet fakt, że kiedy uroczystość Narodzenia Jana Chrzciciela – skoro już o nim mowa – wypada w niedzielę, to znosi obchód liturgiczny niedzieli i przeżywamy narodziny Poprzednika Pańskiego. A dzisiaj mamy taki zwykły dzień, który zauważą jedynie ci, którzy przychodzą do kościoła w tygodniu, poza niedzielą, albo modlą się Brewiarzem.

Dlaczego tak właśnie ustawione są te sprawy? Dlaczego Bóg tak chciał – a z całą pewnością także sama Maryja tego chciałaaby pozostać w cieniu, pozostać na uboczu, aby nie przysłaniać sobą swego Syna, Bożego Syna, Jezusa Chrystusa, ale też aby nie zajmować pierwszego miejsca w Jego Kościele, a pozostać gdzieś na uboczu, do dyspozycji, do pomocy?…

Naprawdę, zastanawiającym jest, dlaczego Pismo Święte nie wspomina ani o Jej narodzeniu, ani o Jej śmierci – podczas, kiedy opisuje to dość dokładnie w przypadku innych osób, wyraźnie niżej postawionych w hierarchii ludzkiej czy kościelnej. I tu nawet nie mówimy o Janie Chrzcicielu, ale o różnych postaciach, także ze Starego Testamentu.

Wniosek, jaki z tego wyprowadzamy, może być tylko jeden: nawet poprzez te fakty Bóg chce nam pokazać, jak niezwykłą Osobą jest Maryja, jak bardzo jest świętą i pokorną, jak całkowicie oddała się do dyspozycji Boga i Jego zbawczych zamierzeń. Słowo Boże, jakie mamy dziś do odczytania i do rozważenia – owszem, specjalnie dobrane na dzisiejsze Święto, ale zupełnie nie mówiące dosłownie o rozważanej dzisiaj tajemnicy – kieruje naszą uwagę na całość życia Maryi i Jej miejsce w historii zbawienia, w historii rodzącego się Kościoła…

W pierwszym z danych nam do wyboru czytań, z Proroctwa Micheasza, słyszymy: A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich. Z ciebie Mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności. Przeto Pan wyda ich aż do czasu, kiedy porodzi mająca porodzić. Wtedy reszta braci Jego powróci do synów Izraela. Nie mamy wątpliwości, któż to tak wielki wyjdzie z Betlejem Efrata, a którego pochodzenie jest odwieczne.

Dokona się to, gdy porodzi mająca porodzić. I znowu – wiemy dokładnie, o kim mowa. Tak, to właśnie o tej, której narodziny dzisiaj obchodzimy, a tu już słyszymy, iż to Ona ma porodzić Bożego Syna. Oczywiście, imię Jej tu nie pada, ale cały kontekst i opis wyraźnie wskazują na Maryję.

W drugim, danym nam do wyboru czytaniu, a więc tym z Listu Apostoła Pawła do Rzymian, odniesienia do Matki Bożej również można się doszukać, chociaż tutaj jest ono jeszcze bardziej ukryte, niż to miało miejsce w poprzednim tekście. Tutaj bowiem nie ma w ogóle mowy o niewieście, która ma spełnić określone zadanie, ale słyszymy: Wiemy, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według Jego zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał, tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił, tych też obdarzył chwałą.

Słyszymy to i nie mamy wątpliwości, że i wśród tych, którzy Boga miłują i z którymi On współdziała dla ich dobra, oraz wśród tych, których powołał, usprawiedliwił i obdarzył chwałą – Maryja zajmuje miejsce pierwsze. Ale Jej imię tu wprost nie pada. Czyli, jesteśmy pewni, że to o Niej mowa – także i przede wszystkim o Niej – ale to my wewnętrznie wiemy, natomiast tego wprost nie słyszymy.

I podobnie rzecz się ma z rodowodem Jezusa – a konkretnie: Józefa – zapisanym w dzisiejszej Ewangelii. Maryja jest tam ukryta wśród tych, którzy w całym tym biegu historii zbawienia wypełniają określone i powierzone im zadania… Jest tam obecna, chociaż Jej imienia nie słyszymy.

Natomiast w drugiej części Ewangelii słyszymy, bo mowa jest tam właśnie o tym, iż «porodziła, mająca porodzić». I słyszymy, że odbyło się to w sposób – z ludzkiej perspektywy patrząc – niezwykły. Bo nawet Jej Małżonek, wspomniany już Święty Józef, miał z tym faktem niemały problem… Na szczęście, Bóg sam problem ten mu rozwiązał, dlatego Józef już nie obawiał się «wziąć do siebie Maryi, swej Małżonki».

Jak zatem widzimy i słyszymy, Maryja pozostaje w ukryciu, w cieniu wielkich wydarzeń, w których sama uczestniczy i które dzięki Niej się dokonują. Bo to dzięki Jej FIAT, wypowiedzianym w chwili Zwiastowania, w Betlejem narodził się Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności.

Zatem, możemy powiedzieć, że Kościół, czcząc tajemnicę Narodzenia Maryi, wsłuchuje się w Słowo, które mówi o tym, po co się to Jej Narodzenie dokonało. Czyli – po co Maryja przyszła na świat. Owszem, przede wszystkim dlatego, że tak chciał Bóg i że jest – jak każdy inny człowiek – bezgranicznie kochana przez Boga i dlatego Jej przyjście na świat było przez Boga upragnione i oczekiwane. Jak i przyjście każdego z nas.

Natomiast życie Maryi – o wiele bardziej, niż życie kogokolwiek z nas – stało się darem dla Boga i darem dla drugiego człowieka, dla każdego człowieka, dla całej ludzkości, dla całego świata i dla całego Kościoła. Dlatego dzisiaj Kościół czci Jej Narodzenie, bo w tym dniu, kiedy się ono dokonało, został on tak bardzo przez Boga obdarowany i uszczęśliwiony. Bo tak wiele dobrego Maryja uczyniła swoją obecnością na tym świecie.

W tym kontekście chcę zapytać samego siebie – nie uderzając w jakieś górnolotne i wzniosłe tony, ale tak bardzo szczerze: a ile świat zyskał i codziennie zyskuje na moim narodzeniu? Ile dobrego wnosi moja obecność w rodzinie, w miejscu mojej nauki, studiowania lub pracy?… Czy moja obecność wśród ludzi, wśród których się obracam, jest dla nich błogosławieństwem, czy szczerym utrapieniem, przeto tylko wypatrują, kiedy mnie nie będzie, lub kiedy ich opuszczę?…

A ile dobra wnoszę do swojej społeczności swoim dobrem, czynionym na co dzień; swoim dobrym słowem, swoją modlitwą za innych?… A może swoim cierpieniem, ofiarowanym w ich intencji?… A może swoim zaangażowaniem, swoimi talentami, swoją pracą, swoim czasem, poświęconym innym?…

Tak, moi Drodzy, to bardzo ważne pytania, które stawiamy sobie właśnie dzisiaj, w dniu wspomnienia Narodzenia Maryi, które to narodzenie tak uszczęśliwiło świat: w jakim stopniu moje narodzenie i moja obecność uszczęśliwia świat i ubogaca Kościół? Jeżeli jeszcze w zbyt małym stopniu – bo pewnie tak jest – to co zrobię, aby się to zmieniało na lepsze?

I wcale nie chodzi o to, abym innym na siłę dogadzał, bym się przed innymi płaszczył, schlebiał im i chwalił na każdym kroku, kiedy może trzeba ostro upomnieć, albo zaprotestować. Nie o tym mówimy. Mówimy o prawdziwym dobru, a nie tym pozornym, lub wygodnym dla innych. Mówimy o takim dobru, które innych ubogaci na wieczność.

Co więc zrobię jeszcze dzisiaj, aby właśnie na tym odcinku Kościół, ale i świat – przede wszystkim ten, który mam w zasięgu swego wzroku i bezpośredniego oddziaływania – był szczęśliwy z tego powodu, że ja w nim jestem?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.