Co czynić, by się zbawić?…

C

Szczęść Boże, w dniu wczorajszym urodziny przeżywa Jerzy Beczek, mój dobry Znajomy z pierwszych lat kapłaństwa, z pierwszej Parafii. Do życzeń urodzinowych dołączam także imieninowe, chociaż minęło już od nich trochę czasu.

Dzisiaj natomiast urodziny przeżywa Zofia Pałysa, Studentka, a jednocześnie bardzo życzliwa mi Osoba z Parafii w Miastkowie Kościelnym.

Życzę Obojgu Bożej opieki i błogosławieństwa – o co też będę się dla Nich modlił!

Tymczasem – pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie już o 8:00 udałem się do pobliskiego Rektoratu Uniwersytetu w Siedlcach, dla omówienia z Doktor Beatą Czeluścińską szczegóły uroczystości Święta Uczelni, jaka nastąpi już za tydzień, oraz dla omówienia spraw bieżących.

Potem – od 10:00 do 15:00 – dyżur duszpasterski na Wydziałach przy ulicy Prusa. A potem jadę do Domu rodzinnego i rodzinnej Parafii, gdzie o 18:00 odprawię Mszę Świętą gregoriańską.

Natomiast w ciągu dnia, w Duszpasterstwie, odprawię Mszę Świętą w intencji Natalii Kulasiak, naszej Przewodniczki i Pilotki w Rzymie – można powiedzieć: „Opiekunki sierot” – dzięki której te nasze pobyty w Wiecznym Mieście są takie spokojne, świetnie zorganizowane i owocne.

Ponieważ ostatnio trochę „dzieje się” w dalszej Rodzinie Natalce, o czym zechciała mi opowiedzieć, przeto postanowiłem – poza częstą modlitwą – ofiarować także Mszę Świętą w tychże intencjach. Ośmielam się prosić Was, Drodzy moi, abyście zechcieli chociaż jednym serdecznym westchnieniem do Pana, wspomóc te moje modlitwy!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. A oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. Dzisiaj znowu wiele ciekawych i intrygujących stwierdzeń. Przyznaję, że o kilka musiałem dopytać Autora, bo nie od razu zrozumiałem głębię myśli – dlatego z pewnym opóźnieniem zamieszczam to słówko. Dziękuję za te poranne, błyskawiczne konsultacje. Pokazują mi one głębię myśli i wnikliwość poszukiwań duchowych naszego Szymona.

Bardzo dziękuję za tę konsultację – ale też: za wierność podjętemu dobrowolnie zobowiązaniu, która każe Szymonowi w każdy poniedziałek myśleć przez cały dzień, kiedy to znaleźć czas na napisanie słówka – i co w nim napisać. Ile razy, w którykolwiek poniedziałek, rozmawiam z Szymonem, to zawsze słyszę, że przecież dzisiaj będzie jeszcze pisał słówko! Widzę, jak Mu na tym zależy, jak bardzo tego pilnuje – i jak bardzo się do tego przykłada! Ogromnie jestem za to wdzięczny! Niech Pan naszemu będzie wieczna chwała!

Zatem, co Pan do każdej i każdego z nas mówi – bardzo osobiście? Duchu Święty, tchnij i oświecaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 6 Tygodnia Wielkanocy,

12 maja 2026., 

do czytań: Dz 16,22–34; J 16,5–11

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Tłum Filipian zwrócił się przeciwko Pawłowi i Sylasowi, a pretorzy kazali zedrzeć z nich szaty i siec ich rózgami. Po wymierzeniu wielu razów wtrącili ich do więzienia, przykazując strażnikowi, aby ich dobrze pilnował. Otrzymawszy taki rozkaz, wtrącił ich do wewnętrznego lochu i dla bezpieczeństwa zakuł im nogi w dyby.

O północy Paweł i Sylas modlili się śpiewając hymny Bogu. A więźniowie im się przysłuchiwali. Nagle powstało silne trzęsienie ziemi, tak że zachwiały się fundamenty więzienia. Natychmiast otwarły się wszystkie drzwi i ze wszystkich opadły kajdany. Gdy strażnik zerwał się ze snu i zobaczył drzwi więzienia otwarte, dobył miecza i chciał się zabić, sądząc, że więźniowie uciekli. „Nie czyń sobie nic złego, bo jesteśmy tu wszyscy!” – krzyknął Paweł na cały głos.

Wtedy tamten zażądał światła, wskoczył do lochu i przypadł drżący do stóp Pawła i Sylasa. A wyprowadziwszy ich na zewnątrz rzekł: „Panowie, co mam czynić, aby się zbawić?” Odpowiedzieli mu: „Uwierz w Pana Jezusa, a zbawisz siebie i dom swój”.

Opowiedzieli więc naukę Pana jemu i wszystkim jego domownikom. Tej samej godziny w nocy wziął ich z sobą, obmył rany i natychmiast przyjął chrzest wraz z całym swym domem. Wprowadził ich też do swego mieszkania, zastawił stół i razem z całym domem cieszył się bardzo, że uwierzył Bogu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: «Dokąd idziesz?» Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was.

On zaś gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś, bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie, bo władca tego świata został osądzony”.

OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:

Panowie, co mam czynić, aby się zbawić? Takie pytanie, zadane Pawłowi i Sylasowi, słyszymy dziś z ust strażnika. Warto zwrócić uwagę na to że my chyba rzadko zastanawiamy się na naszym zbawieniem. Wydaje nam się to czymś odległym, w dodatku związane jest to z pojęciem wiary, której w tym świecie nie traktuje się na poważnie.

Niestety, fakt, iż nie zastanawiamy się nad zbawieniem, powoduje również i to, że nie zastanawiamy się nad tym, co czynić, by je osiągnąć. Nasze działania często nie pomagają osiągnięciu zbawienia. Ludzkie życie natomiast pisze różne scenariusze, a nasze myślenie jest w stanie zmienić się nie do poznania, nawet poprzez jedno wydarzenie.

Dla strażnika z dzisiejszego pierwszego czytania takim wydarzeniem było trzęsienie ziemi, które to spowodowało, że otworzyły się wszystkich drzwi i opadły wszystkich kajdan. Strażnikowi wydawało się, że to już koniec – że stracił sens swojego życia. Na szczęście dla niego – był to akurat początek nowego życia w wierze. Możemy z tego wyciągnąć naprawdę bardzo ciekawe wnioski, przenosząc ten przykład na nasze życie.

My również doznajemy wielu trzęsień ziemi: śmierć kogoś bliskiego, poważny wypadek, czy choćby bardziej napięta sytuacja w rodzinie lub w pracy. Są w życiu takie trudne momenty, na które nie mamy za bardzo wpływu, a które wywracają nasz świat do góry nogami. Niewątpliwie, jest to ciężkie, ale również takie chwile składają się na nasze życie i należy z nich wyciągać wnioski.

Trudne sytuacje natomiast potrafią otworzyć jakieś drzwi, które sami kiedyś zamknęliśmy. Trudna sytuacja w pracy – na przykład – może otworzyć nam oczy na to, że w życiu pieniądze nie są najważniejsze. Kryzys w małżeństwie albo w relacji z drugim człowiekiem może otworzyć jeszcze bardziej serca, kiedy próbujemy się zrozumieć. Śmierć kogoś bliskiego lub utrata czegoś ważnego w naszym życiu – może otworzyć nasze umysły na to, że życie ludzkie jest kruche, a wszelkie dobra materialne tylko chwilowe.

Te wszystkie „trzęsienia ziemi” w naszym życiu powodują również otwieranie się drzwi wiary. Bo kiedy otwiera się coś, co sami zamknęliśmy – w dodatku jeszcze pilnowaliśmy tych swoich szczelnie zamkniętych drzwi, tego swojego „ciasnego, ale własnego światka”, i cała nasza praca i nasz wysiłek, na tym skoncentrowane, poszły na marne – to wtedy pojawia się pytanie o sens tego co robimy, ale też o sens wszystkiego. Tutaj właśnie pojawia się przestrzeń dla wiary.

Nie należy jednak rozumieć tego tak, że wiara jest mechanizmem, który uruchamia się jedynie w kryzysach. Tak zdecydowanie nie jest i nie powinno być – po prostu, wiara najlepiej uwidocznia się w trudnych chwilach. Dowód?

Spójrzmy na Apostołów, którzy byli więzieni. Dla nich ta cała sytuacja nie była łatwa. Lecz w odróżnieniu od strażnika, oni mieli już wiarę, która właśnie w tym trudnym momencie niejako „zaowocowała” owym trzęsieniem ziemi…

Ten obraz pięknie pokazuje nam złożoność i piękno świata, w którym jedno i to samo wydarzenie może być zarówno przyczyną, jak i skutkiem czyjeś wiary. Pokazuje nam również działanie Ducha Świętego, którego posłał nam Chrystus: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, to poślę Go do was.

Zatem, korzystajmy z pomocy Parakleta przy podejmowaniu decyzji. Prośmy Go o pomoc w sytuacjach, które nas przerastają. I cieszmy się wiarą, która daje zbawienie!

5 komentarzy

  • Pierwszy raz czytam rozważania Szymona kilka razy chcąc wszystkie głębokie treści dobrze zrozumieć. Za długo by było pisać o wszystkich spostrzeżeniach, porozmawiamy o tym osobiście ale bardzo dziękuję Duchowi Świętemu za natchnienia Szymona. Wspieram modlitwą Natalkę w jej trudnościami dziękując za to jak bardzo wpłynęła mnie swoją radością, która nadal trwa i zmienia moje życie. Bóg zapłać.

    • Ale ja bym jednak prosił, żeby tutaj zechciała Pani podzielić się chociaż niektórymi swoimi przemyśleniami na temat słówka Szymona. Bo to, że Wy sobie w domu o tym porozmawiacie, to oczywiste, ale my z tego nic nie będziemy mieli. A chcielibyśmy też trochę skorzystać z wymiany cennych myśli…
      Serdecznie dziękuję, Pani Moniko, za stałą obecność na naszym forum! I za ostatnie nasze spotkanie w Duszpasterstwie, w niedzielę, na Mszy Świętej za Filipa Dawidka.
      xJ

      • Mogę oczywiście to zrobić. Szymon napisał że uczniowie w więzieniu mieli wiarę. Jak bardzo jest ona potrzebna przekonałam się wczoraj na różańcu za bliskiego zmarłego znajomego . Obserwowałam jego żonę która jest głęboko wierząca i syna który po trudnym doświadczeniu życiowym odszedł od wiary. Jak różne to były widoki. Jej spokój i wiara że tak miało być , mimo że zmarł za wcześnie,nagle. I syn który przesiedział różaniec z nami nic nie rozumiejąc z tego co właściwie się dzieje. I kolejna myśl z mojego doświadczenia trudnych chwil z których Bóg zawsze wyprowadza jakoś naukę , coś pokazuje. Dziękuję za to Panu Bogu że trudne chwile mijają ale nauczył mnie wyciągać z nich wnioski bo nie zawsze tak było. Pozdrawiam księdza i zapewniam że każde nasze spotkanie jest dla mnie wielkim umocnieniem.

        • Dziękuję za komentarz! Widocznie moje słówko miało trafić nie do mnie, a do mojej Mamy. Zawsze jak zaczynam pisać rozważanie modlę się do Ducha Świętego o to, żeby to co zaraz powstanie było nauką dla mnie, a potem dla innych, którzy to będą czytać. Tym razem jest inaczej, długo zastanawiałem się co by tu napisać – próbowałem złapać jakąś myśl. Ostatecznie powstało to co powstało i stwierdziłem, że w sumie inne moje słówka bardziej mnie uderzały. Oczywiście to również uważam za wartościowe, ale ewidentnie miało trafić do kogoś innego. I bardzo z tego się cieszę. Bogu niech będą dzięki!

  • Chcę podzielić się tym, jak Duch Święty budzi moje sumienie i otwiera mnie na innych.
    Wczoraj zrobiłam pizzę z ziołami prowansalskimi. Mój brat chorował tego wieczoru i nocy z powodu ataków alergii (w okresie kwitnienia brzozy wiele produktów spożywczych jest przeciwwskazanych, ponieważ mogą wywołać atak astmy).
    Przeanalizowałam składniki przypraw: większość ziół w niej zawartych jest przeciwwskazana dla Artura.
    Dziś wyrzuciłam na śmieci worek z resztkami przypraw i zrobiłam pizzę bez nich.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.