Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Robert Furman, bliski mi Kapłan z Diecezji warszawsko – praskiej.
Urodziny natomiast przeżywa Beata Warpas, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.
Życzę Świętującym łask z Nieba! I zapewniam o modlitwie – przez wstawiennictwo Matki Bożej Fatimskiej.
A takie właśnie wspomnienie liturgia Kościoła dzisiaj dopuszcza, dlatego chętnie z tej możliwości korzystam – jak co roku zresztą. Zachęcam do uczestnictwa w nabożeństwie fatimskim, odprawianych w naszych Parafiach.
Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd udam się do Białej Podlaskiej, do Domu rodzinnego, skąd razem z Tatą udamy się do Parafii w Terespolu, na Mszę Świętą pogrzebową świętej pamięci Cecylii Mróz, Mamy Księdza Waldemara, Wikariusza mojej rodzinnej Parafii.
Potem powrót do Siedlec i o 19:00 – jak w każdą środę – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po niej – wystawienie Najświętszego Sakramentu i nabożeństwo majowe, a potem: adoracja w ciszy, do godziny 21:00. Zapraszam!
A teraz już zapraszam do wsłuchania się w Boże słowo i zgłębienie jego przesłania. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co Pan konkretnie mówi do mnie dzisiaj? Duchu Święty, przyjdź, prosimy…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 6 Tygodnia Wielkanocy,
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej,
13 maja 2026.,
do czytań: Dz 17,15.22–18,1; J 16,12–15
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
W owych dniach ci, którzy towarzyszyli Pawłowi, zaprowadzili go aż do Aten i powrócili, otrzymawszy polecenie dla Sylasa i Tymoteusza, aby czym prędzej przyszli do niego.
Stanąwszy w środku Areopagu Paweł przemówił: „Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: «Nieznanemu Bogu». Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego człowieka wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak też powiedzieli niektórzy z waszych poetów: «Jesteśmy bowiem z Jego rodu». Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie zważając na czasy nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszystkich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych”.
Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli: „Posłuchamy cię o tym innym razem”. Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni.
Potem opuścił Ateny i przybył do Koryntu.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.
Wydaje się, że Paweł uderzył w czuły punkt swoich słuchaczy na Areopagu – w ich wierzenia. Bo już od samego początku podjął sprawę w sposób dość… intrygujący: Mężowie ateńscy, widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Różnie jest interpretowane to stwierdzenie. Nie wyklucza się zabarwienia ironicznego, na co zresztą wskazywałyby dalsze słowa Pawła, dla których kanwą była taka oto obserwacja: Przechodząc bowiem i oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem też ołtarz z napisem: «Nieznanemu Bogu». Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając.
Swoją drogą, to bardzo ciekawy zabieg mieszkańców Aten: skoro czczą tylu bogów, to kto wie, czy przypadkiem któregoś nie przeoczyli! Albo o którymś jeszcze nie za bardzo wiedzą… I teraz może się okazać, że przez zaniedbanie kultu tegoż bożka nagle pojawią się jakieś komplikacje: a to w przyrodzie, a to w pogodzie, a to w różnych codziennych sprawach – właściwie nawet trudne do przewidzenia.
Dlatego trzeba postawić ołtarz temuż właśnie bożkowi – jeszcze raz podkreślmy: nie wiadomo nawet dla samych Ateńczyków, czy naprawdę istniejącemu – żeby zabezpieczyć się z jego strony. A nawet jeśli go tak naprawdę nie ma, to taki ołtarzyk na pewno nie zaszkodzi, ale gdyby się okazało, że jednak tenże tajemniczy bożek jest, a ołtarzyka nie będzie, to pojawi się problem!
Trochę tu sobie ironizujemy, ale Paweł chyba z takim samym nastawieniem zaczął swoją przemowę, którą jednak potem „przekierował” na inne tory. Bo wykorzystał tę okazję do opowiedzenia o Bogu jedynym i prawdziwym, który stworzył świat i wszystko na nim, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszystkim życie i oddech, i wszystko. On z jednego człowieka wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą powierzchnię ziemi. Określił właściwe czasy i granice ich zamieszkania, aby szukali Boga, czy nie znajdą Go niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy…
A odnośnie do sposobów okazywania Mu czci, to nie powinniśmy sądzić, że bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Po czym padło najmocniejsze stwierdzenie – to o Zmartwychwstaniu Jezusa – które przesądziło o zakończeniu całego tego spotkania jednoznacznym stwierdzeniem słuchaczy: Posłuchamy cię o tym innym razem. Czyli – nigdy.
Znamy dobrze to stwierdzenie – a przynajmniej ten ton – w którym daje się jasno rozmówcy do zrozumienia, że nie jest się zainteresowanym kontynuowaniem wątku, albo całej rozmowy, a załatwienie danej sprawy odkłada się na „święte nigdy”, bo tak naprawdę nie ma się w ogóle ochoty za nią zabierać. Pewnie zostaliśmy tak nieraz potraktowani… A może… sami tak kogoś potraktowaliśmy?… Jeśli tak, to trzeba z tego wyciągnąć konkretne wnioski na przyszłość.
Natomiast to stwierdzenie mieszkańców Aten, które zakończyło dzisiejszą rozmowę, było – jak się wydaje – nie tylko reakcją na ostatnie słowa Pawła, dotyczące Zmartwychwstania, ale na całą jego przemowę, w której tak naprawdę zanegował on sposób okazywania przez człowieka czci swemu bóstwu. Bo Paweł mówił nie o jakimś tam bóstwie, ale o Bogu prawdziwym, który – oprócz tego, że właśnie był prawdziwy, a tamte bóstwa nie – to również Jego obraz całkowicie inny był od obrazu tamtych bóstw.
Bóg prawdziwy nie potrzebuje pomników ani miejsc kultu – to nie Jemu są one potrzebne. I w ogóle: znacznie przewyższa On te wszystkie fałszywe bóstwa… po prostu wszystkim! Zatem, reakcja słuchaczy musiała wynikać także z tego totalnego zanegowania przez Pawła całego sposobu wierzenia i sprawowania przez nich kultu ich bóstw. A stwierdzenie dotyczące Zmartwychwstania było już tylko domknięciem całości, ostatnim akcentem, a patrząc z perspektywy słuchaczy – przelało czarę goryczy.
Patrząc zaś z perspektywy Pawła – była to całkowita porażka! Czy jednak na pewno? W ostatnich zdaniach dzisiejszego pierwszego czytania słyszymy: Tak Paweł ich opuścił. Niektórzy jednak przyłączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni. Czyli jednak nie wszyscy postanowili posłuchać innym razem. Czy dla tych kilku osób warto było robić całe to zamieszanie?
W przekonaniu Pawła – z całą pewnością! Inaczej nie angażowałby się tak w to nauczanie. Zapewne domyślał się, że w tamtym momencie za wiele nie osiągnie. Ale jednak coś osiągnął. Natomiast tym, że wydarzenie to zostało opisane w Księdze Dziejów Apostolskich i od dwóch tysięcy lat dowiadują się o nim całe rzesze ludzi – zyskał Paweł i wciąż zyskuje jeszcze więcej. Bo uczy nas wszystkich, jak wykorzystywać okoliczności i – powiedzmy to tak – „infrastrukturę” do tego, by głosić Jezusa i Jego królestwo.
W tym przypadku, wykorzystał ołtarze obcych bóstw i kult, jaki im oddawali ich czciciele. Paweł na tej kanwie wygłosił katechezę o kulcie Boga jedynego – pokazując nam, że tak w ogóle można, że to może przynieść dobre owoce, tylko trzeba trochę pomyślenia i sprytu.
A co do skuteczności – w tamtym momencie – Pawłowego nauczania, to z pewnością warto usłyszeć słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe.
Tak, mieszkańcy Aten «teraz jeszcze znieść nie mogli». Ale nie tylko oni! Ileż to bowiem razy słuchacze Jezusa także «teraz jeszcze znieść nie mogli» – chociażby całej treści szóstego rozdziału Ewangelii Jana, czyli pierwszych zapowiedzi Jezusa o spożywaniu Jego Ciała… Dopiero po czasie przyszło… zrozumienie? W jakimś stopniu tak, chociaż oczywiście nie w stuprocentowym. Bo to zawsze pozostanie tajemnicą – jak i sam Bóg pozostanie dla nas tajemnicą. Dopiero w przyszłym życiu zobaczymy Go „twarzą w twarz”, natomiast teraz widzimy Go oczyma wiary, cały czas mając w świadomości, że «teraz jeszcze znieść nie możemy».
Co nie oznacza, że nie mamy budować z Nim relacji i nie otwierać się na Niego w takim stopniu, w jakim tylko możemy… Owych kilka osób, które jednak uwierzyło w słowa Pawła i nie chciało słuchać go innym razem, tylko właśnie w tym momencie, przekonuje nas, że nawet jeżeli wszystkiego nie rozumiemy, nie ogarniamy, nie umiemy opisać czy ocenić tego, co się wokół nas dzieje, to na pewno źle nie wyjdziemy na tym, jeżeli zaufamy Panu. On na szczęście wszystko widzi i wszystko rozumie. A my będziemy to rozumieli coraz bardziej, stopniowo, o ile będziemy się Go trzymali i coraz bardziej na Niego otwierali, a nie chcieli słuchać Go lub uwierzyć w Niego innym razem…
I właśnie temu zbawczemu „przynagleniu” ludzi do słuchania Boga służyły w historii Kościoła objawienia Matki Najświętszej. Także to, które w liturgii wspominamy dzisiaj. O czym mówimy?
Otóż, 13 maja 1917 roku, Łucja dos Santos (mająca dziesięć lat), Franciszek Marto (mający dziewięć lat) i Hiacynta Marto (mająca lat siedem) paśli stado w Cova Da Iria, w Parafii Fatima. Około południa, po odmówieniu Różańca, jak to czynili zazwyczaj, wracali do swoich zabaw. Nagle zobaczyli błysk światła, podobny do błyskawicy. Chcieli odejść, lecz druga błyskawica rozświetliła miejsce, w którym się znajdowali. A po chwili spostrzegli na szczycie młodego, zielonego dębu „Panią jaśniejąca mocniej, niż słońce”. W rękach trzymała biały różaniec.
Pani powiedziała do trojga pastuszków: „Nie bójcie się, przychodzę z Nieba… Przyszłam prosić Was o to, abyście przychodzili tutaj każdego trzynastego, przez kolejnych sześć miesięcy, o tej samej godzinie. Później powiem Wam, kim jestem i czego oczekuję. Wy pójdziecie do Nieba. Ofiarujcie się Bogu, wyraźcie zgodę na wszystkie cierpienia, jakimi zechce was doświadczyć, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest znieważany i jako przebłaganie za nawrócenie grzeszników. Dużo wycierpicie, ale łaska Boża będzie waszym wsparciem. Odmawiajcie codziennie Różaniec za pokój dla świata i koniec wojny”.
Przez kolejnych pięć miesięcy Pani stawiała się na umówione spotkania. 13 czerwca wyjawiła im, że Franciszek i Hiacynta niebawem odejdą do Nieba, natomiast Łucja pozostanie jeszcze przez jakiś czas na ziemi, gdyż Jezus pragnie posłużyć się nią, aby przy jej pomocy ludzie poznali i pokochali Maryję. Powiedziała im: „On chce, aby świat obdarzał nabożeństwem moje Niepokalane Serce. Tym, którzy z wiarą to przyjmą, obiecuję zbawienie”.
13 lipca Pani prosiła dzieci o kontynuowanie codziennego odmawiania Różańca. „Poświęcajcie się i często powtarzajcie: O Jezu, to z miłości do Ciebie, za nawrócenie grzeszników i zadośćuczynienie za grzechy przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi…”. Zapowiedziała też: „Wojna skończy się. Jednak jeśli ludzie nadal będą znieważać Boga, zacznie się druga, jeszcze gorsza. Aby jej zapobiec, przyjdę poprosić o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o przyjmowanie zadośćczyniącej Komunii Świętej w pierwsze soboty miesiąca. Jeśli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się. W przeciwnym razie, jej błędy rozprzestrzenią się po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła.
Ojciec Święty dużo wycierpi, wiele narodów zostanie unicestwionych. Na końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty dokona poświecenia Rosji, która nawróci się…”. Ponadto, wszystkim tym, którzy wierzą w objawienia, Pani obiecała cud, który miał się wydarzyć 13 października. Każde z objawień trwało kwadrans i przyciągało coraz większe tłumy świadków.
I właśnie 13 października, podczas szóstego objawienia, wydarzył się wielki cud słoneczny, nazwany „tańcem słońca”, oglądany przez siedemdziesiąt tysięcy świadków. Został opisany przez ówczesne gazety następująco: „Słońce jest podobne do matowej, srebrnej blaszki i można patrzeć na nie bez najmniejszego trudu. Nie razi w oczy, nie oślepia. Można by powiedzieć, że to zaćmienie. Słońce zadrżało, wykonało gwałtowne ruchy, jakich nigdy dotychczas nie obserwowano, wykraczające poza wszelkie prawa kosmiczne… Słońce «tańczyło»…”.
Zjawiska tego nie zarejestrowało żadne obserwatorium astronomiczne – w związku z tym, nie można go nazwać naturalnym – a jednak zostało zaobserwowane przez tysiące osób: wierzących i niewierzących, dziennikarzy oraz przez ludzi, którzy znajdowali się w odległości wielu kilometrów, co dowodziło, że nie było to zbiorowe przywidzenie.
Przed tym cudem Maryja powiedziała: „Ja jestem Panią Różańca Świętego. Chcę, aby w tym miejscu wzniesiono na moją cześć kaplicę; aby nie zaprzestano codziennego odmawiania Różańca; aby nie znieważano już Boga, naszego Pana…”. W czasie tego objawienia, u boku Matki Bożej stal Święty Józef i Dzieciątko Jezus.
Franciszek zmarł w dwa lata później, 4 kwietnia 1919 roku, a jego siostra Hiacynta – 20 lutego 1920 roku. Natomiast Łucji Najświętsza Panna ukazała się jeszcze w roku 1925, 1926 i 1929, aby prosić ją o obchodzenie pierwszych sobót miesiąca – poprzez odmawianie Różańca, Spowiedź i Komunię Świętą w intencji naprawienia zniewag wyrządzonych Niepokalanemu Sercu Maryi. Łucja przeżyła dziewięćdziesiąt osiem lat i zmarła 13 lutego 2005 roku, w klasztorze w Coimbrze.
Podziwiamy szczerą wiarę trójki małych Dzieci, które tak bezgranicznie zaufały objawiającej się Im Pięknej Pani, a przez Nią – samemu Bogu, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, raz jeszcze zapytajmy o naszą gotowość pełnego uwierzenia Jezusowi i zaufania Mu TU I TERAZ – a nie innym razem…

💙Maryjo, Matko Jezusa i moja Mamo, dziękuję Ci za Twoją opiekę i prztulania, za to, że prowadziłaś mnie do spowiedzi pomimo wszelkich pokus.
Proszę Cię, Regina pacis et mundi, abyś nas chroniła od wojny i wlała pokój w serca każdego z nas.
Proś Syna, aby wspierał wysiłki dyplomatów i mediatorów; i aby przywrócił rozsądek producentom i sprzedawcom broni.
Otul swoimi ramionami wszystkich, którzy stracili rodziny i domy w wyniku działań wojennych.
Mater dolorosa, bądź z tymi, którzy chowają swoich synów poległych na polu bitwy💙