Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Norbert Łączyński, Lektor z Parafii w Trąbkach, były Członek FORMACJI «SPE SALVI», Człowiek o wielkim, dobrym sercu; niezwykle życzliwy i mi osobiście bliski. Życzę Jubilatowi, aby zawsze znajdował – w osobistej relacji z Jezusem – sposób na rozwiązywanie codziennych problemów i dylematów, a Jego serce napełniał Boży pokój. Zapewniam o modlitwie!
Natomiast do grona wczorajszych Solenizantów chciałbym dołączyć jeszcze kilku Księży. A są to:
►Ksiądz Tomasz Bieliński, pochodzący z mojego rodzinnego Miasta,
►Ksiądz Tomasz Zadrożny – w swoim czasie: Dyrektor Zespołu Szkół Katolickich w Białej Podlaskiej,
►Ksiądz Tomasz Paśniczek – starszy Kolega w kapłańskiej posłudze, Człowiek bardzo mi życzliwy,
►Ksiądz Tomasz Kostecki – Dyrektor Bursy Międzyszkolnej dla Uczniów Szkół średnich w Siedlcach,
►Ksiądz Tomasz Duda – Proboszcz Parafii Świętego Brata Alberta w Łukowie.
Niech Im wszystkim Pan błogosławi – o co też będę się dla Nich modlił.
Drodzy moi, serdecznie pozdrawiam Was w Lublina, gdzie miałem zostać do jutra, ale wczoraj chęć spotkania wyrazili Alumni siedleckiego Seminarium: Miłosz Świątek i Jan Kondej – bardzo mi bliscy Ludzie, z którymi jestem w stałym kontakcie, znamy się od dłuższego czasu, wiele wspólnie przegadaliśmy i przemodliliśmy, dlatego osobiście czuję się odpowiedzialny za rozwój Ich powołania – w sensie: modlitwy za Nich i wspierania Ich, czym i jak się tylko da! Ogromnie cieszę się z naszego spotkania dzisiaj, o 15:00, w Duszpasterstwie Akademickim GAUDEAMUS w Siedlcach.
Przy okazji, bardzo dziękuję Im za życzliwość i zaufanie, jakie niezmiennie mi okazują. I za wspieranie działań naszego Duszpasterstwa.
A potem – zostaję już w Siedlcach.
Ponownie przypominam o KODEŃSKIM WIECZERNIKU AKADEMICKIM. Czekam na zgłoszenia do czwartku, do godziny 20:00.
Czekam także na Wasze komentarze do słówka Księdza Marka o Młodzieży – pod datą 18 września, na naszym forum.
Teraz natomiast zapraszam do rozważenia Bożego słowa. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dzisiaj Jezus konkretnie powiedział do mnie przez to Słowo? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Środa 25 tygodnia zwykłego, rok II,
Wspomnienie Św. O. Pio z Pietrelciny, Kapłana,
23 września 2026.,
do czytań: Prz 30,5–9; Łk 9,1–6
CZYTANIE Z KSIĘGI PRZYSŁÓW:
Każde słowo Pana, w ogniu wypróbowane, tarczą jest dla tych, co się doń uciekają. Do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarał: nie uznał za kłamcę.
Proszę Cię o dwie rzeczy, nie odmów mi, nim umrę: Kłamstwo i fałsz oddalaj ode mnie, nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty, nie stał się niewierny i nie rzekł: „A któż jest Panem?” lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych.
Mówił do nich: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim”.
Wyszli więc i chodzili po wsiach, głosząc Ewangelię i uzdrawiając wszędzie.
Jak moglibyśmy określić postawę człowieka, ukazaną – postulowaną – w dzisiejszych czytaniach? Czy nie jest to postawa pewnego umiaru, złotego środka, zdrowego rozsądku? Właściwie z każdego zdania płynie taki właśnie przekaz.
Weźmy chociażby pierwsze zdanie pierwszego czytania: Każde słowo Pana, w ogniu wypróbowane, tarczą jest dla tych, co się doń uciekają. Do słów Jego nic nie dodawaj, by cię nie skarał: nie uznał za kłamcę.
Zatem, po prostu, mamy słuchać Bożego słowa i je wypełniać, a nie kombinować, zmieniać, „ulepszać”. Po prostu – słuchać i wypełniać. Chociaż może faktycznie – nie zawsze jest to takie „po prostu”… I chciałoby się to Słowo tak nieco „doszlifować” do swojego widzimisię, ale naprawdę nie warto tego robić, gdyż zwykle nie trzeba długo czekać, żeby się przekonać, jak niemądre i szkodliwe to działanie.
Dlatego Pan sam – chcąc nas wręcz ustrzec przed szkodliwymi skutkami naszych niemądrych wyborów – przekonuje nas, że Jego słowo jest już (jeśli się tak można wyrazić) „życiowo przetestowane”, dlatego jest ono naprawdę tarczą jest dla tych, co się doń uciekają. O ile tylko rzeczywiście się oni doń uciekają.
Zatem – powiedzielibyśmy – bardzo konkretne wskazanie na życie, nie wymagające jakichś nadzwyczajnych działań, tylko zwyczajnej, codziennej wierności Bogu, Jego słowu, Jego przykazaniom… Codzienne, zwyczajne czynienie tego, co do nas należy, w zgodzie z Bogiem i pod Jego błogosławieństwem.
Ale już drugi akapit pierwszego czytania – to prawdziwa lekcja zdrowego rozsądku i złotego środka. Słyszymy bowiem: Proszę Cię o dwie rzeczy, nie odmów mi, nim umrę: Kłamstwo i fałsz oddalaj ode mnie, nie dawaj mi bogactwa ni nędzy, żyw mnie chlebem niezbędnym, bym syty, nie stał się niewierny i nie rzekł: „A któż jest Panem?” lub z biedy nie począł kraść i imię mego Boga znieważać.
Zatem, nie jakaś szczególna asceza, surowe posty, głodówki, czy inne, nadzwyczajne umartwienia czy uniesienia mistyczne, ale tak zwyczajnie: prośba o to, by codziennie było co zjeść, by było się w co ubrać i normalnie funkcjonować, żeby – jeśli tego zabraknie – nie zadręczać się myślami, co ja jutro włożę do garnka, co dam dzieciom na śniadanie i czy stać mnie będzie na zatankowanie samochodu, żeby dzieci do szkoły zawieźć i samemu dojechać do pracy; a z drugiej strony: żeby tak zwana „palma nie odbiła”, kiedy się okaże, że tego wszystkiego jest za dużo.
I podobny ton wybrzmiewa we wskazaniach, jakie Jezus daje swoim uczniom w Ewangelii. Słyszymy, że w swoim czasie zawołał [On] Dwunastu, po czym dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych. Mówił do nich: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim”.
Zobaczmy – znowu: zdrowy rozsądek, umiar, takie spokojne zorganizowanie sobie „warsztatu” pracy apostolskiej, ale jednocześnie jasne wskazanie, że jeśli ludzie nie odpowiedzą pozytywnie na pojawienie się ich, jako wysłanników Jezusa, i nie będą chcieli ich słuchać, wówczas należy wykonać gest strząśnięcia prochu z nóg, jako znak pewnego odcięcia się, ostrzeżenia, złożenia odpowiedzialności na tych, którzy nie chcieli przyjąć słowa i posługi apostolskiej – za to właśnie, że jej nie chcieli przyjąć.
To jest bardzo ciekawy moment, na który na pewno warto zwrócić uwagę. Bo nam się nieraz wydaje – i może nie tylko się wydaje, ale tak jest – że mamy się totalnie ofiarować Jezusowi i ludziom, którym posługujemy, wśród których żyjemy, dla których jesteśmy, dlatego też mamy znosić przykrości, trudności, może nawet odrzucenie. Tymczasem, Jezus dzisiaj mówi bardzo stanowczo, że nawet jeśli tak jest, to jednak nie oznacza tego, iż wszyscy oni – ci, do których wychodzimy z otwartym sercem – mogą sobie tak po prostu lekceważyć oferowane im dary i jeszcze nas traktować „z góry”. Bo to „tak nie działa”!
Jezus dzisiaj mówi wyraźnie, że ów znaczący gest Apostołowie mają wykonać wobec ludzi, którzy ich odrzucą – przeciwko nim! To są bardzo mocne słowa! I bardzo konkretne! I – naprawdę – bardzo groźne dla tych, do których są skierowane. Ale – same w sobie – one także pokazują, że Pan nie oczekuje od nas, żebyśmy mieli się tak ofiarować, że kto tylko zechce, to będzie nam mógł „wejść na głowę” i robić z nas jakieś popychadło, kpiąc z nas sobie i śmiejąc się z nas w „żywe oczy”. Nic z tych rzeczy! On nas naprawdę weźmie w obronę!
Ale my mamy trwać przy Nim, wszystko czyniąc z Nim i ze względu na Niego, poprzestając – w sferze materialnej – na tym, co wystarczy, ale jednak także korzystając z hojności ludzi i przyjmując dobre dary; a przy tym: oczekując także od innych właściwego traktowania! Owszem, mogą się zdarzyć sytuacje bardzo różne, ale mówimy tu o pewnej zasadzie, o pewnym kierunku myślenia i działania.
Ten kierunek wyraźnie wskazuje dzisiaj Jezus w swoim Słowie, każąc nam korzystać z tego, co daje nam życie i świat, ale nie przesadzać w żadną stronę. Najważniejsze natomiast, aby cały czas pozostawać w jedności z Jezusem, słuchając Jego słowa i pełniąc Jego wolę. Dokładnie, w całości – i bez dopowiedzeń. A wówczas na pewno nasze życie pójdzie właściwą drogą.
Tak, jak poszło – chociaż nie brakło na tej drodze wydarzeń niezwykłych, wręcz cudownych – życie dzisiejszego Patrona. Ale stało się tak dlatego, że to Pan tak chciał, a nie nasz Patron. Mówimy oczywiście o Świętym Ojcu Pio.
Jako Francesco Forgione, urodził się na południu Włoch, w Pietrelcinie, 25 maja 1887 roku. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. Kiedy miał pięć lat, objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku lat szesnastu Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno – teologiczne. W roku 1910 przyjął święcenia kapłańskie.
Od samego początku miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę jednak musiał przerwać właśnie ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 roku przybył do San Giovanni Rotondo – i tam już pozostał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.
20 września 1918 roku, podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego, Ojciec Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego Kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia Ojca Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła.
W związku z nimi, Ojciec Pio na dwa lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Przyjął tę decyzję z wielkim spokojem i w duchu absolutnego posłuszeństwa. Po wydaniu autorytatywnej opinii przez lekarzy, którzy uznali, iż stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, nasz Święty Zakonnik mógł ponownie publicznie celebrować Mszę Świętą i sprawować Sakramenty.
Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji, a więc znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Ponadto, nasz Święty niezwykłą czcią darzył Eucharystię.
Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przezeń Msze Święte trwały nieraz nawet dwie godziny! Ich uczestnicy opowiadali, że Ojciec Pio w ich trakcie – zwłaszcza w momencie Przeistoczenia – w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.
W roku 1922 powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” – jak nazwano i jak do dziś nazywa się ten szpital – otwarto w maju 1956 roku. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie Ojca Założyciela.
A jego samego powoli zaczęły opuszczać siły, coraz częściej podupadał na zdrowiu. Zmarł w swoim klasztorze, w swojej zakonnej celi, w dniu 23 września 1968 roku. Na kilka dni przed śmiercią – po pięćdziesięciu latach istnienia – stygmaty zagoiły się. W 1983 roku rozpoczął się proces informacyjny, dotyczący życia i świętości Ojca Pio, w 1997 roku ogłoszono dekret o heroiczności jego cnót, zaś rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za jego wstawiennictwem. Beatyfikacji niezwykłego Zakonnika dokonał Jan Paweł II w dniu 2 maja 1999 roku, zaś 16 czerwca 2002 roku, tenże Papież dokonał jego Kanonizacji.
Wpatrując się w niezwykły rys świętości Ojca Pio i jego bezgraniczne zaufanie do Boga, a jednocześnie wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się, czy naszą drogę życiową staramy się czynić drogą Jezusową, idąc nią razem z Nim, według Jego słowa i pod Jego codziennym błogosławieństwem?…
