Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:
►Kamil Niedźwiedzki – mój nieoceniony Szwagier, Mąż mojej Siostry Ani i Ojciec Weroniki, Emilki, Tomka i Alicji;
►Tomek Niedźwiedzki – mój nieoceniony Siostrzeniec, Syn Ani i Kamila, a Brat Weroniki, Emilki i Alicji;
►Dawid Wawrzyniak – za moich czasów: Lektor i Wiceprezes Służby liturgicznej w Miastkowie Kościelnym.
Wczoraj natomiast dwudziestą rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywali Marcin i Anna Majewscy, Rodzice Mariusza, Lektora mojej rodzinnej Parafii, byłego Uczestnika FORMACJI «SPE SALVI»!
Życzę Wszystkim świętującym, aby każdego dnia coraz bardziej ufali Jezusowi – wręcz TOTALNIE! Modlę się za Nich!
I pozdrawiam Wszystkich z Siedlec, już rano musiałem zjawić się w Rektoracie Uniwersytetu w Siedlcach, dla omówienia kilku spraw bieżących. Teraz jeszcze ogarnę kilka spraw na miejscu i jadę do Domu rodzinnego, a stamtąd do Kodnia, gdzie znowu będę do poniedziałku. Jest to związane z KODEŃSKIM WIECZERNIKU AKADEMICKIM.
I właśnie o nim chcę przypomnieć: czekam na zgłoszenia jeszcze dzisiaj, do godziny 20:00. A ponieważ wszystko na to wskazuje, że będę musiał dzisiaj to spotkanie odwołać, ale nastawiałbym się na poprowadzenie Apelu Maryjnego w Bazylice, w sobotę o 21:00, oraz celebrowanie Mszy Świętej w niedzielę, w Bazylice, o 10:30, przeto proszę także tych, którzy w tych właśnie wydarzeniach chcieliby wziąć udział, o poinformowanie mnie o tym.
Przypominam także o skomentowaniu rozważania Księdza Marka o Młodzieży. Upieram się przy tym! Nie ustąpię łatwo! Zależy mi na tym! Są one pod datą 18 września.
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Tak więc, co dziś mówi do mnie Pan? Do mnie – osobiście i konkretnie? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Czwartek 25 Tygodnia zwykłego, rok II,
24 września 2026.,
do czytań: Koh 1,2–11; Łk 9,7–9
CZYTANIE Z KSIĘGI KOHELETA:
Marność nad marnościami – powiada Kohelet – marność nad marnościami, wszystko marność. Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia.
Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie.
Mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić wszystkiego słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem.
To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: „Patrz, to coś nowego”, to już to było w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci po tych, co dawniej żyli, ani po tych, co będą kiedyś żyli, nie będzie wspomnienia o tych, co będą potem.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał.
Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.
Pierwsze słowa dzisiejszego pierwszego czytania z całą pewnością dobrze są nam znane: Marność nad marnościami – powiada Kohelet – marność nad marnościami, wszystko marność. Są one znane nie tylko jako fragment Księgi Koheleta, ale – może nawet bardziej – jako wyrażenie, krążące już w powszechnym obiegu, w mowie potocznej, niejednokrotnie jako komentarz do trudnych życiowo sytuacji, dziejących się w naszym życiu lub życiu osób z naszego otoczenia. Marność nad marnościami – powiada Kohelet – marność nad marnościami, wszystko marność.
Ale dalej, w kolejnych zdaniach dzisiejszego fragmentu Księgi Koheleta, słyszymy właściwie to samo, tylko wyrażone innymi słowami. Można powiedzieć: jedno wielkie narzekanie! I – tak naprawdę – trudno się nie zgodzić z kolejnymi stwierdzeniami, jak chociażby: Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem? Pokolenie przychodzi i odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi i na miejsce swoje spieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy wracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Trudno nie przyznać racji tym stwierdzeniom.
Jak i następnym: To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie: więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Tutaj mamy kolejne wyrażenie, znane także z powszechnego obiegu: «nic nowego pod słońcem». I – rzeczywiście – sprawy tak się dokładnie mają, jak je opisał Kohelet.
Ale czytając całe ten dzisiejszy fragment – zdanie po zdaniu – do samego końca wypatrujemy jakiejś konkluzji, jakiegoś „odbicia” w stronę jakiejkolwiek, choćby najmniejszej nadziei, jakiejś iskierki radości, jakiegoś pozytywu – a tu nic! Jedno narzekanie! Od pierwszego zdania – do ostatniego. Samo zatem ciśnie się na usta pytanie: I co z tego wynika? Po co taki przekaz?
Owszem, w całej Księdze Koheleta znajdziemy odniesienia tej i innych, opisanych tam sytuacji, do Boga i do Jego rozstrzygnięć, ale Kościół – na pewno nie przez przypadek – daje nam do odczytania dzisiaj taki właśnie, a nie inny, fragment starotestamentalnej Księgi, zatem jest w tym ukryta jakaś myśl, jakiś przekaz, który ma nasze serca poruszyć. Jaki to przekaz? Jaka myśl?
A może właśnie ta, którą tu sobie wyraziliśmy, czyli postawienie pytania: I co dla mnie z tego wynika? Jeżeli zgadzam się z Autorem biblijnym, to co zamierzam zrobić z tym stanem rzeczy, jaki on opisuje, a który ja także obserwuję w swojej rzeczywistości? Skoro jest tak ciężko i smutno, jak tu dzisiaj czytamy, to co z tym mamy – możemy – zrobić? Jeżeli to dzisiejsze czytanie zostało w swoim zakończeniu niejako zawieszone, niejako z trzema kropkami na końcu, to może właśnie znak dla nas, abyśmy tutaj postawili pytanie: Co w takim razie z tym robić? Albo już na to pytanie sami odpowiedzieli.
Z podobną poniekąd sytuacją mamy do czynienia w dzisiejszej czytaniu ewangelicznym. Bo oto słyszymy bardzo krótki fragment Ewangelii Świętego Łukasza, a nim tylko taką informację, że tetrarcha Herod usłyszał o wszystkich cudach zdziałanych przez Jezusa i był zaniepokojony. Niektórzy bowiem mówili, że Jan powstał z martwych; inni, że Eliasz się zjawił; jeszcze inni, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał. Lecz Herod mówił: „Ja kazałem ściąć Jana. Któż więc jest Ten, o którym takie rzeczy słyszę?” I chciał Go zobaczyć.
I znowu – samo ciśnie się na usta pytanie: I cóż z tego? Co nas w ogóle może obchodzić to, że jakiś Herod był zaniepokojony i że chciał zobaczyć Jezusa? To niech Go sobie zobaczy! A jednak – takie właśnie czytanie ewangeliczne dzisiaj otrzymujemy. Dlaczego?
A może właśnie dlatego, by samemu zadać sobie to pytanie, które pojawiło się w treści dzisiejszej Ewangelii: Kim jest Ten, w którego od dzieciństwa wierzę, do którego się modlę, którego uważam za swojego Boga i Zbawiciela – kim On tak naprawdę jest? I jeszcze jedno pytanie, o wiele ważniejsze: Kim On tak naprawdę jest dla mnie? Dla mnie – osobiście? I czy idę do Niego ze wszystkim: tak z moimi radościami i nadziejami, czy także wtedy, kiedy tylko narzekanie i skargi cisną mi się na usta, jak Koheletowi w pierwszym czytaniu? Kim jest dla mnie Jezus Chrystus?
Czy widzę znaki, zdziałane przez Niego? Czy chcę Go zobaczyć – kiedyś, w wieczności? Ale też: czy chcę i staram się zobaczyć Go – na różne sposoby i wedle różnych możliwości – już teraz, działającego konkretnie w moim życiu? Czy dostrzegam znaki Jego działania? Jak się o to staram, by je dostrzec – by żadnego nie uronić?…
Kim jest dla mnie osobiście – tak naprawdę – Jezus Chrystusa?
