Jest czas na wszystko…

J

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ojciec Władysław Poddębniak – Oblat, do niedawna posługujący w Kodniu. Dziękując Mu za ogromną życzliwość i otwartość – życzę bezmiaru błogosławieństw Pańskich! I o to będę się dla Niego modlił.

Drodzy moi, pozdrawiam Was z Kodnia, dokąd przybyłem wczoraj po południu. Bardzo dziękuję Miłoszowi Pietraszkiewiczowi, byłemu Uczestnikowi FORMACJI «SPE SALVI», za wczorajsze wieczorne odwiedziny tu, w Kodniu, i za naprawdę dobrą rozmowę.

A ja dzisiaj wyruszam do Sulejówka, na pogrzeb Pana Profesora Wiesława Szeligi, wieloletniego i bardzo zasłużonego Wykładowcy Uniwersytetu w Siedlcach, od wielu już lat przebywającego na emeryturze. W ostatnią środę odebrałem telefon od Jego Syna, Kapłana, Ojca Marka Szeligi, Benedyktyna, który poinformował mnie, jako Duszpasterza Akademickiego, o odejściu swego Ojca do Domu Pana i bardzo serdecznie zaprosił do koncelebrowania Mszy Świętej pogrzebowej. Przyznaję, że bardzo zaskoczył mnie ten telefon. Oczywiście – zaskoczył pozytywnie. Bo Ojciec Marek nie zna mnie osobiście, ale zechciał dowiedzieć się o istnieniu Duszpasterstwa Akademickiego i tak po prostu zadzwonić z informacją i zaproszeniem.

Dlatego postanowiłem, że przyjadę. Zresztą, to jest jednym z wymiarów mojej posługi jako Duszpasterza Akademickiego: modlitwa za zmarłych ze Środowiska Akademickiego, także udział w ich pogrzebach. Dziękuję serdecznie Ojcu Markowi za zaproszenie, a świętej pamięci Pana Profesora powierzam już teraz miłosierdziu Bożemu!

A prosto z pogrzebu – wracam do Kodnia.

Drodzy moi, pod wypowiedzią Księdza Marka o Młodzieży, pod datą 18 września, pojawił się jeden, bardzo mądry i głęboki komentarz. Serdecznie za niego dziękuję! I nieustająco czekam na następne.

Niestety, z powodu braku zgłoszeń – odwołuję KODEŃSKI WIECZERNIK AKADEMICKI. Przyznaję, że fakt ten stanowi dla mnie jasną i konkretną odpowiedź na pytanie, postawione w haśle planowanego spotkania: DUSZPASTERSTWO AKADEMICKIE – PO CO? KOMU? JAKIE? Wszystko jest jasne. Czas najwyższy zrobić z tej odpowiedzi właściwy użytek.

Natomiast – pomimo tego – w sobotę, o 21:00, będę prowadził Apel Maryjny w Bazylice Kodeńskiej, a w niedzielę, o 10:30, będę przewodniczył tam Mszy Świętej i wygłoszę homilię. Jedno i drugie wydarzenie będzie dla mnie okazją do podjęcia tematyki duszpasterskiej troski o Środowisko akademickie. Zapraszam ponownie do udziału – choćby w tych dwóch wydarzeniach – albo do łączności za pomocą kamery internetowej, włączonej w Bazylice na stałe:

https://koden.com.pl/transmisje-on-line/

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan mówi dzisiaj do mnie – właśnie do mnie, osobiście i konkretnie? Duchu Święty, daj potrzebne natchnienia i światło!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 25 Tygodnia zwykłego, rok II,

25 września 2026., 

do czytań: Koh 3,1–11; Łk 9,18–22

CZYTANIE Z KSIĘGI KOHELETA:

Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili.

Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy raz Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają Mnie tłumy?”

Oni odpowiedzieli: „Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał”.

Zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?”

Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”.

Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.

I dodał: „Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie”.

Jeżeli pamiętamy wczorajszy fragment Księgi Koheleta, to już w dzisiejszym widzimy pewną zmianę tonu. Wczoraj bowiem słyszeliśmy tak naprawdę samo tylko narzekanie, które zajęło całą przestrzeń pierwszego czytania, aż do ostatniego zdania – nie dając nam żadnego promyka nadziei czy jakiegokolwiek sygnału, jak zaradzić temu, że marność nad marnościami […] wszystko marność.

Dzisiaj natomiast słyszymy, że wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem. I właściwie trudno się nie zgodzić z tym, że jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas rzucania kamieniami i czas ich zbierania, czas pieszczot i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas zachowania i czas wyrzucania, czas rozdzierania i czas zszywania, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i czas nienawiści, czas wojny i czas pokoju.

Chyba ze wszystkim się tu zgadzamy – tak zwana „oczywista oczywistość”. Ale znowu – tak jak wczoraj – moglibyśmy tę wyliczankę zakończyć pytaniem: No i co z tego? Co dla nas z tego konkretnie wynika? I może nie otrzymujemy tak wprost odpowiedzi na to pytanie, ale padają słowa, które dają do myślenia.

Bo Kohelet stawia najpierw retoryczne pytanie: Cóż przyjdzie pracującemu z trudu, jaki sobie zadaje? – i w tym kontekście stwierdza: Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. Uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata, tak jednak, że nie pojmie człowiek dzieł, jakich Bóg dokonuje od początku aż do końca. I tu jest – by się tak wyrazić – „światełko w tunelu”. Jest nim odniesienie do Boga.

Właśnie to stwierdzenie, że jeżeli nawet człowiek nie bardzo rozumie, co się wokół niego dzieje i nie bardzo „ogarnia” te wszystkie zmieniające się okoliczności jego życia, to na szczęście wszystko to rozumie Bóg. I On ma nad wszystkim pieczę. I to jest właśnie dla człowieka źródłem wielkiej nadziei!

Bo nawet jeżeli człowiek nie bardzo „nadąża” za tym, co się na świecie dzieje, nawet jeżeli czuje się tylko takim małym trybikiem tej wielkiej machiny, jaka się kręci w świecie i we wszechświecie – owego powtarzającego się cyklicznie następstwa zdarzeń, tego kręcącego się jednostajnie kieratu; ową niezmiennością zdarzeń, czyli tym, że jest czas rodzenia i czas umierania, […] czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu – to nie musi się tym stresować ani przygnębiać, bo na szczęście nad tym wszystkim jest Bóg, który temu „kieratowi” nadaje sens!

Wszak sam Kohelet stwierdza – zacytujmy to jeszcze raz – że Bóg uczynił wszystko pięknie w swoim czasie, dał im nawet wyobrażenie o dziejach świata… Ale zachował jakąś przestrzeń tajemnicy, która dla nas, ludzi, staje się przestrzenią zaufania do Niego, iż On na pewno przeprowadzi nas przez każdy czas – jaki by on nie był – nawet czas wojny i pokoju, chociaż bardzo byśmy nie chcieli nigdy doczekać czasu wojny.

Ci, którym dane było żyć w takim czasie, dobrze wiedzą, jak bardzo trudny to czas, a ci, którzy tego nie doświadczyli, tak często lekkomyślnie traktują czas pokoju, nie potrafią mądrze zagospodarować czasu wolności, jaka im została dana, dlatego tak łatwo wzbudzają konflikty, sieją intrygi, nastawiają jednych na drugich – i w ten sposób czynią złym i trudnym czas, w jakim żyją. Niestety, czynią ten czas takim nie tylko dla siebie, ale i dla tych, wśród których żyją.

Stąd też my dzisiaj, wsłuchani w Boże słowo, zapisane przez Mędrca Koheleta, chcemy nasz czas – jaki by on nie był – oddawać codziennie w ręce Boga. I prosić, aby to On sam nas prowadził – i przeprowadził, szczególnie przez to, co trudne.

Dlatego właśnie odnosimy bezpośrednio i osobiście do siebie pytanie, jakie Jezus dzisiaj postawił swoim uczniom: A Wy – za kogo Mnie uważacie? Piotr odpowiedział w imieniu wszystkich: Za Mesjasza Bożego. Trzeba mu przyznać, że był naprawdę dobry w tych błyskawicznych odpowiedziach i reakcjach.

Owszem, nie wszystkie one były mądre, bo nawet gdybyśmy przeczytali u innych Ewangelistów relację z tego wydarzenia, jakie dziś opisał Łukasz, to usłyszelibyśmy Piotra, zdecydowanie protestującego przeciwko temu, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie.

On chyba nawet nie dosłuchał do końca, że mowa jest o Zmartwychwstaniu, tylko od razu protestował, że nie może to absolutnie przyjść na Jezusa! Dlatego też musiał usłyszeć słowa bardzo ostrego upomnienia, chociaż chwilę wcześniej usłyszał wielką pochwałę za swoją odpowiedź, że Jezus jest Mesjaszem. Taki był Piotr. Na pewno był bardzo szczery. I właśnie w tej swojej szczerości mówił to, co myślał, chociaż niekiedy powiedział coś, zanim pomyślał…

Dzisiaj jednak to właśnie on pokazuje nam, że pomimo tego, iż ludzie uważają Syna Człowieczego za tego lub owego – a duża część świata w ogóle nic na ten temat nie uważa, żyjąc tak, jakby Boga nie było i jakby nie było życia po śmierci – to jednak my, chrześcijanie, ludzie wierzący w Jezusa, Jego przyjaciele, świadkowie i wyznawcy, w Nim właśnie widzimy jedynego Przewodnika po drogach tego poplątanego świata. I tego kręcącego się jak w kieracie czasu, który właśnie wtedy, kiedy będzie przeżywany w pełnej jedności z Jezusem, w głębokiej więzi duchowej z Nim, nie będzie takim kręcącym się bez sensu kołowrotkiem, męczącym już samą powtarzalnością i przewidywalnością wydarzeń, ale pasjonującą drogą do zbawienia!

Jezus jest w stanie tę naszą codzienność uczynić naprawdę piękną przygodą i przestrzenią naszego ciągłego duchowego i ludzkiego rozwoju. Ale trzeba Mu zaufać, także wtedy – a może: szczególnie wtedy – kiedy nie do końca będziemy rozumieli, co się wokół nas dzieje! Jeżeli Jezus będzie dla nas Mesjaszem, Synem Bożym, jedynym Zbawicielem i jedynym Mistrzem, Nauczycielem i Przewodnikiem, niezawodnym Przyjacielem – takim, na którego zawsze będziemy liczyli, będąc pewnymi tego, że On nigdy nie odejdzie, nie zostawi, nie obrazi się, nie zmieni humoru ani nastawienia – wtedy każdy czas, jaki nam przyjdzie przeżywać na tej ziemi, będzie czasem wzrastania, czasem budowania, czasem pomnażania, czasem rozwoju, czasem miłości i pokoju, czasem łaski i miłosierdzia, czasem zbawienia!

Daj nam, Panie, taki właśnie czas! Czyń takim właśnie czasem każdy dzień naszego życia: każdy dzień, który chcemy przeżywać z Tobą – i dla Ciebie.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.