Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym rocznicę Święceń kapłańskich przeżywają:
►Ksiądz Krystian Bajkowski [2019],
►Ksiądz Karol Biardzki [2019],
►Ksiądz Piotr Grzebisz [2019],
►Ksiądz Michał Miszkurka [2019]
►Ojciec Józef Niesłony [1975] – Oblat, zasłużony dla polskiej Prowincji swego Zgromadzenia; prowadzący Rekolekcje w naszym Seminarium, w czasie mojej formacji do kapłaństwa, a potem w Kodniu, w których uczestniczyłem już jako kapłan;
Urodziny natomiast przeżywa Aleksandra Szcześniak, należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Wojcieszkowie.
Wszystkim świętującym życzę nieustannego zapału w dążeniu do świętości! Zapewniam o modlitwie!
Bardzo serdecznie dziękuję Panu naszemu, ale i wszystkim Uczestnikom, za wczorajsze spotkanie na Mszy Świętej o godzinie 20:00, a potem – za szczerą rozmowę przy pizzy. Poruszyliśmy naprawdę wiele ważnych tematów.
Szczególne podziękowanie kieruję do Księdza Marka – za przewodniczenie Mszy Świętej, wygłoszone Słowo i potem: za poprowadzenie rozmowy na salce, za opowiedzenie nam o pracy kapłańskiej na Syberii, za odpowiedź na wiele pytań, które padły… To było naprawdę wspaniałe spotkanie! Chwała Panu!
A ja dzisiaj przez cały dzień jestem w Siedlcach. Rozmieszczę na Wydziałach i w Akademikach Ogłoszenia naszego Duszpasterstwa na wakacje, a o 18:00 – Msza Święta dla i w intencji Rodziny, z którą się umówiłem. A poza tym – zajmę się ważnymi sprawami.
Dzień ten rozpoczynam z Księdzem Markiem, który został u mnie na noc. Będzie kolejna okazja, by pogadać…
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
A poniżej – słówko Janka na dziś, za które bardzo serdecznie dziękuję! Co mówi dziś do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się do mnie? Duchu Święty, przyjdź – i pomóż zrozumieć…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Poniedziałek 12 Tygodnia zwykłego, rok II,
22 czerwca 2026.,
do czytań: 2 Krl 17,5–8.13–15a.18; Mt 7,1–5
CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:
Król asyryjski Salmanassar najechał cały kraj, przyszedł pod Samarię i oblegał ją przez trzy lata. W dziewiątym roku Ozeasza król asyryjski zdobył Samarię i zabrał Izraelitów w niewolę do Asyrii, i przesiedlił ich do Chatach, nad Chabor – rzekę Gozanu, i do miast Medów.
Stało się tak, bo Izraelici zgrzeszyli przeciwko Panu Bogu swemu, który ich wyprowadził z Egiptu, spod ręki faraona, króla egipskiego. Czcili oni bogów obcych i naśladowali obyczaje ludów, które Pan wypędził przed Izraelitami, oraz królów izraelskich, których wybrali.
Pan jednak ciągle ostrzegał Izraela i Judę przez wszystkich swoich proroków i wszystkich „Widzących”, mówiąc: „Zawróćcie z waszych dróg grzesznych i przestrzegajcie poleceń moich i postanowień moich, według całego Prawa, które nadałem waszym przodkom i które przekazałem wam przez sługi moje, proroków”. Lecz oni nie słuchali i twardym uczynili swój kark, jak kark ich przodków, którzy nie zawierzyli Panu Bogu swojemu. Odrzucili przykazania Jego i przymierze, które zawarł z przodkami, oraz rozkazy, które im wydał.
Wtedy Pan zapłonął gwałtownym gniewem przeciw Izraelowi i odrzucił go od swego oblicza. Pozostało tylko samo pokolenie Judy.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.
Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: «Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka», gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata”.
To kolejna odsłona burzliwych dziejów ludu wybranego i jego trudnych relacji z Bogiem. Nie dlatego trudnych, że Bóg się na swój naród zawziął i za wszelką cenę komplikował wzajemne kontakty, ale dlatego, że Izraelici zgrzeszyli przeciwko Panu Bogu swemu, który ich wyprowadził z Egiptu, spod ręki faraona, króla egipskiego. Czcili oni bogów obcych i naśladowali obyczaje ludów, które Pan wypędził przed Izraelitami, oraz królów izraelskich, których wybrali.
Z tego to właśnie powodu – jak dzisiaj słyszymy – król asyryjski Salmanassar najechał cały kraj, przyszedł pod Samarię i oblegał ją przez trzy lata. W dziewiątym roku Ozeasza król asyryjski zdobył Samarię i zabrał Izraelitów w niewolę do Asyrii, i przesiedlił ich do Chatach, nad Chabor – rzekę Gozanu, i do miast Medów.
Nie było to jednak tak, że Bóg tylko czekał, aż się jego opornemu narodowi potknie noga i powie jakieś złe słowo lub uczyni coś niewłaściwego, żeby go zaraz przyłapać na tym bezeceństwie i solidnie ukarać. To nie tak! Wszak słyszymy dzisiaj, iż Pan […] ciągle ostrzegał Izraela i Judę przez wszystkich swoich proroków i wszystkich „Widzących”, mówiąc: „Zawróćcie z waszych dróg grzesznych i przestrzegajcie poleceń moich i postanowień moich, według całego Prawa, które nadałem waszym przodkom i które przekazałem wam przez sługi moje, proroków”.
I cóż oni na to? Niestety, to też słyszymy: Lecz oni nie słuchali i twardym uczynili swój kark, jak kark ich przodków, którzy nie zawierzyli Panu Bogu swojemu. Odrzucili przykazania Jego i przymierze, które zawarł z przodkami, oraz rozkazy, które im wydał. Zatem, Bóg nie występuje przed swoim narodem jako bezwzględny satrapa czy surowy egzekutor nawet słusznych zaleceń czy zarządzeń. On zawsze był i jest miłującym Ojcem, któremu zależy na swoich dzieciach. Zależy Mu na ich dobru.
Dlatego tak usilnie starał się przekonać te swoje dzieci do zmiany postępowania. Tym bardziej, że – powiedzmy sobie szczerze – to nie było pierwsze takie „tąpnięcie” we wzajemnych relacjach. Mówimy dziś bowiem o kolejnej niewdzięczności narodu za dobrodziejstwa, tak hojnie udzielane mu przez Pana. Coś takiego bowiem działo się w tych relacjach – co chyba nie powinno nas dziwić, bo i w naszej rzeczywistości tak się dzieje – że jak człowiekowi jest za dobrze, wszystko układa mu się zbyt pomyślnie, to zaczyna wydziwiać, kombinować, komplikować sobie życie. Niejako znudzony tym, że jest tak dobrze i tak „jednostajnie”, zaczyna poszukiwać „urozmaicenia” – jakby to słowo dziwnie tu nie brzmiało.
Czyli, możemy powiedzieć, że kiedy człowiek ma za dobrze, to… niedobrze! Bo zaraz to popsuje. Bo w pierwszej kolejności zapomni o Bogu, odstawi Go na drugi, albo i dalszy plan – przekonany, że przecież tak świetnie sobie radzi – a potem zrobi jeszcze wiele przeróżnych głupstw! Według zasady, że jak ktoś nie wierzy w Boga i odstawia Go na drugi plan, to wierzy już właściwie we wszystko i wszystko inne zajmuje w jego życiu miejsce Boga. A chętnych do objęcia tego akurat miejsca jest bardzo wielu – gdy idzie o ludzi – i bardzo wiele, gdy idzie o sprawy, wartości, przekonania, czy nawet pieniądze lub inne rzeczy materialne.
Dlaczego tak jest? Dlaczego człowiek nie może trwać w pełnej jedności z Bogiem, ciesząc się Jego opieką i Jego błogosławieństwem, tylko jak Bóg okaże mu swoją łaskawość i hojność, to mu zaraz tak zwana „palma odbija”. Po co sobie tak życie komplikować? Po co je sobie tak komplikował naród wybrany? Zwłaszcza, że – podkreślmy to jeszcze raz – Bogu naprawdę zależało na jego opamiętaniu, dlatego ciągle ostrzegał, przypominał, prosił wręcz o zawrócenie ze złej drogi. W tym celu wysyłał swoich Proroków i innych, tak zwanych „Widzących”. Niestety, w większości przypadków – na próżno!
Tak więc, to nie Bóg był winny tylu nieszczęściom, które przez kolejne wieki spadały na naród wybrany, a nie brakuje i takich głosów, że spadały aż do czasów nam współczesnych – do hekatomby Drugiej Wojny światowej. To jednak pozostawmy dalszym rozważaniom i analizom historycznym i teologicznym. Natomiast na pewno Bóg bardzo stara się o to, by Jego dzieci były zawsze z Nim i przy Nim. By szły drogą, którą On wskazuje i którą On sam prowadzi. I aby umiały się cieszyć darami, których On nie skąpi tym, którzy się na Niego i na te Jego dary otwierają swoimi sercami.
A takie otwarcie się na Boga prowadzi także do otwarcia się na drugiego człowieka. Ale przede wszystkim – i w jednym, i w drugim przypadku – na uwolnieniu się od siebie samego! Od zapatrzenia w siebie samego, w swoje własne: „ja”! Bo to z tego biorą się te wszystkie nieszczęścia, o których tu dziś sobie mówimy.
Z takiej postawy, przed jaką przestrzega dziś Jezus w Ewangelii, gdy mówi: Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: «Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka», gdy belka tkwi w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.
I stąd to bardzo mocne wezwanie: Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim wy sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.
Jaką miarą nam odmierzą? Naszą własną! A ta – ku naszemu, być może, wielkiemu zaskoczeniu – na pewno nie okaże się dla nas korzystna i łaskawa. Bo kiedy Bóg lub inni ludzie przyłożą do nas tę miarę, jaką my przykładamy do innych, to naprawdę szybko przekonamy się, jak bardzo skąpa jest to miara… A nam tak łatwo przychodzi czynić to właśnie, przed czym Jezus ostrzega: bardzo surowo oceniać, a nawet niekiedy potępiać innych, kiedy okazuje się, że sami postępujemy dokładnie tak samo, a nawet gorzej od tych, których tak surowo oceniamy.
Tyle, że do oceny ich postępowania stosujemy miarę najsurowszą z możliwych, a wobec siebie samych – najłagodniejszą. Tymczasem, na końcu ziemskiej drogi zostaniemy osądzeni według miary Bożej, a nie własnej! Po drugiej stronie życia staniemy w pełnej prawdzie o sobie. I wtedy na pewno byłoby dobrze, żeby ta miara Bożą, «jaką nam odmierzą», okazała się dla nas łaskawa. To jednak będzie zależało od tego, na ile tę miarę Bożą będziemy stosowali już TU I TERAZ, w naszej codzienności: taką samą miarę wobec innych, jak wobec siebie. Miarę Bożą.
On sam, nasz Pan, ciągle nam o tym przypomina i cierpliwie czeka, kiedy przestawimy to nasze myślenie i spojrzenie na Jego sposób myślenia i patrzenia, na Jego zasady! Nie stosuje tak surowych i mocnych sposobów, jak to czynił w Starym Testamencie, o czym dziś słyszymy. Natomiast wysyła ciągle i na różne sposoby sygnały i przypomnienia, że musimy coś z tym swoim myśleniem i spojrzeniem zrobić – spojrzeniem na Boga i na drugiego człowieka… Na samych siebie zresztą też. Co zrobić?
W każdej z tych relacji stosować miarę Bożą!
