Radość ofiarowania!

R

Szczęść Boże! Moi Drodzy, serdecznie pozdrawiam z Siedlec, skąd wyruszę do Kodnia, aby pobyć tam do 13 sierpnia. O ile coś się nie zmieni, bo to nie jest wykluczone. Takie plany mam na ten moment. Bardzo potrzebuję tych kilku dni u Matki, aby trochę pozbierać myśli i porozmawiać z Nią o tym i owym…

Nieustająco wspieramy Pielgrzymów: Szymona Salę i Jego Mamę i Siostry, pielgrzymujących w Pielgrzymce Radomskiej; a także wędrujących w Pielgrzymce Podlaskiej: Filipa Dawidka oraz Doktor Agnieszkę Siłuszyk – wykładającą na Uniwersytecie w Siedlcach, włączającą się w działalność naszego Duszpasterstwa GAUDEAMUS; a także: kroczącą w Pielgrzymce Warszawskiej Rodzinę Olendrów – i wszystkich Pątników tych i innych Pielgrzymek! Pielgrzymujmy z Nimi duchem, wspierając modlitwą. Liczymy także na Ich modlitewną pamięć.

Serdecznie dziękuję Miłoszowi Pietraszkiewiczowi, byłemu Uczestnikowi FORMACJI «SPE SALVI», obecnemu Uczestnikowi Duszpasterstwa Akademickiego GAUDEAMUS – za wczorajszą poranną inicjatywę spotkania w ciągu dnia. Miłosz posługiwał wczoraj od rana jako organista w Parafii Świętej Anny w Białej Podlaskiej, ja w Konstantynowie (ale nie jako organista…), stąd możliwe było spotkanie po południu. I tak się stało. Dziękuję Miłoszowi za inicjatywę i pomysł! Bardzo liczę na takie inicjatywy! Daje mi to takie dobre poczucie, że ktoś chce się ze mną spotkać, a nie ja się narzucam, wykorzystując swoją pozycję czy starszy wiek. Wielkie dzięki Miłoszowi!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie Pan? Co tak bardzo osobiście chce mi powiedzieć? Niech Duch Święty pomoże właściwie to odczytać i wziąć głęboko do serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Wawrzyńca, Diakona i Męczennika,

10 sierpnia 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza: Mdr 3,1–9; 2 Kor 9,6–10; J 12,24–26

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:

Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności.

Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę.

W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją i rozbiegną się jak iskry po ściernisku. Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami, a Pan królować będzie nad nimi na wieki.

Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali: łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.

ALBO:

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg. A Bóg może zlać na was całą obfitość łaski, tak byście mając wszystkiego i zawsze pod dostatkiem, bogaci byli we wszystkie dobre uczynki według tego, co jest napisane: „Rozproszył, dał ubogim, sprawiedliwość Jego trwa na wieki”.

Ten zaś, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.

A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec”.

Patron dnia dzisiejszego, Wawrzyniec, był jednym z siedmiu diakonów Kościoła rzymskiego za czasów Papieża Sykstusa II. Pomimo, że wiele osób sławiło jego bohaterską śmierć – jak chociażby Święty Ambroży czy Święty Augustyn – to jednak wiadomości historyczne o nim posiadamy bardzo skromne. Właściwie źródłem jedynym jest „Liber Pontificalis” – „Księga Papieży”, który śmierć Wawrzyńca wiąże bezpośrednio z męczeństwem Świętego Papieża Sykstusa II, zamęczonego dnia 6 sierpnia 258 roku, wraz ze swoimi czterema diakonami.

Niektórzy pisarze współcześni w tym samym dniu i w tych samych okolicznościach sytuują męczeństwo Wawrzyńca. Temu jednak stanowczo sprzeciwia się powszechna i najdawniejsza tradycja rzymska. Jej wyrazem jest Passio”, czyli opis męki wielkiego Diakona.

Według niej, Wawrzyniec miał być wyłączony z grupy skazanych na śmierć wraz z Sykstusem II. Grupa ta stanowiła swoisty orszak Papieża. Wawrzyńca początkowo z niej wyłączono, bowiem był administratorem majątku Kościoła w Rzymie. Miał równocześnie zleconą opiekę nad ubogimi. Namiestnik rzymski liczył, że namową i kuszącymi obietnicami, a w razie potrzeby katuszami, wymusi na nim oddanie całego majątku kościelnego w jego ręce.

Wawrzyniec miał wówczas poprosić o kilka dni, aby mógł zebrać „skarby Kościoła” i pokazać je namiestnikowi. Kiedy nadszedł oznaczony dzień, Diakon zgromadził całą biedotę Rzymu, którą wspierała gmina chrześcijańska. Miał przy tym powiedzieć: Oto są skarby Kościoła!”

Zawiedziony i rozwścieczony tyran kazał zastosować wobec niego wyjątkową katuszę: nakazał rozciągnąć Wawrzyńca na żelaznych rusztach, powoli podgrzewać i piec żywcem w ogniu. Według przekazu, Wawrzyniec miał zdobyć się jeszcze na słowa: Widzisz, że ciało moje jest już dosyć przypieczone. Obróć je teraz na drugą stronę!”

Święty Papież Leon Wielki daje do tych słów piękny komentarz: Jak silny musiał być ogień miłości Chrystusowej, skoro gasił żar ognia naturalnego!”.Według wspomnianego opisu męki, Wawrzyniec miał być przedtem biczowany knutami z drutu, potem wieszano go, wyrywając członki ze stawów.

W tymże opisie jest podany jeszcze jeden szczegół. Otóż, kiedy prowadzono Świętego Papieża Sykstusa – wraz z jego diakonami – na śmierć, chciał iść z nim także Wawrzyniec. Pytał nawet Papieża: Dokąd idziesz, Ojcze, bez syna? Jakże obejdziesz się bez swojego diakona? Nigdy nie odprawiałeś Eucharystii bez niego, czymże więc mogłem ściągnąć na siebie twoją niełaskę?” Na to miał odpowiedzieć Sykstus: „Dla mnie, steranego wiekiem, jest przygotowana mniejsza próba. Ciebie czekają wiele większe cierpienia, ale też i piękniejsza czeka cię korona”. Niektórzy z krytyków są skłonni ten dialog uznać za późniejszy, dodany do opisu męczeństwa, ku zbudowaniu wiernych.

Niezwykłe okoliczności męczeńskiej śmierci Wawrzyńca, poniesionej 10 sierpnia 258 roku, rozbudziły w Kościele rzymskim niezwykły jego kult. Święty Augustyn pisze, że jak Jerozolima szczyci się Świętym Szczepanem, tak Rzym jest dumny ze Świętego Wawrzyńca. Największy zaś poeta starożytnego chrześcijaństwa, Prudencjusz, zapisał, że bohaterska śmierć Wawrzyńca zadała cios bałwochwalstwu, które od tego czasu zaczęło chylić się ku upadkowi – aż do ostatecznego zwycięstwa Chrystusowego Kościoła. Ciało Męczennika pogrzebał Święty Justyn. Co roku wierni tłumnie gromadzili się wokół grobu Męczennika.

Imię Świętego Wawrzyńca włączono do kanonu Mszy Świętej i do Litanii do Wszystkich Świętych. Z Rzymu jego kult przeniósł się na cały Kościół. Był on w starożytności i średniowieczu jednym z najbardziej popularnych Świętych. Już w pierwszej połowie IV stulecia na cmentarzu przy Via Tiburtina obchodzono święto ku jego czci. Kult Wawrzyńca dość wcześnie rozprzestrzenił się także na ziemiach polskich.

Słuchając czytań, przeznaczonych dokładnie na dzisiejsze Święto w liturgii Kościoła, możemy stwierdzić, iż życie dzisiejszego Patrona jest komentarzem do każdego z nich. Jeżeli bowiem w czytaniu starotestamentalnym słyszymy: Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka. Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęście i odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich, Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę to musimy jasno stwierdzić, że tak właśnie żył i tak o swej bliskości z Jezusem świadczył Patron dnia dzisiejszego.

Po ludzku – przegrał, bo został zabity. I to w okrutnych męczarniach. Tradycja jednak podaje jego niesamowite i zaskakujące słowa, jakie miał wypowiedzieć w czasie przypiekania żywym ogniem. Jak więc wielka musiała być moc Boża, która zamanifestowała się tym właśnie, iż uodporniła Męczennika na straszliwy ból i pozwoliła mu zachować nie tylko niezłomność, ale nawet pogodę ducha! A dlaczego tak się stało?

A właśnie dlatego, że jego dusza przez cały czas pozostawała w ręku Boga! I choć męka – w tym zewnętrznym wymiarze – go dosięgła, to jednak na tyle był w jej trakcie przez Jezusa osłaniany, że nie dał się nią złamać. Dlatego te jego cierpienia można nazwać – idąc za cytowanym tekstem – «nieznacznym skarceniem», po których dostąpił on dóbr wielkich. A stało się tak dlatego, że Bóg – po tym, jak go doświadczył – «znalazł go godnym siebie».

To zaś z kolei stało się dlatego, że – idąc już za myślą czytania z Drugiego Listu Apostoła Pawła do Koryntian – Wawrzyniec był tym, który siał bardzo hojnie. Ziarna swojej miłości siał on naprawdę hojnie i obficie, przeto i plon duchowy zebrał bardzo hojny i obfity. Potwierdza to chociażby takt, iż dzisiaj wspomina go cały Kościół – i to wspomnieniem, noszącym rangę liturgicznego święta! A to czytelny znak, że żyje on nadal w swoim Kościele i jest dla tegoż Kościoła kimś bardzo ważnym! Dla całego Kościoła!

Bo on przez całe swoje życie temu Kościołowi służył – i to nie tylko tym, że wspierał ludzi biednych, ale tym także, iż całym sercem i całym sobą wspierał ówczesnego Papieża, włączając się w jego duchowy orszak. Pięknie mówi o tym Tradycja, przywołując zacytowany powyżej dialog Męczennika z Papieżem, w którym w bardzo emocjonalny sposób niejako dopomina się prawa poniesienia męczeństwa wraz z nim.

Niewątpliwie, cała ta jego postawa była pełną realizacją słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec.

Drodzy moi, czy możemy powiedzieć – słuchając tych kolejnych tekstów – że chrześcijaństwo to religia straty, cierpienia, wyrzeczenia, ciągłego oddawania? Czy trzeba wszystko oddać – łącznie z życiem – żeby zadowolić Jezusa? Czy nie da się jakoś… łatwiej, prościej, mniejszym kosztem?…

Może nie wprost i nie na głos, ale gdzieś w sercu wybrzmiewają nam zapewne takie pytania – szczególnie wtedy, kiedy trudności piętrzą się nam przed oczami i doświadczamy tego, że wierność Jezusowi naprawdę dużo nas kosztuje.

No, cóż… To już decyzja każdej i każdego z nas, czy się nataki styl życia decydujemy, czy może jednak chcemy łatwiejszego… Jakby w odpowiedzi na te dylematy, Święty Paweł w przywołanym już czytaniu z Listu do Koryntian stwierdza bardzo mocno: Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.

Otóż, właśnie! Mamy przykład Diakona Wawrzyńca i innych Świętych – a po drugiej stronie mamy tak wiele przykładów i propozycji innego stylu. Łatwiejszego? Bardziej opłacalnego? To już każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Jednak jeżeli zdecydujemy się na – tak ją umownie nazwijmy – opcję Jezusową, to nie może się to wiązać z narzekaniem i cierpiętnictwem, z ciągłym uskarżeniem się i podkreślaniem, jak bardzo dużo nas kosztuje ta cała wiara i to całe chrześcijaństwo. Wprost przeciwnie: ma nam to dawać poczucie sensu i radość z ofiarowania się Jezusowi i Jego Kościołowi, z przekonaniem, że zyskuje się dużo, doże więcej!

Bo przecież – radosnego dawcę miłuje Bóg!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.