Garncarz Jezus!

G

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was z Lublina, skąd zaraz wyruszam do Siedlec, gdzie od 13:00 do 15:00 mam dyżur spowiedniczy w Katedrze siedleckiej, a o 17:00 – w Duszpasterstwie Akademickim GAUDEAMUS w Siedlcach – odbędzie się spotkanie FORMACJI «SPE SALVI», w jej odnowionym (niestety: zmniejszonym) składzie i kształcie. Chcemy na spokojnie omówić, co teraz. Rozpoczniemy Mszą Świętą, a potem – pogadamy przy pizzy. Oczywiście, będzie też wspólna modlitwa. Obiecuję pamiętać także o Was!

Teraz zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem się zwraca? Co szczególnie chce mi położyć na sercu? Duchu Święty, rozjaśnij umysły i serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 17 Tygodnia zwykłego, rok II,

30 lipca 2026., 

do czytań: Jr 18,1–6; Mt 13,47–53

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:

Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi: „Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa».

Zstąpiłem do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi.

Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: „Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? – rzekł Pan. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do tłumów: „Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Zrozumieliście to wszystko?”

Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”.

A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.

Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

Bardzo sugestywny jest ten obraz naczynia, powstającego w rękach garncarza! Miękka, plastyczna glina, przybierała wskutek jego działania rozmaite kształty – i to niekoniecznie od razu te zamierzone, bo jeśli coś nie tak wyszło, jak zamierzał, to zaraz poprawiał on swoje dzieło, aby na końcu już miało taki kształt, jaki mieć powinno. Miękka i plastyczna glina – właśnie dokąd taką jest – daje się dobrze formować. Kiedy już jednak utwardziła się – o czym dzisiaj nie słyszymy, ale wiemy, że tak jest – to już nie da się nic zmienić w kształcie naczynia. Jedyną formą zmiany – w takiej sytuacji – jest jego rozbicie.

Bardzo to wymowny znak, dany przez Pana Jego ludowi wybranemu. Zresztą, On sam o tym tak mówi: Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? […] Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku.

I tak samo my jesteśmy w ręku Jezusa – jak ta plastyczna glina. To znaczy – tacy być powinniśmy. Bo możemy – niestety – „stwardnieć” w swoich przekonaniach, w swoich „jedynie słusznych” racjach, w swoim mniemaniu o sobie. A wtedy – żeby raz jeszcze użyć tego porównania – pozostaje tylko stłuczenie. I może rzeczywiście tak trzeba, by Pan skruszył tę skorupę, która już otoczyła nasze serca i umysły – i uciska je, niczym sztywny gorset? Może nie ma innego sposobu, jak jakieś radykalne działanie Pana, które – owszem – zaboli, ale będzie jedynym skutecznym sposobem uwolnienia się od samych siebie?…

A najlepiej, gdyby do takiej sytuacji nigdy nie dochodziło. Najlepiej, gdybyśmy zawsze chcieli i byli jak ta plastyczna glina (celowo nie używam określenia: „żebyśmy byli gliną”, by uniknąć śmiesznych skojarzeń…), aby Pan mógł nas ciągle i ciągle formować! Ciągle – by użyć obrazu z pierwszego czytania – zmieniał kształt naszego życia. I oby tak było do końca naszych dni na tym świecie?

Ale może ktoś powie, że to nie za bardzo właściwe oczekiwanie. Bo jednak każdy powinien mieć jakieś swoje stanowisko w różnych życiowych sprawach – po prostu: swój światopogląd, swoje odniesienie do Boga, do drugiego człowieka, wreszcie: swoje spojrzenie na siebie samego… Czy może to się ciągle kształtować, ciągle zmieniać? Czyż nie mówimy o ludziach, którzy ten swój pogląd ciągle zmieniają i ciągle go dopasowują do zmieniających się okoliczności i koniunktury, iż są jak chorągiewki na wietrze?

Tak mówimy. Bo tak jest. Ale czym innym jest owa chwiejność w swoich przekonaniach, a czym innym jest oddanie się do dyspozycji Jezusa i gotowość zmiany – podkreślmy to bardzo, bardzo mocno: na Jego polecenie i pod Jego kierunkiem – swojego myślenia. Chodzi więc o to, abyśmy byli gotowi do zmiany tego swojego myślenia na myślenie coraz bardziej Jezusowe. To znaczy – idąc dalej w naszej refleksji – byśmy byli jak ta plastyczna glina, ale w rękach Jezusa, a nie innych ludzi. A jeżeli innych ludzi, to tylko tych, którzy są dla nas znakiem lub głosem Jezusa!

Wtedy – jak najbardziej – powinniśmy być zawsze gotowi na to, by swoje myślenie i działanie „dopasowywać” do tego Jezusowego. By nasze życie przybierało kształt coraz bardziej odpowiadający oczekiwaniom i wizji tego jedynego Garncarza, jakim jest Jezus. A wtedy okaże się, że w oczach ludzi będziemy znakiem wielkiej stałości i konsekwencji w poglądach i postawach.

Bo wierność Jezusowi – nawet, jeżeli w Jego ręku w naszym myśleniu i działaniu dokonują się zmiany – w oczach świata uchodzi nieraz wręcz za oznakę jakiegoś skostnienia, zacofania, zamknięcia na świat i na nowoczesność. Tylko ten świat i ta nowoczesność powoduje, że człowiek coraz bardziej brnie zło. Bo i tak, i tak, zmienia swoje zdanie – i zmienia całego siebie – ale na gorsze! Kiedy jesteśmy niczym glina w rękach ludzi – ale nie tych z kręgu Jezusa, tylko w mocy dzisiejszego świata – owe zmiany kształtu naszego życia dokonują się jeszcze szybciej i w jeszcze większym chaosie! Ale – by to jeszcze raz powtórzyć – na gorsze!

Bo świat tego właśnie od nas oczekuje – byśmy byli zawsze do jego dyspozycji, niczym na kiwnięcie palcem. Tylko, że wtedy szybko przekonamy się, że w ogóle nie wiemy, po co żyjemy i dokąd pędzimy. I w ogóle – już nic tak naprawdę nie będziemy wiedzieli… Natomiast bycie jak glina w ręku Jezusa – to właśnie wierność Jego zasadom i świadectwo stałości, dawane temu rozbieganemu i pogubionemu światu. Bo Jezus formuje nas tylko ku dobremu!

Dlatego tak ważna jest nasza dyspozycyjność i najlepiej rozumiana „elastyczność” w relacjach z Jezusem. Czyli – gotowość i chęć zmiany swojego myślenia, ale pod kierunkiem Jezusa i zgodnie z Jego wizją, a nie z oczekiwaniami ludzi.

A Jezus wcale nie oczekuje od nas, żebyśmy odrzucili wszystko, co jest naszym doświadczeniem, jakie zdobyliśmy na przestrzeni kolejnych lat swego życia. Zobaczmy, że nawet od uczonych w Piśmie i faryzeuszy nie oczekiwał całkowitego porzucenia ich doświadczenia, wiedzy i poglądów. Powiedział dziś natomiast: Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare.

Właśnie! Tego oczekiwał od nich: połączenia ich dotychczasowego doświadczenia z tą nowością, którą On przyniósł. To się dało zrobić! A że oni w większości nie chcieli – bo nawet nie tyle, że nie potrafili, czy nie wiedzieli, jak to zrobić, ale z powodu swej pychy nie chcieli – to już ich problem.

Dlatego i my, pomni na dzisiejsze pouczenie Jezusa, kształtujmy swoje myślenie: swój pogląd na Boga, na świat i na drugiego człowieka; swój osobisty styl życia i postępowania – w pełnej zgodzie z poglądem Jezusa. Codziennie ponawiajmy – w sposób świadomy i pewny – naszą zgodę na to, by być w Jego ręku jak owa plastyczna glina, którą On może dowolnie kształtować.

A w praktyce oznacza to: miejmy swoje zasady wobec świata i brońmy ich, nie ulegajmy sugestiom ludzi ani zmieniającym się zewnętrznym okolicznościom, natomiast każdego dnia kontrolujmy, czy aby to nasze myślenie i te nasze zasady, poglądy i przekonania, nie zaczynają oddalać się od Jezusowych, a coraz bardziej stawać się tylko i wyłącznie naszymi, ciasnymi i egoistycznymi, zamykającymi nas nas na Jezusa i na drugiego człowieka.

Bo wtedy trzeba je jak najszybciej zmieniać, przywracając ów kształt naszego życia do tego właściwego, jaki chce mieć nasz Pan. Żeby nie trzeba było niczego tłuc albo kruszyć… Pozwólmy, by Jezus kształtował nas każdego dnia i w każdej chwili. Naprawdę – tylko na tym najlepiej wyjdziemy!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.