Odwaga prostoty

O

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Rafał Szewczak, za moich czasów – Lektor w Parafii w Radoryżu Kościelnym, a obecnie Ojciec Rodziny, mieszkający w Warszawie, Człowiek mi bardzo bliski i życzliwy, z którym pozostaję w stałym kontakcie;

Jakub Biernacki – należący w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej w Trąbkach.

Życzę Jubilatom, aby całym sercem zawsze trwali przy Panu i świadczyli o Nim swoim codziennym życiem. Zapewniam o modlitwie!

Drodzy moi, pozdrawiam Was… z Siedlec. Nie z Kodnia, chociaż to zapowiadałem. Owszem, dotarłem wczoraj do Kodnia – nawet z bagażami, z zamiarem zostania – ale ostatecznie postanowiłem wrócić. Już na etapie ustalania tego pobytu miałem sugestię Pani Teresy – o której wiele razy Wam pisałem, bo od wielu lat posługuje Ona w tym Sanktuarium, będąc jego dobrym Duchem – by wybrać sobie inny czas pobytu, bo teraz nie będzie tu spokojnie… Dlatego nawet jadąc wczoraj, myślałem, że może faktycznie nie jest to najlepszy pomysł.

Trwają bowiem przygotowania do Odpustu 15 sierpnia, przybywa coraz więcej gości – szczególnie tych duchownych – a ja i tak miałem opuścić pokój 13 sierpnia, bo nie planowałem udziału w Odpuście. Mając zatem to wszystko na uwadze – a szczególnie: ten cały harmider, jaki tam ma teraz miejsce i coraz bardziej narasta – postanowiłem oddać klucz do pokoju, który już miałem w ręku i zabrać kilka rzeczy, które tam zostawiłem, i jednak wyjechać.

Przyznaję, że nic takiego nigdy mi się jeszcze nie zdarzyło. Sytuacja odwrotna – owszem. Szczególnie w czasie lub zaraz po tak zwanej pandemii. Wtedy nieraz, jak zajeżdżałem do Kodnia, to słyszałem na furcie pytanie: „To co, pokoik?…” I nieraz był pokoik – tak z dnia na dzień. A właściwie, to wtedy miałem jeden pokoik tylko dla siebie, nawet klucz do niego woziłem ze sobą i pościeli nie zdejmowałem, kiedy wyjeżdżałem. I takie spontaniczne zamieszkania co i raz się zdarzały.

Nie było natomiast sytuacji, w której miałem już „pokoik” i z niego zrezygnowałem. Kiedy jednak przypomnę sobie pamiętny Odpust sprzed trzech lat – połączony z Rekoronacją Obrazu – i to, co się wtedy działo, to uważam, że podjąłem wczoraj dobrą decyzję. Bo o wiele więcej spokoju znajdę w Siedlcach lub w Lublinie, niż w tych dniach w Kodniu.

Owszem, poszedłem sobie wczoraj na rozmowę z Matką – nawet na dwie, długie adoracje – aby obgadać to i owo. Także – by porozmawiać o Was. Ale potem wyjechałem. I dzisiaj jestem w Siedlcach, ale czy będę tu cały dzień – to zależy od kilku przynajmniej konkretnych czynników. Po prostu – czekam na rozwój sytuacji, na kilka telefonów. I albo zostanę tu dzisiaj na cały dzień, albo przeskoczę” do Lublina. Zobaczymy.

Tymczasem – najserdeczniej pozdrawiamy Pielgrzymów! Pamiętamy o Nich w modlitwie! Pielgrzymujemy duchowo wraz z Nimi! I bardzo liczymy na Ich pamięć o nas w Ich pielgrzymim trudzie i modlitwie…

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym i osobistym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wtorek 19 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Klary, Dziewicy,

11 sierpnia 2026., 

do czytań: Ez 2,8–3,4; Mt 18,1–5.10.12–14

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

To mówi Pan: „Ty, synu człowieczy, słuchaj tego, co ci powiem. Nie opieraj się, jak ten lud zbuntowany. Otwórz usta swoje i zjedz, co ci podam”. Popatrzyłem, a oto wyciągnięta była w moim kierunku ręka, w której był zwój księgi. Rozwinęła go przede mną; był zapisany z jednej i drugiej strony, a opisane w nim były narzekania, wzdychania i biadania.

A On rzekł do mnie: „Synu człowieczy, zjedz to, co jest przed tobą postawione. Zjedz ten zwój i idź przemawiać do Izraelitów”. Otworzyłem więc usta, a On dał mi zjeść ów zwój, mówiąc do mnie: „Synu człowieczy, nakarm się i napełnij wnętrzności swoje tym zwojem, który ci podałem”. Zjadłem go, a w ustach moich był słodki jak miód.

Potem rzekł do mnie: „Synu człowieczy, udaj się do domu Izraela i przemawiaj do nich moimi słowami”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł:

Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.

Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.

Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.

Prostota Boga, który dociera do człowieka drogami najbardziej oczywistymi i naturalnymi, naprawdę powinna nam dawać do myślenia.

Bo w pierwszym czytaniu słyszymy dzisiaj, że ze swoim słowem Bóg dociera do człowieka na sposób… kulinarny. Księga staje się pokarmem, który Prorok ma zjeść – i to tak dosłownie, w sposób fizyczny. Oczywiście, mamy do czynienia z wydarzeniem w jakimś sensie symbolicznym, być może była to do pewnego stopnia wizja, ale jednak dużo znaczy fakt, że Pan właśnie w ten sposób chciał swoje Słowo ludziom podarować. Stało się ono pokarmem.

A cóż powiedzieć o tym, że owym Pokarmem stało się Ciało Syna Bożego? I znowu, nie mówimy o dosłownym rozgryzaniu ręki czy nogi, bo Jezus znalazł naprawdę doskonały sposób, aby ten swój zamysł zrealizować. I go zrealizował. W ten prosty, tak łatwy do przyjęcia sposób, został ze swoim Kościołem już na stałe. Jako Pokarm.

Zatem, nie za pomocą gromów z nieba i trzęsienia ziemi – jeśli przypominamy sobie czytanie sprzed kilku dni – ale w kawałku chleba: delikatnym, kruchym, tak łatwo ulegającym zniszczeniu czy nawet zgubieniu… Cała potęga Boga – w tym małym kawałku. Jako Pokarm. I oto słowo tegoż Boga dzisiaj staje się pokarmem – chociaż może nietypowym, bo nie należy do codziennych naszych czynności lub zwyczajów jedzenie książek – aby w ten prosty sposób dotrzeć do ludzi!

I aby w ten sposób samemu stać się tak prostym, jak proste i szczere w swoich zachowaniach jest dziecko. O tym z kolei Jezus mówi nam w Ewangelii, w słowach: Zaprawdę powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.

Po czym dopowiada: Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie. Żeby już nie było żadnych wątpliwości, jak ważne w oczach Bożych jest «to małe».

Potwierdza to zresztą dalsza część wypowiedzi Jezusa, zawierająca obraz dobrze znany ludziom, zajmującym się na co dzień wypasem owiec – a była to na pewno jakaś znacząca część słuchaczy Jezusa. I to właśnie także do nich Jezus dzisiaj mówi: Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały.

Jako rzekliśmy, obraz – sam w sobie – na pewno znany był ówczesnym słuchaczom Jezusa. Ale już zakończenie tej historii – niekoniecznie… Wielokrotnie bowiem zwracaliśmy sobie uwagę na to, że żaden rozsądny i trzeźwo patrzący na rzeczywistość – także tę ekonomiczną – pasterz nie zrobi tego, co jakoby miał uczynić ten, opisywany przez Jezusa.

Bo żaden nie poświęci – a choćby tylko: nie narazi – całego stada dla jednej uciekinierki. I to z wielu względów: zarówno tego ekonomicznego, bo gdyby wilk rozproszył tę ponad dziewięćdziesiątkę, to straty byłyby o wiele większe, ale i z tych – nazwijmy to tak – porządkowych, bo specjaliści od chowu owiec zwracają uwagę, że taka uciekinierka, przywrócona do stada, raczej powtórzyłaby swój niecny postępek, tylko jeszcze wyprowadziłaby ze sobą kilka innych owiec.

Zatem, pomimo tego, że Jezus z takim przekonaniem i wręcz oczywistością zaczyna ten swój wywód od słów: Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała to odpowiedź jest tu jednoznaczna i nie budzi żadnych wątpliwości: Nie! Nie pójdzie! I tak się właśnie zdaje każdemu rozsądnemu słuchaczowi tej przypowieści, każdemu parającemu się tym fachem od lat: nie pójdzie szukać jednej owcy! Po prostu – poświęci ją dla dobra stada.

Ale Jezus mówi to, co mówi i tak, jak mówi, aby podkreślić i przekonać nas do tego, iż tak, jako owemu pasterzowi z Jego opowieści zależy nawet na tej jednej owcy, tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. Bo Bogu zależ na każdym z tych małych ! Dlatego sam staje się małym i niepozornym, cichym i pokornym – staje się dzieckiem, staje się sługą, staje się wręcz pokarmem, staje się wreszcie Ofiarą całopalną za zbawienie świata – uniża się, jak tylko może, a nawet bardziej – byle tylko do człowieka dotrzeć, ale i jemu udrożnić szlak, aby i on mógł do Niego, czyli do Jezusa, bez przeszkód dotrzeć.

Teraz – ruch po stronie człowieka. Po pierwsze – aby zauważył i docenił te zabiegi swego Boga, to uniżenie i poświęcenie – i te dary przyjął. I wszedł z Nim we współpracę. Po drugie zaś – by zechciał także dać coś z siebie. By dać – siebie! Samego siebie – i całego siebie! Bo tak właśnie Bóg oddaje się do dyspozycji człowieka: oddaje samego siebie i całego siebie. Sposobami najprostszymi z możliwych! Czy jestem gotów wejść w ten styl?

Kiedy piszę te słowa, to właśnie w tym momencie – w swoim podręcznym kalendarzu – natrafiłem na słowa Atoine,a de Saint–Exupery: „Pokora serca nie wymaga, byś się poniżał, lecz otworzył.” Właśnie…

Gdybym jednak szukał naprawdę przekonującego wzoru do tego, by – i jak – stać się człowiekiem prostym i otwartym na Boga i ludzi, to na pewno warto przyjrzeć się w świadectwu życia i postawy Patronki dnia dzisiejszego. A jest nią Święta Klara, Dziewica. Co o niej wiemy?…

Urodziła się w Asyżu, w 1193 lub 1194 roku. Była najstarszą z trzech córek pana Favarone z rycerskiego rodu Offreduccio i jego żony Ortolany. Jej matka, gdy była w stanie błogosławionym, w trakcie modlitwy miała usłyszeć słowa: Nie bój się, gdyż to dziecko zabłyśnie swym życiem jaśniej niż słońce!” Pod wpływem tych słów nadała dziewczynce imię Klara, co w języku łacińskim oznacza: „jasna”, „czysta”, „sławna”.

Klara wzrastała w atmosferze miłości i pobożności. Gdy miała dwanaście lat, w Asyżu zaczął swą działalność Święty Franciszek. Z czasem zaczął zdobywać coraz więcej ludzi, którzy poświęcali swe życie Bogu. Klara często spotykała się z nim, by zrozumieć jego słowa. Rodzice, zamożni mieszczanie, daremnie dwa razy usiłowali wydać córkę za mąż. Klara poprosiła bowiem Franciszka, by zwrócił się z prośbą do biskupa Asyżu, aby mogła stać się siostrą Braci Mniejszych.

W Niedzielę Palmową, 28 marca 1212 roku, z całą rodziną poszła do Porcjunkuli. Po poświęceniu palm, każdy odbierał palmę z rąk biskupa. Biskup Gwidon podszedł jednak sam do Klary i wręczył jej palmę – był to umówiony wcześniej znak zgody. Tej samej nocy dziewczyna wymknęła się z domu, by oddać życie Chrystusowi. Z rąk Franciszka otrzymała zgrzebny habit i welon zakonny. Po pewnym czasie przyłączyła się do niej jej siostra, Błogosławiona Agnieszka. Odmówiła powrotu do domu swoim krewnym, którzy przyjechali, by ją do tego przekonać.

Franciszek wystawił siostrom mały klasztor przy kościółku Świętego Damiana. Klara została jego pierwszą ksienią. Franciszek bardzo cieszył się z powstania tej rodziny żeńskiej. Kiedy bowiem bracia byli zajęci życiem apostolskim, klaryski miały dla nich stanowić zaplecze pokuty i modlitwy. Zakon nosił nazwę Pań Ubogich, potem nazwano je II Zakonem, a popularnie – klaryskami. W 1215 roku Papież Innocenty III nadał zakonowi Klary przywilej ubóstwa”. Siostry nie mogły posiadać żadnej własności, a powinny utrzymywać się jedynie z pracy swoich rąk.

Odtąd San Damiano stało się kolebką nowego Zakonu. Wstępowały do niego głównie córki szlacheckie, pozostawiając wszystko i wybierając skrajne ubóstwo. Swoje żarliwe modlitwy Klara wspierała surowym życiem, częstymi postami i nocnymi czuwaniami. Dokonywała już za życia cudów: cudownie rozmnożyła chleb dla głodnych sióstr, uzdrawiała je, wyjednała im opiekę Jezusa.

Pod koniec życia doznała cudownej łaski: oto kiedy nadeszła noc Narodzenia Pańskiego, osłabiona i chora pozostała na swym posłaniu. Otrzymała jednak łaskę widzenia i słyszenia Pasterki, odprawianej w pobliskim kościele. Z tego też powodu po latach uznana została za Patronkę telewizji.

Po śmierci Franciszka cały trud utrzymania zakonu spadł na jej barki. Klara w klasztorze Świętego Damiana żyła przez czterdzieści dwa lata. Wyczerpujące posty, umartwienia i czuwania spowodowały, że 11 sierpnia 1253 roku odeszła do Pana. Następnego dnia odbył się jej uroczysty pogrzeb, któremu przewodniczył Papież Innocenty IV. Jej ciało złożono w grobie, w którym przedtem spoczywało ciało Świętego Franciszka. Już dwa lata później, a więc w 1255 roku, Papież Aleksander IV, po zebraniu koniecznych materiałów kanonizacyjnych, ogłosił ją Świętą.

Wpatrzeni w jej niezwykłe życie, ale też zasłuchani w dzisiejsze Boże słowo, zastanówmy się raz jeszcze, ile jest w nas pragnienia i zapału, by stać się prostymi i małymi przed Bogiem?… Czy stać nas na odwagę prostoty i uniżenia?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.