Szczęść Boże! Drodzy moi, nie wspomniałem tu nic o Uroczystościach odpustowych, jakim w ostatnią niedzielę przewodniczyłem w Parafii w Kobylanach. Bardzo dziękuję Panu naszemu, Jezusowi Miłosiernemu, za tę możliwość. Dziękuję Matce naszej, Pani Kodeńskiej (do Kodnia jest stamtąd bardzo blisko), Matce Miłosierdzia.
Dziękuję Księdzu Pawłowi Kobiałce, Proboszczowi Parafii – a do zeszłego roku: Wikariuszowi mojej Parafii rodzinnej – za zaproszenie i zaufanie. I za świadectwo pięknie realizowanej posługi kapłańskiej i proboszczowskiej: ta Parafia, choć bardzo mała, jest wewnętrznie bardzo zżyta i – powiedziałbym – ambitna! Ci ludzie wybudowali kościół – nie za duży, ale bardzo funkcjonalny i ładny – a teraz, wraz z Proboszczem, budują plebanię. Prace są zaawansowane i postępują szybko.
Nade wszystko jednak – zachwyca i ogromnie cieszy tam duch rodziny, duch wspólnoty, zaangażowanie tak wielu Osób w tworzenie codziennego dobra duchowego i materialnego. Dość wspomnieć, że po Mszy Świętej odpustowej i po procesji, Ksiądz Proboszcz zaprosił nas, Księży, na obiad do miejscowego gminnego ośrodka kultury, całkiem niedawno zbudowanego, a Wierni mieli przy kościele rodzinny piknik: był bigos, ciasto, jakieś napoje, był kiermasz książek i tak zwany popcorn (czy jak to się pisze…).
Ale nade wszystko – był niesamowity duch radości i wspólnoty, że jesteśmy u siebie, jesteśmy wspólnotą, że chcemy tej Parafii. Jest to bowiem młoda Parafia i niekoniecznie wszyscy „na górze” (nie chodzi o Pana Boga) jej chcieli. A Oni pokazują każdego dnia, że naprawdę są w stanie zadbać o Parafię i utrzymać Proboszcza.
Za co Proboszcz odwdzięcza się Im niesamowitym otwarciem serca i zaangażowaniem. Co prawda, musieli się nieco przyzwyczaić do Jego specyficznego poczucia humoru i bardzo oryginalnego stylu, ale już to mają za sobą. Pytałem Ich o to na zakończenie Mszy Świętej.
Ale wtedy właśnie, na zakończenie, Ksiądz Paweł powiedział jeszcze zdanie, które mnie do głębi poruszyło. Bo powiedział do swoich Parafian, że to, jakim jest księdzem i jak Go postrzegają – a On wie, jak Go postrzegają – to w dużej mierze zawdzięcza właśnie mi. I temu, jak wprowadziłem Go w życie seminaryjne i w kapłaństwo. Przyznaję, że zupełnie nie spodziewałem się takiego świadectwa. Owszem, mieliśmy na tyle dobre relacje przez rok w Seminarium (Paweł był wtedy na pierwszym roku, a ja byłem już diakonem), że zaprosiłem Go na Prymicję i poprosiłem o pierwsze czytanie. Dziś wspominamy, że był to Jego pierwszy kontakt z Parafią, w której potem miał być wikariuszem. Ale przez następne lata – jak sam to ujął w tym niedzielnym podziękowaniu – te nasze drogi przecinały się z różną częstotliwością. Bo tak było. Zawsze mieliśmy o czym pogadać, kiedy się spotykaliśmy, ale nie myślałem, że On to widzi w taki właśnie sposób.
Dlatego było to dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale też jest to teraz dla mnie wielkim zobowiązaniem, aby wziąć Pawła pod szczególną duchową opiekę i bardzo intensywnie modlić się za Niego i codziennie Mu błogosławić – tak, jak robię to wobec pewnej liczby Osób, zapisanych w mojej ZŁOTEJ KSIĘDZE MODLITWY, umieszczonych w (jak ją określam) ZŁOTEJ KOMNACIE. Będę się czuł bardzo odpowiedzialny przez Panem naszym za Pawła – jak za duchowego Syna – i za Jego kapłaństwo. Skoro droga ta zaczęła się pod moim okiem… Raz jeszcze dziękuję za zaproszenie i za możliwość doświadczenia atmosfery rodziny!
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lasek, do których dotarłem wczoraj, tuż przed 19:00. Po kolacji była pierwsza konferencja. Rekolekcjom przewodniczy Ksiądz Waldemar Kluz, Kapłan z Archidiecezji Przemyskiej, od kilku lat mieszkający w Laskach.
Od pierwszych chwil – i dzisiaj, od rana – naprawdę cieszymy się wszyscy tym spotkaniem! Wszak znamy się już od lat – nasze Grono w niewielkim tylko stopniu się zmienia. Zawsze ktoś nowy dojedzie, ale zasadniczo znamy się i mamy o czym rozmawiać przy każdym spotkaniu.
A więcej o miejscu, w którym jesteśmy – i o innych ważnych miejscach, w jakich mogę się ostatnio znajdować – wspomnę jutro. Dzisiaj już zamieszczam rozważanie, bo zaraz kolejna konferencja rekolekcyjna, potem inne spotkania. Od rana miałem tu pewne problemy z połączeniem internetowym, ale już wszystko w porządku.
Wspomnę tylko, że jesteście obecni w moim sercu i w moich modlitwach.
Zapraszam zatem do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Poniżej zaś – słówko Szymona Sali. I znowu – kilka mocnych stwierdzeń, nawet kontrowersyjnych! Bo czyż wiara może burzyć jedność, czy raczej ją wyłącznie budować?… Szymon jednak pokazuje nam sytuację, w której specyficznie pojmowana wiara rzeczywiście… no, właśnie. Jest jeszcze kilka ciekawych, intrygujących, a wręcz mocnych stwierdzeń. Myślę, że je zauważacie.
A dla mnie – to rozważanie jest kolejnym dowodem na niesamowicie intensywny duchowy rozwój Szymona, z czego jestem ogromnie dumny! Bo ciągle pamiętam początek naszej znajomości… A dzisiaj widzę, słyszę i czytam człowieka, którego bez chwili wahania wysłałbym na najważniejsze ambony, aby głosił ludziom Boże słowo. Dziękuję, Szymonie! Niech Panu naszemu będzie wielka i wieczna chwała!
Zatem, co Pan mówi do mnie dzisiaj – do mnie: konkretnie i osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wtorek 2 Tygodnia Wielkanocy,
14 kwietnia 2026.,
do czytań: Dz 4,32–37; J 3,7–15
CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy mieli wielką łaskę.
Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze ze sprzedaży, i składali je u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby.
Tak Józef, nazywany przez apostołów Barnabas, to znaczy „Syn Pocieszenia”, lewita rodem z Cypru, sprzedał ziemię, którą posiadał, a pieniądze przyniósł i złożył u stóp apostołów.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Jezus powiedział do Nikodema:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”.
W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: „Jakżeż to się może stać?”
Odpowiadając na to, rzekł mu Jezus: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego.
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”.
A OTO SŁÓWKO SZYMONA SALI:
Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli. Jakże nam tego dzisiaj brakuje. Jedność jest czymś wyjątkowym, a w naszych czasach również deficytowym. I może w naszych bliskich relacjach doświadczamy jedności: ze współmałżonkiem, bratem, przyjacielem. To publiczne dostrzeżenie jedności graniczy praktycznie z cudem.
I nie są to zbyt mocne słowa – wystarczy spojrzeć na rządzących, którzy w żadnym aspekcie się nie zgadzają, a często jest tak po prostu „dla zasady”. Media, które zamiast pokazywać jedność, nieproporcjonalnie za dużo pokazują zła i rozłamów, bo to się lepiej ogląda. Czy nawet sam Kościół, który powołany jest do budowania jedności, często buduje ją poprzez milczenie i ustępliwość. Dlaczego żyjemy teraz w takim społeczeństwie?
Może odpowiedź jest prosta. Pierwsze zdanie z dzisiejszego czytania jasno wskazuje, że jedność panowała między tymi, którzy uwierzyli. Czy jedność może wynikać z wiary? Bardzo prawdopodobne. Ale czy dzisiejszy świat nie wylał dziecka z kąpielą? Bo wygląda na to, że chcąc odrzucić wiarę – odrzucił również jedność.
Świat to są ludzie, a ludźmi jesteśmy my, a my – to również ja. Dlatego może warto postawić takie pytanie sobie: Czy moja wiara buduje jedność?
Niestety zdarza się, że wiara buduje rozłam. Często można to zauważyć w sytuacjach, gdzie ścierają się poglądy tradycjonalistyczne z tymi charyzmatycznymi. Ale nie tylko tak pojmowana wiara wprowadza rozłam. Bo chyba jeszcze większy rozłam wprowadza pieniądz, który wpływa na wszystkich – nie tylko na osoby wierzące. Dzisiejszy fragment czytania – tak się składa – pokazuje, jak właściwie podchodzić właśnie do tego aspektu.
Przyjrzyjmy się jak na pieniądze patrzyli apostołowie: Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. […] Nikt z nich nie cierpiał niedostatku, bo właściciele pól albo domów sprzedawali je i przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży, i składali je u stóp apostołów. Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Czy to oznacza, że mamy się dzielić wszystkim ze wszystkimi?
W idealnym świecie zapewne można byłoby dojść do takiego stanu, ale w obecnym czasie i kontekście – raczej byłoby to naiwne podejście. Trzeba zwrócić uwagę na to, że apostołowie mieli wszystko wspólne, ale we wspólnocie. Z tego wynika, że każdy wiedział, na czym polega wspólne posiadanie majątku. Bo jak często można zauważyć, nie każdy człowiek to właściwie rozumie. Wystarczy przejść się po mieście, by zobaczyć zniszczone ławki, zamazane przystanki czy śmieci na chodniku.
Co więcej, podejście apostołów pokazuje, że to nie pieniądz powoduje rozłam, ale sposób, w jaki się nim posługujemy. Potrafili oni budować jedność w każdym obszarze życia, nawet tym finansowym. Ale co jest kluczowe w tym fragmencie: Każdemu też rozdzielano według potrzeby. Nie po równo, ale właśnie według potrzeby – tak, aby nikt z nich nie cierpiał niedostatku.
Pieniądze są tutaj na ziemi ważne, ale wróćmy jeszcze do jedności, która przecież jest wieczna, a którą buduje się już teraz w relacjach. W relacjach, które z kolei buduje się, pracując nad samym sobą. Często spotykamy się ze stwierdzeniem czy radą, że mamy pracować nad sobą. Myślę, że stało się to już trochę „startym” stwierdzeniem, na które nikt już za bardzo nie zwraca uwagi.
Jednakże o tym samym mówi dziś Chrystus, wyrażając się może trochę bardziej radykalnie: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Pójdźmy w takim razie za pytaniem Nikodema: Jakżeż to się może stać? No, właśnie! Jak mamy stawać się lepszą wersją samego siebie, jak powtórnie się narodzić? Słyszymy to właściwie już od Jezusa, zanim Nikodem zadał to pytanie, w słowach: Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.
Ta nasza zmiana dokonuje się przez Ducha Świętego. Ktoś mógłby zadać pytanie: „Ale jak przez Ducha Świętego? Przecież Go nie widać!” Wiatru w sumie też nie widać, ale to, co powoduje, jest już widoczne.
I to jest wskazówka dla nas, bo często w głębi serca czujemy, że powinniśmy coś zrobić – i choć nie wiemy co będzie dalej, to jednak może warto właśnie zaryzykować i płynąć z wiatrem, jakim jest Duch Święty?…
