Powiedz tylko słowo…

P

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywają:

Mirosław Oleszczuk, mój Wujek, Brat Mamy, któremu serdecznie dziękuję za życzliwość i jasne zasady, którymi się konsekwentnie kieruje w życiu oraz za świadectwo intensywnego poszukiwania prawdy;

Siostra Iwona Jagiełka – Siostra od Aniołów, współpracująca w swoim czasie z Księdzem Markiem w Surgucie.

Imieniny natomiast przeżywają:

Ksiądz Władysław Trojanowski – za czasów mojej posługi: Proboszcz Parafii w Tłuszczu, w Diecezji warszawsko – praskiej;

Władysława Kłucińska, moja Ciocia, Siostra Taty.

Wszystkich świętujących otaczam modlitwą, życząc świateł i natchnień Bożych!

Drodzy moi, dzisiaj znowu jestem w Siedlcach i pracuję na miejscu. Postaram się jak najmniej wychodzić – wszak bardzo źle znoszę upały. Jutro już nie będę miał takiej możliwości, bo pojadę na Parafię. A skoro dzisiaj naprawdę nie muszę niczego załatwiać na zewnątrz, to nie wychodzę. Chyba, że zdarzy się jakaś niespodzianka, na którą oczywiście – ze strony Pana naszego – szeroko otwieram serce!

Drodzy moi, dzisiaj w niektórych Diecezjach i Zakonach obchodzone jest wspomnienie – albo święto lub uroczystość – Najświętszej Maryi Panny nieustającej Pomocy. Dziwię się, że nie jest to przynajmniej wspomnienie obowiązkowe w całym Kościele – jeśli wziąć pod uwagę intensywność kultu tej tajemnicy w życiu naszych Parafii. Dlatego włączam to wspomnienie do dzisiejszego rozważania.

Teraz zaś zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan konkretnie mówi dzisiaj do mnie? Czego ode mnie oczekuje? Niech Duch Święty pomoże właściwie odczytać!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 12 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie własne

Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy,

27 czerwca 2026.,

do czytań: Lm 2,2.10–14.18–19; Mt 8,5–17

CZYTANIE Z KSIĘGI LAMENTACJI:

Zburzył Pan bez litości wszystkie siedziby Jakuba; wywrócił w swej zapalczywości twierdze Córy Judy, rzucił o ziemię, zbezcześcił królestwo i możnych.

Usiedli na ziemi w milczeniu starsi Córy Syjonu, prochem głowy posypali, przywdziali wory; skłoniły głowy ku ziemi dziewice jerozolimskie.

Wzrok utraciłem od płaczu, drgają me trzewia, żółć się wylała na ziemię przez klęskę Córy mego ludu, gdy słabły niemowlę i dziecię na placach miasta.

Do matek swoich mówiły: „Gdzie żywność i wino?” Padały jak ciężko ranione na placach miasta, gdy uchodziło z nich życie na łonie ich matek.

Jak cię pocieszyć? Z czym porównać, Córo Jeruzalem? Co ci przyrównać, by cię pocieszyć, Dziewico, Córo Syjonu? Gdyż zagłada twoja wielka jak morze. Któż cię uleczy?

Prorocy twoi miewali dla ciebie widzenia próżne i marne, nie odsłonili twojej złości, by od wygnania cię ustrzec; miewali dla ciebie widzenia zwodnicze i próżne.

Wołaj sercem do Pana, Dziewico, Córo Syjonu; niech łzy twe płyną jak rzeka we dnie i w nocy; nie dawaj sobie wytchnienia, niech źrenica twego oka nie zna spoczynku.

Powstań, wołaj po nocy do straży porannej, wylewaj swe serce jak wodę przed Pańskim obliczem, podnoś do Niego swe ręce o życie twoich niemowląt, które padały z głodu na rogach wszystkich ulic.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”.

Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”.

Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Do setnika zaś Jezus rzekł: „Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś”. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.

Gdy Jezus przyszedł do domu Piotra, ujrzał jego teściową, leżącą w gorączce. Ujął ją za rękę, a gorączka ją opuściła. Wstała i usługiwała Mu.

Z nastaniem wieczora przyprowadzono Mu wielu opętanych. On słowem wypędził złe duchy i wszystkich chorych uzdrowił. Tak oto spełniło się słowo proroka Izajasza: „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”.

To wszystko, co opisane zostało w pierwszym dzisiejszym czytaniu, można by skwitować tak naprawdę jednym zdaniem: Jerozolima została zburzona. Tak by to pewnie wybrzmiało w serwisach światowych, w mediach różnego rodzaju, w przekazie różnych stacji telewizyjnych, radiowych i na portalach internetowych. Owszem, z pewnością opisano by skalę zniszczeń, zapewne także odpowiednio dozując dawkę sensacji, bo to właśnie w ten sposób najskuteczniej zdobywa się widzów i słuchaczy.

Jednak w tym dzisiejszym przekazie jest coś, co go zdecydowanie odróżnia od innych, tego typu wiadomości. Bo choć mamy dzisiaj informację o tym, że dokonało się zniszczenie Miasta świętego, a historycy są w stanie wskazań, iż stało się to 586 roku przed Chrystusem, to jednak w dzisiejszym opisie odnajdujemy coś więcej: odnajdujemy cały ładunek emocji, bólu, przeżyć narodu, który doświadczył nie tylko klęski politycznej czy militarnej, ale nade wszystko – doświadczył ogromnej klęski moralnej!

Bo to nie tylko miasto – jako takie – zostało zniszczone. Takich miast i takich wydarzeń w historii świata mamy aż nadto wiele. Całe miasta – ba, nawet całe imperia – rozpadały się jak domki z kart. Chociaż wydawało się ich władcom, że sami są nieśmiertelni, a potęga ich imperiów jest nienaruszalna, to jednak wszyscy oni odeszli w niesławie, często także w niepamięci, a jeżeli się o nich wspomina, to mniej więcej tak, jak o Piłacie w Credo, czyli w Wyznaniu wiary.

On ma tam zapewnione trwałe miejsce i będzie wspominany, dokąd będzie istniał Kościół i chrześcijanie będą wypowiadać słowa tegoż Wyznania, ale raczej nie na takiej sławie mogło mu kiedykolwiek zależeć… Tak i ci, wspomniani tu władcy wielkich imperiów, chcieli zapewnić sobie nieśmiertelność na kartach historii – i wielu sobie zapewniło. Ale chyba nie na takim wspomnieniu, jakie teraz towarzyszy ich imionom, najbardziej im zależało…

Dodajmy tylko, że do dziś wszyscy ci, którym marzy się pozycja wielkich liderów światowej polityki, albo nawet ulegają jakimś mrzonkom o mocarstwowości – dlatego napadają na inne kraje, chcąc je zagarnąć – popełniają ten sam błąd, co ich mocarstwowi poprzednicy, żywiąc przekonanie, że nawet jeśli wszystkim przed nimi nie udało się takiej wiecznej potęgi zbudować, to im się akurat uda.

A niby dlaczego miałoby się udać, skoro realizują te swoje wizje dokładnie w taki sam sposób, jak wszyscy przed nimi, czyli nienawiścią, agresją, pychą, zazdrością i totalną głupotą, doprowadzoną do szaleństwa? Fundują oni innym w ten sposób tylko ból, łzy i nieszczęście. I właśnie takie przeżycia, o jakich dziś mowa w pierwszym czytaniu.

Ale wydaje się w historii, dzisiaj opisanej, mamy do czynienia z jakimś szczególnie wielkim dramatem. Oto bowiem klęskę poniósł naród wybrany, przez Boga szczególnie umiłowany, przez Boga prowadzony i osłaniany – i pokładający w Nim nadzieję! Czyżby zatem Bóg zapomniał o swym ludzie? Czyżby – może tylko na chwilę, ale jednak – odwrócił od niego uwagę? Autor Księgi Lamentacji tak pisze: Zburzył Pan bez litości wszystkie siedziby Jakuba; wywrócił w swej zapalczywości twierdze Córy Judy, rzucił o ziemię, zbezcześcił królestwo i możnych. Czy to jednak naprawdę Pan zburzył?…

obliczu tego, co się stało – jak dalej słyszymy – usiedli na ziemi w milczeniu starsi Córy Syjonu, prochem głowy posypali, przywdziali wory; skłoniły głowy ku ziemi dziewice jerozolimskie. A dalej mówi już – w pierwszej osobie – Autor biblijny, zapewne wyrażając przeżycia dotkniętego klęską narodu: Wzrok utraciłem od płaczu, drgają me trzewia, żółć się wylała na ziemię przez klęskę Córy mego ludu, gdy słabły niemowlę i dziecię na placach miasta. Do matek swoich mówiły: „Gdzie żywność i wino?” Padały jak ciężko ranione na placach miasta, gdy uchodziło z nich życie na łonie ich matek.

Stąd oczywiste pytania: Jak cię pocieszyć? Z czym porównać, Córo Jeruzalem? Co ci przyrównać, by cię pocieszyć, Dziewico, Córo Syjonu? Gdyż zagłada twoja wielka jak morze. Któż cię uleczy?

I może przyczyną takiego stanu rzeczy jest to właśnie, iż – jak mocno i konkretnie zostało stwierdzone – prorocy twoi miewali dla ciebie widzenia próżne i marne, nie odsłonili twojej złości, by od wygnania cię ustrzec; miewali dla ciebie widzenia zwodnicze i próżne.

Zauważmy z całą jasnością, że przyczyną takiego stanu rzeczy jest przede wszystkim jest to, co Autor biblijny nazywa tu «twoją złością», a dopiero na drugim miejscu należałoby umieścić fakt, iż prorocy przed tym nie ostrzegali i na to nie wskazywali. Zauważmy także, iż mowa tu jest o «prorokach twoich», czyli nie o Prorokach Pańskich, a jakichś domorosłych, samozwańczych, w żaden sposób nie upoważnionych do pouczania narodu w jakichkolwiek kwestiach. Bo z tego nieuprawnionego pouczania rodzi się to właśnie, o czym dzisiaj sobie mówimy: klęska i nieszczęście!

Owi fałszywi prorocy «nie odsłaniali» przed narodem jego «złości», snując przed nim widzenia próżne i marne, […] zwodnicze i próżnezapewne dlatego, że nie chcieli zrażać sobie narodu, nie chcieli popaść w jakąkolwiek niełaskę, z czym na pewno wiązałoby się powiedzenie narodowi całej brutalnej prawdy o nim. Taką prawdę mogli powiedzieć – i mówili – tylko prawdziwi Prorocy, Boży Prorocy, a nie ci „urzędowi”, na „etacie państwowym”, „zamówieni”, „ustawieni”, „dogadani”… Oni mówili narodowi tylko to, co naród chciał usłyszeć, podczas gdy należało mówić to, co chciał przekazać Bóg, a co wcale nie sprawiałoby żadnej satysfakcji narodowi, ale mogłoby ustrzec go przed nieszczęściem, jakie się właśnie dokonało.

Mogłoby jednak ustrzec tylko wtedy, kiedy naród posłuchałby ostrzeżeń prawdziwych Proroków. Oni nigdy nie uchylali się od mówienia prawdy – co, niestety, często musieli przypłacić życiem… Natomiast naród nie słuchał ich ostrzeżeń, nie słuchał swego Boga, dlatego Pan pozwolił im po prostu odczuć skutki ich własnej postawy. To właśnie o tym mówimy za każdym razem, kiedy doświadczamy czegoś, co bardzo łatwo nazywamy „karą Bożą”, „surowością Boga”, „odwróceniem się Boga od człowieka”, a co tak naprawdę jest odwróceniem się człowieka od Boga, zamknięciem się człowieka na ostrzeżenia, kierowane do niego przez Boga.

I stąd biorą się te nieszczęścia, o których tu dzisiaj mówimy, a które niejednokrotnie w historii narodu wybranego się zdarzały – i które w naszej osobistej historii także niejednokrotnie się zdarzały. W dzisiejszym opisie – wróćmy do tego spostrzeżenia – mamy do czynienia z bardzo dramatycznym opisem, pełnym emocji, pełnym bólu, rozterki, zagubienia, totalnego moralnego rozbicia i pogrążenia, całkowitego duchowego „zdołowania”! Jeszcze raz podkreślmy: to nie jest zwykły przekaz medialny, zwykła relacja o jakimś tam konflikcie zbrojnym, których tyle opowiada nam historia.

To zapis niesamowitego dramatu duchowego, klęski moralnej, nie mówiąc już o upadku prestiżu, dumy narodowej, czy pozycji historycznej. Upadek – we wszystkim możliwych wymiarach i znaczeniach tego słowa. Dramat całkowity. Klęska totalna. Ale – czy ostateczna? Czy już nie ma żadnej nadziei? Czy już wszystko przegrane?

Autor biblijny jest przekonany, że nie, skoro tak dzisiaj usilnie zachęca: Wołaj sercem do Pana, Dziewico, Córo Syjonu; niech łzy twe płyną jak rzeka we dnie i w nocy; nie dawaj sobie wytchnienia, niech źrenica twego oka nie zna spoczynku. Powstań, wołaj po nocy do straży porannej, wylewaj swe serce jak wodę przed Pańskim obliczem, podnoś do Niego swe ręce o życie twoich niemowląt, które padały z głodu na rogach wszystkich ulic.

Tak, potrzeba łez, potrzeba żalu za zło i refleksji nad swoim postępowaniem! Potrzeba wręcz, aby takie wspomnienie zabolało! Ale po to, aby uleczyło! A jedynym, który może uleczyć jest Pan. Dlatego nie ma co kombinować i jeszcze bardziej komplikować sobie życia; nie ma co unosić się honorem i obrażać na Boga, tylko dokładnie odwrotnie: całym sercem ku Niemu się zwrócić! Powrócić do Niego! Ukorzyć się przed Nim! I Jego poprosić o pomoc!

Nawet w najgorszym po ludzku położeniu, nawet w obliczu największych obaw i lęków – tylko do Niego! On naprawdę jest w stanie wyprowadzić nas z każdego, nawet najbardziej dramatycznego położenia. Z każdej, po ludzku wręcz beznadziejnej sytuacji, ponieważ dla Niego takich sytuacji po prostu nie ma.

Był o tym przekonany – i tylko to przekonanie dzisiaj potwierdził – rzymski setnik, który zwrócił się do Jezusa z taką oto dramatyczną informacją, będącą w istocie także prośbą o pomoc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Jezus dobrze odczytał intencje swego rozmówcy, dlatego zareagował od razu: Przyjdę i uzdrowię go. Krótko i po prostu.

Ale tutaj padły słowa, które i samego Jezusa zachwyciły – i zapewne także wielu ludzi, którzy tam wtedy byli i je słyszeli: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”.

Otóż, właśnie! Pamiętajmy, setnik spojrzał na całą sprawę z pozycji, którą zajmował, a więc dobrze sobie znanej – z pozycji dowódcy wojskowego. A dowódca zwyczajnie wydaje rozkaz, który żołnierz ma wykonać. I tyle w temacie. Ma taką władzę, więc z niej korzysta. Dlatego oczywistym dla setnika było, że skoro Jezus ma władzę dużo większą od niego, to wystarczy, że powie tylko słowo i „zdalnie” rozwiąże problem, bez potrzeby udawania się na miejsce.

Trudno się dziwić zachwytowi Jezusa nad tak wielką wiarą tego człowieka, który był – podkreślmy to z całą mocą – dowódcą wojska okupacyjnego! Ale w tym momencie okazał się on dla nas wszystkich wielkim wzorem wiary! Tak wielkim, iż jego słowa, którymi dzisiaj zachwycił Jezusa, my – choć w formie nieco zmodyfikowanej, ale z zachowaniem sensu – powtarzamy w czasie każdej Mszy Świętej, tuż przed przyjęciem Komunii Świętej! Rzymski żołnierz – a taka wiara… I przekonanie, że tylko Jezus może pomóc! I że nawet ów ciężki paraliż, który dotknął sługę celnika, nie stanowi żadnej trudności dla kogoś, kto ma tak wielką władzę, jak Jezus.

Dlatego do Niego – i tylko do Niego – należy się zwrócić! Nawet pomimo niekorzystnego kontekstu społecznego czy historycznego, czy poczucia beznadziejności całej sytuacji. Tylko Jezus może poratować! I poratował. A całą sytuację tak skomentował: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i zachodu, i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Zatem, to nie pochodzenie z tego, czy innego narodu; nie pozycja społeczna, wykształcenie, zdolności, układy czy cokolwiek innego jest w stanie zaradzić trudnej sytuacji – ale totalna ufność, położona w Jezusie! Tylko tyle – aż tyle! Całkowite zaufanie, że On jest w stanie i naprawdę chce pomóc. Ale jeszcze ja muszę chcieć. Tak, chcieć i odważyć się – zaufać mimo wszystko i wbrew wszystkiemu! Nawet wbrew ludzkiej logice i doświadczeniu historycznemu czy jakiemukolwiek innemu! Zaufać! On wszystko może! Naprawdę!

Uwierzmy w to! Uwierzmy w to wreszcie! Odważmy się…

Niech nam w kształtowaniu takiej postawy pomaga Matka Najświętsza, która sama dała najpiękniejszy przykład totalnego zawierzenia, a która codziennie wstawia się za nami, nieustannie pomagać nam gotowa. Ją to dzisiaj czcimy w tajemnicy Jej nieustającej pomocy. Co możemy powiedzieć o kulcie Maryjnym w tym ujęciu?

Tytuł Matki Bożej Nieustającej Pomocy jest na trwałe związany z dostojnym wizerunkiem Maryi, czczonym w Rzymie. Obraz namalowany na desce o wymiarach 54×41,5 cm, pochodzenia bizantyńskiego, przypomina niektóre stare ikony ruskie nazywane „Strastnaja”. Jego autorstwo jest przypisywane jednemu z najbardziej znanych malarzy prawosławnych wczesnego Średniowiecza, mnichowi bazyliańskiemu – S. Lazzaro.

Kiedy i w jakich okolicznościach Obraz powstał, a potem dotarł do Rzymu – nie wiemy. Według niektórych źródeł, został namalowany na Krecie w IX wieku; inne dane mówią o wieku XII i pochodzeniu z Bizancjum lub z klasztoru na świętej Górze Athos. Według legendy, do Europy Obraz został przywieziony przez bogatego kupca. Kiedy podczas podróży statkiem na morzu rozszalał się sztorm, kupiec ten pokazał Obraz przerażonym współtowarzyszom. Ich wspólna modlitwa do Matki Bożej ocaliła statek.

Po szczęśliwym przybyciu do Wiecznego Miasta, Ikona została umieszczona w kościele Świętego Mateusza, obsługiwanym przez augustianów. Z dokumentu z roku 1503 wynika, że w ostatnich latach XV wieku, Wizerunek był już w Wiecznym Mieście – czczony i uważany za łaskami słynący. Zwano go „Madonna miracolosissima”. Gdy w roku 1812 wojska francuskie zniszczyły kościół, mnisi wywędrowali do Irlandii. Po powrocie objęli kościół Świętego Euzebiusza. Kult cudownego Obrazu uległ wówczas pewnemu zaniedbaniu, na co wielu się skarżyło.

W grudniu 1866 roku, Pius IX powierzył Obraz redemptorystom, którzy umieścili go w głównym ołtarzu kościoła Świętego Alfonsa, przy via Merulana. Od tego czasu datuje się niebywały rozkwit kultu Matki Bożej Nieustającej Pomocy, propagowanego przez duchowych synów Świętego Alfonsa Marii Liguoriego. 23 czerwca 1867 roku, odbyła się uroczysta koronacja Obrazu. W roku 1876 powstało arcybractwo Maryi Nieustającej Pomocy i Świętego Alfonsa.

Równocześnie mnożyły się kopie, które redemptoryści umieszczali w swoich kościołach w wielu krajach, w tym także – na ziemiach polskich. Dla propagowania kultu, ponad stu autorów wydało rozmaite opracowania, powstały różnojęzyczne periodyki, poświęcone temu samemu celowi.

Ogromne powodzenie miały także małe obrazki z odpowiednimi wezwaniami. Rozchodziły się one w wielomilionowych nakładach. W 1876 roku, ustanowiono Święto Maryi Nieustającej Pomocy na dzień 26 kwietnia, z czasem przeniesione na 27 czerwca.

Sam zaś obraz przedstawia cztery postacie: Maryję z Dzieciątkiem oraz Świętych Archaniołów: Michała (po lewej stronie obrazu) i Gabriela (po stronie prawej). Maryja jest przedstawiona w czerwonej tunice, granatowym płaszczu – zielonym po spodniej stronie – i w niebieskim nakryciu głowy, które przykrywa czoło i włosy. Na środkowej części welonu znajduje się złota gwiazda z ośmioma prostymi promieniami. Głowę Maryi otacza, charakterystyczny dla szkoły kreteńskiej, kolisty nimb.

Oblicze Maryi jest lekko pochylone w stronę Dzieciątka Jezus, trzymanego na lewej ręce. Prawą, dużą dłonią, o nieco dłuższych palcach, charakterystycznych dla obrazów typu „Hodegetria”, czyli „Wskazująca drogę”, Maryja obejmuje ręce Jezusa. Jej spojrzenie charakteryzuje czuły smutek, ale nie patrzy na swojego Syna, lecz wydaje się przemawiać do patrzącego na Obraz. Miodowego koloru oczy i mocno podkreślone brwi dodają obliczu piękna i wyniosłości.

Dzieciątko Jezus przedstawione jest w całości. Spoczywając na lewym ramieniu Matki, rączkami ujmuje mocno Jej prawą dłoń. Przyodziane jest w zieloną tunikę z czerwonym pasem i okryte czerwonym płaszczem. Opadający z nóżki prawy sandał pozwala dostrzec spód stopy, co może symbolizować prawdę, że będąc Bogiem, Jezus jest także prawdziwym człowiekiem. Ma kasztanowe włosy, a rysy Jego twarzy są bardzo dziecięce.

Stopy i szyja Dzieciątka wyrażają jakby odruch nagłego lęku przed czymś, co ma niechybnie nadejść. Tym natomiast, co wydaje się przerażać małego Jezusa, jest wizja męki i cierpienia, wyrażona poprzez krzyż i gwoździe, niesione przez Archanioła Gabriela. Po drugiej stronie obrazu, Archanioł Michał ukazuje inne narzędzia męki krzyżowej: włócznię, trzcinę z gąbką i naczynie z octem.

Maryja, pomimo że jest największą postacią Obrazu, nie stanowi jego centralnego punktu. W geometrycznym środku Ikony znajdują się połączone ręce Matki i Dziecięcia, przedstawione w taki sposób, że Maryja wskazuje na swojego Syna, Zbawiciela.

A oto jak o czczonej przez nas dzisiaj tajemnicy pisał Święty Alfons Maria Liguori:

My, biedni ludzie, jesteśmy dziećmi nieszczęsnej Ewy i stąd też podlegamy tej samej karze. Tułamy się na tym padole płaczu, z dala od ojczyzny naszej, płacząc z powodu tylu cierpień ciała i duszy. Lecz szczęśliwy, kto wśród tej nędzy zwraca się często do Pocieszycielki świata, Ucieczki grzeszników, kto Jej nabożnie wzywa i do Niej się modli.

Kościół Święty wyraźnie naucza nas, swoje dzieci, z jaką żarliwością i zaufaniem mamy się ciągle zwracać do tej naszej ukochanej Opiekunki. Poleca bowiem, byśmy Ją czcili w szczególny sposób. Tego właśnie oczekuje od nas Maryja, byśmy Ją zawsze błagali i prosili. Nie znaczy to jakoby żądała od nas tych hołdów i oznak czci, bo są one zbyt małe w stosunku do tego, na co zasługuje. Nie, Ona chce tylko w ten sposób zwiększyć w nas ufność i nabożeństwo, aby nam mogła tym więcej udzielać pomocy i pociechy.

Maryja w okazywaniu litości upodabnia się całkowicie do Boga. Jak bowiem Bóg spieszy natychmiast z pomocą tym, którzy Go wzywają, będąc wiernym swej obietnicy: Proście, a otrzymacie, podobnie czyni Maryja. Skoro tylko kto Jej wezwie, natychmiast spieszy mu z pomocą.

Kiedy szukamy pomocy u Maryi, nawet ogrom grzechów naszych nie powinien nam odbierać ufności. Ona jest Matką miłosierdzia, a miłosierdzie można tylko wtedy okazywać, gdy się nadarza sposobność pocieszania nieszczęśliwych. Maryja bowiem nie wzdryga się wobec grzesznika, jak dobra matka wobec swojego syna, dotkniętego trądem. Ze względu na to, że jest miłosierna dla grzeszników, jeszcze bardziej ma możność ujawnić się jako Źródło miłosierdzia; bo gdzie nie ma nędzy, nie ma i miłosierdzia.

Tak wielka jest litość dla nas tej Matki i tak wielka miłość względem nas, że nawet nie czeka na nasze prośby, aby przyjść nam z pomocą. […] Tak jest zatroskana o nasze dobro, że Jej czułość wyprzedza nasze prośby i zapobiega przyczynom nieszczęść. Wypływa to stąd […] że serce Maryi jest tak wezbrane litością, iż skoro tylko się dowie o naszej potrzebie, już rozlewa łaski swego miłosierdzia. Niemożliwym jest dla Niej słyszeć o czyjej nędzy, a nie pospieszyć z pomocą.

A jeśliby ktoś wątpił, czy go Maryja wesprze, niech posłucha zachęty Innocentego III: „Któż kiedy, o Przenajświętsza Panno, wezwał z wiarą Twej potężnej opieki, a został opuszczony? Zaiste nikt, nigdy!” […]

Każdy zatem, wzywając tej Matki miłosierdzia, może mówić z wielką ufnością za świętym Augustynem: „Pomnij, o najlitościwsza Panno Maryjo, iż od wieków nie słyszano, aby został opuszczony, kto się pod Twoją ucieka opiekę”. Wybacz mi zatem, jeśli powiem, że nie chcę być owym pierwszym nieszczęsnym, który uciekając się pod Twoją obronę – zostałby przez Ciebie opuszczony.”

Tyle z pism Świętego Alfonsa Marii Liguoriego, a my dzisiaj, pomni na te słowa – i na Boże słowo dzisiejszej liturgii – wpatrzeni w Obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy, prosimy: O Maryjo, Matko Nieustającej Pomocy, która z taką czułością z tego cudownego Obrazu na nas spoglądasz, z dziecięcą ufnością spieszymy do Twych stóp z naszymi wspólnymi prośbami. Racz spojrzeć na nas łaskawie i wysłuchać naszych błagań. Przyjdź nam z pomocą w wielorakich potrzebach naszych. Błagamy Cię o to najusilniej i najgoręcej: POMAGAJ NAM NIEUSTANNIE!”

2 komentarze

  • Mam w domu ikonę Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Kupiłem w sklepiku kościelnym przy kościele prawosławnym.
    W naszej parafii znajduje się drewniana figura Matki Bożej Nieustającej Pomocy (bez Archaniołów). Jest to dar od wspólnoty katolickiej z Południowego Tyrolu (Włochy). Została ona zainstalowana i konsekrowana 8 grudnia 2010 roku.
    Nie mamy nowenny przed tą ikoną (jak w parafii ks. Marka w Surgucie).
    Kiedy przychodzę do katedry, pierwszą rzeczą, jaką robię, jest zwrócenie się do Maryi Nieustającej Pomocy z moimi intencjami. Wiem, że Mama Jezusa zawsze mi pomoże i nigdy mnie nie opuści.

    Zdjęcia ikony i figury prześlę ks. Jackowi drogą mailową.

  • „O Maryjo, Matko Nieustającej Pomocy, która z taką czułością z tego cudownego Obrazu na nas spoglądasz, z dziecięcą ufnością spieszymy do Twych stóp z naszymi wspólnymi prośbami. Racz spojrzeć na nas łaskawie i wysłuchać naszych błagań. Przyjdź nam z pomocą w wielorakich potrzebach naszych. Błagamy Cię o to najusilniej i najgoręcej: POMAGAJ NAM NIEUSTANNIE!”
    Amen!

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.