Wszystko – z Nim!

W

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Kanonik Ireneusz Głowacki, Proboszcz Parafii w Miastkowie Kościelnym.

A urodziny przeżywa Elena, Komentatorka na naszym forum.

Obojgu świętującym życzę wszelkiego Bożego błogosławieństwa! Wspieram modlitwą!

Drodzy moi, dzisiaj bardzo wcześnie, bo już po 5:00, wyjadę z Siedlec do Parafii Opole – Podedwórze, gdzie będę po raz pierwszy. Proboszcz tejże Parafii, Ksiądz Wiesław Sitarski, zmaga się z ciężką chorobą, dlatego w każdą kolejną niedzielę wspomaga Go któryś z Księży: bądź to z Dekanatu, bądź to skądkolwiek. Tak się złożyło, że kiedy zostałem poproszony o takową pomoc właśnie w jutrzejszą niedzielę – miałem ją jeszcze wolną. Dlatego wyruszam. Mam do przejechania około stu kilometrów, a pierwsza Msza Święta – o 7:00.

Tak się nieraz uśmiecham, że kiedy proboszcz – ten czy ów – przed pierwszą Mszą Świętą w niedzielę może sobie wstać niewiele wcześniej, żeby ewentualnie porozwieszać ogłoszenia i dopiąć ostatnich szczegółów, to ja mam jeszcze do przejechania niemałą trasę do jego parafii. Ale taki mam teraz styl pracy. Nie narzekam, tylko wspominam…

Po zakończeniu posługi w Podedwórzu – przejazd do Parafii w Radoryżu Kościelnym, gdzie dzisiaj dalszy ciąg świętowania jubileuszu pięćdziesięciolecia Święceń kapłańskich Księdza Kanonika Jana Grochowskiego. Tydzień temu – jak wspominałem – główne uroczystości odbyły się w Trąbkach, gdzie miałem przyjemność poprowadzić festyn po Mszy Świętej. Teraz jadę tylko na salę, na spotkanie po Mszy Świętej, bo na samą Mszę Świętą nie zdążę. Zostałem jednak zaproszony przez miejscowego Księdza Proboszcza i przez Organizatorów – „chociaż na trochę”. Jadę więc „na trochę”. Potem wracam do Siedlec.

Ksiądz Marek dzisiaj, przez cały dzień, posługuje w Parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, w Warszawie – Płudach, na zaproszenie Proboszcza, Księdza Roberta Furmana, naszego wspólnego dobrego Kolegi.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym i bardzo konkretnym wezwaniem – zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

13 Niedziela zwykła, A,

28 czerwca 2026., 

do czytań: 2 Krl 4,8–11.14–16a; Rz 6,3–4.8–11; Mt 10,37–42

CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:

Pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze zapraszała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek. Powiedziała ona do swego męża: „Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda”.

Gdy więc pewnego dnia Elizeusz tam przyszedł, udał się do górnego pokoju i tamże położył się do snu. I powiedział do Gechaziego, swojego sługi: „Co można uczynić dla tej kobiety?”. Odpowiedział Gechazi: „Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary”. Rzekł więc: „Zawołaj ją”. Zawołał ją i stanęła przed wejściem. I powiedział: „O tej porze za rok będziesz pieściła syna”.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Czyż nie wiadomo, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.

Otóż jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy, wiedząc, że Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy. Bo to, że umarł, umarł dla grzechu tylko raz, a że żyje, żyje dla Boga. Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus powiedział do swoich apostołów: „Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je znajdzie.

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.

Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.

Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody”.

Bardzo ciekawą historię słyszymy w pierwszym czytaniu. Samą w sobie – dość zwyczajną, ale jednocześnie dającą do myślenia, zawierającą w sobie ciekawe zwroty akcji. Bo otrzymujemy taką dość prozaiczną informację, że pewnego dnia Elizeusz przechodził przez Szunem. Była tam kobieta bogata, która zawsze zapraszała go do spożycia posiłku. Ilekroć więc przechodził, udawał się tam, by spożyć posiłek.

Mówimy zatem o pewnej cykliczności tych faktów: Prorok przechodził przez miejscowość Szunem – a wynika z tego, że przechodził co jakiś czas, czyli że tamtędy wiodły jego drogi. Może też dlatego wiodły tamtędy, bo tam mógł liczyć na gościnę, na którą zapraszała go wspomniana kobieta. Słyszymy, że była to kobieta bogata, zatem ten gest, jaki co jakiś czas czyniła wobec Proroka, nie był dla niej powodem jakiegoś zubożenia. Czyli – by tak rzec – z tej strony żadnego problemu nie było.

Może tylko taka pewna uciążliwość, że Prorok ten tak ciągle przychodzi i przychodzi… Ale i tu – jak dalej słyszymy – problemu nie było, bo kobieta owa sama zauważyła i mężowi swemu powiedziała: Oto jestem przekonana, że świętym mężem Bożym jest ten, który ciągle do nas przychodzi. Przygotujmy mały pokój górny, obmurowany, i wstawmy tam dla niego łóżko, stół, krzesło i lampę. Kiedy przyjdzie do nas, to tam się uda.

To właśnie dlatego tak chętnie go przyjmowała – z żadnego innego powodu. Bo… z jakiego innego mogłaby to czynić? W końcu, narażała się tylko na wydatki i miała niejaki problem wokół zorganizowania Prorokowi pobytu, w tym – ugoszczenia go posiłkiem. Jednak stwierdzenie, zawarte w jej wypowiedzi, iż Prorok ciągle do nas przychodzi – jak już sobie wspomnieliśmy – nie było tu żadnym wyrzutem czy pretensją. Zwykłe stwierdzenie faktu. Po prostu – ciągle przychodzi.

A nawet z tej dzisiejszej krótkiej relacji dowiadujemy się, że nie chodziło o sam tylko posiłek, ale zapewne i nocleg. Bo po co byłoby przygotowywanie owego pokoiku na górze?…

I właśnie w trakcie jednej z takich wizyt miało miejsce wydarzenie, dzisiaj opisane, na które warto zwrócić uwagę. Oto bowiem Prorok, doświadczywszy po raz kolejny gościnności kobiety, zapytał swego sługę: Co można uczynić dla tej kobiety? Być może, zastanawia fakt dobrego zorientowania ze strony sługi, ale to nie jest w tym momencie najważniejsze, skąd to wiedział. Istotne jest to, że trafnie wskazał, jaka jest największa bolączka owej kobiety: Niestety, ona nie ma syna, a mąż jej jest stary.

I właśnie tutaj mamy ten moment, na który chcemy sobie zwrócić uwagę. Bo Prorok, w tym momencie, obwieścił kobiecie: O tej porze za rok będziesz pieściła syna. Krótko, stanowczo i na temat. Nie: „Być może będziesz pieściła syna!”; albo: „Pomodlę się o to, byś za rok miała syna!”; albo: „Bardzo ci życzę tego, byś za rok miała syna!”. Nic z tych rzeczy! To było krótkie stwierdzenie: O tej porze za rok będziesz pieściła syna.

Dwie ważne informacje, a jedna bardziej zaskakująca od drugiej. Bo – po pierwsze – stwierdzenie, że dziecko w ogóle się pojawi, a po drugie: dokładne określenie czasu, kiedy się to stanie.

I teraz: przypomnijmy sobie raz jeszcze pytanie, jakie Prorok postawił swemu słudze: Co można uczynić dla tej kobiety? Czyli… kto miałby to uczynić? Bo z całego kontekstu wynikałoby, że sam Prorok. Ale czy Prorok ma moc czynienia cudów? Czy jest aż tak ważnym człowiekiem? A może aż tak zdolnym?

Owszem, my i dzisiaj znamy przeróżnych wizjonerów czy wróżki, do których ludzie zwracają się nawet z prośbą o rozwiązanie swoich życiowych problemów. Twórcy przeróżnych horoskopów także widzą tu swoją możliwość wykazania się, chociaż ich „twórczość” – jeśli się jej uważnie przyjrzeć – jest bardzo łatwa do rozszyfrowania. Ich przepowiednie bowiem – tak je tu technicznie nazwijmy – polegają na stwierdzeniach oczywistych i zawsze sprawdzających się, na zasadzie: raz ci się polepszy – raz ci się po…gorszy! Raz będzie lepiej – a innym razem trudniej. Raz będzie wesoło – a innym razem smutno. Przecież tak dzieje się zawsze i wszędzie – każdy z nas taką prawidłowość zaobserwuje w swoim życiu.

Stąd wiara w horoskopy jest naprawdę świadectwem skrajnej głupoty. Albo – z drugiej strony – potwierdzeniem zwyczajnej obserwacji życia, bo wierzyć w to, że raz będzie lepiej, a raz gorzej, to wierzyć w rzeczywistość taką, jaka ona jest! Niestety, my dobrze wiemy, że wiara w tego typu rzeczy i przywiązywanie wagi do nich jest przede wszystkim znakiem braku wiary. Na zasadzie, że jak się nie wierzy w Boga, to się wierzy już we wszystko! Nawet w najbardziej oczywiste rzeczy, które nagle stają się epokowym odkryciem, albo są największą na świecie bzdurą.

W każdym razie, jeżeli ktoś rości sobie prawo lub umiejętność przepowiadania przyszłości – niech wskaże dokładnie, co się wydarzy, gdzie i kiedy. Precyzyjnie i punktualnie. Bo Prorok Elizeusz wskazał: za rok, o tej porze, ta konkretnie kobieta będzie miała syna. Skąd mógł to wiedzieć? Domyślamy się na pewno…

Zauważmy jednak, że on w tej chwili nie modlił się, nie stawiał Bogu żadnych pytań, nawet się dłużej nie zastanawiał. Po prostu: na jedno stwierdzenie sługi, że kobieta ta nie ma dziecka – momentalnie padło stwierdzenie Proroka: „A więc za rok będzie go miała”. I już. Co i jak tu zadziałało? Odpowiedź może być tylko jedna: więź Proroka z Bogiem! Aż taka wieź – aż tak mocna! Prorok był z Bogiem w tak bliskiej relacji, że – z jednej strony – głęboko wewnętrznie wiedział, co się wydarzy, a z drugiej: mógł oczekiwać, że Bóg da to, czego on, Jego sługa, pragnie. Jak wielka musiała być więź Elizeusza z Bogiem!

I taka w istocie była. Czym sobie Prorok na takie zaufanie ze strony Boga zasłużył? I czy tylko on na takie mógł liczyć? Święty Paweł przekonuje nas – w drugim dzisiejszym czytaniu – że nie. Zwraca się on bowiem do wiernych Gminy chrześcijańskiej rzymskiej – ale i do nas wszystkich – tymi słowami: Czyż nie wiadomo, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie, jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. Otóż jeżeli umarliśmy razem z Chrystusem, wierzymy, że z Nim również żyć będziemy.

Drodzy moi, kluczowe w tej wypowiedzi jest powtarzające się dwukrotnie stwierdzenie: z Nim. My – ludzie – z Nim: z Jezusem! Razem z Nim zostaliśmy zanurzeni w śmierć – razem z Nim wkroczymy w nowe życie. I tak już będzie przez całą wieczność. A dokonało się to przez Chrzest Święty. Jednakże Chrzest – to początek. To pierwszy krok. Z pewnością – nie może być ostatnim! On nas wprowadził na określoną drogę, ale tą drogą trzeba teraz pójść. Jaka to droga?

Ta, którą wyznaczają te oto słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je znajdzie. Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.

Pewne doświadczenie, jakie już mamy w czytaniu Bożego słowa i słuchaniu go, z pewnością podpowiada nam, że Jezusowi naprawdę nie chodzi o to, żeby nie kochać swoich rodziców, albo kochać ich mniej lub słabiej. Nie zabrania też rodzicom bezgranicznie kochać swoich dzieci. I nie każe nam lekceważyć swego ziemskiego życia – jakby było ono zupełnie nieważne na tle życia wiecznego. Nic z tych rzeczy!

Natomiast chodzi w tym wszystkim o to, aby w każdej z tych sytuacji to właśnie Jezusa umieścić na pierwszym miejscu. Żeby żadna relacja, jaką tworzymy z kimkolwiek – nawet z własnymi rodzicami czy dziećmi, a nawet ze współmałżonkiem – nie była wbrew relacji z Jezusem. Niestety, wiemy, że tak się zdarza – i to nierzadko: rodzice są tak bezkrytycznie wpatrzeni w swoje dziecko, że akceptują w jego postawie wszystkie, nawet najgorsze zachowania i każde już z góry usprawiedliwiają, nawet nie dopytując o szczegóły, albo nie dopuszczając takiej możliwości, że dziecko mogłoby coś źle zrobić. To tak zwana „ślepa miłość” – nie mająca nic wspólnego z miłością prawdziwą.

Podobnie w każdej innej, wymienionej przed chwilą relacji, czy jakiejkolwiek relacji międzyludzkiej. Nigdy drugi człowiek nie może w naszej osobistej hierarchii stanąć tak wysoko, iż zajmie miejsce Jezusa, wynikiem czego będziemy dla niego gotowi zlekceważyć wszelkie Boże zasady czy przykazania. A wiemy, że tak się zdarza. I to nie tylko, gdy idzie o relacje międzyludzkie, ale także: gdy idzie o jakiekolwiek odniesienie do wartości lub spraw, które mogą zająć miejsce Jezusa w sercu człowieka – miejsce pierwsze.

Jakie to mogą być wartości lub sprawy? Róże: praca, wykształcenie, życiowe pasje i talenty, nauka, pozycja społeczna, władza, ludzka ambicja i poczucie własnej wartości, także: pieniądze i inne wartości materialne. Osiągnięcie poszczególnych etapów lub elementów tej układanki może się stać – i często staje się – celem w życiu. Człowiek rozwija się i kształci, zdobywa kolejne stopnie kariery zawodowej, naukowej lub politycznej (także, choć to dziwacznie brzmi: kariery kościelnej) – i może tak być, że w stosunkowo młodym wieku osiągnie już szczyt swoich możliwości na danym odcinku.

Bo może zdobędzie już najwyższe tytuły naukowe, obejmie najwyższe stanowiska w państwie lub w innej społeczności, osiągnie też fortunę materialną. Dojdzie już tak wysoko, że każdy następny krok – to już tylko krok w dół. Bo wyżej się po prostu już nie da. A ma trzydzieści lub czterdzieści lat. I co tu robić jeszcze z czterdziestoma laty, które ewentualnie ma do przeżycia? Ale nawet nie trzeba aż tak wysoko dochodzić na różnych drabinach społecznych czy naukowych. Przecież każda i każdy z nas stawia sobie codziennie, jakieś cele, do których dąży.

Warto przy każdy z nich dodawać jedno pytanie: I co dalej? Osiągnę to lub tamto – i bardzo dobrze, ale co dalej? Albo: Po co chcę to osiągnąć? Albo – choć to może zabrzmi kontrowersyjnie – po co wiążę się tak na sto procent z drugim człowiekiem, jeśli w którymś momencie mogę się nim zwyczajnie znudzić, albo jego styl bycia zacznie mnie zwyczajnie drażnić i denerwować? Tak zupełnie bez powodu – tak po prostu… I co wtedy?

Właśnie wtedy okazuje się, jak ważnym jest, aby każdego dnia – od rana do nocy i od nocy do rana – być „na łączach” z Jezusem. Wszystko czynić i przeżywać razem z Nim i dla Niego, i ze względu na Niego! Stale z Nim rozmawiać – także swoimi słowami! Zapraszać Go do serca w Komunii Świętej – na każdej Mszy Świętej. Myśleć Jego myślami i mówić Jego słowami. Związać się z Nim najmocniej, jak się tylko da: osobiście i całym sercem!

A wtedy okaże się, że nie tylko Prorok Elizeusz czy Święty Paweł, czy Jan Paweł II, czy inni Święci – ale każdy z nas będzie widział, wiedział i rozumiał więcej. Bo na bieżąco będziemy słyszeli to, co każdego dnia – do naszych serc – mówi Jezus…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.