Płomień Pana!

P

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym trzydziestą pierwszą rocznicę zawarcia sakramentalnego Małżeństwa przeżywają Państwo Ewa i Włodzimierz Olendrowie, z Celestynowa. Są to ludzie bardzo mi bliscy, uważamy się właściwie za rodzinę! Dziękuję Bogu za tę wspaniałą Rodzinę, dziękuję za nasz naprawdę dobry i stały kontakt, dziękuję także za świadectwo wiary i pięknie przeżywanego życia małżeńskiego. Bardzo to budujące świadectwo! Niech tak, jak dzisiejsza Patronka, ciągle wzmacniają swą miłość do Jezusa i do siebie nawzajem. O to stale się dla nich modlę!

Imieniny natomiast przeżywają dziś:

Magdalena Sosnowska – Żona Grzegorza, mojego byłego Lektora z Wojcieszkowa,

Magdalena Golba – należąca w swoim czasie do Wspólnoty młodzieżowej z Wojcieszkowa,

Magdalena Majchrzyk – dobra Znajoma w Białej Podlaskiej.

Urodziny zaś przeżywają:

Mariusz Majewski – Lektor z mojej rodzinnej Parafii, Człowiek bardzo zaangażowany w życie Parafii i działalność młodzieżową, Członek FORMACJI «SPE SALVI» – są to urodziny OSIEMNASTE!;

Piotr Kalbarczyk – za moich czasów: Lektor w Parafii w Celestynowie.

Wszystkim świętującym życzę takiej bliskości Jezusa, w jakiej żyła dzisiejsza nasza Patronka! O to będę się dla Nich modlił.

Drodzy moi, pozdrawiam Was już z Siedlec, dokąd dotarłem wczoraj, po 22:00 – prosto z Domu rodzinnego, gdzie zostawiłem Rodziców i resztę Ekipy, po bardzo sprawnej podróży ze Szklarskiej Poręby. Świetnie jedzie się nowymi, szybkimi drogami: dwupasmówką od samej Białej Podlaskiej – aż do miejscowości Kostomłoty, znajdującej się siedemdziesiąt kilometrów od Jeleniej Góry. A odległość z Białej Podlaskiej (spod rodzinnego Domu) do Szklarskiej Poręby, do Domu na Białej Dolinie, to sześćset pięćdziesiąt siedem kilometrów. A ja wczoraj – tak w całości – przejechałem siedemset trzydzieści pięć kilometrów.

Jeden z moich Mechaników kiedyś skomentował to w ten sposób, że jeżdżąc tyle – robię rocznie (miesięcznie, tygodniowo) więcej kilometrów, niż niejeden taryfiarz! No, cóż… takie to moje życie w drodze – i to w podwójnym znaczeniu: w drodze do zbawienia wiecznego, w której to drodze wszyscy jesteśmy na tym świecie, ale i ciągle w drodze, z kapłańską posługą, do różnych miejsc. Takie podróżowanie – to też dobry czas na refleksję i modlitwę. Także – modlitwę za Was. Na tę zawsze możecie liczyć.

A oto dzisiaj wyruszam już o 8:00 do Leopoldowa, skąd zabieram moich dwóch duchowych Synów: Szymona Salę i Filipa Dawidka – i razem wyruszamy do Lasek pod Warszawą, do Centrum Duszpasterstwa Niewidomych i Niedowidzących, gdzie oczekuje już na nas Ksiądz Profesor Andrzej Gałka, Krajowy Duszpasterz Niewidomych i Niedowidzących. Kiedyś wspomniałem Księdzu Profesorowi, że chciałbym Mu przedstawić moich duchowych Synów, a Im z kolei wspomniałem, że chciałbym przedstawić Im tak niezwykłego i fantastycznego Kapłana, Profesora i Duszpasterza.

A ponieważ na dzisiaj planowaliśmy nieco inne spotkanie – z kimś innym – ale z różnych względów do niego nie dojdzie, przeto zaplanowaliśmy podziałać wspólnie w inny sposób. Wśród propozycji była jednodniowa pielgrzymka do Kodnia. Ale Szymon zaproponował, by właśnie dzisiaj zrealizować te nasze plany „Laskowe”.

Jedziemy zatem, aby wspólnie odprawić Mszę Świętą, pomodlić się, porozmawiać z Księdzem Profesorem, zwiedzić to miejsce, zatrzymać się też przy sarkofagu Błogosławionej Matki Elżbiety Róży Czackiej, Niewidomej Matki Niewidomych. Ja sam będę bardzo intensywnie modlił się za tych moich dwóch, najbliższych mi Synów – i za pozostałych moich duchowych Synów i duchowe Córki. Będę się modlił o świętość dla Nich, ale także – w głównej mierze – o… Na pewno wiecie, o co.

A razem, we trzech, będziemy się modlić także za Was – i Wszystkich, nam bliskich. Wy zaś zechciejcie pomodlić się za moje duchowe Dzieci – by… Pan robił z Nimi dokładnie to, co chce! A Oni – by Mu na to pozwolili.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co Pan dzisiaj do mnie mówi – bardzo osobiście? Z jakim konkretnym przesłaniem właśnie do mnie dzisiaj się zwraca? Duchu Święty – działaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Marii Magdaleny,

22 lipca 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza:

Pnp 8,6–7; albo: 2 Kor 5,14–17; J 20,1.11–18

CZYTANIE Z KSIĘGI PIEŚNI NAD PIEŚNIAMI:

Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana.

Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.

ALBO:

CZYTANIE Z DRUGIEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN

Bracia: Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.

Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień od niego odsunięty.

Maria stała przed grobem płacząc. A kiedy tak płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa: jednego w miejscu głowy, a drugiego w miejscu nóg.

I rzekli do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?”.

Odpowiedziała im: „Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono”.

Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus.

Rzekł do niej Jezus: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”.

Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: „Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę”.

Jezus rzekł do niej: „Mario!”.

A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: Nauczycielu.

Rzekł do niej Jezus: „Nie zatrzymuj Mnie; jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: «Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego»”.

Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: „Widziałam Pana i to mi powiedział”.

Patronka dnia dzisiejszego, Maria, pochodziła – według biblijnej relacji – z miejscowości Magdalia, znajdującej się nad Jeziorem Galilejskim, niedaleko Tyberiady. Z Ewangelii wiemy, że w swoim czasie w życiu Marii miało miejsce bardzo znaczące wydarzenie: Jezus wyrzucił z niej siedem złych duchów. Odtąd włącza się ona do grona Jego słuchaczy i wraz z innymi niewiastami troszczy się o wędrujących z Nim ludzi.

Po raz drugi Ewangeliści wspominają o niej, gdy wyliczają ją wśród osób obecnych przy ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa, a następnie – przy zdjęciu Ciała Zbawiciela z krzyża i pogrzebaniu. Nasza Święta była jedną z trzech niewiast, które potem udały się do grobu, aby namaścić Ciało Ukrzyżowanego, ale grób znalazły pusty! Kiedy zatem Maria Magdalena ujrzała, że kamień od grobu był odsunięty, wówczas przerażona myślą, że Żydzi zbezcześcili Ciało Zbawiciela, przenosząc je w niewiadome miejsce – pobiegła do Apostołów i powiadomiła ich o wszystkim.

Potem sama ponownie wróciła do Grobu, a tam – niespodziewanie – Zmartwychwstały ukazał się jej, jednak ona nie rozpoznała swego Mistrza, biorąc Go za ogrodnika. O tym usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. Po tym spotkaniu Maria Magdalena – jako pierwsza – przekazała Apostołom wieść o Zmartwychwstaniu Chrystusa.

Święty Papież Grzegorz I Wielki utożsamiał Marię Magdalenę z jawnogrzesznicą, o której pisze Łukasz Ewangelista, jak też z Marią, siostrą Łazarza, o której z kolei pisze Święty Jan, iż – podobnie, jak jawnogrzesznica u Świętego Łukasza – obmyła nogi Pana Jezusa wonnymi olejkami.

Współcześni bibliści jednak, idąc za pierwotną tradycją i za Ojcami Kościoła na Wschodzie, uważają, że imię Maria miały trzy niewiasty, nie mające ze sobą bliższego związku. Dlatego to właśnie najnowsza reforma kalendarza liturgicznego wyraźnie odróżnia Marię Magdalenę od Marii, siostry Łazarza, ustanawiając ku ich czci osobne dni wspomnienia.

Kult Świętej Marii Magdaleny jest obecnie powszechny w Kościele tak na Zachodzie, jak i na Wschodzie. Nasza dzisiejsza Patronka ma swoje sanktuaria, do których od wieków licznie podążali i wciąż podążają pielgrzymi. W czerwcu 2016 roku Papież Franciszek podniósł dzisiejsze wspomnienie liturgiczne do rangi święta liturgicznego.

Słuchając czytań, przeznaczonych dokładnie na dzisiejsze Święto, możemy powiedzieć, że życie naszej Patronki to dokładna realizacja usłyszanego dzisiaj Bożego słowa. Bo chyba zauważamy, że takim pojęciem – kluczem, który dzisiejsze czytania w jakiś sposób ukierunkowuje, a może i streszcza, jest miłość.

W pierwszym z danych nam do wyboru czytań, z Księgi Pieśni nad Pieśniami, słyszymy: Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.

Zatem, miłość jest czymś bardzo czułym, delikatnym i subtelnym, a przecież także – jest potężna jak śmierć. Jej żar – to płomień Pana. Czyli żar naprawdę potężnynie jakiś mały płomyk, który zgaśnie przy pierwszym podmuchu wiatru. Zapewne zgodzimy się z tym, że można ten fragment Księgi Pieśni nad Pieśniami włożyć w usta dzisiejszej Patronki. Albo też opisać tymi słowami możemy jej odniesienie do Jezusa. O czym jednak mówimy?

Dokładnie o tym, o czym mowa w dzisiejszej Ewangelii, czyli o wielkim jej zatroskaniu o to, aby nawet po śmierci umiłowanego Mistrza – skoro już nic się tak po ludzku nie dało zrobić, aby odmienić bieg wydarzeń i ocalić Go od śmierci – przynajmniej otoczyć najwyższą czcią Jego Ciało… A także – aby wieść o tym, że tego Ciała jednak w grobie nie ma, jak najszybciej dotarła to tych, do których dotrzeć powinna, czyli do Apostołów.

Dlatego słusznie Kościół Święty, ustanawiając decyzją Papieża Franciszka dzisiejszy dzień Świętem liturgicznym i wprowadzając – w związku z tym – do Mszału Rzymskiego nową Prefację mszalną, dedykowaną właśnie Świętej Marii Magdalenie, zatytułował tę Prefację określeniem: „Apostołka Apostołów”.

A w samym jej tekście znalazły się takie słowa: „Zaprawdę godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne, abyśmy Ciebie, wszechmogący Ojcze, wielki w miłosierdziu nie mniej niż w potędze, zawsze wysławiali przez Chrystusa, naszego Pana. On w ogrodzie jawnie ukazał się Marii Magdalenie, która umiłowała Go żyjącego, widziała konającego na krzyżu, szukała złożonego w grobie i jako pierwsza uwielbiła Go zmartwychwstałego. On zaszczycił ją apostolską misją wobec apostołów, aby dobra nowina nowego życia dotarła aż na krańce świata.”

Czyż to nie jest prawdziwa miłość – uczennicy do Mistrza, będąca odpowiedzią na tę miłość, którą On pierwszy ją otoczył? Owa delikatna zapobiegliwość, a jednocześnie: zdecydowana i śmiała aktywność w kierunku rozgłoszenia wieści o Zmartwychwstaniu Pana – czyż to nie jest świadectwo ogromnej miłości?

Tej, której bardzo spektakularnym świadectwem jest ów moment dzisiejszego spotkania Marii Magdaleny z Jezusem, kiedy to On sam zwrócił się do niej po imieniu, a ona dopiero wtedy Go poznała. Bo wcześniej myślała, że to ogrodnik, albo jeszcze ktoś… Gdyż – jak wiemy – po Zmartwychwstaniu Ciało Jezusa było w jakiś sposób inne od tego, które uczniowie widzieli przed Wydarzeniami Paschalnymi, stąd nie tylko nasza dzisiejsza Patronka miała problem z Jego rozpoznaniem już po Zmartwychwstaniu.

Ale w jej przypadku momentem przełomowym było wypowiedzenie przez Jezusa jej imienia. Ileż musiało być w tym Jego miłości do wiernej uczennicy! Wypowiadając to imię, poruszył On jakąś bardzo czułą nutę w jej sercu – właśnie: odwołał się do tej wzajemnej miłości, jaka ich łączyła.

Tej miłości, o której Paweł Apostoł tak mówi w drugim dzisiejszym czytaniu, we fragmencie swojego Drugiego Listu do Koryntian: Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł Chrystus, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał.

Nasza dzisiejsza Patronka już nie żyła dla siebie, kiedy – jako jedna z pierwszych – stała się świadkiem i głosicielem Chrystusowego Zmartwychwstania. Od tego momentu żyła już tylko dla Kościoła. Bo odniosła do siebie bezpośrednio i bardzo osobiście te oto słowa Apostoła Pawła: Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe. Rzeczywiście, w życiu Marii Magdaleny wszystko stało się nowe!

A w moim – po każdym spotkaniu z Jezusem na Mszy Świętej, w Jego słowie, na modlitwie, po Spowiedzi – czy wszystko staje się nowe? Z jakim uszanowaniem – z jaką miłością – wypowiadam imię Jezusa czy też imię drugiego człowieka, w którym zapisane jest imię Jezusa? I jak często odbieram swoim sercem i umysłem sygnały, jakie wysyła do mnie Jezus, zapraszając mnie do nawiązania jak najpełniejszej więzi ze sobą?… Czy słyszę, jak On – z bezgraniczną miłością – zwraca się do mnie po imieniu?…

I czy mógłbym – w związku z tym – z całą świadomością i przekonaniem powtórzyć, że jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak otchłań; żar jej to żar ognia, płomień Pana?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.